Szukaj na tym blogu

czwartek, 30 kwietnia 2026

Do perfekcji - Vincenzo Latronico

 

„Do perfekcji” autorstwa Vincenzo Latronico to opowieść rzucająca światło na współczesnych młodych ludzi, którzy żyją w innych warunkach ekonomicznych i społecznych niż ich rodzice. Autor przedstawia parę z Hiszpanii, która w poszukiwaniu miejsca dla siebie wyemigrowała do Berlina. W książce śledzimy ich losy, działania, decyzje, zachowania intymne. Z tych obserwacji wyłania się obraz pokolenia funkcjonującego w rzeczywistości pozornie pełnej możliwości, a jednocześnie głęboko naznaczonej niepewnością, tymczasowością i brakiem zakorzenienia.

Latronico kreśli portret bohaterów, których życie z zewnątrz wydaje się niemal idealne: pracują zdalnie, mieszkają w modnej dzielnicy europejskiej stolicy, mają dostęp do kultury i swobodnie przemieszczają się między krajami. W wolnych chwilach, a wydaje się, że mają ich sporo uczęszczają do modnych klubów, barów, bywają na wystawach w miejscach dla "wtajemniczonych", nawiązują relacje na dłużej lub krócej, konkludując "żyją" pełnią życia. Jednak pod tą warstwą estetyki, „perfekcyjności”, spełniania się, kryje się poczucie pustki, powtarzalności oraz trudność w budowaniu trwałych relacji, zarówno z miejscem, jak i z drugim człowiekiem.

Autor z dużą wnikliwością pokazuje, że migracja współczesnych młodych Europejczyków różni się od tej znanej wcześniejszym pokoleniom. Nie jest już jednoznacznie związana z awansem społecznym czy ekonomicznym, znacznie częściej staje się elementem stylu życia, który jednak nie zawsze prowadzi do spełnienia. Berlin, symbol wolności i kreatywności, w tej opowieści staje się przestrzenią powtarzalną, niemal anonimową, gdzie indywidualność bohaterów stopniowo się rozmywa, bo większość chce "tak samo".

„Do perfekcji” można czytać jako subtelną krytykę kultury aspiracyjnej, w której dążenie do „idealnego życia”, estetycznego, mobilnego, pozbawionego ograniczeń, paradoksalnie prowadzi do jego spłycenia i poczucia pustki. Autor nie moralizuje, raczej poprzez chłodną, obserwacyjną narrację pozwala czytelnikowi dostrzec napięcia między tym, co pokolenie trzydziestolatków chciałoby osiągnąć, a tym, co realnie jest w stanie zbudować. Być może książka pozostawia niedosyt, ale może autor chciał dać pole do dopowiedzeń dla każdego z czytających indywidualnie, wszak widzimy, obserwujemy, analizujemy i możemy sami wysnuć wnioski.

To książka kameralna, momentami wręcz minimalistyczna, ale jednocześnie bardzo trafnie diagnozująca kondycję współczesnego europejskiego „pokolenia mobilnego”. Jej siła tkwi nie w fabule, lecz w uważności na detale codzienności i w umiejętności uchwycenia tego, co niewypowiedziane: poczucia zawieszenia między miejscami, wyborami i oczekiwaniami.

środa, 22 kwietnia 2026

Odwrotniak i inne historie - Jakub Małecki

 

Jakub Małecki, "Odwrotniak i inne historie", to zbiór opowiadań, w którym autor po raz kolejny zagląda pod powierzchnię codzienności i pokazuje zwykłych ludzi w momentach pozornie nieistotnych, a jednak znaczących, bo rozsypujących ich dotychczasowe życie. Autor, jak to ma w zwyczaju, operuje dobrze sobie znaną wrażliwością, skupieniem na emocjach oraz czułością wobec bohaterów, nawet wtedy, gdy ich losy są trudne lub niejednoznaczne. 

