Książki to dla mnie marzenia, źródło wiedzy, pasja i moc. Książki to oczekiwanie na niewiadomą, na tajemnicę, na romans bez pokuty. Wierne, dostępne i otwarte na nowe doznania. To uzależnienie, bez skutków ubocznych, zbędnych emocji i pretensji. Książki to dla mnie ciągle napełniające się źródło, nie wysychające, wystarczy tylko chcieć czerpać, a na razie mam ogromną ochotę.......
Szukaj na tym blogu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kino. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 25 listopada 2018
Kler - Wizyta w kinie
Wybrałam się na ten film, bo oglądam filmy wyreżyserowane przez Wojciecha Smarzowskiego. Ciekawiło mnie też poruszenie wśród znajomych, którzy obejrzeli film przede mną.
A co o filmie; jak to zwykle u tego reżysera przede wszystkim zacna obsada, m.in.: Janusz Gajos, Arkadiusz Jakubik, Robert Więckiewicz, Jacek Braciak, Joanna Kulig. Oczywiście świetny scenariusz, ciekawe wątki i tło wydarzeń. Reżyser pod lupę wziął kler i jego możliwości, zawiłości, drugie dno, problemy i oczywiście ludzi. Mamy w filmie przekrój tej grupy, kleryków, proboszczów na różnych parafiach, pracowników kurii i biskupa/ów. Wszyscy są ludźmi i tylko ludźmi, ze swoimi problemami, cechami charakteru, nawykami, zachowaniami. Zagrane postaci są wielobarwne i niejednoznaczne. Nikt w tym filmie nie jest do końca biały czy czarny, żadnego nie oceniłabym przez pryzmat dobry/zły, każdy jest człowiekiem ze swoimi słabościami, wzlotami i upadkami. Głównymi bohaterami są trzej księża, poniekąd zaprzyjaźnieni, niemniej każdy w tym środowisku kroczy inną drogą. Dla jednego jego życie to pasmo udręki, którą sobie sam funduje, ale pod wpływem impulsu zbiera się powstaje, podejmuje konstruktywne decyzje. Drugi cieszy się dobrobytem, poważaniem, ale naraża się i może być publicznie zlinczowany, nie poddaje się jednak, stawia czoło ostracyzmowi, nie zgadza się z decyzjami przełożonych. Trzeci to lawirant, kuty na cztery nogi, zmierzający wszelkimi sposobami do celu. Czwarty to biskup, nader doświadczony w pokonywaniu trudności, radzi sobie genialnie z sytuacjami i ludźmi. Postaci z drugiego planu także wpisują się w charakter środowiska, w końcu z kim przystajesz takim się stajesz, albo jeśli wejdziesz między wrony to musisz krakać jak i one, bo inaczej zadziobią, albo wyrzucą ze stada. To światek zamknięty, mający swoje klimaty, specyficzne zachowania, zasady i układy.
Fabuły nie będę omawiała, bo ten film jest wart zobaczenia i wysnucia własnych wniosków. Spojrzenia na ludzi i ich zmagania z własnym życiem, uwikłani w niełatwy system, ze swoimi koteriami, złożonościami, zależnościami.
Dla mnie film nie jest atakiem, rewoltą czy obnażaniem kleru, przecież o tym wszyscy wiedzą, czy wierzą to już inna para kaloszy, albo co z tym robią to też inna sprawa. Film uwypukla problemy, które są zamiatane pod dywan, a powinny w imię tego co głosi kościół czyli miłości, miłosierdzia i sprawiedliwości być wyjaśnione i to najlepiej na bieżąco. Wszystkie problemy załatwiane od razu, rozważnie i szeroko-aspektywo zmieniłyby postrzeganie tej instytucji. Kler nie radzi sobie z zachowaniami swoich współtowarzyszy, chowa głowę w piasek, bo nie umie wziąć się za bary i naprawiać wszystkiego co się da. Wszystko co sobie robią bije w tych prawdziwych katolików, którym przykro jest, że ci którym powierzono taka misję marzą się w zgniliźnie, że zamiast Jezusa ważne są pieniądze, związki hetero i homoseksualne, różne zwyrodniałe zachowania. Te układy, układziki, zawiść, zazdrość, zależność są błędnym kołem, z którego trudno się wydostać. Obłudne zachowania, urągają tej instytucji, niszczą i przeczą jej zadaniom.
Film Wojciecha Smarzowskiego to kolejny ważny i dobrze zrobiony obraz, podsumowujący najsmutniejsze wątki z działalności kleru kościoła katolickiego. Najsmutniejsze, że ci pasterze to wilki, które krzywdzą nie tylko swoje owce, ale też siebie nawzajem.
poniedziałek, 19 listopada 2018
Kamerdyner - Wizyta w kinie
Można by rzec, że to właściwy film, we właściwym czasie. W czasie zadumy i 100 rocznicy odzyskania niepodległości.
Epicka opowieść o losach rodzin Kaszubskich i Pruskich, dziejąca się na przestrzeni pół wieku. Piękny, wartościowy, nieoceniający, ze wspaniałą obsadą i grą aktorską. Przekazujący ważne treści o walce i zabieganiu o przyłączenie Pomorza do nowo powstającej Rzeczpospolitej. Film oprócz fabuły obejmuje wydarzenia historyczne z ojczyzny, Europy i świata. Zawiłe, niełatwe, naznaczone różnymi doświadczeniami, życie Kaszubów, zawsze wiernych i oddanych Polsce. Pokazuje pierwsze masowe ludobójstwo ludności kaszubskiej. Rodzące się niechęci i nienawiść pomiędzy mieszkańcami tego tygla narodowościowego i kulturowego.
Reżyser i scenarzysta prowadzą naszych bohaterów przez różne drogi, na których napotykamy różnych ludzi, kilku narodowości, wyznań i przekonań. Co ważne to, że ludzie nie dzielą się na tych z tej czy z tamtej strony, tylko na dobrych i złych, tych postępujących po ludzku i tych hańbiących ród ludzki.
Choć film jest długi warto dla niego poświęcić swój czas, przyjrzeć się mu uważnie i zadumać się na chwilę. Warto poddać się atmosferze pierwszych ruchów wolnościowych, zrozumienia niektórych osób z przeciwnego "obozu" ideologicznego i wpływowego. Warto poznać bohaterów tamtych czasów i regionu, ich zwyczaje i tradycje. Warto...
poniedziałek, 22 października 2018
Obietnica poranka - Kino
Dla mnie to było przyjemne przeżycie, poruszające, irytujące, śmieszne, intrygujące. Niebanalnie opowiedziana historia dorastania i dorosłości znanego pisarza i jego relacji z matką.
Pierwsze kadry filmu pokazują bohatera jako dorosłego i dojrzałego pisarza. Kiedy podczas parady z okazji Dnia Zmarłych w Meksyku, żona znajduje go zemdlonego w pokoju hotelowym, niezwłocznie udają się taksówką do stołecznego szpitala. Podróż trwa wiele godzin, bo jest on oddalony od miejsca, w którym przebywali o kilkaset kilometrów. Główny bohater zemdlony odpoczywa, a żona tymczasem oddaje się lekturze pisanej przez niego książki. Opowieść jest o jego dzieciństwie i niezwyczajnej relacji z matką. To lektura tej książki staje się kanwą scenariusza filmu. Widz ogląda poszczególne etapy życia Romaina. Najpierw dzieciństwo w Wilnie i Warszawie, potem okres dojrzewania w Nicei, studia a następnie czas służby wojskowej, podczas której przebywał między innymi w Londynie i Afryce.
Przyglądając się historii snutej przez bohatera widz dowiaduje się, że Romain miał zaplanowane życie przez jego matkę. Miał stać się kimś ważnym i docenianym i choć czasami wydawać by się mogło to obłędnym i despotycznym "chceniem" matki, syn spełnił jej mrzonki. To taka spełniająca się przepowiednia, ale wspierana i kontrolowana.
To film, który dostarcza przyjemności z oglądania, choć może drażnić zachowanie matki i ulegającego syna, ale to wszystko zrobione jest z taką gracją, sympatią, że wywołuje głównie ciepłe odczucia i uśmiech na twarzy. Postać głównego bohatera zdaje się być bliska i swojska, a jego przebojowej matki może irytować albo wzbudzać sympatie i podziw.
“Obietnica poranka” nie jest sztampowa, jest za to zaskakująca, irytująca, żartobliwa, a czasem wręcz absurdalna i niewiarygodna. Fabuła wręcz kipi wyczynami matki, która jest kobietą pełną niespożytej energii i pomysłów, nie pozostawiającej widza obojętnym. Matka czasami przepełnia sceny, dominuje akcję, ale zawsze w ciekawym stylu. Syn aby dotrzymać jej kroki musi się "nabiegać" i na-spełniać jej poleceń i zadań.
