Sztuka, polityka i duch epoki, czyli wielowymiarowy portret Meli Muter napisany przez Karolinę Prewęcką w książce „Mela Muter. Gorączka życia” to pozycja, która wymyka się klasycznemu rozumieniu biografii jako suchego zapisu dat i faktów. Autorce udało się stworzyć panoramiczny fresk historyczno-społeczny, w którym losy wybitnej malarki stają się raczej nie głównym wątkiem, ale pretekstem do opowiedzenia o burzliwym XX wieku. Autorka otwiera przed czytelnikami nie tylko pracownię artystki, ale przede wszystkim cały jej ciekawy świat. Pokazuje artystkę w wirze przemian obyczajowych, politycznych zawirowań oraz w unikalnej atmosferze miejsc, które ją ukształtowały. Sama konstrukcja tła geograficzno-społecznego w biografii daje poczucie plastyczności, może łatwo wędruje się z Melą Muter po jej przestrzeniach życiowych.
Autorce udaje się oddać klimat Paryża -Montparnasse’u i Montmartre’u z początku stulecia. Paryż w ujęciu Karoliny Prewęckiej to nie tylko kawiarnie Le Dôme czy La Rotonde, ale przede wszystkim tygiel narodowościowy i artystyczny tworzący środowisko École de Paris. Autorka kreśli portret miasta jako azylu wolności dla kobiet artystek, twórczyń, pokazując realia nauki w Académie Colarossi w czasach, gdy oficjalne akademie wciąż były dla kobiet zamknięte. Wracamy też do Polskich korzeni i wielkich miłości Meli Muter z warszawskiego środowiska żydowskiego, z którego Mela się wywodziła, a także atmosferę młodopolskiej bohemy. To na tym tle rozgrywa się wielka, dramatyczna miłość malarki do Leopolda Staffa oraz jej relacje z polską kolonią artystyczną. I wreszcie jedziemy do słonecznej i surowej Hiszpanii, która była odkryciem dla Meli Muter przez fascynacje nowym światłem i pejzażem, a także społecznym, w którym odkrywała lokalny folklor, warunki życia, kolory, różnorodność architektury i krajobrazu..
Autorka pokazuje też kobietę Melę Muter, zaangażowaną w wielką historię i zmiany polityczno-społeczne. Szczególnie mocno wybrzmiewa tu wątek jej związku z francuskim działaczem socjalistycznym i pacyfistą Raymondem Lefebvre'em; widzimy zaangażowanie Meli w sprawy lewicy, jej wrażliwość na krzywdę najuboższych (co tak doskonale widać w jej portretach robotników, dzieci czy matek) oraz bolesne zderzenie z brutalnością I, a później II wojny światowej. Wreszcie powojenny Paryż, w którym artystka żyła w zapomnieniu i ubóstwie, czyli kolej rzeczy bezlitośnie zmieniających się mód artystycznych i realiów nowego świata. Niemniej nie umarła w zapomnieniu, bo zadbał o to Bolesław Nawrocki wraz z żoną, którzy zaopiekowali się artystką pod koniec jej życia a także zadbali o jej spuściznę artystyczną. Dzisiaj Mela Muter jest artystką wystawianą, pisane są nowe biografie. Dodam, że obecnie jest niezwykle bogata wystawa Meli Muter w Villa la Fleur w Konstancinie.
To nie wszystko, bo dostajemy też obraz kobiety ulegającej namiętnościom, niezwykle kochającej swojego ojca, a także oddanej matki, kochającej siostry dbającej o relacje rodzinne. Przyjaciółki znanych pisarzy, malarzy i poetów.
„Mela Muter. Gorączka życia” to biografia, w której autorce udało się połączyć reporterską wnikliwość z etnograficzną wrażliwością. Autorka napisała książkę, która może się spodobać odbiorcom sztuki, jak i miłośnikom opowieści o minionych epokach. To nie tylko herstoria wybitnej jednostki, ale fascynująca lekcja historii społecznej Europy pierwszej połowy XX wieku.


















