Miniaturzystka” Jessie Burton to książka, która od pierwszych stron wciąga w świat XVII-wiecznego Amsterdamu, obrastającego w bogactwa dzięki handlowi i kolonizacji. Amsterdamu, który obrastał w przepych, a jednocześnie chłodnego i zaściankowego jeśli chodzi o obyczaje społeczne, zamkniętego za drzwiami mieszczańskich domów. Amsterdamu, w którym kobiety zależne są w 100 procentach od mężczyzn, ich decyzji, ich obecności ich woli.
"Miniaturzystka" to opowieść o kobietach, często pozamykanych w czterech ścianach domów, kuchni, zajmujących się rodziną, nie mających wpływu na jakiekolwiek znaczące decyzje. A podążając ku szczegółom to opowieść o młodej kobiecie, która wkracza w dorosłość i małżeństwo z nadzieją, że rozpoczyna nowe życie. Oczekuje na bliskość, bezpieczeństwo i poczucie, że znalazła swoje miejsce i ukochanego męża. Szybko jednak okazuje się, że zamiast bezpieczeństwa czeka na nią dom pełen tajemnic i rozczarowań, w którym właściwie nic nie jest takie, jak się wydaje. Zamiast męża, którego mogłaby poznać, dostaje jego nieobecność. Zamiast rodziny, ludzi, którzy mają swoje "mroczne" sekrety. Zamiast odpowiedzi, coraz więcej pytań i niewiadomych.
W ramach przywitania Petronella otrzymuje od męża w prezencie miniaturowy model ich domu i zgodę na jego upiększanie. Dysponując wekslami męża zaczyna zamawiać do niego niewielkie elementy u miniaturzystki. Z początku realizacje są zgodne z jej zamówieniami, ale dość szybko zaczyna otrzymywać małe przedmioty, które dziwnie przypominają prawdziwe życie mieszkańców domu. Miniaturowy świat okazuje się odbiciem tego dużego, jego sekretów, pragnień, lęków i ukrytych znaczeń i prawd.
Autorka buduje opowieść, w której granica między tym, co rzeczywiste, a tym, co symboliczne, zaczyna się zacierać. Miniaturzystka wie o mieszkańcach domu więcej, niż powinna wiedzieć. Jej figurki stają się zapowiedzią wydarzeń, a może tylko konsekwencją zdarzeń i decyzji? Czy miniaturzystka przewiduje przyszłość, czy po prostu potrafi dostrzec to, czego inni nie chcą zauważyć?
Pod warstwą tajemnic kryje się przede wszystkim historia kobiet zamkniętych w sztywno przypisanych społecznie rolach, zależnych od mężczyzn, pieniędzy i opinii innych. Nella początkowo wydaje się bezradna, ale z czasem zaczyna rozumieć, że w świecie, w którym niewiele może powiedzieć wprost, musi nauczyć się czytać między słowami. Dlatego "Miniaturzystka" to książka o pozorach, o domach, które z zewnątrz wyglądają na idealne, a w środku kryją zupełnie inne historie, często mroczne, a nawet tragiczne. To opowieść o ludziach, którzy udają kogoś, kim nie są, i o tym, że czasem najmniejsze szczegóły mówią o nas więcej niż wielkie deklaracje. To opowieść o kobietach, które musiały nauczyć się żyć w świecie urządzonym przez innych. O tym, ile można przemilczeć, ukryć i jak długo można udawać, że wszystko jest w porządku. To też opowieść o
samotności i potrzebie poznania prawdy. O ludziach, którzy mieszkają
razem, a jednak potrafią być sobie zupełnie obcy. O sekretach, które
czasami chronią nas przed światem, a czasami stają się więzieniem.
A miniaturzystka? Do końca pozostała dla mnie postacią nieuchwytną, ale zapewne taka miała być. Kimś, kto widzi więcej, kto potrafi spojrzeć na ludzkie życie z boku i pokazać je w pomniejszeniu tak, żeby nagle stało się wyraźniejsze.
„Miniaturzystka” łączy baśń, powieść historyczną i mroczną opowieść. Nie wszystkie zagadki tej historii przekonały mnie w równym stopniu, były wiarygodne, niemniej atmosfera książki pozostaje w pamięci. Amsterdam stworzony przez autorkę z jednej strony był miastem pięknym, pełnym życia i możliwości, a jednocześnie niepokojącym, mrocznym, pełnym kontrastów. Podobnie jak dom, który miał być dla Nelli początkiem nowego życia okazał się ścieżką po kolcach róż, jednak ku prawdziwej dorosłości.
Podsumowując, Jessie Burton stworzyła opowieść o tym, że człowieka, podobnie jak ten książkowy miniaturowy dom, można próbować zamknąć w określonych ramach, wyznaczyć mu miejsce, rolę i granice, ale nie da się całkowicie przewidzieć, co się wydarzy, bo wystarczy czasem jeden mały szczegół, żeby zobaczyć, że pod powierzchnią wszystko wygląda zupełnie inaczej. I chyba właśnie to najbardziej zostało mi z tej książki, przekonanie, że najciekawsze historie często kryją się nie w tym, co widać, ale w tym, czego nie chcemy zobaczyć.


