Nie wszystkie historie zrobiły na mnie jednakowe wrażenie. Część opowiadań porusza i zostaje w pamięci, szczególnie tam, gdzie autor trafnie oddaje relacje międzyludzkie, samotność czy niewypowiedziane tęsknoty i żal. Są to teksty subtelne, sugestywne, pozwalające czytelnikowi dopisać własne sensy między wersami. Dla mnie ta o zrozpaczonym mężu i ojcu małej dziewczynki, albo o ojcu, który mimo własnej słabości musi opiekować się dorosłym synem, który wymaga ciągłej opieki. Te opowiadania to często takie szybkie cięcia skalpelem, które otwierają niegojące się ranki.

Jeśli chodzi o tytułową historię starszej pani, to niestety nie dała mi takiej satysfakcji jak poprzedzające ją opowiadania. Pozostała dla mnie niejasna, jakby urwana lub celowo niedopowiedziana w sposób, który zamiast prowokować do interpretacji, wprowadzał dezorientację. Być może był to zamysł autora, jednak w tym przypadku forma nie pozwoliła mi w pełni wejść w świat bohaterki ani zrozumieć sensu jej doświadczeń, trochę nie umiałam się odnaleźć w osobach i czasoprzestrzeniach.

Mimo tej nierówności "Odwrotniak i inne historie" pozostaje zbiorem wartym uwagi, zwłaszcza dla czytelników ceniących literaturę skupioną na detalach, emocjach i cichych momentach ludzkiego życia. To książka, która nie zawsze daje odpowiedzi, ale często podpowiada trafne pytania, cicha i cierpka.


poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Bagna, mokradła, torfowiska. Opowieści o znikaniu - Annie Proulx

"Za mojego relatywnie krótkiego życia widziałam tysiące różnych szkód, jakie ludzie wyrządzili ekosystemom i siedliskom dzikich zwierząt - ponad 60% rzek świata poprzegradzano tamami, a lasy zmasakrowano, niwecząc odwieczną ideę sieci życia. Zachowujemy się nieobliczalnie, pogrążeni w globalnym sztormie chciwości, który rozrywa bioróżnorodność i świat przyrody." (str. 23)

Annie Proulx w swojej najnowszej książce "Bagna, mokradła, torfowiska. Opowieść o znikaniu" pokazuje, jak jako ludzie żądni nowych zdobyczy systematycznie niszczyliśmy ekosystemy, które przez wieki chroniły nas przed nadmiarem dwutlenku węgla, jako naturalny magazyn i stabilizowały klimat. To opowieść o ludzkiej zachłanności, braku szacunku wobec natury oraz o iluzji wyższości człowieka, który zapomniał, że sam jest jedynie elementem łańcucha pokarmowego. Autorka pokazuje naszą krótkowzroczność, utratę łączności ze światem, pozamykanie się w bańkach, które pękają. Pisze o pożarach, które zagrażają naszym naturalnym obszarom przyrodniczym, o zanikaniu całych gatunków zwierząt, o pustynnieniu tego co kiedyś było życiodajnym mokradłem. Ta książka to gorzka prawda o naszym gatunku, potrzebna, ale czy odbije się szerszym echem?

"Opowieść o współczesnej zachodniej ekonomii to opowieść o niepodzielnym panowaniu człowieka nad każdym innym gatunkiem, o bezustannym przekształcaniu naturalnego krajobrazu tak, by ułatwić sobie pozyskiwanie wszelkich naturalnych dóbr pozwalających się wzbogacić. Traktowanie natury jako czegoś, co należy wyłącznie eksploatować - bez wdzięczności czy przebłagalnych ofiar - jest w kulturach Zachodu mocno zakorzenione." (str. 68)

Annie Proulx sięga po konkretne przykłady osadzone w szerokim tle historycznym, by prześledzić drogę „białego człowieka” polegającą na wyrywaniu z ziemi wszystkiego, co przynosi szybki zysk, przy jednoczesnym niszczeniu tego, co go otacza i podtrzymuje życie. Książka bezlitośnie unaocznia naszą bezmyslność, łatwość, z jaką degradujemy bagna i mokradła, oraz trudność w naprawianiu wyrządzonych szkód. Książka nie ogranicza się tylko do problemu zaniku mokradeł, ale także pokazuje szerszą ich gamę: trawiące nas i szybko rozprzestrzeniające się wirusy, wydobywające się gazy z terenów zlodowaconych, które obecnie rozmarzają niosąc nieznane niebezpieczeństwo, zawłaszczanie cennych przyrodniczo terenów pod uprawy, rozrost hodowli zwierząt, rolnicze monokultury, ogromne potrzeby żywieniowe a z drugiej strony ogromne marnotrawstwo. 