To film wartościowy także ze względu na fantastyczne aktorstwo Charlotte Gainsbourg wcielającej się w Ninę Kacew, matkę Romaina i samego Pierre Niney kreującego postać pisarza. W filmie jest sporo scen w języku polskim i z polskimi aktorami, co może być sympatyczne dla polskiej widowni.
To film nie pozwalający na nudę, kipiący energią bohaterów, zaskakującymi wydarzeniami, zwrotami akcji, ciekawymi miejscami i krajobrazami i dobrą reżyserią. Dla mnie jeden z ciekawszych filmów obejrzanych w tym roku. Polecam ciepło:)
To film, który dostarcza przyjemności z oglądania, choć może drażnić zachowanie matki i ulegającego syna, ale to wszystko zrobione jest z taką gracją, sympatią, że wywołuje głównie ciepłe odczucia i uśmiech na twarzy. Postać głównego bohatera zdaje się być bliska i swojska, a jego przebojowej matki może irytować albo wzbudzać sympatie i podziw.
“Obietnica poranka” nie jest sztampowa, jest za to zaskakująca, irytująca, żartobliwa, a czasem wręcz absurdalna i niewiarygodna. Fabuła wręcz kipi wyczynami matki, która jest kobietą pełną niespożytej energii i pomysłów, nie pozostawiającej widza obojętnym. Matka czasami przepełnia sceny, dominuje akcję, ale zawsze w ciekawym stylu. Syn aby dotrzymać jej kroki musi się "nabiegać" i na-spełniać jej poleceń i zadań.
To film wartościowy także ze względu na fantastyczne aktorstwo Charlotte Gainsbourg wcielającej się w Ninę Kacew, matkę Romaina i samego Pierre Niney kreującego postać pisarza. W filmie jest sporo scen w języku polskim i z polskimi aktorami, co może być sympatyczne dla polskiej widowni.
To film nie pozwalający na nudę, kipiący energią bohaterów, zaskakującymi wydarzeniami, zwrotami akcji, ciekawymi miejscami i krajobrazami i dobrą reżyserią. Dla mnie jeden z ciekawszych filmów obejrzanych w tym roku. Polecam ciepło:)
czwartek, 2 sierpnia 2018
Zimna wojna - Wizyta w kinie

Wiele już o tym filmie napisano w prasie, ponieważ znawcą nie jestem tylko widzem, który ogląda filmy to napisze tak:
- Film mi się podobał, bo ma swój klimat, czar i moc. Historia opowiedziana przez Pawła Pawlikowskiego obfituje w emocje, często dramatyczne i mocne. Zachowania bohaterów są często irracjonalne, niezrozumiałe, budzące zdziwienie. Zula i Wiktor to woda i ogień, to plus i minus, ale przyciągający się bardzo silnym uczuciem, wiedzą, że kochają się bezgranicznie, a jednocześnie ich bycie razem wyniszcza ich. Dla mnie to miłość dramatyczna, bo oboje tęsknią za sobą, ale nie umieją ze sobą żyć, myślą o sobie, a jednocześnie uwikłani są w inne związki. Ta miłość, namiętność, tęsknota rodzą kolejne dramaty, ona pije, on z jej powodu dostaje się do obozu na kilkanaście lat. Całość w sam raz na film, w którym drga, dużo się dzieje a widz uwalnia swoje emocje. To opowieść skąpa w słowa, bogata w cudowną i różnorodną muzykę, wytańczona w różnym stylu, ubrana w czarno-białe obrazy, dziejąca się w różnych miejscach. Film osadzony w czasach 50 i 60 dwudziestego wieku, w którym groza czasów i absurdy przeplatają się tworząc gruby splot zdarzeń. Film bez banałów, powtórzeń i dłużyzn, zaskakujący i nieoczywisty.
Nie miałam czasu, aby się znudzić, choć niezrozumiałe działania bohaterów mnie czasami irytowały. Film jednak wciągnął, otworzył kanały do dyskusji i przemyśleń, dał satysfakcję z dobrze spędzonego czasu. Paweł Pawlikowski po raz kolejny pokazał jak wyjątkowym jest reżyserem, a aktorzy błysnęli po raz kolejny swoimi umiejętnościami (zwłaszcza Tomasz Kot).
wtorek, 24 lipca 2018
Nasze najlepsze wesele - Wizyta w kinie
Ten film pozwolił na relaks, uśmiech i poczucie przyjemności. Wyszłam z kina lekka i zadowolona, z przyjemnym uczuciem dobrze wykorzystanego czasu.
Miałam nadzieję, że twórcy filmu "Nietykalni" nie zawiodą mnie i moja nadzieja okazała się spełniona. To komedia, ale wzruszająca, pełna treści, nostalgii, ludzkich namiętności i ograniczeń.
Twórcy pokazali zgorzkniałego człowieka, który stoi na rozdrożu, waha się, nie umie podjąć decyzji, liczne rozterki powodują chaos w jego życiu, żal, poczucie straty i rozdarcie.Nie wie, którą drogą pójść, która okaże się właściwszym wyborem, chce uciec, ale tak naprawdę sam nie wie gdzie. Nie umie podjąć decyzji ani w życiu prywatnym ani zawodowym. Poniekąd go rozumiałam i dopingowałam do wyprostowywania krętych ścieżek, które sobie tymczasowo wybrał.
Po pierwszych kadrach w przestrzeni miasta, przenosimy się w sielskie krajobrazy, gdzie w XVIII-wiecznym dworku, Max właściciel firmy organizującej śluby, organizuje wesele. Jego klientem jest zmanierowany mężczyzna, z ogromnymi wymaganiami, który efektami specjalnymi chce zachwycić narzeczoną i gości. Wszystko ma być niezrównane, ale takie nie chce być. Pracownicy są skonfliktowani, brakuje obsady, następuje zmiana zespołu, część ekipy dopada biegunka, zostaje odłączona od prądu zamrażarka z mięsem na główne danie. Przeplatają się kłótnie: z panem młodym, z ukochaną, z asystentką, z liderem zespołu. Najchętniej by to rzucił, chce tylko wytrzymać do końca uroczystości.
Co nastąpi po lawinie niefortunnych zdarzeń, czy Max sprzeda firmę, czy rozwiedzie się z żoną, czy rzuci go ukochana?
W filmie jest kilka zaskakujących, umiejętnie zbudowanych scen, napięcie i romantyczne scenerie, nie ma ckliwych wstawek. Jest też piękna muzyka i odlatujący balon. Jest człowiek, który mimo trudnych chwil w swoim życiu nie poddaje się, który jak bańka wstańka ma chęć zacząć od nowa. Człowiek, który lubi pracować z ludźmi, chociaż czasem ma ochotę cisnąć wszystko w cholerę, ale co dalej, przecież to jego życie i pasja.
czwartek, 28 czerwca 2018
Wszystko dla Klary, czyli historia pewnego pomysłu - Ewa Świerżewska, Łukasz Świerżewski
Dla nas to książka, która zawiera trzy główne korzyści. Po pierwsze jest to ciekawa historia, w której można poznać realną sytuację dziecka niepełnosprawnego i troski rodziców oraz ich nieustającą pomoc dla niego. Po drugie poradnik jak metodycznie, w sposób usystematyzowany zrealizować plan przedsięwzięcia. Rzeczowo rozpisany, zobrazowany, wyjaśniony a tym samym pomocny przewodnik dla tworzenia przez dziecko własnych przedsięwzięć. Wytłumaczono w nim krok po kroku ważne i efektywne działania, które prowadzą do uporządkowanego zrealizowania celu. Pokazano jak je zapisywać i na co zwracać uwagę. Zdefiniowano najważniejsze elementy dotyczące planowania, organizowania, realizowania i podsumowania wydarzenia. Opisano zagadnienia z kilku zagadnień rynkowych, pokazując tym samym jakie rzeczy i w jaki sposób wiążą się ze sobą mają na siebie wpływ i są od siebie zależne. Czytelnik otrzymuję podstawową wiedzę z zakresu marketingu, psychologii rynku, finansów i zarządzania. Tym samym jest to bardzo porządna lektura dla dzieci i dorosłych, którzy chcą dziecku i sobie pomóc w ukierunkowanym działaniu. Po trzecie to rzecz o pomaganiu i promowaniu tej idei, o zachęcaniu i motywowaniu ludzi do działania i bezinteresownym czynie na rzecz drugiego człowieka. To książka o nie poddawaniu się słabościom, negatywnym przekonaniom i stereotypom. To lektura pokazująca, że warto coś zrobić. Uczy życzliwości i empatii.
