Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczególnie polecam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczególnie polecam. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 stycznia 2026

Cesarzowa Piotra. Tom 1 - Kristina Sabaliauskaitė

 

Główna bohaterka książki, Katarzyna I Aleksiejewna przyjmuje nas w swojej sypialni w ostatniej dobie swojego życia. Leżąc w łożu boleści i upokorzenia, niezdolna ruszyć się z niego, ani wykonać żadnej czynności wokół siebie, zależna od służby i lekarza, zapadająca w stany nieprzytomności, powraca w tych ostatnich godzinach do swojego życia, rok po roku, wydarzenie po wydarzeniu odkrywa przed czytelnikiem swoje losy.

Narratorka Katarzyna prowadzi czytelnika przez własną biografię bez patosu i bez wybielania faktów. Jej opowieść jest szczera, momentami brutalna, pełna sprzecznych emocji: wstydu, dumy, żalu, gniewu i niespełnienia. To nie jest historia cesarzowej opowiadana z perspektywy tronu, lecz z perspektywy kobiety, która przeszła drogę od nizin społecznych do najwyższej władzy, płacąc za nią ogromną cenę osobistą. Jej siłą jest intymność, bo poprzez zamknięcie narracji w przestrzeni sypialni umierającej cesarzowej czytelnik staje się niemal mimowolnym świadkiem jej najbardziej prywatnych myśli i tego co się z nią dzieje fizycznie. Przeszłość miesza się tu z teraźniejszością, wspomnienia z majakami, a wielka historia z osobistym dramatem jednostki. Ten zabieg narracyjny sprawia, że książka wciąga od pierwszych stron i nie pozwala się odłożyć.

Autorka w niezwykle sugestywny sposób pokazuje mechanizmy władzy, zależności, przemoc, zarówno fizyczną, jak i symboliczną oraz ograniczenia, z jakimi musiała mierzyć się kobieta w świecie rządzonym przez mężczyzn, zwłaszcza w Rosji. Katarzyna nie jest przez autorkę ani idealizowana, ani potępiana. Pokazała ludzką twarz cesarzowej, pełną sprzeczności, często słabą, czasem bezwzględną, ale zawsze świadomą swojej pozycji i ceny, jaką za nią zapłaciła. Jej siłą i orężem była pokora, umiejętność słuchania emocji innych, rozwiązywania konfliktów, bycia w cieniu, ale tuż obok kiedy była potrzebna. To też zdolność do przystosowywania się do mężczyzn, zwłaszcza od Piotra, wspieranie ich w fatalnych dla nich momentach, wyprzedzanie ich potrzeb. To niezwykłe postępowanie, które nie było łatwe do utrzymania wobec pokus władzy, pozwolił jej na trwanie.

„Cesarzowa Piotra” to nie tylko powieść historyczna, ale przede wszystkim opowieść o władzy, cenie ambicji i kobiecym doświadczeniu w świecie, który nie pozostawia miejsca na słabość. Książka bardzo mnie wciągnęła, urzekła swoją formą i psychologiczną głębią bohaterki. Zdecydowanie zostanie ze mną na długo, a już z niecierpliwością czekam na drugą część, licząc, że równie bezkompromisowo i sugestywnie dopełni tę historię.

Na marginesie wspomnę, że miałam też nieodparte wrażenie, że ta opowieść jest bardzo aktualna w warstwie politycznej tego kraju. W mojej opinii autorka nawiązywała do ciągle aktualnych: kompleksów wielkiej Rosji, imperialistycznych ambicji i prowadzenia działań przez przemoc. 




czwartek, 6 listopada 2025

Zadzwoń, jak dojedziesz - Jakub Bączykowski

 

"Pomagamy komuś i dajemy sobie prawo do oceniania. A czasami nie pomagamy, tylko obserwujemy jakieś sytuacje z dystansu, przekonani, że doskonale wiemy, co się wydarzyło. Ale kto tak naprawdę wie, co dzieje się wewnątrz rodzin, wewnątrz związków, wewnątrz każdego człowieka, Znamy tylko pewne wersje, fragmenty zdarzeń, opowieści z przeszłości. Najczęściej subiektywne i doprawione emocjami, które mają nas skierować na "właściwy" tor myślenia. Pamiętajmy o tym. I jeszcze jedno. Czas każdego z nas jest tak samo cenny." - J.B.   

„Zadzwoń, jak dojedziesz” to jedna z tych książek, które zostaną ze mną na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Jakub Bączykowski stworzył poruszającą, głęboko ludzką opowieść o rodzinie, miłości, tęsknocie i trudnych decyzjach, które przychodzą wraz z dorosłością.

Głównym bohaterem jest Ryszard – wdowiec, który w trzecią rocznicę śmierci ukochanej żony Wandy zostaje odwiedzony przez swoje dorosłe dzieci. Spotkanie, które miało być ciepłym wspomnieniem, szybko przeradza się w bolesną konfrontację. Autor z niezwykłą wrażliwością pokazuje, jak trudno jest rozmawiać o starości, samotności i obowiązku opieki nad rodzicem – nawet w rodzinie, w której nie brakowało miłości i troski.

To, co najbardziej porusza, to autentyczność emocji. Bączykowski nie ocenia swoich bohaterów – pokazuje ich rozterki, lęki, poczucie winy i wewnętrzne konflikty. Czy dzieci, które były kochane, z którymi rodzice rozmawiali na bardzo wiele tematów, którym pokazywali na własnym przykładzie jak starać się być szczęśliwym człowiekiem, potrafią odwzajemnić tę miłość w momencie, gdy rodzic najbardziej ich potrzebuje? Jak zachować się, aby sprostać obowiązkowi względem rodzica a własnych marzeń i rozwoju?

Książka porusza również temat tęsknoty za ukochaną osobą, która odeszła, ale wciąż żyje w sercu, w myślach, w obrazie wiszącym na ścianie. Ryszard nie tylko zmaga się z fizyczną samotnością, ale także z emocjonalną pustką, której nie potrafią wypełnić nawet najbliżsi. Odchodzi powoli, jakby uchodziło z niego powietrze, które wdychał dzięki miłości i obecności ukochanej kobiety. Odchodzi emocjonalnie i fizycznie, jest coraz mniejszy i bardziej kruchy, bo nie ma chęci trwać bez swojej ukochanej, samotnie, bez celu, codziennych rozmów, planów i działań. 

Autor wprowadził również głos obserwatora rodziny z zewnątrz, co pozwoliło na bardziej chłodne spojrzenie, z zupełnie innej perspektywy. 

Dla mnie była to lektura niezwykle wzruszająca. Nie mogłam się od niej oderwać. Każda strona niosła ze sobą refleksję, a dialogi, choć często bolesne, były prawdziwe i głęboko poruszające. To książka, która zmusza do myślenia o tym, co naprawdę znaczy być rodziną i jak trudne bywają wybory, gdy w grę wchodzi miłość, lojalność i odpowiedzialność. Czy byli dobrymi czy złymi dziećmi? - tego w tej opowieści trudno jednoznacznie orzec, trzeba spojrzeć szerzej pod te drzemiące żale i emocje, które nieprzepracowane tkwią w bohaterach. W mojej opinii, autor pokazał  jak trudno traktować się z szacunkiem i empatią, bo czy dzieci umiały rozmawiać z dorosłym ojcem kiedy ten "znikał" w oczach, o tym co tak naprawdę jest mu potrzebne, za czym tęskni, czego oczekuje od nich. Zabrakło tej uważności, chęci, szczerości, potraktowania go jako sprawnego na umyśle człowieka. Podrzucały jedzenie, leki, sprawdzały od czasu do czasu czy jest, ale uznały, że skoro ma ciepło, telewizor i jedzenie to wszystko, a jednak starość nie wymywa sfery emocjonalnej i uczuciowej. 

Polecam ją każdemu, kto szuka literatury obyczajowej z duszą, takiej, która nie tylko opowiada historię, ale też zostawia ślad w sercu.

czwartek, 30 października 2025

Żądło - Paul Murray

 
"Może potworności są nieodłączną cechą wszystkich epok. Może każde społeczeństwo ma na sumieniu straszne, tylko że potem ludzie udają, że nic nie wiedzieli. Jeśli dzieci pytają, to się im mówi, że wszyscy chcieli dobrze." (str. 453)

„Żądło” to powieść, która nie tyle opowiada historię, co wciąga czytelnika w emocjonalny labirynt, z którego trudno się wydostać. Od pierwszych stron czułam niepokój, czasem subtelny, a innym razem paraliżujący, wszechobecny, narastający wraz z poznawaniem kolejnych bohaterów. Nikt z bohaterów nie jest tutaj jednowymiarowy, spójny, oczywisty, autor w ciekawy sposób buduje atmosferę i odkrywa każdego z nich z różnych stron jako osobę i członka rodziny. Murray nie daje czytelnikowi komfortu dystansu; wręcz przeciwnie, zmusza do wejścia w ich życie, w ich lęki, w ich dramaty. To sprawia, że czytając, nie tylko obserwujemy, ale współodczuwamy, martwimy się, współczujemy, a czasem nawet czujemy bezsilność wobec tego, co nadchodzi i jakie konsekwencje poniosą.

Choć książka jest obszerna, nie ma w niej zbędnych fragmentów. Każdy rozdział jest jak kolejny element układanki, który odsłania mechanizmy rządzące ludzkimi relacjami i społecznymi strukturami. Autor pokazuje, jak głęboko zakorzenione są stereotypy i schematy, które determinują nasze wybory. Strach przed opinią innych staje się tu siłą destrukcyjną, prowadzi do zakłamywania siebie, do życia w roli, która nie jest nasza, a w konsekwencji do rozpadu bliskości, więzi, rodziny, a nawet całych społeczności.

 Autor mistrzowsko buduje atmosferę zagrożenia, która nie opuszcza nas aż do ostatniej strony, tym bardziej że zakończenie pozostaje otwarte, dając przestrzeń na własne interpretacje i domysły. Autor nie daje poczucia zamknięcia, nie oferuje łatwego katharsis. Zamiast tego pozostawia przestrzeń na refleksję i pytanie: co dalej? Ten brak jednoznaczności sprawia, że książka może zostać na długo po przeczytaniu ostatniej strony.

