Okładka chłodna, skromna, z rozmywającymi się końcówkami wyrazów rezonuje z zawartością, bo niektóre historie są ledwie muśnięte, inne choć intrygujące urywają się nagle, niektóre rozmywają, żeby zostawić czytelnika z jego przemyśleniami. Wykorzystał do tego niejednorodne formy pisarskie: list, pamiętnik, fragment powieści i oczywiście wspomnienia własne. Końcowe akordy są bardziej rozbudowane, mogą być bliskie, namacalne, bo pozwalają powrócić do własnego dzieciństwa i młodości, motywują też, aby zamyślić się nad przeżyciami i odczuciami autora.
"Korowód" Jakuba Małeckiego to swoisty łańcuszek ludzkich losów, powiązań i kontynuacji. Każdy rozdział łączy się ze sobą, czasem subtelnością, a innym razem czymś fundamentalnym, chcemy czy nie jesteśmy przedłużeniem jakiejś historii. Sporo w tej książce melancholii, niepewności i strachu, począwszy od pierwszego bohatera, który podszyty lękiem ucieka w śnieżną noc, aż do ostatniej chwili, gdzie alter ego autora obciążone jest smutnymi przeżyciami, które jak cień nazwany tutaj "Kształtem" są tuż obok, towarzyszą, są wyraźniejsze, bardziej aktywne, albo wyciszone, schowane bardziej w kąt.
Autor porusza w tej książce bardzo ważny wątek o lękach, które wynosimy z dzieciństwa lub/i zbieramy na drodze życia, a które zabierają nam radość, odwagę, nie pozwalają w pełni oddychać, korzystać z możliwości czy talentów, które tak naprawdę mamy, ale które przysłonięte są tymi wszystkimi bluszczami strachów i niepewności. Przyglądając się z boku autorowi, widzimy spełnionego, sławnego, zdolnego, pięknego mężczyznę, jednak poznając bliżej widzimy tą drugą stronę: niepewną, obciążoną, przygniataną i targaną wspomnieniami. Te wewnętrzne lęki, smutki, spychają ludzi na krawędzi życia, czasami nikt i nic nie jest w stanie im pomóc, nie dają rady, zbyt obciążeni uciekają na drugą stronę życia.
"Pomyślałem, że jestem więźniem i że zawsze nim będę, że Kształt może i nie mówi już do mnie tak często jak kiedyś, ale wciąż jest, że spędziłem najlepszą część swojego życia, w dużej mierze tego życia unikając, oddychałem szybko, ale powietrza (...) było coraz mniej." (str. 242) Głosy w głowie, zbierane, ciułane, niesione w bagażu doświadczeń, czasem nie dają żyć, czasem odpuszczają pozwalając na spokojniejsze oddechy, na wiarę w to co jest tu, bliskie, miłe, znane, kochane.
Książka poruszająca, ale nie od razu daje pojąć swój ładunek, przekaz i istotę. Warto dać jej uważność, bo ostatnie akordy otwierają oczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)