A w czym rzecz, otóż: dziewczynka z piątej klasy pięknie tańczy choć na wózku inwalidzkim, bo nie może chodzić. Jest pogodna, ma kochających rodziców i życzliwych ludzi wokół siebie. Rodzice chcieliby jednak dać szansę swojej córce na zwyczajne życie. Zbierają pieniądze na operację za granicą, ale ciągle im brakuje. Rozwieszają też plakaty z prośbą o pomoc, które to zauważają Basia i Kuba, koledzy z równoległej klasy ich córki Klary. Rówieśnicy nakręcają się wzajemnie do działania, aby pomóc Klarze i jej rodzicom. Planują zorganizowanie w szkole szereg imprez dzięki, którym uda się pozyskać jak najwięcej pieniędzy dla Klary. Przekonują swoją wychowawczynię, koleżeństwo z klasy, rodziców Klary. Ich entuzjazm udziela się coraz większemu gronu osób. Dzięki rozmowom z różnymi ludźmi wprowadzają korekty do planu, zmieniają, dopracowują, cały czas uczą się, uodparniają na zmiany. Ważne, że nic nie jest w stanie ich zniechęcić, bo są przekonani do słuszności swojego działania. Wierzą, że ich praca posłuży do realizacji ważnego celu.
Podsumowując ta książka ma w sobie bardzo pozytywny ładunek emocjonalny i merytoryczny.
poniedziałek, 11 czerwca 2018
Wieża. Jasny dzień - Wizyta w kinie
To film, który pozostawił mnie z niepokojem i otwartymi pytaniami. Reakcje były różne, od zniecierpliwienia, niepokoju do satysfakcji z obcowania z czymś innym w polskim filmie.
Z pewnością jest to film dla przenikliwych, umiejących czytać pomiędzy kadrami, znających literaturę, obecne problemy społeczne, itp.
Film poprzez muzykę, formę, elementy magiczne, zawieszone kadry, niezrozumiałe działania postaci wprowadził mnie w niepokój, czułam ciągłe napięcie i oczekiwanie na coś zaskakującego.
Niewątpliwie mocną stroną filmu jest ścieżka dźwiękowa, która buduje napięcie, odzwierciedla poszczególne kadry, podkreśla, pobudza i przeraża. Grozę potęguje widok wielkiego lasu, przemykającego - zalęknionego z przerażonym wzrokiem uchodźcy, mrocznego kościoła, jakiegoś "opętańczego" tańca księdza, matki, która nagle wybudza się z otępienia, niespokojny pies. W te wszystkie elementy wpisana jest "sielska" atmosfera domu, rodziny, posiłku, pól jak okiem sięgnąć, zabaw dzieci. Pojawiają się jakieś rozmowy, żale, boleści; zbliżenia na bohaterów, w woalowany sposób popakowane emocje od czasu do czasu mocniej uwypuklone.
Sama fabuła to rodzinna opowieść - Mula i Michał przygotowują do pierwszej komunii córkę Ninę, zaprosili tylko najbliższych krewnych - brata Andrzeja z rodziną i siostrę Kaję. Relacje nie są oczywiste, pełne napięcia, niedopowiedzeń, tajemnicy, złości. Relacje zmieniają swoje napięcia, natężenia, barwy i wysiłki. W powietrzu unoszą się żale, zazdrości, wspomnienia z dzieciństwa. Mula cały czas jest spięta, dusi to w sobie, choć coraz jej trudniej.
Ostatnie sceny filmu zaskakują, "osłupiają" i zastanawiają. Co się stało - jak - kiedy - co to ma znaczyć. Opuszczam salę w ciszy, z niepokojem i z potrzebą wyjaśnień.
Nie wiem czy film to udany debiut, czy przerost formy nad treścią, z pewnością zapadł mi w pamięć, zaskoczył, ukazał niepokój wpisany w piękne widoki.
W dodatkowym wyjaśnieniu tego filmu pomogła mi doskonała recenzja znaleziona w sieci i wywiad z reżyserką.
środa, 6 czerwca 2018
Atak paniki - Wizyta w kinie

To był dla mnie "wstrząsający" film, bo pokazywał tak absurdalne zachowania ludzi, że trudno mi było w niektóre uwierzyć. Ponoć realne do szpiku kości, przenikają społeczeństwo i zataczają coraz większe kręgi i wciągają w nie coraz więcej ludzi.
Ten film był dla mnie tak irytujący i niedorzeczny, że nie mogłam spokojnie usiedzieć w fotelu, rzucałam się jak ryba wyrzucona na brzeg jeziora. Nie wiem czy to była farsa czy groteska, ale pokazane charaktery i zachowania były miksem obu z dodatkami.
W filmie poruszone zostały aktualne sprawy i zachowania, mamy zatem wirtualną prostytucję, wszelakie uzależnienia, niezdrowe emocjonalnie relacje rodzinne, brak dbałości o siebie, poddawanie się presji społecznej, nieumiejętność rozmawiania ze sobą. Te elementy urealniają film, wytrącając mu łatkę komedyjki. To gorzka pigułka z lukrem na wierzchu, pobudzająca do myślenia, rozważenia i wybrania. Śmieszy, ale czasami gorzko a innym razem refleksyjnie.
W filmie dużo się dzieje, tak w warstwie narracyjnej jak i słownej, całość zagęszcza kilka wątków dziejących się na przemiennie, w większości ze sobą jakoś powiązanych, mających konsekwencje lub ciąg dalszy, albo wpływ na losy innych. To przemyślany, skomponowany, zrównoważony, obraz. Film, który nie pozostawia obojętnym, pod przykrywką komedii zasiewa ziarna niepokoju, zadziwienia, irytacji.
Co do poszczególnych wątków film rozpoczyna się od samobójstwa młodego mężczyzny, który jak się później okazuje był znajomym Kamy - młodej, ładnej dziewczyny, która dorabia sobie jako striptizerka w seks-kamerkach. Kolejna klatka pokazuje nam jej matkę, która stawia córkę za wzór synowi, nie wiedząc o jej prawdziwym działaniu zawodowym. Ów syn, Miłosz, uzależniony od gier MMO spędza całe dnie przed komputerem, choć czasami, żeby zarobić na życie pracuje w firmie cateringowej jako kelner. Dzięki pracy zaczepia się o kolejny wątek, czyli wesele młodej dziewczyny w ciąży i mężczyzny po przejściach. Ów pan młody w kolejnym wątku prowadzi rozmowę z żoną, od której chce rozwodu, aby ożenić się ponownie. Jest jeszcze historia małżeństwa wracającego samolotem z Egiptu, a także poboczny wątek ich kilkunastoletniego syna, który wraz z kolegami narkotyzuje się w zaciszu własnego pokoju, a który to syn szantażuje Miłosza w grach. Wątki przeplatają się, dzięki czemu napięcie widza utrzymywane jest na tym samym, wysokim poziomie. W pierwotnej warstwie historie różnią się, niemniej wszystkie zaciekawiają a wraz z ubiegającym czasem nabierają szybszego tempa. Każdy wątek z osobna nieuchronnie pędzi do jakiegoś "wybuchu", który rzeczywiście w końcowych akordach filmu detonuje. Muzyka i montaż dodają tętna i klimatu tego filmu, zaś aktorzy to perełki.
W pierwszym wrażeniu miałam mętlik w głowie i emocjach, ale po spokojnym przemyśleniu doszłam do wniosku, że to bardzo poważny film, śmieszny przez łzy, smutny przez śmiech. Daje powody do myślenia i wyciągnięcia wniosków. Film wart zobaczenia.
wtorek, 29 maja 2018
The place - Wizyta w kinie
Poszłam na ten film po dobrych wrażeniach z poprzedniego, chciałam zobaczyć czy reżyserowi uda się i za drugim razem stworzyć film z ciekawym spojrzeniem na współczesny świat.
Poniekąd tak, choć inaczej niż w przypadku swojego "Dobrze się kłamie...." Tym razem to dramat, z tkwiącą w nim tajemniczą postacią w centralnym punkcie kadru. Główny bohater to Bóg i diabeł w jednym, twórca i niszczyciel, psycholog i wandal ludzkich emocji. Wzbudzający zainteresowanie, zdenerwowanie i pokorę, irytujący swoim spokojem i brakiem emocji.
Akcja tak jak za pierwszym razem dzieje się w jednym miejscu, w Restauracji The Place, w której zasiada przy jednym ze stolików główny bohater, mężczyzna, przyciągający z magnetyczną siłą ludzi z problemami uczuciowymi, rozterkami życiowymi, niespełnionymi marzeniami, potrzebami ponad ich możliwości.