To powieść o rozpadzie, ale nie tylko. To także opowieść o tym, jak bardzo jesteśmy podatni na presję społeczną, jak łatwo stajemy się ofiarami ostracyzmu i pośmiewiska, gdy próbujemy być sobą. Smutno czyta się o tym, jak lęk przed oceną potrafi zniszczyć człowieka, ale jednocześnie trudno nie dostrzec w tym odbicia naszej rzeczywistości. „Żądło” jest lustrem, w którym odbija się współczesny świat – pełen pozorów, presji i nieustannej walki o akceptację. Pokazuje potrzebę niektórych bohaterów od uwolnienia się od skostniałych konstrukcji, które sami stworzyliśmy, albo tych najnowszych, które sobie narzuciliśmy, bez których trudno nam sobie wyobrazić codzienność. "Victor unosi plastikową torebkę ze swoim telefonem w środku. Od dawna chciałem to zrobić, mówi. Odkłada ją na pniak, po czym uderza z całej siły młotkiem." (str. 454)

Autor zawarł też aktualne tematy i pytania o przyszłość wobec zmian klimatycznych i ich niepoznanych konsekwencji dla naszego gatunku. "Jeśli chcemy stawić czoło wyzwaniu tak totalnemu jak zmiany klimatu, musimy być razem. Bicie w bęben tylko jednej sprawy, domaganie się od innych, by patrzyli na twoja maskę - nieważne, czy jest nią symbol statusu, seksualności, rasa wyznanie czy cokolwiek innego - to droga donikąd. Możemy w ten sposób zdobyć trochę uwagi dla własnej partykularnej podgrupy, może nawet wywalczyć drobne ustępstwa. Ale to będzie przestawianie leżaków na tonącym statku. Globalna apokalipsa nie dba o politykę tożsamości, o to, do kogo się modlicie ani po której stronie granicy mieszkacie. Osoby cis, trans, czarne, białe, naukowcy, artystki, koszykarze, księża - ludzie wszystkich wyznań i kolorów skóry dostaną tym obuchem. I to jest kolejna rzecz, która nas łączy. Wszyscy żyjemy w momencie dziejowym, w którym gatunek ludzki zdecyduje, czy przetrwa." (str. 446) Nie myślimy co będzie, jak przygotować się na zmiany chociaż je widzimy, pędzimy za codziennym konsumpcjonizmem, akceptacją, zabawą i bezrefleksyjnym konformizmem. "Podnosisz rękę. Czy to nie dziwne, że poeci wszędzie widzą przyrodę, ale nie widzą, że ona się kurczy? Gdy czyta się te wiersze, można odnieść wrażenie, że świat natury nadal jest tak samo bogaty, a przecież w ciągu ostatnich czterdziestu lat mnóstwo zwierząt i siedlisk zniknęło z powierzchni ziemi. Jak oni mogli tego nie dostrzegać? Tej zagłady gatunków? Skoro są tacy spostrzegawczy? Rozglądam się i widzę świat, który jest niszczony. Prawdziwa poezja opisywałby spacer po wielkim cmentarzysku albo wysypisku śmieci. Przyrodę można znaleźć już tylko w wierszach. To jeden wielki pic na wodę. Nawet ludzie wrażliwi kłamią, mówisz. Nie, wcale tego nie mówisz, tylko jak zwykle siedzisz w milczeniu. (str. 464) Jakże to wymowne, ta cisza, brak odwagi, niechęć do zagłębiania się, do patrzenia dalej, szerzej. 

Książka, która nie tylko opowiada historię, ale zmusza do myślenia, o nas samych, o naszych relacjach, o tym, jak bardzo pozwalamy, by opinia innych kształtowała nasze życie. To lektura wymagająca, ale niezwykle wartościowa dla każdego, kto chce zrozumieć mechanizmy rządzące ludzką psychiką i społeczeństwem. „Żądło” to smutna, ale niezwykle ważna opowieść o rozpadzie: człowieka, rodziny, wspólnoty i świata, który znamy. To książka, która nie daje prostych odpowiedzi, ale stawia trudne pytania o to, kim jesteśmy i jak bardzo pozwalamy, by lęk przed oceną kształtował nasze życie. W tej książce nie można być pewnym niczego i nikogo...

Dodatkowo mamy ciekawą strukturę, różny charakter opowieści bohaterów, co tylko podkreśla ich indywidualizm, a także wspaniałe tłumaczenie, które stawiają książkę wysoko w mojej opinii.

poniedziałek, 13 października 2025

Oberki do końca świata - Wit Szostak

 

Ależ to była uczta literacka w rytmie tańca, napisana pięknym językiem. W zasadzie mogłabym rzec, że to książka z linią melodyczną w rytmie oberka. 

To była opowieść o świecie, który już przeminął, o zwyczajach, które towarzyszyły ludziom przez dziesięciolecia, które niosły radość i zabawę, które symbolizowały czas, którego już nie ma, relacje międzyludzkie, które już nie istnieją, bliskość z naturą i otoczeniem. To książka magiczna, w której można się "zapaść", pozwolić się opleść niecodziennym zjawiskom, poddać się rytmowi opowieści Wita Szostaka.

Autor snuje opowieść o wsi, w której głównymi bohaterami czyni rodzinę Wichrów: Macieja, Jakuba i Józefa, mistrzów oberków granych podczas różnych uroczystości w okolicy. Piękna, choć nie łatwa to była opowieść o Wichrach, bo często ich ścieżki życia były poplątane i wchodziły w ciemne zaułki, nie zawsze ojciec z synami miał przyjacielską relację, a i żonom nie żyło się zwyczajnie w tej oberkowej przestrzeni. Niemniej żyli oni w zgodzie z wieloma zasadami, które wyznaczały ich rytm życia i relacji międzysąsiedzkich.

Uwielbiam książki z kręgu wspomnień z dzieciństwa, minionych światów, które pozostały w pamięci nielicznych, w opowieściach, czy na kartach zakurzonych encyklopedii. To nostalgiczna podróż w przeszłość, po której zostały tylko nieliczne ślady, ale za to jakże ważne, bo przypominające nasze zwyczaje i korzenie. Nie brakuje w niej magii, pradawnych wierzeń, upatrywania sensu w sprawach, których na pierwszy rzut oka nie widać, a które nadają znaczenie tym widocznym. Poruszająca, piękna, refleksyjna.

czwartek, 18 września 2025

Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki - Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki

 

"Wielowiekowe nierówności - od dostępu do nauki przez swobodę rozporządzania majątkiem czy podróżowania po możliwość poświęcania się karierze zawodowej - sprawiły, że najważniejsze dzieła, czy to malarskie, czy literackie, czy muzyczne wychodziły spod ręki mężczyzny. (str. 86)

Lubię takie uczty książkowe. Po biografii Marii Konopnickiej wpadła w moje ręce biografia Marii Dulębianki. Dopełnieniem była jeszcze wystawa w Muzeum w Lublinie pt. "Co babie do pędzla", na której miałam niewątpliwą przyjemność oglądać obrazy malarki. Dodatkowo czytając fragmenty książki, gdzie bohaterki zakotwiczają swoje życie w Żarnowcu przypomniał mi się pokoik malarki na pięterku. Absolutna pełnia doznań.

Czytając książkę miałam wrażenie bycia w biegu, niemożności odnalezienia się w jednym miejscu podobnie jak bohaterka i jej przyjaciółka. Z jednej strony ciągła tułaczka i niedogodności związane z podróżami, z drugiej wolność decydowania o swoim miejscu, swoboda podejmowania decyzji, czerpanie przyjemności z różnorodnych miejsc. Kiedy dodatkowo wyobraziłam sobie długość tych podróży, czas jakiego wymagały i intensywność to kręciło mi się w głowie - nie tylko w przenośni.

Maria Dulębianka wywarła na mnie ogromne wrażenie, jej talent malarski, oratorski, samodzielność w życiowych wyborach, niezłomność w domaganiu się praw dla kobiet, które cały czas w tamtym okresie były w pełni zależne od mężczyzn. Oddanie drugiej osobie, troska o potrzebujących, bliskich i tych najbiedniejszych wzbudzała we mnie ogromny szacunek. Kobieta odważna, niepoddająca się przeciwnościom, ciepła i serdeczna, wykształcona, znająca języki, obyta w świecie. 

Relacja malarki i poetki była ogromnie wdzięczna w odbiorze, bo każda z nich lubiła być ze sobą, ale każda miała szacunek dla wolności tej drugiej osoby, uwielbiały ze sobą spędzać czas, ale kiedy tworzyły dawały sobie na to przestrzeń. Czerpały ze swojego towarzystwa, wspierały siebie tak na niwie twórczej, jak i codziennej. Były obyte, znały języki, podróżowały, miały pasje i zainteresowania, uwielbiały spacerować i wsłuchiwać się w potrzeby tej drugiej. Ich relacja była szczera i budująca, co szczególnie warte podkreślenia, wiedziały, że mogą na siebie liczyć, i wspierać się w biedzie. 

Gratulacje dla autorki za tytaniczną pracę i nie przytłoczenie biografii Marii Dulębianki, o której tak trudno było wyłapywać materiały, szeroko dostępnymi o Marii Konopnickiej. W mojej opinii odmalowała nam kobietę, którą przepełniało dobro i troska o innych, która w swoim życiu najmniej dbała o siebie, kobietę wielu talentów i możliwości, która dwadzieścia lat życia wiernie towarzyszyła w doli i niedoli swojej towarzyszce poetce. Chapeau bas.

