Ilona Wiśniewska to jedna z moich ulubionych reporterek, dlatego cieszę się, że mogłam sięgnąć po jej kolejną książkę. Tym razem to książka o zmianach tych widocznych i tych bardziej zakamuflowanych, którym trzeba się przyjrzeć nieco bardziej uważnie. To historia o przemijaniu, tęsknocie, samotności i ptakach. To też opowieść o domu, do którego mamy różny stosunek, którym się cieszymy, z którego uciekamy, albo go szukamy. Autorka mieszkająca od kilku lat w Tromso pokazuje je przez pryzmat miejsca, z którego się wyjeżdża, albo w którym znajduje się swoje miejsce, do którego przybywają ludzie poszukujący schronienia, odskoczni, czy zapomnienia. Choć Tromso to norweskie miasto z jego duchem i chłodem szeroko pojętym, to mimo wszystko stało się jakimś swoistym tyglem kulturowym, do którego napływają ludzie z różnych zakątków kuli ziemskiej i mimo przeszkód, próbują się w nim zaaklimatyzować i odnaleźć.
Wracając do ptaków to stanowią swoistą oś wokół której toczą się zawarte w książce historie ludzi, miejsc i zwierząt, to one są widomymi znakami zmian klimatu. Te ptaki to barometr zmian zachodzących szczególnie w rejonie koła podbiegunowego, w którym lato było tylko krótkim błyskiem w roku kalendarzowym, a obecnie potrafi trwać już ponad dwa miesiące, a temperatury mogą sięgać średnio ok 15 stopni Celsjusza. Ilona Wiśniewska opowiada o mewach zwanych miejscowo krysiami (po norwesku „krykkje”, czyli mewa trójpalczasta), które mają swoich przeciwników i wrogów (bo brudzą, krzyczą i wszędzie ich pełno) zwolenników i opiekunów (bo giną jako gatunek), czy wręcz przyjaciół, którzy wyczekują co roku ich powrotu z cieplejszych regionów Europy. Autorka pokazuje szerokie spektrum sprawy ptaków, poczynając od tego, że wymierają w swoim naturalnym środowisku ze względu na ekspansywną działalność ludzi w tym rejonie (m.in. poprzez przeławianie ryb), a szukając zgodnie z instynktem przetrwania nowego miejsca zmieniają swoje klify na miejskie siedliska, co rodzi konflikt interesów ludzi i ptaków w mieście, to zaś uruchamia zwalczanie ich na różne sposoby głównie przez Norwegów, a z drugiej strony wywołuje także akcje pomocy tym zwierzętom. Powstają ruchy badaczy i wolontariuszy, które apelują do władz i czynnie pomagają ptakom w obliczu sytuacji, w której się znalazły, zyskały nawet nazwę "nauki obywatelskiej", czyli citizen science.
Ta opowieść Ilony Wiśniewskiej oprócz ptaków ma także swoich wyraźnych bohaterów, zwłaszcza Bjørg, niezamożną Norweżkę, w średnim wieku, która mieszka w rodzinnym domu, ale ma kłopot bo musi się z niego wyprowadzić, aby spłacić rodzeństwo. Bjorg jest bardzo związana z JJ, mewą , która od wielu lat rokrocznie wiosną powraca do jej gospodarstwa, ale Bjorg za każdym razem obawia się czy wróci w roku następnym. Konieczność opuszczenia domu potęguje jej obawy. Mamy Polaka, który karmi mewy, przygląda im się i kontempluje każdą spokojną chwilę w Tromso, bo ucieka przed swoimi sprawami. Poznajemy kobietę, uciekinierkę z Iranu, której opowieść chwyta za serce, badacza z Hiszpanii, ekscentrycznego fana muzyki i życia z dnia na dzień. Autorka przygląda się im, rozmawia z nimi, spotyka się z nimi, a z niektórymi podejmuje wspólnie działa na rzecz mew. Dodatkowo nieco miejsca poświęca także sobie, uchylając rąbka swojego życia w Tromso, co w poprzednich książkach nie miało miejsca.
Podsumowując to kolejna warta lektury książka tej autorki, tym razem poświęcona bardziej przyrodzie niż ludziom, ważna opowieść, która niesie przesłanie o tej północy kuli ziemskiej, w której zachodzą znaczące zmiany, a jej ofiarami są ptaki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)