Spotkania "interesantów" odbywają się na podstawie tego samego schematu: mężczyzna słyszy życzenie, zapisuje je w obszernym notesie po czym przekazuje zainteresowanemu zadanie do wykonania. Owe zadania bywają różne: czasem łamią prawo, zadają ból, ratują życie, działają dla dobra kogoś. Nie należy jednak wiązać problemu z misją. Otrzymujący zadania często nie zgadzają się z nimi, na co tajemniczy człowiek zawsze odpowiada, że on jedynie przekazuje informacje, to oni są odpowiedzialni za ich dalszy ciąg. Czasami zapada cisza, czasami padają pytania, oskarżenia, wątpliwości, zdziwienie:
- "Dlaczego dajesz tak okrutne zadania?".
- "Bo ktoś zawsze jest na nie gotowy".
Wszechwiedzący mężczyzna zna wyniki postępowania swoich gości. Nic nie umknie jego świadomości, jest opanowany, zimny, pewny siebie. Nie uśmiecha się i nie mówi o sobie. Jest tam tylko dla "potrzebujących" go ludzi. Zagadywany od czasu do czasu przez właścicielkę The Place, nie zmiękcza się, pozostaje zamknięty i niezależny, choć coraz bardziej zmęczony nie daje przedrzeć się przez swoja skorupę.
Po drugiej stronie widzimy różne postacie, ze swoimi historiami, rozterkami, marzeniami, potrzebami. Mamy samotnego mechanika samochodowego poszukującego bliskości i celu, niewidomego chłopaka poszukującego miłości, ojca szukającego ratunku dla umierającego dziecka, policjanta tęskniącego za synem, zakonnicę poszukującą na nowo sensu powołania, syna uciekającego przed ojcem, dziewczynę która chce być najpiękniejsza, starszą kobietę, która chce odzyskać zdrowie dla chorującego na Alzheimera męża, kobietę, która zazdrości sąsiadom ich miłości. Każde z nich oczekuje, że ów wszechwiedzący z kawiarni wskaże im rozwiązanie, da wytyczne do rozwiązania swoich problemów.
Reżyser klatka po klatce odkrywa przed widzem powiązania jakie istnieją pomiędzy niektórymi bohaterami. Czasami zadania przecinają losy bohaterów, czasami są dla nich zagrożeniem, sprawdzianem, wyzwaniem. Z upływem czasu wszystko jest coraz bardziej rozpoznawalne i powtarzalne, schematyczne. Nie ma zaskoczenia, jest zbyt oczywiście i ogólnie. Nie ma głębszych refleksji, bardziej grożenie palcem i po raz kolejny pokazywanie jakie to zepsute jest zachodnioeuropejskie społeczeństwo:
niemniej zło zostaje ukarane, bo dobrych ludzi jest więcej.
Podsumowując, zdecydowanie nie jest to pasjonujące dzieło, ale z drugiej strony nie zanudza, wciąga w historie ludzi, ich zadania, realizacje, podejście, boje z własnymi emocjami. Zostawia jednak niedosyt, niejasności i niedopełnienie.
wtorek, 20 marca 2018
Niemiłość - Wizyta w kinie
To kolejny film Zwiagincewa, który pozostanie w mojej pamięci na dłużej. Jako wytrawny obserwator rzeczywistości, tym razem podaje widzowi obraz o współczesnym stylu życia, egoistycznym, próżnym i w pewnym sensie pustym. Życia bez refleksji, łatwego i szybkiego, głównie dla siebie i swoich przyjemności. Obraz, który ma coraz mniej barw, w którym dominuje kolor szary. Emocje służą tylko krótkiej chwili, bo poza nią nakładana jest maska. Z filmu wyłania się ilustracja malowana nienawiścią, niechęcią i obojętnością. To pesymistyczny wymiar współczesnego związku, rodziny, relacji rodzic-dziecko. Zwiagincew zarzuca widza toksycznymi relacjami, przekazywanymi z pokolenia na pokolenie i nie daje nadziei na poprawę. Reżyser prowadzi widza ciernistymi ścieżkami, w których łatwo o skaleczenie, nie pozwala na wygodne przyglądanie się i nie odczuwanie.Główni bohaterowie Żenia i Borys, małżeństwo w rozsypce, kłócą się zaciekle o dziecko. To oczywiście nic nadzwyczajnego w przypadku rozwodu rodziców, niemniej tutaj reżyser odrzucił schematyzm. W Niemiłości syn Aleksiej to towar zbędny, zużyty, grat, który zawadza w nowej świetlanej przyszłości. Żadne z rodziców nie ukrywa swojej odrazy do niego, głośno wyrażają swoją obojętność i niechęć opieki nad nim. Dramat chłopca aż boli, kłuje w oczy, rani serce, ale tylko widza. Jego dojmująca i przenikająca rozpacz przygnębia i zasmuca. Dla rodziców jest on tylko balastem z przeszłości, z którym nie ma co zrobić w przyszłym, "ulepszonym" życiu. Nie pasuje do matki wiecznie zapatrzonej w siebie, swoje potrzeby i w swój telefon. Przeszkadza w wizytach u fryzjerek, kosmetyczek, masażystów, zawadza w nowym "związku", w którym najważniejszy jest seks i wygoda. Nie potrzebny jest ojcu, który żyje uwikłany w pozory życia rodzinnego, mającego już na drugim planie kolejną partnerkę i dziecko. Oboje nowe drogi chcą zacząć bez zbędnego obciążenia, chcą zresetować swoje konta.
Czy jest jakieś wyjście z takiej sytuacji, owszem reżyserowi udało się rozwiązać kłopot i nie jest to bajkowe rozwiązanie z happy endem, żaden banał, ale prawdziwie bolesny finał jak na wielkiego twórcę przystało.
Otóż dziecko pewnego dnia znika z życia rodziców i z oczu widza. Reżyser w tym momencie zaprasza widza na sekcję zwłok tych resztek relacji, które nie służą wspólnemu celowi odnalezienia dziecka, ale szukaniu okazji do wylania na siebie resztek pomyj, brudu i toksycznych odpadów. Może potrzebują zrzucić swoje poczucie winy na tą drugą osobę, może zrzucić skórę przed nową porą. Mocnym akordem dla obojga rodziców jest wizyta w kostnicy, oboje uderzeni możliwością i podejrzeniem, że zmasakrowane ciało może być odpadem po ich synu, zostają pozostawieni w niepewności.
Jak się poczuli rodzice można się tylko domyślać, czy wyrzucali sobie bezduszność, wygodnictwo, czy ich myśli poszybowały w otchłań rozpaczy, tego nikt się nie dowie. To można sobie tylko dopowiedzieć, oczywiście jeśli jeszcze starczy na to siły.
Nie dowiemy się już niczego, nikt nie dozna oczyszczenia z poczucia winy, nie będzie rozgrzeszenia, nie odnajdziemy ukojenia, domysły będą rodzić się i nie zaznamy spokoju. Nie będzie ulgi, brak będzie stałym towarzyszem.
niedziela, 25 lutego 2018
Dzikie róże - wizyta w kinie.

To film, który wywołuje różne uczucia: irytację, złość, znudzenie, przygnębienie, smutek nawet współczucie.
Długie przejazdy kamerą na łany zboża, wieś w oddali i nie śpieszną akcja mają pokazać marazm i nudę jaka panuje w tej sfilmowanej wsi. Nie wiele mówiąca młoda matka wpisuje się w ogólną ciszę i spokój. Początek może wydawać się irytujący w swoim spokoju i powolnym przeglądzie otoczenia.
Młoda kobieta, dwójka dzieci, samotność, strach, nieskończony dom i otoczenie, trzeszcząca nad głową matka i ciągła nieobecność męża.
Tak maluje się pierwszy plan, ale jest i drugi, ucieczka w zakazaną miłość (z nastolatkiem), nie radzenie sobie z samą sobą, ogromnym poczuciem osamotnienia i lawiną wyrzutów sumienia. Jest też tajemnica, ciążąca jak kamień u szyi.
Kiedy pewnego dnia przyjeżdża mąż, głównie na komunię córki, zawisa między nimi jak siekiera masa niedopowiedzeń, żalów, smutku i zarzutów. Kiedy pewnego dnia znika z pola róż ich dwuletni synek, rozpętuje się piekiełko emocji, oskarżeń i pretensji. Akcja poszukiwawcza angażuje społeczność, rodzinę i małżonków, którzy z czasem, zrzuciwszy najgorsze uczucia, uchylają dla siebie na nowo drzwi. Odnaleziony syn daje nadzieję na kolejny etap. Kobieta postanawia objawić tajemnicę, nie ukrywać już nic, dać sobie i małżeństwu szansę.