To jednak nie wszystko, co mnie ujęło w tej książce, bo dodatkową wartość stanowi bardzo szeroko naświetlone tło historyczne, społeczne i polityczne. Tutaj także autorka nie żałowała wysiłku, aby wyszukiwać ludzi i fakty by wypełnić tło bohaterki/bohaterek. Dopełnienie stanowią reprodukcje obrazów, zdjęcia z wydarzeń. Wartościowe jest również kalendarium na końcu książki. Nic dodać, nic ująć, czytać.

środa, 27 sierpnia 2025

Zbieracze borówek - Amanda Peters

 

To historia, w której od początku wiadomo co jest jej osią, można wysnuć domysły kto i co zrobił, jednak to wcale nie zabiera ciekawości jej odbioru, bo ważne są tło i nakładające się losy bohaterów, a także ich decyzje i przeżycia.

Historia zaczyna się kiedy grupa ludzi przyjeżdża, jak co roku, na zbiory borówek, a wśród nich nasi bohaterowie, rdzenni Amerykanie, którzy przybywają całą rodziną, rodzice i piątka dzieci, w tym czteroletnia Ruth. Kiedy dorośli i starsze dzieci idą pracować przy zbiorach Ruth zostaje pod opieką o dwa lata starszego brata Joego. Joe bardzo kocha swoją siostrzyczkę, zwyczajowo dużo rozmawiają i bawią się. Tego dnia  kiedy Joe "na trochę" spuszcza siostrzyczkę z oczu ona znika. To wydarzenie bardzo odbiło się na emocjach i życiu Joego, będzie ciągle obwiniał siebie za niedopilnowanie siostry. Zresztą cała rodzina również będzie cierpiała, otuli się "płaszczem" tęsknoty, żalu i niezgody. Zniknięcie Ruth będzie jak niezagojona rana, na którą nie ma lekarstwa.

Jednak autorka nie poprzestaje na wątku tej rodziny, przeplata go z historią Normy, która dorasta w dostatnim i dobrym domu, jednocześnie będąc ciągle pod kuratelą matki. Matka lęka się o wszystko co dotyczy Normy, boi się o nią, zachowuje daleko posuniętą czujność, a nawet nie owijając w bawełnę można rzec kontrolę. Ojciec daje córce więcej swobody, często tłumaczy zachowania żony. Norma zachowuje cierpliwość i wyrozumiałość względem matki, choć pojawiają się w jej głowie pytania, na które nie ma gdzie znaleźć odpowiedzi. Przypomina sobie jakieś odległe flesze postaci i miejsca, echa imion i charakterystyczne zapachy Ma swoje podejrzenia, przeczucia, snuje domysły, brakuje jednak kogoś do wyjaśnienia.

Autorka opowiada historię tych dwóch rodzin na przestrzeni kilkudziesięciu lat, przy okazji nawiązuje do wydarzeń społecznych, politycznych i przemian kulturowych. Nasi bohaterowie dorastają, niektórzy umierają, inni poszukują swojego ukojenia i miejsca. Ktoś zatracił się, ktoś czeka na cud, ktoś szuka, albo po prostu żyje.

Dla mnie to była bardzo wciągająca opowieść z różnymi emocjami. Smutek i lęk przeplatają się z nadzieją, tęsknota znajduje ukojenie, po stracie pojawia się miłość, żal zyskuje przebaczenie. Przy okazji nie jest to ckliwa opowiastka. Pokazuje człowieka we wszystkich jego barwach, z niedoskonałościami, tęsknotami i pogubieniem. Pokazuje jak jedna emocjonalna decyzja może poważnie wpłynąć na losy innych osób. Jak nieutulony żal i tęsknota jednostki mogą odebrać spokój całej rodziny. 

Ja miałam bardzo dużą przyjemność z czytania, zatem polecam.

piątek, 25 lipca 2025

Szkody - Hania Hoffman


Ta książka to była dla mnie prawdziwa uczta czytelnicza, nie mogłam się dosłownie oderwać. Była też dla mnie lekturą sentymentalną, nostalgiczną i niezwykle rozczulającą. Przypomniała mi o tak wielu zapomnianych faktach,  przeżyciach, przeczytanych książkach, doświadczeniach smutnych i radosnych. Pobudzała mnóstwo emocji, wspomnień i tego co bezpowrotnie niestety lub na szczęście minęło. 
Autorka bardzo pięknie połączyła swoje dorastanie z powrotami do swoich przodków, opisując ich charaktery, przeżycia i relacje rodzinne. Te powroty do korzeni rodzinnych dały podstawę do gęsto zbudowanej opowieści o ludziach, z których wyrosła, którzy musieli mierzyć się z wieloma trudnościami wywołanymi przez decydentów, polityków i okoliczności historii. Łączyła historie, nawiązywała, pokazywała powolne odchodzenia każdego z nich. 

"Mama nigdy mnie nie przytulała, więc i ja nigdy tego nie robiłam. Był czas, że udawało mi się przełamać, potem już nie. Byłyśmy osobne, dwa równoległe światy w krzywiznach, czasoprzestrzeni i niczego już nie da się wyprostować. Przez cały okres choroby rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się, robiłyśmy zdjęcia i zastrzyki, ale ani razu jej nie przytuliłam. Może dlatego jest mi tak zimno?" (str. 306)

"Szkody" to także losy Górnego Śląska, trudne, pogmatwane, bolesne i niezrozumiałe dla wielu Polaków z innych regionów kraju. Tytuł potraktowałam dosłownie, jako szkody pokopalniane w tkance miejscowości, które tracą swoje zabudowania, bo te zapadają się, kruszą, pękają; ale także jako straty, których doznajemy w swoich emocjach, rodzinach, relacjach i społecznościach.

"Szkody" to opowieść o zwyczajach, tradycji, twardych normach i świętościach. Autorka pięknie ukazała kultywowanie ważnych uroczystości, obrzędów, rytuałów, odpowiednich strojów, zachowań i przypisanych ról w rodzinie i społeczeństwie. Mnóstwo w niej odkrywania, myszkowania, powrotów w miejsca rozpadu po historii dawnych czasów. Cudownie opisała zmiany pod koniec lat osiemdziesiątych i w latach dziewięćdziesiątych, bo to wtedy otwierał się dla niej świat: kolorów, przemian, nowych "wynalazków" technicznych, innych możliwości niż mieli przodkowie. Wchodziła w nowe relacje, podejmowała samodzielne decyzje, buntowała się, "uciekała" do własnych wyborów. Rozumiałam i też wracałam do własnych.

Hania Hoffman oplata swoją opowieść językiem w którym wyrosła, a choć teraz operuje tylko polskim, to nadal ten śląski w jej tekście jest namacalny i prawdziwy.

I choć nie uda mi się w pełni opisać emocji towarzyszących czytaniu tej książki, to jak na ten moment tego roku, ta książka rozczuliła mnie najbardziej.

wtorek, 22 kwietnia 2025

Suknia i sztalugi. Historie dawnych malarek - Piotr Oczko

 

Kolejna książka profesora Piotra Oczko zachwyciła mnie, pochłonęła i wciągnęła w historie kobiet z XVI, XVII i XVIII wieku, które zajmowały się malowaniem: portretów, martwej natury, alegorii, scen biblijnych, miniatur a także rytownictwem, rzeźbiarstwem i architekturą. Autorowi udało się przedstawić bardziej szczegółowo lub chociaż wspomnieć o ponad stu artystkach europejskich, ostatni rozdział poświęcił artystkom polskim. W książce umieszczone zostały kopie kilkudziesięciu pięknych obrazów opisywanych twórczyń i kilkunastu twórców, którzy korespondowali z przybliżana przez autora artystką. 

Autor wciąga w życie artystek ich twórczość, zainteresowania, talenty i możliwości. Co ważne jego szeroki wachlarz artystek nie ograniczył się do tych najbardziej już odkrytych i poznanych: Sofonisby Anguissoli, Artemisii Getileschi, Mary Beale, Marii Sibylla Merian czy Angelicy Kauffman, ale wiele, wiele innych: Rosalba Carriera, Anna Dorothea Lisiewski-Therbusch, Louise-Elisabeth Vigee Le Brun, Rachel Ruysch, Josefa de Obidos, Gesina ter Borch, Judith Leyster.....

Ich losy były bardzo ciekawe i tak rozmaite jak tylko mogły być w obliczu czasów, wychowania córek, obyczajów, praw i zobowiązań. Niektóre z artystek były cenionymi, dobrze wynagradzanymi i rozpoznawalnymi gwiazdami, inne rzemieślniczkami, które również świetnie sobie radziły, były też takie, które miały trudne życie, zmagały się z niezgodą rodzin na ich zainteresowania, klepały biedę, musiały uciekać przed niepokojami, żyły skromnie, krótko, długo, pamiętane, szybko wymazane z kart, itd.

Piękna, wciągająca, ubarwiona przepięknymi fotografiami dzieł. Dla amatorów sztuk pięknych perełka. Polecam gorąco.


niedziela, 13 kwietnia 2025

Córki chmur. O kobietach z Sahary Zachodniej - Lena Khalid


 "-Gdy obserwuję, co się dzieje na świecie, jak ignorowane są Jemen, Liban, Irak czy Palestyna, nabieram przekonania, że skoro im społeczność międzynarodowa nie tylko nie pomaga, ale jest współwinna ich sytuacji, z Sahrawi będzie jeszcze gorzej - mówi z goryczą. - Jeśli więc Palestyna nie może liczyć na ochronę, jak mielibyśmy na nią liczyć my? Nie, teraz już nie mam nadziei." - słowa Omeima Abdeslam - Przedstawicielka Front Polisario przy ONZ i innych organizacjach międzynarodowych w Genewie (str. 228)

Sahara Zachodnia nigdy nie została w pełni zdekolonizowana, bo od razu po "wyjściu" Hiszpanii z tych terenów, przejęło ją Maroko i Mauretania (1975) za zgodą Hiszpanów, do tej pory te dwa państwa są okupantami. Oczywiście mają tam swoje interesy, bo Sahara Zachodnia jest bogata w fosforyty, ropę i złoto, a także ma dostęp do linii brzegowej, zatem jest łakomym kąskiem dla tych, którzy wykorzystują układy na najwyższych szczeblach, aby nie pozwolić na wybicie się głosu Sahrawi. Oni walczą, ale nie mają wystarczających pieniędzy, aby płacić lobbystom i politykom tak jak, np. czyni to Maroko. Sahrawi w 1973 roku powołali Front Polisario (ruch narodowowyzwoleńczy), który do dzisiaj jest uznawany przez ONZ za organizację reprezentującą wolę ludności Sahary Zachodniej. To jest jedyna organizacja, która działa w imieniu i dla Sahrawi, nie tylko na miejscu poprzez zarządzanie obozami dla uchodźców, walkę za marokańską armią, a także po utrzymywanie relacji dyplomatycznych z partnerami międzynarodowymi, a także poprzez przedstawiciela przy ONZ. Walka o niepodległość trwa, ale czy ma jakieś, kiedyś szanse? 