"Gdy dwa lata temu (wydana w 2022) zaczynałam myśleć o napisaniu tego eseju, samowystarczalna niegdyś Amazonia stała na krawędzi; z lasu deszczowego, którego korony drzew tworzą szczelny baldachim, zaczęła zmieniać się w poprzetykaną z rzadka kępami drzew trawiasta sawannę. (...) Zamieniony w otwartą, trawiastą sawannę będzie jeszcze bardziej podatny na pożary, które sprawią, że sawanna pozostanie. A my, ze względu na niezrównaną bioróżnorodność i zdolność pochłaniania CO2, potrzebujemy lasów deszczowych, nie sawann." (str. 41)

Autorka nie poprzestaje jednak na diagnozie. Pokazuje także podejmowane dziś próby przywracania zniszczonych terenów podmokłych, działania cenne, lecz wciąż niewystarczające, będące raczej kroplą w morzu potrzeb. "Bagna, mokradła, torfowiska. …" to lektura ważna, bo zmusza do refleksji nad ceną postępu i nad tym, czy w porę zrozumiemy, że natura, znacznie mądrzejsza od nas, zawsze wystawi nam rachunek za nasze decyzje. Książka nie jest łatwa w odbiorze, ale zdecydowanie ważna.

"Wyzwanie polega na tym, by odnieść geniusz natury (genius) z powrotem na miejsce (locus). Chociaż ludzie są biegli w konstruowaniu i niszczeniu, to pozostają żałośnie nieporadni w dziedzinie restaurowania świata natury. To po prostu nie jest nasza specjalność." (str. 91)

2100. Jak Azja tworzy naszą przyszłość - Simone Pieranni

 


Tytuł jest nieco zbyt daleko idący, bo wzrok reportera nie sięga do 2100 roku, niemniej książka pokazuje ciekawą perspektywę i spostrzeżenia na temat kilku wymienionych krajów azjatyckich.

„2100. Jak Azja tworzy przyszłość świata” to próba wielowymiarowego spojrzenia na kilka wybranych przez autora krajów w Azji, które kształtują globalne procesy gospodarcze, społeczne i polityczne. To też próba przewidzenia co czeka te kraje w perspektywie końca XXI, czy staną się głównym centrum decyzyjnym naszego globu, czy napotkają problemy, które wyhamują ich szaleńczy rozwój. 

Autor spróbował stworzyć wielowymiarową opowieść o tych kilku tygrysach azjatyckich, ale jest to raczej bardzo dobry początek do rozwinięcia osobnych opracowań dla każdego z nich. Chociaż autor unika uproszczeń i jednowymiarowych prognoz, pokazując Azję jako obszar niezwykle zróżnicowany, zarówno pod względem tempa rozwoju, jak i wyzwań, z którymi muszą mierzyć się poszczególne społeczeństwa, to jednak można znaleźć wspólne elementy czy to kulturowe, czy mentalnościowe. Opisywane kraje są także na różnych etapach rozwoju, wzrostu i możliwości, co naturalne, bo nie jest możliwy jednostajny ciągły rozwój.

 Zatem z jednej strony obserwujemy dynamiczny rozwój gospodarczy, technologiczny i demograficzny, spektakularne wzrosty PKB, rozbudowę infrastruktury, cyfryzację usług publicznych czy awans społeczny milionów ludzi. Z drugiej strony autor nie pomija napięć i barier, które ten rozwój spowalniają lub czynią go nierównym. Twarde ramy kulturowe, silne hierarchie społeczne, elementy kastowości czy autorytarne systemy polityczne nadal wpływają na codzienne życie obywateli i ograniczają potencjał społecznej mobilności. Istotnym wątkiem książki są również problemy demograficzne. Azja jawi się tu jako kontynent skrajności, od państw zmagających się z depopulacją, starzeniem się społeczeństw i niedoborem siły roboczej, po kraje borykające się z nadwyżką młodej populacji, bezrobociem i brakiem perspektyw dla kolejnych pokoleń. Autor trafnie pokazuje, że wyzwania te mają nie tylko wymiar ekonomiczny, ale także kulturowy i polityczny, wpływając na stabilność państw oraz ich pozycję na arenie międzynarodowej.