Łatwiej oceniać, trudniej zrozumieć, zwłaszcza jeśli się nie jest w danej sytuacji. Jadowska wysłała bohaterkę na drogę pokuty i wzięcia odpowiedzialności za czyn swojej niewierności.
Do filmu wkradł się niespójny element, bo w maju miesiącu komunii, dzika róża nie kwitnie, nie szumi zboże i nie ma takiej słonecznej i ciepłej aury (albo jest zjawiskiem rzadkim).
piątek, 12 stycznia 2018
Łagodna - Wizyta w kinie
Wybrałam się na film świadomie, znając realia rosyjskie w różnych obszarach życia. Pozostał po nim ślad, rysa w pamięci, współczucie, jakieś politowanie.
To opowieść o kobiecie, bezimiennej, beznamiętnej, małomównej, niewiadomego pochodzenia, jednak upartej w dążeniu do celu. Widz dowiaduje się, że kobieta mieszka w skromnych warunkach a jedynym jej towarzyszem jest pies. Pracuje na "zdezelowanej" stacji paliw. Jeździ do miasta na pocztę. Nadaje albo raczej tym razem odbiera paczkę, która nie doszła. Została zwrócona z więzienia, w którym jej mąż odsiaduje wyrok.
Kobieta nie wie co robić w tej nowej sytuacji. Pyta na poczcie, ale nie otrzymuje odpowiedzi. Podejmuje decyzje o wyjeździe do miasta, w którym owo więzienie jest. Droga jest długa, męcząca, przemierzana kilkoma środkami lokomocji. Z braku pieniędzy nie je, nie pije, ale wiezie paczkę pełną jedzenia swojemu mężowi. Kiedy tam dociera, dowiaduje się o nędzy sytuacji, w której się znalazła. Odsyłana od okienka informacji więziennej bez najmniejszej informacji o losach męża, tuła się po mieście. "Zaopiekowana" przez miejscową kobietę trafia w ręce sutenera, a od tego dowiaduje się, że jej losami zainteresował się lokalny biznesmen, z władzą i układami. Trafia też do instytucji zajmującej się prawami człowieka oczywiście o specyfice Rosyjskiej. Daje się przerzucać przez różne ręce, jak szmacianka, nie ma woli, siły ani zdania, ale uparcie chce dostać się do męża.
Ostatnie kadry to sen, nie sen, trochę jak z "Mistrza i Małgorzaty". Jedzie saniami obitymi panterką, jak Alicja z Rosyjskiej Czarodziejskiej Krainy. Przebrana w białą, delikatną sukienkę, niewinną i oderwaną od rzeczywistości. Obserwuje przez uchylone drzwi spotkanie plenarne, w których biorą udział wszyscy, których dotychczas spotkała na swojej drodze. Uczestnicy poddają bohaterkę ocenie a prowadzący podejmuje decyzję o pozwoleniu na widzenie z mężem. Z tej bajki trafia w kolejny poziom tym razem koszmarną czarną otchłań. Potem następuje chwila przebudzenia, ale już następny kadr wskazuje na spełnienie się snu na jawie...
Łagodna, to naiwność, bezradność, łagodność, które w Rosji nie mają szans na przeżycie. Zawsze system znajdzie sposób, aby zniszczyć takich nieprzystosowanych ludzi.
To opowieść o kobiecie, bezimiennej, beznamiętnej, małomównej, niewiadomego pochodzenia, jednak upartej w dążeniu do celu. Widz dowiaduje się, że kobieta mieszka w skromnych warunkach a jedynym jej towarzyszem jest pies. Pracuje na "zdezelowanej" stacji paliw. Jeździ do miasta na pocztę. Nadaje albo raczej tym razem odbiera paczkę, która nie doszła. Została zwrócona z więzienia, w którym jej mąż odsiaduje wyrok.
Kobieta nie wie co robić w tej nowej sytuacji. Pyta na poczcie, ale nie otrzymuje odpowiedzi. Podejmuje decyzje o wyjeździe do miasta, w którym owo więzienie jest. Droga jest długa, męcząca, przemierzana kilkoma środkami lokomocji. Z braku pieniędzy nie je, nie pije, ale wiezie paczkę pełną jedzenia swojemu mężowi. Kiedy tam dociera, dowiaduje się o nędzy sytuacji, w której się znalazła. Odsyłana od okienka informacji więziennej bez najmniejszej informacji o losach męża, tuła się po mieście. "Zaopiekowana" przez miejscową kobietę trafia w ręce sutenera, a od tego dowiaduje się, że jej losami zainteresował się lokalny biznesmen, z władzą i układami. Trafia też do instytucji zajmującej się prawami człowieka oczywiście o specyfice Rosyjskiej. Daje się przerzucać przez różne ręce, jak szmacianka, nie ma woli, siły ani zdania, ale uparcie chce dostać się do męża.
Ostatnie kadry to sen, nie sen, trochę jak z "Mistrza i Małgorzaty". Jedzie saniami obitymi panterką, jak Alicja z Rosyjskiej Czarodziejskiej Krainy. Przebrana w białą, delikatną sukienkę, niewinną i oderwaną od rzeczywistości. Obserwuje przez uchylone drzwi spotkanie plenarne, w których biorą udział wszyscy, których dotychczas spotkała na swojej drodze. Uczestnicy poddają bohaterkę ocenie a prowadzący podejmuje decyzję o pozwoleniu na widzenie z mężem. Z tej bajki trafia w kolejny poziom tym razem koszmarną czarną otchłań. Potem następuje chwila przebudzenia, ale już następny kadr wskazuje na spełnienie się snu na jawie...
Łagodna, to naiwność, bezradność, łagodność, które w Rosji nie mają szans na przeżycie. Zawsze system znajdzie sposób, aby zniszczyć takich nieprzystosowanych ludzi.
Jest to film niełatwy do przyjęcia, warto się jednak na niego otworzyć, spojrzeć bez uprzedzeń i politowania. Warto popatrzeć głębiej poza warstwę wierzchnią, bo tam można zobaczyć jeszcze drugie dno. Reżyser pokazuje, że głęboka prowincja ulega dalszemu rozkładowi,
degrengolada jest obecna na wszystkich poziomach i obszarach życia.
Wódka, papierosy, seks, podejrzane interesy, bieda, bezrobocie i
beznadzieja.W Rosji po dziś dzień na ulicach królują nazwy z lat radzieckich. Mentalność ludzi nawet nie drgnęła w kierunku zmiany na lepsze, zasklepiła się w swoim marazmie. Bierność obywateli przekłada się na bezkarność i brak działań władzy. Ludzie nie umieją wyjść z pułapki, w której się znaleźli. Nie mają pomysłu, chęci, potrzeby, żeby coś zmienić na lepsze.
Lektura i filmy o Rosji już dawno utwierdziły mnie w przekonaniu, że to społeczeństwo, które po równi pochyłej zmierza do samounicestwienia. Stalin zabijał miliony ludzi, zabił też duszę i ich świadomość. Potomkowie przekonanie o bezużyteczności wyssali z mlekiem i wódką matki i przekazują to następnym pokoleniom. To takie negatywne dziedzictwo.
Mało jest świadomych jednostek, gotowych uciec z tego niebytu. Jedną z nich, choć wydaje się bezwonna, jest Łagodna, przynajmniej z uporem maniaka chce dowiedzieć się o co chodzi. Dlaczego jej mąż zniknął? Ma odwagę i chęć, której tak mało w jej kraju.
niedziela, 7 stycznia 2018
Cicha noc - Wizyta w kinie
Udało mi się zobaczyć Cichą noc. To nieskomplikowane i prostoduszne spojrzenie na życie rodziny w Polsce poza wielkimi miastami. Tam rodziny żyją z zagranicznej pracy jednego z członków, najczęściej ojca, czasem matki albo rodzeństwa. Oczywiście taka praca daleko od rodziny ma swoje konsekwencje, chociażby taki, że traci się kontakt emocjonalny i uczuciowy z daną osobą. Ojciec nie ma o czym rozmawiać z dziećmi, dzieci nie znają ojca i boją się go albo nie potrzebują gdy pojawia się od "święta".
W filmie Domolewskiego mamy do czynienia z dwoma pokoleniami dorabiającymi za granicą. Kiedyś ojciec głównego bohatera a teraz on sam starali się utrzymywać rodzinę albo chcą się wydostać do lepszego życia.
Reżyser pokazuje rodzinę mieszkającą gdzieś na Warmii-Mazurach. Dziadek, rodzice, kilkoro dzieci, żyją ze sobą wśród nieotynkowanych budynków, zabłoconego podwórka. W garażu stoi samochód, który czasami nie chce zapalić. Wokół piękne krajobrazy, jeziora, lasy, pagórki. W oddali stary, zniszczony dom po dziadku.