Lena Khalid napisała książkę o kobietach Sahary Zachodniej, które starają się "normalnie" żyć, wychodzić za mąż rodzić dzieci, działać na rzecz społeczności, chociaż nie jest to ani naturalne, ani bezpieczne dla nich i całego narodu. Niektóre wspominają swoje dzieciństwo kiedy jeszcze mogły razem ze swoimi rodzinami swobodnie przemieszczać się po Saharze, inne już nie pamiętają tej rozkoszy wolności, ale znają te opowieści. Niektóre ze świadectw są o walce i bólu tak fizycznym jak i emocjonalnym związanym z okupantem, niektóre o marzeniach, codziennym losie, miłości, mężczyznach, dzieciach. Bohaterki to paleta barw i emocji, niektóre skromne, inne rozgadane i otwarte, albo te, które doznały potwornych krzywd ze strony marokańskich żołnierzy. Dostajemy obraz ludzki, społeczny i polityczny. Kobiety wyłaniające się z kart tej książki bronią swojej kobiecości, niezależności, chcą spełniać się nie tylko rodzinnie, ale także społecznie i politycznie, są silne i nie podają się pomimo różnych przeciwności.

Autorka przybliżyła bardzo ciekawą społeczność, która mimo iż wyznaje islam wprowadza parytet kobiet do wielu instytucji, w której kobiety mogą rozwodzić się i ponownie wychodzić za mąż, które mają prawo do opieki nad dzieckiem po rozstaniu z mężem, i co ciekawe Saharyjki wychodząc za mąż rzadko idą do rodziny męża. Mężczyźni mają obowiązki, które w przypadku innych wyznawców islamu przypisane są tylko kobietom.

Ta książka była nasączona różnymi zapachami i kolorami, można było poczuć gorący klimat pustyni, piasek pod stopami, perfumy, którymi spryskuje się panny młode, uzmysłowić sobie smak miętowej herbaty, wyobrazić barwne stroje kobiece (malhfy) i malowidła z henny na ich ciele. Można też poczuć fetor cierpiących i zbitych ciał, przetrzymywanych miesiącami i latami w zapchlonych norach więziennych. Te opowieści są bardzo sensualne i przenoszące do tych historii. Na końcu książki można znaleźć piękne i kolorowe zdjęcia, które dopełniają wyobrażenia w trakcie czytania.

Dla mnie była to bardzo ciekawa historia, dająca nową wiedzę na kolejne niesprawiedliwości tego świata. Myślę, że każdy znajdzie w tej historii tez coś dla siebie. Polecam.

środa, 26 marca 2025

Początek końca?: rozmowy o lodzie i zmianie klimatu - Julita Mańczak, Jakub Małecki

 

Dla mnie to znakomita pozycja popularno-naukowa zaproponowana przez dwoje absolwentów UAM w Poznaniu. Rozmówcy zabierają nas w podróż po problemach naszej planety, które jak w soczewce widać w lodowcach i lądolodach. Ona oddana tematyce, on glacjolog i fascynat tych zimnych olbrzymów opowiadają nam bardzo ciekawe i ważne rzeczy o lodzie. Do początkowego dialogu wciągają innych, zapraszają glacjologów: profesora Jona Ove Hagena z Uniwersytetu w Oslo, Julie Brigham-Grette profesorkę z Uniwersytetu Massachusetts w Amherst, fizyczkę atmosfery Aleksandrę Kardaś, glacjonautę Piotra Pustelnika, wspinacza, zdobywcę Korony Ziemi. Autorzy zawarli zdjęcia, rysunki, klisze dotyczące badań, zamieścili też kompendium wiedzy o lodzie, zakreślili wizję przyszłości w 2030, 2040, 2050, pokazujące na faktach i zmianach w procesach naturalnych Ziemi, że jeśli nic nie zrobimy, aby poprawić ich sytuację, zatrzymać negatywny wpływ na klimat, to się nam rozsypie i będziemy żyć w znaczniej mniej przyjaznych warunkach niż obecnie. Na zakończenie otrzymujemy refleksje i nikłe nadzieje na przyszłość. Podróżujemy dzięki autorom na Arktykę, Antarktydę i w Himalaje.

Na co dzień nie myślimy o naturze i wielu zjawiskach, które mamy wokół, ale kiedy im się przyjrzeć można dostrzec gołym okiem zmiany. Jeśli czegoś nie rozumiemy to warto skorzystać z ekspertów: naukowców i badaczy, bo oni zawodowo przyglądają się światu. Żeby znaleźć informacje czy odpowiedzi na pytania szukają informacji wszędzie, np. w osadach, które pozwalają spojrzeć na naturalną zmienność klimatu "Jako środowisko naukowe udokumentowaliśmy, że potrzeba bardzo niewielkiego ocieplenia, aby spowodować wielka zmianę w systemie, na przykład stopić lądolody, lodowce i zmarzlinę. Obszary polarne są niezwykle czułe." (str. 90) "Nawet półmetrowy wzrost poziomu morza ma ogromne znaczenia dla ludzi żyjących na terenach nisko położonych i sprawia, że stają się bardziej narażeni na sztormy, tajfuny i huragany. Wiąże się też z ogromnymi kosztami dla infrastruktury lokalnych miast. Kolejny problem polega na tym, że wraz z ociepleniem Arktyki zmienia się to, jak bardzo pozakrzywiany jest prąd strumieniowy." (str.91)  Wraz z ocieplaniem się klimatu zmieniają się zjawiska pogodowe, tam gdzie było zimno zaczyna robić się gorąco i na odwrót. Mieszkający tam ludzie, zwierzęta i rośliny nie są na takie zmiany gotowe.

Ważne jest, aby pamiętać, że spada aktywność słońca, zatem to nie ono jest odpowiedzialne za zmiany klimaty. Czyli wzrok należy skierować na wzrost emisji gazów GHG (cieplarnianych).

Dlaczego lądolody są takie ważne, bo "Im więcej jasnych powierzchni, na przykład lodu i chmur, na planecie, tym więcej promieniowania odbija ona w kosmos, a więc tym mniej go pochłania. To bardzo mocne sprzężenie zwrotne." (str. 113) Dlatego dbanie o lodowce i lądolody leży w naszym żywotnym interesie. Jeśli się roztopią to na przestrzeni tysięcy lat mogą się odbudować, ale raczej nie będzie nam to dane zobaczyć, bo nas zwyczajnie na Ziemi nie będzie.

Czytając książki o zmianach w naszym systemie środowiskowym i klimatycznym powinniśmy się nauczyć balansować pomiędzy eksploatacją natury a umiarkowaniem w jej użytkowaniu. Równowaga, umiarkowanie i wiedza to klucz do naszego trwania. Niestety na razie nie wygląda to najlepiej, bo "...nie jesteśmy skłonni nawet odrobinę zmienić własnego sposobu myślenia o życiu. Najważniejsze są luksus, wygoda, wakacje, drugi samochód, piąty telewizor, co dwa lata nowy telefon. To wszystko produkuje niezliczone ilości odpadów i prowokuje wiele działań ubocznych, choćby emisję gazów w trakcie produkcji i transportu tych wszystkich dóbr. Mam wrażenie, że w większości nie chcemy o tej prawdzie nawet słyszeć, a co dopiero ja przyjąć." (str.222) Wmawiamy sobie, że nam się należy, bo całe życie pracujemy i chcemy mieć coś z tego. 

Autorzy poruszają ważną kwestię dotyczącą potrzeby redefinicji pojęcia wzrostu, który obecnie gna nas w przepaść. Obecnie wciąż opieramy się na wskaźniku PKB, według którego wszystko musi rosnąć - produkcja, dochody, zatrudnienie. Niemniej idąc cały czas tą drogą mamy to co mamy, nadprodukcję gazów cieplarnianych. Wzrost, bez konsekwencji jest skończony. Nie możemy w nieskończoność wzrastać. Może właściwym wskaźnikiem jest HDI (Human Development Index), czyli Wkażnik rozwoju społecznego, który oznacza syntetyczny miernik opisujący stopień rozwoju społeczno-ekonomicznego poszczególnych krajów, opracowany w roku 1990.

Oczywiście krokiem do zmian, będzie np. rezygnacja z rzeczy, których nie potrzebujemy, a jest ich cała masa, bo często kupujemy pod wpływem impulsu, kaprysu, na pocieszenie, a nie dlatego, że potrzebujemy. Można przekierować nasze dochody w inne obszary, nie konsumpcyjne.

To jest absolutnie fantastycznie napisana książka, która uczy, którą się świetnie czyta i z której możemy znaleźć recepty na zmianę sytuacji, w której się znaleźliśmy z własnej przyczyny.

niedziela, 23 lutego 2025

Masz się łasić. Mobbing w Polsce - Katarzyna Bednarczykówna

 

Katarzyna Bednarczykówna bierze na tapet problem mobbingu, który notabene ostatnio został wzięty pod lupę przez właściwe ministerstwo celem nowelizacji zapisów o nim.
Autorka wciągnęła mnie w zasadzie od pierwszych stron, pokazała zjawisko mobbingu z kilku stron, co cenne i najważniejsze poznajemy kilku bohaterów, którzy prezentowali różne branże i obszary zawodowe. Przytoczone w książce historie pokazują różne oblicza mobbingu i problemy z jakimi borykają się osoby mobbingowane, a tych jest wiele i są różnej natury: psychiczne, emocjonalne, fizyczne, prawne, reputacyjne. 