Niewątpliwie wartością książki jest ukazanie Azji jako wachlarza kontrastów, miejsca, gdzie nowoczesne megamiasta funkcjonują obok regionów dotkniętych ubóstwem, a innowacyjne centra technologiczne współistnieją z tradycyjnymi strukturami społecznymi. Autor przekonująco dowodzi, że przyszłość Azji nie będzie jednolita ani linearna, lecz pełna napięć, kompromisów i lokalnych specyfik. Azja to obszar, w którym eksperymentuje się z nowymi technologiami, ale także z nowym podejściem do pożywienia, zwłaszcza mając  świadomość kryzysu klimatycznego i związanego z utratą bioróżnorodności. To miejsce, w którym tworzy się wielkie ośrodki miejskie, dla których szuka się rozwiązań, aby dało się w nich żyć. Azja to zachodzące zmiany kulturowe, kruszące system patriarchalny i przemiany mentalnościowe, zwłaszcza młodych pokoleń, to głośne domaganie się kobiet do ich praw, to zmiana młodych w podejściu do posiadania potomstwa. To wreszcie obszar, gdzie wciąż dominują układy dynastyczne i rodzinne interesy, w których trudno się przebić ludziom spoza tego kręgu. To radzenie sobie z mediami społecznościowymi i wszystkim co one niosą, np. z fake newsami. Azja to także mimo nowoczesności, ciągły nadzór nad obywatelami. To wreszcie bunt oddania swojego życia pracy, kruszący się model wiecznego poświęcania się dla dobra firmy na rzecz korzystania z wolnego czasu, rozwijania pasji i więzów społecznych. Azja to wyścig technologiczny.

„2100. Jak Azja tworzy przyszłość świata” to lektura ciekawa, dająca podwaliny wiedzy dla tych, którzy chcą zrozumieć, dlaczego nie da się mówić o „jednej” Azji oraz jak ogromny potencjał, jak również ryzyka, niesie ze sobą rozwój tego kontynentu. Autor w mojej opinii starał się uwrażliwić czytelnika, aby nie patrzył na Azję w sposób jednolity, z zachodnio centrycznej perspektywy, bo jest on zróżnicowany jak każdy inny zakątek globu. To książka, która motywuje do myślenia i kruszy proste narracje o nieuniknionej dominacji Wschodu. Autor pokazuje, że nic nie jest oczywiste i pewne. Bardzo przyjemna w czytaniu.

środa, 8 kwietnia 2026

Patodeweloperka: to nie jest kraj do mieszkania - Bartosz Józefiak

 

Po "Wszyscy tak jeżdżą" sięgnęłam po kolejną książkę Bartosza Józefiaka i po raz kolejny było to spotkanie z wartościową lekturą. "Patodeweloperka: to nie jest kraj do mieszkania” to reportaż, który wciągnął mnie w informacje o ogromnie ważnej branży, która notabene decyduje o bezpieczeństwie i spokoju człowieka, jest swoistą podwaliną do innych działań i decyzji w życiu. Autor sięgnął po temat budownictwa mieszkaniowego dostarczanego społeczeństwu przez deweloperów. Dodatkowym atutem tej książki jest jej merytoryczność, wielowątkowość i niestety wciąż aktualność. Czy dowiemy się zatem "Jak budować wygodne mieszkania i osiedla z myślą o lokatorach i środowisku?" (str. 267), czy raczej otworzą się oczy jak jest najczęściej w tej branży.