Rodzina zebrała się z okazji Wigilii. Widzimy krzątaninę w kuchni, przygotowania do kolacji. Każdy coś robi, może nie zawsze związanego z wieczerzą, ale jest ruch, zabieganie, dużo ruchu, śmiechu, hałasu. Do domu wraca Adam, pracujący w Holandii. Zajeżdża wypożyczonym wozem, aby zaimponować rodzinie. Reżyser na bieżąco pokazuje relacje pomiędzy członkami rodziny. Widać, że Adam jest zły na brata, uwielbia najmłodszą siostrę, szanuje starszą. Ojciec jest dumny z Adama i najmłodszej córki Kasi, kocha żonę, która troszczy się o niego, chowa wódkę, aby nie pił w te święta. Dziadek pije i to dużo, ale na wesoło. Czasem komuś puszczają nerwy, bo sprawy zaczynają wymykać się spod kontroli albo otwierają się oczy i uszy. Czasem się jednoczą innym razem dzielą, kłócą, godzą, jak to w rodzinie. W zasadzie to rodzina przeciętna, nie ma w niej przemocy, patologii, podłości, ot ludzkie emocje i uczucia. Problemy dnia codziennego, zabieganie, aby starczyło na utrzymanie rodziny, aby czasem coś miłego się zadziało, aby czasem sprawić sobie radość. Słychać wspomnień czar i gorycz niespełnienia się w pracy czy w związku, ale cóż trzeba pchać ten wózek i po prostu żyć. Cieszyć się każdym dniem. Niemniej chce się być z tą rodziną, bo cóż jest jedna, własna i znana, choć i ona może zaskoczyć.
Rodzeństwo nie koniecznie się kocha, ono po prostu jest.
W filmie komedia przeplata się z dramatem, złość z radością. Film nie wciska w fotel, nie zaskakuje, nie wrzuca na wyżyny, ale ogląda się go ze zrozumieniem i ciekawością.
Wyszłam z kina spokojna i nie przygnębiona, bo brak bohaterom agresji, uporczywej podłości i jest chęć zrozumienia i miłość.
poniedziałek, 21 sierpnia 2017
Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie - wizyta w kinie
To film nietuzinkowy i nieoczywisty, dla nieuważnych może być trudny. Dlatego też wart obejrzenia, przyjrzenia się tej fikcji, nie fikcji. To nowoczesny obraz ludzi ich związków i relacji oraz "szczerości" względem siebie.
Początkowo zabawna i lekka atmosfera filmu przeradza się w smutną i gorzką opowieść o "przyjaciołach". To film o prawdziwości relacji, bliskości, miłości, partnerstwie i trochę o rodzicielstwie.
To film o wpływie techniki na kontakty międzyludzkie, to popadanie w uzależnienia od mediów społecznościowych, płytkość i bezrefleksyjność nawiązywania kontaktów z nieznajomymi. Uciekanie od trudności z bliskimi.
Reżyser pokazał jak łatwo dzięki technice można odkryć siebie, jak trudno skryć swoje sekrety, kiedy każdy może podejrzeć, namierzyć i usłyszeć. Pokazał, że nie znamy tej rzeczywistości i dlatego nie możemy jej ufać zawierzając tajniki swojej duszy. Uwypuklił niebezpieczeństwa wirtualnego świata, chciał przestrzec przed kłamstwem zwłaszcza w stosunku do swojej rodziny.
Miłe spotkanie w gronie przyjaciół, luźne i przyjazne rozmowy, wspaniałe jedzenie dobre wino i pomysł na niebanalne spędzenie czasu, Eva, prawdomówna i szczera psychoterapeutka , proponuje zebranym przy stole przyjaciołom zabawę. Każdy z uczestników ma położyć na stole swój telefon, zaś wszystkie rozmowy i wiadomości mają być prowadzone lub odczytywane głośno. Oczekiwanie na pierwszy dźwięk wypełnione jest uśmiechami i zdenerwowaniem. Atmosfera staję się gęstsza, a kolejne ujawniane informacje pokazują prawdziwe oblicza bohaterów. Ukazują prawdziwe relacje małżeństw, przyjaciół, ich plany, lęki i skrywane historie.
Początkowo zabawna i lekka atmosfera filmu przeradza się w smutną i gorzką opowieść o "przyjaciołach". To film o prawdziwości relacji, bliskości, miłości, partnerstwie i trochę o rodzicielstwie.
To film o wpływie techniki na kontakty międzyludzkie, to popadanie w uzależnienia od mediów społecznościowych, płytkość i bezrefleksyjność nawiązywania kontaktów z nieznajomymi. Uciekanie od trudności z bliskimi.
Reżyser pokazał jak łatwo dzięki technice można odkryć siebie, jak trudno skryć swoje sekrety, kiedy każdy może podejrzeć, namierzyć i usłyszeć. Pokazał, że nie znamy tej rzeczywistości i dlatego nie możemy jej ufać zawierzając tajniki swojej duszy. Uwypuklił niebezpieczeństwa wirtualnego świata, chciał przestrzec przed kłamstwem zwłaszcza w stosunku do swojej rodziny.
Miłe spotkanie w gronie przyjaciół, luźne i przyjazne rozmowy, wspaniałe jedzenie dobre wino i pomysł na niebanalne spędzenie czasu, Eva, prawdomówna i szczera psychoterapeutka , proponuje zebranym przy stole przyjaciołom zabawę. Każdy z uczestników ma położyć na stole swój telefon, zaś wszystkie rozmowy i wiadomości mają być prowadzone lub odczytywane głośno. Oczekiwanie na pierwszy dźwięk wypełnione jest uśmiechami i zdenerwowaniem. Atmosfera staję się gęstsza, a kolejne ujawniane informacje pokazują prawdziwe oblicza bohaterów. Ukazują prawdziwe relacje małżeństw, przyjaciół, ich plany, lęki i skrywane historie.
Film oglądałam z
ogromnym zaciekawieniem otwierając szeroko oczy, tym bardziej zaskoczyły mnie jego ostatnie minuty. Zastanawiałam się co się stało, jak to możliwe, że nagle nastąpił miły powrót do tego co było przed. Jak by nic się nie stało wracamy do miłego i uśmiechniętego pozoranctwa.
Co reżyser chciał mi powiedzieć? Co wybrać, niefrasobliwe, nieszczere, ale za to nie rodzące konfliktów bycie razem (acz osobno). A może mówić o swoich troskach, problemach, rozterkach, niespójnościach, nawet kosztem sporej dawki emocji. Rozterki, refleksje, rezygnacja? Łatwo, trudno, prosto, skomplikowanie, no cóż życie to kwestia wyborów....
Dla mnie jeden z ważniejszych filmów tego roku.
Co reżyser chciał mi powiedzieć? Co wybrać, niefrasobliwe, nieszczere, ale za to nie rodzące konfliktów bycie razem (acz osobno). A może mówić o swoich troskach, problemach, rozterkach, niespójnościach, nawet kosztem sporej dawki emocji. Rozterki, refleksje, rezygnacja? Łatwo, trudno, prosto, skomplikowanie, no cóż życie to kwestia wyborów....
Dla mnie jeden z ważniejszych filmów tego roku.
środa, 26 lipca 2017
Światło pomiędzy oceanami - Wizyta w kinie
Poddałam się emocjom podczas oglądania tej historii, zresztą nie byłam w tym odosobniona. Na sali słychać było chlipanie i pociąganie nosem.
To film, który rozczula, stawia przed wyborami i decyzjami czasami tragicznymi.
To film oparty na powieści australijskiej pisarki M.L. Stedman.
Początek zapowiada się na standardowy romans, ale wraz z rozwojem akcji widz otrzymuje niebanalny dramat.
Reżyserowi udało się uchwycić ulotne elementy otoczenia, min. życie w zgodzie z naturą, bliskość, wrażliwość, mowę ciała aktorów, która często dogłębniej oddaje emocje niż czynią to słowa, wplecione w przepiękne zdjęcia krajobrazów, które przenikają widza a czasem wręcz ogłuszają swoją mocą. Momentami miałam wrażenie, że wiatr hulał po sali kinowej a ocean wlewał doń fale, zaś burza miotała nami.
"Światło pomiędzy oceanami" to opowieść snuta nieśpiesznie i delikatnie, tak jakby reżyser chciał dać widzowi czas na poddanie się emocjom, klimatom, obrazom, ludziom i przejście do ich świata.