Autorka rozmawia z ludźmi, którzy zaznali długotrwałego dręczenia ze strony współpracowników, zazwyczaj przełożonych, zleceniodawców, od których byli bezpośrednio zależni zawodowo. Mobbing przybiera różne oblicza, w zależności od charakteru mobbera, czasem jest głośny i dominujący, czasem finezyjny, delikatny jak dawka iniekcji, ale podawana długotrwale niszczy człowieka, jego poczucie wartości, przydatności zawodowej, zdrowie fizyczne, burzy spokój jego a także rodziny czy najbliższych. Jest trudny do udowodnienia, zwłaszcza dla kogoś kto już nie ma siły, czuje się złamany, wyrzuty przez system i bez sił. To bardzo wrażliwy temat, nie doprecyzowany, trudny do obrony i do ukarania. 

Autorka przytacza fakty, liczby, rozmawia z ekspertami, ukazuje złożoność zjawiska i jego schematy. Zapisane w książce przypadki osób pokazują krok po kroku mechanizm niszczenia człowieka przez człowieka, czasem osamotnionego, czasem przy szerokim audytorium. Samotność, poczucie osaczenia, niezdolność do ucieczki z tej matni, strach to towarzyszki osoby mobbingowanej. Autorka podkreśla też powody takiego stanu rzeczy, wskazuje jak sobie ze zjawiskiem radzić, gdzie szukać pomocy i jak nie dać się zagnać w najciemniejszy zaułek.

Bardzo ciekawa lektura, wciągająca, dająca poczucie szerokiego kontekstu problemu i sposobów mierzenia się z nim. Ta książka to taka tuba, która głośno zabrzmiała o problemie, z którym mierzy się wiele osób. Ważna i potrzebna, mam nadzieję, że będzie kanwą do podjęcia działań antymobbingowych, szczególnie przez decydentów.

Kryminalne Zakopane. Najgłośniejsze zbrodnie Podhala - Beata Sabała-Zielińska

 

Nie czytuję kryminałów z różnych powodów, czasem zdarza mi się sięgnąć o dokument o kryminalnych faktach i to był ten przypadek. "Kryminalne Zakopane. ..." to przypomnienie sześciu głośnych morderstw z Zakopanego i okolic. Autorka bardzo dokładnie starała się przybliżyć te sprawy. Opisywała nie tylko sprawy, ale na ich kanwie rozmawiała z różnymi ekspertami o głównych wątkach i problemach powiązanych z nimi, a nawet wykraczającymi poza ich clou. Autorka pokusiła się o pokazanie od "kuchni" prowadzenia takich spraw przez dedykowane służby. 
Wciągnęła mnie w historie i tajniki pracy przy tego typu sprawach. Rozmowy były ciekawe, zaś fakty prawne i psychiatryczne otwierały oczy na istniejące problemy ze skazanymi zgodnie z kodeksem karnym. Niczego nie oceniała, pokazywała fakty i opinie specjalistów. Całość nie nudziła, konfrontowała z bardzo złożoną materią ludzkich problemów.




czwartek, 26 grudnia 2024

Głośniej! Marek Jackowski. Historia twórcy Maanamu - Anna Kamińska

 

Przeczytałam bardziej ze względu na autorkę niż postać bohatera, i po raz kolejny zostałam wciągnięta w wir opowieści. Anna Kamińska zebrała mnóstwo informacji, faktów, opowieści i wspomnień dzięki czemu utkała opowieść gęstą od emocji, pokazującej niebanalnego człowieka, niezwykle ciepłego, życzliwego, oddanego pasji i poszukującego miłości i ciepła.

Uwypukliła w książce rolę i znaczenie Marka Jackowskiego, który zazwyczaj pokazywany w cieniu Kory, był prawdziwym twórcą i liderem Maanamu. Ukazała człowieka o wielu talentach, filologa angielskiego, muzyka, kompozytora, dobrze zorientowanego w rynku i trendach muzycznych, PR-owca, który wyczuwał nastroje muzyczne. Przybliżyła człowieka otwartego na ludzi, mężczyzny poszukującego spełnienia w związku i miłości, wspierającego kolegi i doglądającego wszystkiego managera. 

Autorka opowiada o Marku Jackowskim od jego dzieciństwa do śmierci, nie omijając wątków rozumianych jako trudne, niewygodne, wstydliwe. Mamy do czynienia z książką dopracowaną, otwartą, szeroko ukazującą człowieka z jego wzlotami i upadkami, radościami i smutkami, sukcesami i porażkami. Mamy też tło historyczne, zmiany ustrojowe, trudności osobiste i społeczne. 

Książkę czytało mi się wspaniale, a choć życie Marka Jackowskiego nie usłane było różami, to może właśnie dlatego jego losy i nietuzinkowość pozwoliły na utkanie pięknej książki, której warto poświęcić czas. To taki ogromnie miły akord na końcówkę roku, który pobudził wspomnienia, zmotywował do odsłuchania utworów i odkurzenia innych artystów. Świetna.

niedziela, 24 listopada 2024

Zasypani. Sekretne życie śmieci - Oliver Franklin-Wallis

 

"I to w ten sposób nasze odpady istnieją dłużej niż my - jako przetworzone przez nas miejsca. Kopce śmieci, wzgórza odpadów górniczych, stawy z odpadami płynnymi. Odpady jako pomnik, odpady jako geoinżynieria." (str. 309)

Czy tylko taką spuściznę jesteśmy w stanie zostawić przyszłym pokoleniom? Borykanie się z odpadami zostawionymi przez przeszłe pokolenia, usuwanie bezrefleksyjnych skutków ich działań? "...przerzucimy sprzątanie tego bałaganu na naszych potomków?" (str. 310)

Książka Oliviera Franklin-Wallisa opisuje różne obszary zagadnienia śmieci, które produkujemy bez opamiętania, refleksji, jakby cudownie znikały za naszymi drzwiami i nie było po nich śladu. Tak się oczywiście nie dzieje, zasypujemy odpadami, czy śmieciami co tylko możliwe: jeziora, rzeki, oceany, dziury w ziemi, pustynie, góry, lasy, itd. Tworzymy nowe śmieciowe krajobrazy: wyspy plastiku na oceanie, góry, wysypiska, hałdy, strumienie... Toniemy dosłownie w śmieciach: stałych, ciekłych, gabarytowych i mikro, problematycznych i niebezpiecznych, konsumujemy plastik, myjemy się w chemii, oddychamy niebezpiecznymi związkami chemicznymi, itd. Poddajemy się oszukańczym praktykom firm, zwłaszcza globalnym koncernom, kiedy wmawiają nam, że poddają odpady recyklingowi, że zagospodarowują je na różne sposoby, że dbają o to, aby środowisko i konsumenci nie ponosili konsekwencji w związku z ich lawinowo narastającą ilością, ale to są tylko mrzonki i zielona ściema. Coś co zostaje wyprodukowane nie pozostaje obojętne dla środowiska, nie znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nawet jeśli nie widzimy tych odpadów po wyniesieniu z mieszkania, one nie znikają, lądują np. na drugim końcu świata na "rajskiej" niegdyś plaży.

Autor bardzo ciekawie przedstawia problem odpadowy poprzez różne jego oblicza i przekrój morfologiczny. Prowadzi nas różnymi ścieżkami odpadów generowanych w domach. Dzięki niemu odwiedzamy, firmę odpadową, recyklingową, spalarnię, wysypiska śmieci (bardzo różne), gałąź odpadową w obszarze charytatywnym, bazary w Ghanie, system rur, które odprowadzają ścieki Londynu. Śledzimy gospodarowanie żywnością, tworzenie kompostowników, przepływy używanej elektroniki i tekstyliów, wytwarzanie skór, handel odpadami niebezpiecznymi, m.in. paliwa nuklearnego, części z odpadów elektronicznych, baterii, odpadów pokopalnianych i wiele innych. Odpady stały się też biznesem, niestety często z pogranicza prawa, albo wręcz przestępczym. To biznes, który ma się spinać na różnych jego etapach, a konkurencja nie śpi, bo ponoć "Śmieci jednego człowieka są skarbem drugiego". (str. 16)

Generalnie dostajemy bardzo rzetelną dawkę wiedzy, danych, faktów i obrazu holistycznego zagadnienia odpadów oraz problemów jakie one generują, od zużywania zasobów do ich marnowania, ogromnego zanieczyszczenia, zmarnowanych miejsc na inne cele, itd. Zaczynamy od szerokiego kontekstu odpadów, ich historii, rozwoju i rozpędu. Dostajemy opowieść o różnych typach odpadów i co z nimi się dzieje po ich pierwotnym użyciu, jaki odpad jest największym utrapieniem współczesnego świata. Czytamy o ich niebezpiecznej stronie pod względem środowiskowym i społecznym, a także rodzącym patologie i niebezpieczne sytuacje. Autor szukał w swojej podróży śmieciowej rady na odwrócenie stanu rzeczy, nadziei na zmianę w podejściu firm i konsumentów na generowanie odpadów, ale nie znalazł.

Kilka informacji:

Każdego roku na świecie powstaje 62 miliony ton ubrań, co przekłada się na 80-150 miliardów sztuk odzieży przeznaczonych dla 8 miliardów ludzi. Branża modowa odpowiada za 10 proc. globalnej emisji gazów cieplarnianych, a łańcuchy dostaw odpowiadają za około dwie trzecie tych emisji. W 2018 roku H&M przyznał, że w magazynach zalegają niesprzedane ubrania za 4,3 miliarda dolarów, z których większość miała zostać spalona lub wyeksportowana, a odsetek spalanych ubrań wzrasta wraz z rozwojem handlu internetowego. (str.133, 134)

Według organizacji charytatywnej WRAP w Wielkiej Brytanii wyrzuca się rocznie 6,6 miliona ton żywności nadającej się wciąż do spożycia, czyli 10 miliardów posiłków. Najwięcej marnuje się chleba, mięsa, mleka, ale marnowany jest również potencjał gruntów rolnych, wody, energii i zasobów ludzkich. (str. 188)

Warto zobaczyć: tekstylne wysypisko w Atakama, "Plastikowe Chiny", plaże Akry, wyspę plastiku na Pacyfiku, górę Ghazipur, Tar Creek, i wiele podobnych straszliwości śmieciowych.

niedziela, 20 października 2024

Jak powietrze - Ada D'Adamo

 

"Pierwszych sześć miesięcy twojego życia było prawdziwym koszmarem. (...) Płacz był jedyną strzałą w twoim łuku, prosta bronią, ubogą, ale potężną, zdolną przeszyć moje serce i mózg. Byłaś w stanie wrzeszczeć cały dzień bez żadnego zmęczenia. Ja nie miałam tarczy, jedynie moją rozpacz, byłam zmęczona, wyczerpana przez ciebie, zamknięta w klatce, potrzebowałam snu." (str. 72)

To szczery zapis z życia kobiety, matki niepełnosprawnej córki, nie córki z dysfunkcją, z którą można funkcjonować samodzielnie, ale niepełnosprawną bez szans na życie bez opieki. To córka z totalną zależnością od jej opiekunów, człowiek, który wymaga wsparcia w każdej najdrobniejszej czynności, który nie widzi, nie komunikuje się, nie chodzi, nie rusza, w sposób tak zwany normalny. Człowiek, który złożony jest z samych "nienormalnych" elementów, zachowań, reakcji i dźwięków. Kiedy była niemowlakiem płakała prawie 24 godziny na dobę, wymagała opieki nieustannie, a jej opiekunowie byli permanentnie zmęczeni, przerażeni, niewyspani, niezrozumiani, niewysłuchani, dodatkowo obarczani winą za nieumiejętność odpowiedniego zajmowania się, wsparcia, reagowania.

Ta książka to ciąg myśli, zdarzeń, obserwacji z instytucji i systemu jakie otaczają ludzi z niepełnosprawnościami i ich rodziny. Obraz cierpienia i niekończące się korytarze i ścieżki upokorzenia i samotności w tym jakże trudnym życiu. To opis codzienności naszpikowanej barierami fizycznymi i tymi, często jeszcze gorszymi, psychicznymi, to odrzucenie albo osądzanie przez tzw. normalne jednostki społeczeństwa. To też pokazanie tej trudnej codzienności nie wspieranej przez instytucje, przez państwo, przez system, albo instrumentalne traktowanie, odsuwanie, przesuwanie, przestawianie, w kolejkach, w zabiegach, w sprzęcie, itp., itd.

"Kiedy masz niepełnosprawne dziecko, chodzisz w jego zastępstwie, widzisz zamiast niego, wjeżdżasz windą, bo ono nie może wchodzić po schodach, jeździsz samochodem, bo ono nie może wsiąść do autobusu. Stajesz się jego rękami i jego oczami, jego nogami i jego ustami. Zastępujesz jego mózg. I stopniowo, dla innych, sam stajesz się w końcu trochę niepełnosprawny: niepełnosprawny per procura." (str. 15) A jeśli pewnego dnia padasz ze zmęczenia, albo dopada cię śmiertelna choroba to co zastąpi te oczy, ręce i nogi? Czy wtedy ci wszyscy krzyczący za życiem jako takim pomogą, przejmą opiekę, staną się oparciem?

To opowieść o tym jak niezdolność do samodzielnego życia jednego z członków rodziny wpływa na pozostałych, jak niszczy, pogrąża w depresji, odbiera siły psychiczne i fizyczne, jak zamyka w domu, nie pozwala na chwile oderwania, czy zwykłego zaczerpnięcia oddechu. Autorka puka tą opowieścią do zatwardziałych wyznawców narzucania innym własnego myślenia, wyznaczania innym własnego podejścia do życia, decydowania o losie innych, przerzucania swoich wyobrażeń i wymysłów na tych innych. Woła, "Niech Kościół, polityka i medycyna przestaną patrzeć na kobiety jak na k...., które nie mogą się doczekać, by zabić własne dzieci. Aborcja jest bolesnym wyborem dla kogoś, kto jej dokonuje, ale jest wyborem i powinna być zagwarantowana. (...) Lekarzom, którzy chcą reanimować płody, również bez zgody matek, mówię, żeby wyszli ze swoich oddziałów intensywnej terapii i zobaczyli na własne oczy, co się stało z tymi dziećmi, na jaką wieczną teraźniejszość skazali ich matki." (str. 46)

To przybliżenie cierpienia tego dziecka, najpierw niekończące się badania, dociekania, stawianie diagnozy, potem ból przy codziennych czynnościach, przy zwykłym wzrastaniu, rozwoju ciała. Cierpienie z powodu tej samej, poskręcanej pozycji, niewydolności oddechowej, zatykających się śliną dróg oddechowych, niemożności trzymania moczu, oddawania, itd. Ten brak jednej tzw. "normalnej" czynności życiowej jest darem czy nieustającym cierpieniem. Dla kogo to jest życie? Dla cierpiącego dziecka, czy cierpiących bliskich?

Ta nieduża książka to ryk matki, którą powoli przejmuje rak, a ma świadomość, że jej w pełni zależne od innych dziecko jeszcze żyje, zatem kto i jak się nim zajmie? Czy ci co krzyczą głośno w obronie życia zaopiekują się tym człowiekiem? Czy pobiegną dalej krzyczeć zostawiając prawdziwy trud radzenia sobie z niepełnosprawną codziennością innym... Łatwo jest krzyczeć trudniej zrobić coś bardzo konkretnie przyziemnego, realnie i fizycznie pomóc...

poniedziałek, 7 października 2024

Krwawy kobalt. O tym, jak krew Kongijczyków zasila naszą codzienność - Siddharth Kara


"Kobalt jest tylko ostatnim z długiej listy skarbów, po które wyciągnął ręce Zachód." (str. 168) "Przemysłowe wydobywanie minerałów można porównać do przeprowadzenia operacji chirurgicznej za pomocą łopaty. Górnictwo rzemieślnicze robi to samo tylko za pomocą skalpela." (str. 260) I tu zaczyna się krwawa historia współczesnego niewolnictwa.

"Krwawy kobalt" to bijąca po oczach i uszach historia chciwości, podłości i małości bogatych krajów względem tych biednych, które były i są wyzyskiwane bez pardonu, bez litości, bez zahamowań i refleksji. "Krwawy kobalt" to jeden z wielu obrazków współczesnego niewolnictwa, niesprawiedliwości, zachłanności, konsumpcjonizmu. To przykład nieokiełznanej machiny wyzysku z jednej strony, absurdalnego gromadzenia bogactwa z drugiej. Ta książka to proces zbierania faktów o zabieraniu biednym wszystkiego i pozostawianiu ich w skrajnej nędzy, upodleniu, zdegradowaniu ich do pręta stalowego, który wydobywa cenny dla bogatych krajów kruszec. To obraz wręcz apokaliptyczny  przedstawiający zniszczone tereny kraju, jego środowisko - glebę, wodę, roślinność, lasy, powietrze, infrastrukturę i domy. To też wizja przyszłości dla tego kraju, jeśli skończą się zasoby, zostanie on zapomniany wraz z ogromem problemów i cierpienia.

Demokratyczna Republika Konga to kraj, który przeszedł niejedną gehennę, Już Joseph Conrad w dziewiętnastym wieku opisywał jego niedolę, wyzyskiwanie i ograbianie. Wszystko zaczęło się od króla Belgów Leopolda II, który czerpał z Konga całymi garściami, zabierał wszystko co miało wartość i co można było przekuć w bogactwo dla siebie. To on wprowadził tam rządy oparte na totalnym terrorze, mnożąc niezliczone miliony ofiar i pozostawiając do dzisiaj nieład, niesprawiedliwość, rządy oparte na wyzysku i zbrodniach. Ten kraj nigdy nie dostał szansy, aby zaczerpnąć oddechu od przemocy, nacieszyć się swoimi nieprzebranymi bogactwami. Nawet rządzący w dwudziestym i dwudziestym pierwszym wieku kongijscy przywódcy stosują te same metody, które zaczerpnęli z historii tego kraju. Nabijają swoje kieszenie bogactwem swojego kraju, bezlitośnie go łupiąc, rabując i niszcząc, nie zważając na to jak żyje lud, który pracuje, aby te kabzy bez dna nabić. Ten kraj dostarcza światu niezbędnych minerałów (nazywanych też minerałami wojny), bez których bogate kraje nie wyobrażają sobie utrzymania swoich rozbuchanych gospodarek. To prawdziwa skarbnica nieprzebranych bogactw po, które sięgają Chińczycy, Amerykanie, Europejczycy, wszyscy ci, którzy chcą mieć nowoczesne rozwiązania komunikacyjne, pojazdy niskoemisyjne, czy panele fotowoltaiczne, które niwelują CO2. "Rewolucja ładowalnych baterii wydała ten kraj na pastwę wrogiej siły, która niszczy wszystko, na co się natknie w bezwzględnej gonitwie za kobaltem." (str. 74) To nasza zasobożerność i zachłanność przyczynia się do bezwzględnego wyzysku i łupienia tego kraju. Pogoń za bogactwami tego kraju prowadzi do przemocy na każdym poziomie, a największymi jej ofiarami są dzieci, ginące w kopalniach rzemieślniczych i wykonujące najmniej opłacane prace kobiety, gwałcone przez kopaczy, żołnierzy i różnej maści ochroniarzy. "Kobiety i dziewczęta, ofiary tych napaści, to poroniony kręgosłup globalnego łańcucha dostaw kobaltu." (str. 88) W DRK rozpętała się prawdziwa gorączka kobaltowa, która niszczy wszystko i wszystkich co napotka na swojej drodze: wyrzuca ludzi z domów, odbiera ziemię, zatruwa wodę, karczuje lasy, zanieczyszcza glebę i powietrze. "Znajdźcie Kolwezi na Google Maps i powiększcie obraz. Popatrzcie na gigantyczne kratery, monstrualne odkrywki, rozległe połacie obnażonej ziemi. Sztuczne zbiorniki wodne zapewniają wodę kopalniom, ale nie mieszkańcom miasta. Całe wsie zostały zrównane z ziemią. Wycięto lasy. Ziemia została zryta i wypatroszona. Kopalnie pożerają wszystko." (str. 222)