Miałam też wrażenie, że aktorzy to nie osoby odgrywające role, ale postaci faktycznie przeżywające całą historię. Główny bohater Tom jest tak smutny, wycofany i smętny, że aż przejmujący. Jego partnerka Isabel wywołuje ciepłe uczucia i współczucie tak samo jak Hannah, wdowa po niemieckim emigrancie, przejmująca swoim bólem po stracie dziecka i ujmująca dobrocią i szlachetnością wobec chwilowych "opiekunów". To historia o tragicznych przeżyciach, prawdziwym bólu, stracie, poczuciu pustki, niesprawiedliwości. To film o nadziei i miłości, o szlachetności ludzkiej i zrozumieniu. O współczuciu i przebaczeniu.
To film łzawy, ale nie ckliwy, uczciwy, uczuciowy, gdzie nie ma jednoznacznie wygranych ani przegranych. W którym za trudne, ale niestety nieuczciwe postępowanie ponosi się karę i to najbardziej dotkliwą - emocjonalną, uczuciową, psychiczną.
Bardzo mnie ta historia poruszyła i zapadła w pamięć.
niedziela, 16 kwietnia 2017
Historia Marii - wizyta w kinie
Historia Marii to wzruszający portret niewidomej od urodzenia dziewczynki. To pozytywna opowieść oparta na faktach. Marie Heurtin, głucha i niewidoma od urodzenia żyła we Francji pod koniec XIX wieku. W wieku 14 lat kochający, ale całkiem bezradni rodzice proszą siostry w Larnay Institute (edukacyjnej placówce, gdzie zakonnice opiekują się niesłyszącymi dziewczynkami) o objęcie nad nią opieki.
Pierwsze spotkanie nie wypada korzystnie dla Marie, dzika, wystraszona, dotykana przez obcych niszczy ogródek, odpycha siostry zakonne, ucieka na drzewo. Siostra przełożona podejmuje decyzję odmowną. Niemniej Maria wzbudziła zainteresowanie i sympatię jednej z sióstr i to ona przekonawszy przełożoną sprowadza Marie ponownie do ośrodka.
Praca z dziewczyną nie jest łatwa, ale siostra Małgorzata jest pełna wiary w przeistoczenie tego "dzikiego dziecka" w samodzielną istotę. Jej wiara i nadzieja wielokrotnie wystawione zostają na ciężką próbę. Jej starania długo nie odnoszą spodziewanych efektów, ale pierwsze sukcesy podnoszą ją na duchu i dodają energii na kontynuowanie edukacji. Maria osiągając pewne umiejętności cieszyła się niebywale i wchłaniała duże "partie" materiału. Siostra Małgorzata poprzez dotyk nauczyła ją alfabetu Braile’a, pisania, czytania, a przede wszystkim praktycznych czynności życiowych.
Dzięki staraniom zakonnicy i miłości jaką darzyła swoją podopieczną Marie staje się inną osobą. Nie ma śladu po zamkniętej, wystraszonej i wycofanej dziewczynie, stała się otwartą, ciekawą świata, niezależną młodą kobietą. Co prawda niepełnosprawność pozostaje jej naturą, ale nie zakłóca już odbioru świata pozostałymi zmysłami.
Małgorzata świadoma swoich ograniczeń i choroby śpieszy się z wychowywaniem i edukacją swojej podopiecznej. Najtrudniejsze dla niej jest jednak duchowe i emocjonalne rozstanie z Marią. Pomaga jej w tym matka przełożona.
Maria pozostała w Instytucie przez resztę swojego życia (zmarła mając 36 lat), opiekując się i edukując nowe wychowanki.
Film pokazuje pozytywne strony człowieczeństwa, opiekę nad słabszymi, wzmacnianie ich w przystosowaniu do życia społecznego i okazywanie im pozytywnych emocji. To tak potrzebny przykład życzliwości w życiu, szacunku dla każdego człowieka i miłości bliźniego. To obraz niepełnosprawnych, którzy otoczeni pomocą i fachowym wsparciem mogą wiele osiągnąć.
Ciepły, serdeczny i wzruszający, bez grama ckliwości, z piękną przyrodą, spokojem i ciszą.
piątek, 14 kwietnia 2017
Elle - Wizyta w kinie
Stworzył bohaterkę tak skomplikowaną emocjonalnie dodatkowo z nietuzinkową siatką powiązań rodzinno-przyjacielskich, że trudno pozostać na nią obojętnym.
Ojciec od wielu lat z dożywociem siedzi za masowe morderstwo. Matka w dobrym zdrowiu, ciągle odmładzająca się żyje z młodym utrzymankiem u boku. Mąż choć zatroskany to już były. Obecny kochanek może i zadowalający, ale to mąż jej najbliższej przyjaciółki. Syn spodziewający się dziecka, tyle że nie swojego. Ona sama choć w pierwszej scenie filmu zostaje zgwałcona przez włamywacza, pozostaje na to niejako obojętna.
Michelle to postać nietuzinkowa, choć jest literaturoznawczynią, robi gry wideo i to jakie, używa cierpkiego języka, rzuca prawdę w twarz odbiorcy, jest jednocześnie wyuzdana i rygorystyczna. Bohaterka jest czasem śmieszna innym razem dramatyczna, ale nigdy nudna.
Sam film jest pełen gęstej atmosfery, począwszy od ataku wymierzonego w godność bohaterki, z późniejszą kontynuacją, podejrzeniami, insynuacjami, którą reżyser rozbudowuje mnożąc fałszywe tropy i utrzymując napięcie.
Elle to film wielowymiarowy, po pierwsze to historia zbrodni i zemsty, po drugie to nakładanie przez bohaterów masek, fałszywych tożsamości, tak wobec bliskich jak i mniej znanych osób. Bohaterowie kłamią w bezpośrednich relacjach ujawniając swe prawdziwe oblicza w przebraniach. I wreszcie po trzecie o podstawowych instynktach, w których wiodącym jest wstyd.
Końcówka może trochę rozczarowująca i zbyt oczywista to jednak zważywszy na całość wybaczalna.
piątek, 7 kwietnia 2017
Wizyta w Kinie - Lion. Droga do domu.
Dla mnie ten film był piękny i wzruszający. Miałam nadzieję, że to nie będzie przesłodzona historia (tak jak to zrobiono w przypadku Białej Masajki) i tak też się stało. Reżyser Garth Davis w sposób subtelny poruszył w filmie wszystkie trudne przejścia głównego bohatera. Obnażył widzowi tylko tyle ile trzeba, aby domyślił się całej prawdy, poruszający struny i zarówno te cienkie i te grubsze.
Piękne zdjęcia Greiga Frasera, który jednakowo prawdziwie pokazuje indyjskie slumsy Kalkuty, wioskę rodziny Saroo, jak i zjawiskową panoramę australijskiej Tasmanii.
A sama historia, oto pięcioletni Saroo (wzruszająca rola Sunny Pawara) zasypia na stacji kolejowej w prowincjonalnym mieście w Indiach. Nie dotrzymuje obietnicy danej starszemu bratu i zamiast czekać do jego powrotu zaczyna w panice go szukać. Zmęczony wsiada do pustego wagonu, w którym zasypia. Budzi się w pędzącym przez góry i lasy, opuszczonym wagonie i pociągu. Wysiada setki kilometrów od domu, jak się później dowiaduje w Kalkucie. Saroo nie zna dialektu regionu do którego trafił i nie zna nazwy miasteczka, z którego pochodzi, nikt nie umie mu pomóc ani go wesprzeć. "Swoje" miejsce znajduje się na ulicy, a łóżkiem jest kartonowe pudło. Narażony na porwanie przez dorosłych wykorzystujących dzieci, głodny, brudny, samotny i smutny trafia do sierocińca. Niezrażony ciągle wierzy, że odnajdzie swoją ukochaną mamę i rodzeństwo a tymczasem spotyka tam kobietę, która wyciąga takie dzieci jak on z sierocińców i proponuje im inną rodzinę. Saroo zgadza się na adopcję przez parę Australijczyków (Nicole Kidman, David Wenham). Po roku, już zadomowiony w Australii wita chłopca z Indii, adopcyjnego brata.
20 lat później, młodemu odnoszącemu sukcesy Australijczykowi ciągle nie daje spokoju potrzeba odnalezienia biologicznej rodziny. Dzięki inteligentnemu wykorzystaniu internetu i Google Earth, Saroo znajduje swoją wioskę i po omówieniu wyprawy z rodzicami rusza do Indii. Spotkanie jest słodko-gorzkie, ale odtąd ma dwie rodziny.
„Lion” to opowieść o sile miłości rodzinnych więzów, o tęsknocie i o dorastaniu do dojrzałości.