Cały system wydobycia kobaltu jest tak zawiły i skomplikowany, trudno się w nim połapać, bo łańcuch pokarmowy jest wydłużony do absurdu, a najmniej zarabiają ci, którzy są na jego dole, kopacze, dzieci, kobiety, ci współcześni niewolnicy, którzy pracują za około dolara dziennie, po kilkanaście godzin, bez zabezpieczeń, ochrony, odzieży, narażeni na niebezpieczne opary z kobaltu. Ci najlepiej zarabiający w tzw. "modelowych kopalniach rzemieślniczych" zarabiają od 4 do 7 dolarów. Wyzysk doprowadzono do perfekcji, cała gromada nic, albo nie wiele robiących mężczyzn, zarabia na tych, którzy chcąc przeżyć narażając swoje życie za wydobywanie kobaltu. Ci na najniższym poziomie oszukiwani są przez wszystkich i najróżniejszymi metodami. Kobalt to też konflikty, przemyt, nielegalne operacje, transakcje i przekupstwo, czyli wszystkie te mechanizmy, które podbijają niesprawiedliwość i wykorzystywanie. Ale, "Demoralizacja i znieczulica nadzorców pracy dzieci w Tilwezembe są bezpośrednim skutkiem światowego ładu gospodarczego, który żeruje na biedzie i bezradności, dehumanizując ludzi  wykonujących morderczą pracę na samym dole globalnego łańcucha dostaw. Szumne deklaracje wielonarodowych korporacji o chronieniu praw i godności wszystkich uczestników łańcucha dostaw brzmią coraz mniej wiarygodnie." (str.218) A można byłoby stworzyć system stałej pensji, gwarantujący bezpieczne przeżycie i odbierać urobek bezpośrednio od górników, pomijając kilku pośredników. Warto wdrożyć dbałość o swój kraj, środowisko i ludzi i nie defraudować ogromny pieniędzy z koncesji i podatków. Negocjować dobre warunki od koncernów, itp., itd...

W tych warunkach rodem z innych epok: z czasów niewolnictwa, totalitaryzmów, pracują ludzie sprowadzeni do najniższych poziomów, aby bogaci odbiorcy mogli cieszyć się nowymi technologiami i nowinkami technicznymi, itp. "W czasach nowożytnych, na dole wartego biliony dolarów łańcucha dostaw". (str. 195) ludzie pracują z pogwałceniem ich praw, bez norm pracowniczych, bez limitu godzinowego, bez godziwej i bezpiecznej płacy, bez higieny, wartościowego jedzenia. Grzebią prętem głębokie, niezabezpieczone tunele, z których prymitywnymi metodami wygrzebują i wyciągają w workach kobalt.

Ta rozpędzona machina zbiera potwornie krwawe żniwo, zabija swoich niewolników i tych kopiących pod ziemią i tych, którzy spadają z wysokich wzniesień czy znajdą się pod niewłaściwym osuwiskiem, pogrąża tych którzy chorują od niebezpiecznych oparów czy to je wdychając, chodząc po nich, czy płucząc w wodzie urobek. Ciągły wyzysk, bieda, brak możliwości edukacji, wsparcia, pomocy, służby zdrowia prowadzi ten kraj i jego najbiedniejszych mieszkańców do poważnych tarapatów. Wszelkie inicjatywy podnoszące warunki pracy, bezpieczeństwo i godność ludzką spełzły na niczym, dobre idee spłonęły zanim znalazły zastosowanie. Kiedyś, jedyny demokratycznie wybrany prezydent Konga, zamordowany podstępnie, Patrice Lumumba napisał: "Wiem i czuje całym sercem, że prędzej czy później moi rodacy pozbędą się wrogów, zewnętrznych i wewnętrznych, i powstaną zjednoczeni, by zrzucić hańbę upodlającego kolonializmu i odzyskać należną im godność w czystym blasku dnia." (str. 339, z listu do żony) Czy tak się stanie w dającej się określić przyszłości oczywiście nie wiadomo. Pomimo wprowadzania nowych regulacji dotyczących przejrzystości w łańcuchu wartości nie widać rychłego końca niedoli Kongijczyków; zbyt jesteśmy przyzwyczajeni do wygody, żeby odpuścić sobie dobra bazujące na wyzysku ludzi, którzy gdzieś tam, daleko pracują dla nas.

niedziela, 22 września 2024

Ostrygojady - Susan Fletcher

 

28 letnia Moira regularnie i często odwiedza swoją młodszą o 11 lat siostrę Amy i opowiada jej swoje życie, jest z nią do bólu szczera. Moira nie owija w bawełnę, mówi o swoim rozczarowaniu z powodu jej urodzenia, o żalu do rodziców, że obdarzyli ją niechcianym rodzeństwem. Przyznaje, że nie chciała narodzin Amy, tak jak i wcześniejszych straconych przez matkę ciąż. Po jej urodzeniu nie chciała jej widzieć, a wszystko co jej dotyczyło nie obchodziło Moiry. Miała też żal do matki, która choć obiecała, że "nic się nie zmieni" zajęła się Amy, czyli oszukała, zostawiła, odstawiła na tor boczny starszą córkę. Ten żal i niechęć, albo wręcz nienawiść były bardzo głębokie i rozpamiętywane przez wiele lat. Można powiedzieć, że w odwecie Moira wybrała szkołę średnią najdalej od domu jak się tylko było można. Dlaczego Moira robi to teraz, kiedy jest już dorosła, dlaczego wcześniej nie była w stanie otworzyć się przed siostrą. Może dlatego, że Amy od czterech lat jest w śpiączce po upadku ze skały (na którą swego czasu wspinała się Moira), czyli może tylko "słuchać, a starszej siostrze jest łatwiej opowiadać niż rozmawiać. To właśnie dzięki tym wizytom poznajemy historię rodziny Moiry i jej losy.

Moira nagromadziła w sobie wiele żalów, zazdrości, smutku i rozczarowań, nie tylko w domu, ale także w szkole, w której była bardzo samotna, chociaż dzieliła pokój z kilkoma równolatkami, nie spotkała żadnej bliskiej koleżanki. Zresztą sama Moira była zamkniętą, która świadomie lub nie zamykała się na znajomości, może bała się rozczarowania, zranienia, dotknięcia czy zdrady. Nie umiała się zwierzać i nie chciała zwierzeń innych koleżanek. Koleżanki dokuczały jej z powodu urody, włosów i okularów, robiły jej przykre psikusy, co jeszcze bardziej zamykało ją na otoczenie. Choć miała ulubioną opiekunkę grupy i nauczyciela, którego ceniła, reszta rozmywała się, nie była istotna. Moira była wyczulona na nieszczerość, kłamstwa a zdradę miała wpisaną w głębię swojej duszy, co nie ułatwiało jej w życiu. Moira miała też w zwyczaju sprawdzać swoje ciało i umysł poddając je różnym, czasem ekstremalnym, doświadczeniom, wysiłkom i wymogom. Sprawdzała siebie, czy raczej były to zachowania autodestrukcyjne, a może musiała zrobić coś na tyle mocnego żeby w ogóle coś poczuć. Przesuwała granice, ustawiała coraz wyższe poprzeczki, i choć udawało jej się, to czasem wychodziła z tych prób poobijana.

Ta smutna, zamknięta w sobie, krzywdząca siebie i innych Moira stała się dla mnie niezwykle unikalną bohaterką, nietuzinkową, dawno takiej nie spotkałam, może dlatego jej historia tak bardzo mnie wciągnęła. Nie chciałam się z nią rozstawać, a kiedy nadszedł koniec wiedziałam, że zostanie ze mną na długo. Niewątpliwą zaletą tej książka jest też jej piękny język i tłumaczenie, który uruchamia zmysły i wciąga w swoją atmosferę.

poniedziałek, 26 sierpnia 2024

Kobiety, o których myślę nocą - Mia Kankimäki

 

To była dla mnie bardzo ciekawa lektura, inspirująca, wciągająca, różnorodna w stylu i w formie. Autorka pisała swoją książkę w dłuższym okresie czasu, dobierając historie i fakty, dzieląc się z czytelnikiem swoimi rozterkami, problemami z weną i swoim życiem w tym czasie. Wyszło jej ponad pięćset stron, ale udało jej się stworzyć ciekawy zbiór opowieści, przemyśleń, wspomnień, które stworzyły niezapomnianą przyjemność z lektury. Czułam się zatopiona w tych stronach i zdaniach, które przenosiły mnie w różne czasy, w różne miejsca, i co najważniejsze z różnymi bohaterkami. Wędrowałam z bohaterkami tej książki w różne, niedostępne dla zwykłego zjadacza chleba w XIX wieku miejsca, często niebezpieczne, a czasem nigdy wcześniej nie odwiedzane przez białego człowieka. Miejsca wymagające wytrwałości, dyscypliny, znoszenia niedogodności, chorób, słabości ciała i ducha. Niemniej to jedna strona tej książki, a druga równie ciekawa to podróże autorki tej książki szlakami swoich bohaterek współcześnie. To ciekawy kontrast, zaskakujące obserwacje i przemyślenia autorki i czytelniczki losów bohaterek swojej książki. To ciekawy zabieg również na mnie, bo opowieści były namacalne, bez ubarwiania faktów, pełne rozważań o możliwościach i perspektywach tych kobiet wtedy i teraz.