Mnie ten film wzruszył bardzo, zwłaszcza w momentach, kiedy mały chłopiec narażony był na niezliczone niebezpieczeństwa ze strony dorosłych.
wtorek, 4 kwietnia 2017
Wizyta w Kinie - Manchester by the Sea
Film, jak mocne i niespodziewane uderzenie po, którym trudno się szybko pozbierać i który zapadł w mojej pamięci. Na początku nic nie zapowiadało takich emocji i przeżyć. Przyszedł jednak taki moment , że siedziałam w kinie i płakałam i nie byłam w tym sama, wokół było mnóstwo widzów reagujących w ten sam sposób na to co reżyser odkrywał w kolejnych kadrach. Poziom emocji, był tak wysoki, że łzy leciały i nie mogły się zatrzymać, że słowa więzły w gardle i nie dawały się wypowiedzieć.
To film o życiu, które jest tak bardzo kruche, że wystarczy drobne nieuwaga i wszystko się kończy. Film ulotności ludzkich planów; wielorakości przyczyn i skutków podjętych decyzji, konsekwencjach brania odpowiedzialności za siebie i innych.
"Film o wybaczaniu rzeczy niewybaczalnych i życiu na przekór pragnieniu, by na zawsze zniknąć". Piorunujący.
Początek filmu nie zapowiadał nic nadzwyczajnego, ot widzimy faceta, sfrustrowanego dozorcę w Bostonie, który nie dba gdzie i jak mieszka, jak żyje, co je, z kim się spotyka. Powody
jego stłumionej agresji (która od czasu do czasu uwalnia się a wtedy ktoś obrywa) widz poznaje stopniowo.
Pewnego dnia Lee dostaje informację o śmierci brata, bierze więc kilka dni wolnego i jedzie do Manchester aby załatwić formalności pogrzebowe oraz wesprzeć nastoletniego bratanka. Widzimy wspomnienia, pod wpływem których zmienia się postrzeganie głównego bohatera. Wybuch następuje w chwili, gdy Lee dowiaduje się od notariusza, że zgodnie z ostatnią wolą brata to on ma zostać opiekunem osieroconego Patricka. Zmuszony przez zmarłego brata do podjęcia obowiązków próbuje zorganizować sobie życie. Nie jest to proste, bo ma to zrobić w mieście, którego nienawidzi, wśród ludzi, którzy patrzą na niego z mieszaniną litości, gniewu i rozczarowania. W mieście z którego uciekł aby nie mieć przed oczami przeszłości. Dlaczego, co jest tego przyczyną. Reżyser powoli odsłania kolejne kurtyny, aby pokazać widzowi całą prawdę o życiu Lee.Z prawdziwą wirtuozerią uderza w widza mocą przeżyć, zdarzeń i faktów.
Casey Affleck zagrał niezwykle trudną rolę, bo przedstawić taki bagaż doświadczeń i pokazać taki ładunek emocji nie łatwo. Wypisane na twarzy Lee połączenie rezygnacji i znudzenia, to tak naprawdę oznaka spalenia, beznadziei i poczucia braku sensu. To bohater, który ma niezagojoną ranę, której czas nie leczy a która zaważa na życiu tu i teraz. Niebywała gra poruszyła najcieńsze struny, nie dała zapomnieć, wywoływała skrajne uczucia.
Poruszająca była też dla mnie rola Michelle
Williams, jej odwaga w podjętej decyzji, była jak pozbieranie się ze zgliszczy, zastanawiałam się czy miałabym odwagę i chęć.Pewnego dnia Lee dostaje informację o śmierci brata, bierze więc kilka dni wolnego i jedzie do Manchester aby załatwić formalności pogrzebowe oraz wesprzeć nastoletniego bratanka. Widzimy wspomnienia, pod wpływem których zmienia się postrzeganie głównego bohatera. Wybuch następuje w chwili, gdy Lee dowiaduje się od notariusza, że zgodnie z ostatnią wolą brata to on ma zostać opiekunem osieroconego Patricka. Zmuszony przez zmarłego brata do podjęcia obowiązków próbuje zorganizować sobie życie. Nie jest to proste, bo ma to zrobić w mieście, którego nienawidzi, wśród ludzi, którzy patrzą na niego z mieszaniną litości, gniewu i rozczarowania. W mieście z którego uciekł aby nie mieć przed oczami przeszłości. Dlaczego, co jest tego przyczyną. Reżyser powoli odsłania kolejne kurtyny, aby pokazać widzowi całą prawdę o życiu Lee.Z prawdziwą wirtuozerią uderza w widza mocą przeżyć, zdarzeń i faktów.
Casey Affleck zagrał niezwykle trudną rolę, bo przedstawić taki bagaż doświadczeń i pokazać taki ładunek emocji nie łatwo. Wypisane na twarzy Lee połączenie rezygnacji i znudzenia, to tak naprawdę oznaka spalenia, beznadziei i poczucia braku sensu. To bohater, który ma niezagojoną ranę, której czas nie leczy a która zaważa na życiu tu i teraz. Niebywała gra poruszyła najcieńsze struny, nie dała zapomnieć, wywoływała skrajne uczucia.
To film o życiu, które jest tak bardzo kruche, że wystarczy drobne nieuwaga i wszystko się kończy. Film ulotności ludzkich planów; wielorakości przyczyn i skutków podjętych decyzji, konsekwencjach brania odpowiedzialności za siebie i innych.
"Film o wybaczaniu rzeczy niewybaczalnych i życiu na przekór pragnieniu, by na zawsze zniknąć". Piorunujący.
piątek, 13 stycznia 2017
Tancerka - wizyta w kinie
Chciałam się podzielić emocjami po ostatnim wyjściu na film. Debiutantka Stéphanie Di Giusto, przypomina w nim legendarną postać Amerykanki Marie-Louise Fuller
(1862–1928). To pionierka tańca nowoczesnego, zwanego serpentynowym. W swoich czasach była zjawiskiem inspirującym
paryską bohemę: malarzy, poetów, rzeźbiarzy, choreografów i filmowców,
m.in. Toulouse-Lautreca i braci
Lumière.
Na czym polegało jej nowatorstwo, otóż wkładając długi drewniany drążek w ręce i nakładając na taką konstrukcję metry jedwabiu artystka przeobrażała się na scenie w abstrakcyjne esy-floresy. A kiedy spełniono jej dalsze wizje i dodano kolorowe oświetlenie a później i lustra robiło to euforyczne, energetyczne i zadziwiające wrażenie. Jej przedstawienia przyciągały tłumy i piorunowały swoim efektem.
Kiedy w filmie były sceny z tańcem siedziałam jak zahipnotyzowana, w jakimś uniesieniu i stanie ekstatyczności. Po 108 minutach filmu wyszłam z sali naładowana energią z chęcią tańca i niczym nieskrępowanego ruchu.
Dla mnie Loie to była wizjonerka, która w dążeniu do realizacji swojej wizji była nieugięta. Konsekwentna i wytrwała w działaniu, ale delikatna i empatyczna w stosunku do ludzi. Jej pomysł wymagał od niej ciężkiej fizycznej pracy i samozaparcia. Podziwiałam ją za to niepoddawanie się fizycznym cierpieniom, za ciągłe podnoszenie się po upadkach. Mimo wielu przeciwności miała w historii swój czas, swoje "pięć minut", stworzyła coś pięknego.
Znawcy orzekli, że przeoczyła nowy nurt, którego nawet próbowała, ale zarzuciła. Wykorzystała to kolejna wizjonerka Isadora Duncan, ale to już inna historia.
Na czym polegało jej nowatorstwo, otóż wkładając długi drewniany drążek w ręce i nakładając na taką konstrukcję metry jedwabiu artystka przeobrażała się na scenie w abstrakcyjne esy-floresy. A kiedy spełniono jej dalsze wizje i dodano kolorowe oświetlenie a później i lustra robiło to euforyczne, energetyczne i zadziwiające wrażenie. Jej przedstawienia przyciągały tłumy i piorunowały swoim efektem.
Kiedy w filmie były sceny z tańcem siedziałam jak zahipnotyzowana, w jakimś uniesieniu i stanie ekstatyczności. Po 108 minutach filmu wyszłam z sali naładowana energią z chęcią tańca i niczym nieskrępowanego ruchu.
Dla mnie Loie to była wizjonerka, która w dążeniu do realizacji swojej wizji była nieugięta. Konsekwentna i wytrwała w działaniu, ale delikatna i empatyczna w stosunku do ludzi. Jej pomysł wymagał od niej ciężkiej fizycznej pracy i samozaparcia. Podziwiałam ją za to niepoddawanie się fizycznym cierpieniom, za ciągłe podnoszenie się po upadkach. Mimo wielu przeciwności miała w historii swój czas, swoje "pięć minut", stworzyła coś pięknego.
Znawcy orzekli, że przeoczyła nowy nurt, którego nawet próbowała, ale zarzuciła. Wykorzystała to kolejna wizjonerka Isadora Duncan, ale to już inna historia.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)