Książka została podzielona na trzy główne części, zbierane przez czas jej pisania, pomiędzy którymi znajdziemy listy, autorki do bohaterek, przemyślenia własne, watki z podróży autorki czy to śladami bohaterek, czy w miejsca "mocy/weny", porady o pisaniu, pakowaniu, zasadach według bohaterek.

Pierwsza część, a tym samym najdłuższa, bo to jedna trzecia książki, to powieść o losach Karen Blixen, o jej niemocy i niechęci do życia w Dani, o pomyśle na siebie, jego realizacji, o zamiłowaniu do Afryki, polowaniach i wreszcie wielkiej miłości. To też opowieść o chorobach, problemach finansowych, ale też wspieraniu miejscowej ludności. Szaleństwach, pomysłach i pasjach, ni mniej ni więcej życie pełna parą. 

Druga część poświęcona jest nietuzinkowym podróżniczkom: Isabelli Bird, Idzie Pfeiffer, Mary Kingsley, Aleksandrze David-Neel, z których każda znalazła swój własny, unikatowy sposób na realizowanie swoich potrzeb podróżniczych. Niektóre "podążały" podobnymi szlakami, a inne były prekursorkami, pionierkami na obszarach dziewiczych dla wypraw. Niektóre były osobami samotnymi, inne mężatkami, które już odchowały potomstwo i zabrały się za spełnianie swoich pasji podróżniczych.

Trzecia część opowiada o wspaniałych artystkach, malarkach, które zostały przysypane kurzem niepamięci na dziesiątki lat, a których prace niedawno zaczęto wieszać na ścianach muzeów. Utalentowane, pracowite, zarabiające na siebie i często na rodzinę: Sofonisba Anguissola, Lavinia Fontana, Artemisia Gentileschi, włoskie malarki oraz Yayoi Kusama, japońska performerka. Kobiety niezwykłe, tworzące zapalczywie piękne obrazy, portrety, autoportrety, czy sztukę abstrakcyjną, pełną kolorów.

To książka o poszukiwaniu siebie, realizowaniu swoich marzeń, o wychodzeniu z kryzysów, przełamywaniu stereotypów i barier społecznych względem kobiet. To opowieści o miłości, odkryciach, poszukiwaniach, talencie, a czasem nawet szaleństwie. Bardzo kobieca i o kobietach, ale dla każdego chcącego odkrywać i podróżować i przekraczać swoje wewnętrzne i zewnętrzne bariery. Nic tylko czytać, zanurzać się tej pięknej lekturze.

poniedziałek, 29 lipca 2024

Nasze ciała, ich pole bitwy. Co wojna robi kobietom - Christina Lamb

 

Irak, Nigeria, Bangladesz, Ruanda, Sarajewo, Buenos Aires, Demokratyczna Republika Kongo, Mali, Peru, Chile, Czad, Kosowo, Ukraina co łączy te miejsca? Otóż w każdym z nich toczyła się lub trwa wojna lub konflikt zbrojny, podczas których giną żołnierze, a cywile, szczególnie kobiety i dzieci, cierpią okrutne niegodziwości. Wojna wywoływana przez mężczyzn w jakiś perfidny sposób odbija się na kobietach, stają się ich łupami wojennymi, rezerwuarem na zgromadzoną złość i agresję. Choć nie wywołują wojen, to zbierają okrutne ich żniwo, choć nie zabijają i nie gwałcą to giną i są gwałcone, często w tak bestialski sposób, że nawet trudno się zastanawiać skąd takie zło się wzięło! O tym bestialstwie nie piszą w książkach, podręcznikach, uczymy się tylko dat, nazwisk zdobywców, ilu dzielnych żołnierzy walczyło czy zginęło, a o tej drugiej części wojny, z drugiego frontu, o tej dojmująco okrutnej i złej, nikt nie pisze i nie karze się uczyć, można pytać, albo wykrzyczeć głośne DLACZEGO!?

"Gwałt jest wojennym orężem w tym samym stopniu co maczeta, pałka czy kałasznikow. W ciągu kilkudziesięciu lat grupy fanatyków religijnych i etnicznych szowinistów od Bośni po Rwandę, od Iraku po Nigerię, od Kolumbii po Republikę Środkowoafrykańską stosowały gwałt jako celową strategię, niemal broń masowego rażenia, nie tylko po to, by niszczyć godność i terroryzować społeczności, ale także aby wyeliminować tych, których uważają za etnicznych wrogów albo niewiernych." (str. 20) 

Wojna wywołana przez mężczyzn niszczy domy rodziny, społeczności i pojedyncze osoby, kobiety, dzieci. Domy czasami zostaną odbudowane, społeczności różnie, bo jednostki nawet jeśli przeżyją będą nosiły widome lub ukryte znaki. Kobiety na wojnie cierpią po wielokroć, kiedy na ich oczach zabija się ich bliskich, zwłaszcza dzieci, kiedy gwałci się je lub niewoli, a kiedy jednak przeżyją to nierzadko lokalna społeczność odrzuca je, jako te splugawione, które poddały się wrogom, dały się wykorzystać! Zawsze "obrywają" odłamkami wojennej zawieruchy.

Christina Lamb przez lata zbierała opowieści kobiet, które ucierpiały podczas działań wojennych lub konfliktów zbrojnych w ich kraju. W swojej książce opisała to co wojna robi kobietom to jak odbiera im życie, godność, zdrowie, dzieci i wszystko co wartościowe dla nich. Ta książka zawiera zapewne tylko skrawek tego co ludzie robią innym ludziom podczas wojny, napaści czy eksterminacji jakiejś nacji. Niemniej to co opisała jest wystarczająco mocne, żeby zapłakać, krzyknąć z bólu. Ogrom bestialstwa stosowanego przez mężczyzn podczas toczonych wojen jest nie do pojęcia. Czytając można odnieść wrażenie, że człowiek kierowany nienawiścią, żądzą był i jest zdolny do wszystkiego. Wojna uwalnia demony zła, pokłady okrucieństwa, które podczas pokoju być może, albo zapewne, nie pojawiłyby się, niestety wojna daje przyzwolenie na wszystko. I choć czasami niektóre zbrodnie mogą wydać się niewiarygodne, to niestety miały miejsce i cały czas się dzieją. 

Autorka podjęła się ogromnego trudu pokazania wojny i jej skutków wieloaspektowo, dlatego oprócz ofiar - kobiet, opisuje też mężczyzn, którzy wspierali pokrzywdzone, np. w Syrii pszczelarz, a w Kongo lekarz, przypomina, że oni także zostają ofiarami dotkliwych gwałtów. Niestety gwałt jest jednak domeną mężczyzn, co widoczne jest i bez wojny. Przyczyną jest dominacja jednej płci nad drugą, przyzwolenie, brak wsparcia i zrozumienia dla słabszych, nierówność społeczna i ekonomiczna na co dzień.

Autorka w przedmowie zacytowała fragment książki Susan Brownmiller "Wbrew naszej woli": "Uświadomienie sobie przez mężczyznę, że jego genitalia mogą służyć za budzącą postrach broń, trzeba zaliczyć do najważniejszych odkryć prehistorycznych, obok wykorzystania ognia i pierwszego prymitywnego kamiennego topora."  Dopiero w 1998 roku po krwawej wojnie w Bośni zapadł pierwszy wyrok skazujący za gwałt, ale musiało minąć kolejne dziesięć lat, żeby Rada Bezpieczeństwa ONZ jednogłośnie przyjęła rezolucję 1820 w sprawie przemocy seksualnej w konfliktach zbrojnych, w której ogłoszono gwałt i inne dopuszczenie się przemocy na tle seksualnym "za zbrodnie wojenną, zbrodnie przeciwko ludzkości lub konstytutywny element ludobójstwa." Niestety do chwili oddania tej książki do druku żaden wyrok nie zapadł w oparciu o zapis tej rezolucji. Kobiety dalej są traktowane jako łupy wojenne, dosłownie jako część pola bitwy. To ogromnie ważny dokument.

czwartek, 4 lipca 2024

Nocami krzyczą sarny - Katarzyna Zyskowska

 

Kolejna świetna książka Katarzyny Zyskowskiej już niestety za mną. Niestety, bo historie opisywane przez ta autorkę wciągają mnie bez reszty. Autorka opowiada tak, że trudno przestać słuchać.

W książce Katarzyna Zyskowska stworzyła bohaterki, które mogłyby być naszymi babkami, matkami czy siostrami. Ich historie pełne niesprawiedliwego cierpienia, u każdej z pozoru innego, ale jakby spokrewnionego, bo kobiecego, zadanego przez mężczyzn.

W tej opowieści gros czasu spędzamy w małej wiosce w Górach Sowich, w trzech czasoprzestrzeniach, w których z początku zwykłe i powolne historie przeistaczają się w pęczniejące od zdarzeń mroczne i bolesne wydarzenia. Bohaterki to trzy kobiety, Mareike, Marianna, Maria/Mania połączone niewidzialnymi nićmi losu, doświadczające krzywd od ludzi. Te krzywdy w wydaniu autorki mają różne wymiary: ideologiczny, wiary, zaufania, emocjonalne i wreszcie cielesne. Wtłaczane treści tracą sens w obliczu coraz boleśniejszej i namacalnej straty. Bóg nie nagradza za pokładaną w nim wiarę, jest niemy wobec niesprawiedliwości ludzkiej. Zaufanie to ułuda, która znika wraz z różnymi zbiegami okoliczności. Ból psychiczny i fizyczny przygniata do ziemi, zwala z nóg, odziera z godności. Bohaterki znikają, czy to fizycznie czy w sposób emocjonalny bardziej zawoalowany, kiedy to ciało jest, ale zanikają zmysły, uczucia, emocje.

Bohaterki to symbole traum kobiet różnych czasów i pokoleń, to obrazek cierpień zadanych kobietom przez mężczyzn. Autorka potrafiła stworzyć atmosferę zdarzeń, oddać klimat czasów, odtworzyć krajobrazy i miejsca. Wspaniała lektura.