Bartosz Józefiak przygląda się problemowi z wielu stron: ekonomicznej, społecznej, urbanistycznej i ludzkiej. Nie ogranicza się do prostych tez ani łatwych ocen, ale cierpliwie odsłania kolejne warstwy oblicza rynku mieszkaniowego, pokazując, jak systemowo doprowadzono do sytuacji, w której mieszkanie w Polsce przestało być podstawową potrzebą, a stało się luksusem dostępnym dla nielicznych, którzy dyktują ceny i warunki bardzo dużej grupie ludzi. "-Mieszkania nie tanieją dlatego, że deweloper stwierdzi: "A, już zarobiłem, teraz macie taniej". Ceny spadają wtedy, kiedy już nikogo nie stać na to, żeby mieszkanie kupić." (str. 267)

Autor kieruje reflektory na problem fundamentalny zwłaszcza dla młodego pokolenia, ludzi, których nie stać na własny dach nad głową, mimo pracy, wykształcenia i społecznych aspiracji, bo nie zarabiają wystarczająco, aby uzyskać zdolność kredytową pozwalająca na "zdobycie" własnego M. W książce wyraźnie wybrzmiewa teza, że obecny model rynku mieszkaniowego nie służy mieszkańcom, lecz stał się narzędziem do pomnażania kapitału przez bardzo wąską bogatą grupę beneficjentów. Ci zaś dyktują wygórowane warunki osobom, które znalazły się w dramatycznej sytuacji braku miejsca do życia.

„Patodeweloperka”. …” to także książka ostrzegawcza, brutalnie obnażająca mechanizmy, które normalizują chaos przestrzenny, ciasnotę, mikroapartamenty bez dostępu do światła czy zieleni oraz dehumanizację mieszkania jako przestrzeni do życia. Może być też swoistą "Trąbą jerychońską" skierowaną w stronę zarządzających na poziomie centralnym jak i regionalnym, ale także do nabywców, którzy bezrefleksyjnie dają się wciągać w nieuczciwe gry deweloperów i wreszcie inwestorów, którzy idą na łatwiznę. Obnaża absurdy programów rządowych, które tylko windują ceny metra, pokazuje jak działa cały system i proces nowej inwestycji i kto tak naprawdę dyktuje warunki, wyciska z metrażu ile się da i kieszeni. Wytyka też nieumiejętność decydentów do stawiania warunków deweloperom i ich całkowitą kapitulację: "Menadżerka Agnieszka uważa, że niezbędny jest dialog między inwestorami a samorządem. Bo wbrew pozorom nie musi być tak, że urzędnicy i przedsiębiorcy stają po dwóch stronach barykady. _My jesteśmy otwarci. Czemu urzędnik nie przyjdzie i nie powie "Chcecie budować? Super, pozwolę wam, dogadajmy się, ale ja chcę jedną klatkę z mieszkaniami komunalnymi". (str. 279) Autor wnikliwie przygląda się też "świętemu hasłu" deweloperów, czyli "optymalizacji", które jest kluczem do oszczędności na wszystkim, począwszy od planów, materiałów, sprzętu i wykonawcach. To dzięki "optymalizacji" klienci kupują coraz skromniej wyposażone mieszkania, mniej wygłuszone, mniej ustawne, mniej komfortowe do życia. Dowiemy się co to jest „święty „ PUM i poznamy tajniki marketingu deweloperskiego.

Ciekawym wątkiem poruszonym przez autora, który potwierdza też moje obserwacje i przemyślenia, jest ten dotyczący podejścia młodych ludzi do mieszkania. W moim odczuciu dotyczy to także wielu wynajmujących, którzy nie przyzwyczajają się do miejsca. "- Podejście ludzi mieszkających w nowym budownictwie jest kompletnie inne niż lokatorów w starych blokach. Dzisiaj klient ma swoje mieszkanie i ma wywalone, co się dzieje naokoło. Na zebraniach wspólnoty zrobi awanturę, dlaczego on ma utrzymywać ten trawnik, ile to kosztuje, czemu to ma ładnie wyglądać? Jemu są nie potrzebne części wspólne, bo jak coś jest wspólne , to jest niczyje, nikt o to nie zadba." (str. 97) Czy zatem deweloper buduje tak, jak klienci mu na to pozwalają zgadzając się kupić wszystko jak leci, w myśl im taniej tym lepiej, stać mnie tylko na tańsze tu i teraz, nie ważne ile w przyszłości to tanie będzie mnie kosztowało? Albo obchodzi mnie to tylko teraz, bo za jakiś czas będę mieszkał gdzie indziej. A z drugiej strony czy to droższe jest zawsze lepsze, też niekoniecznie.

Ogromną siłą tej publikacji jest jej solidne udokumentowanie. Autor opiera się na danych, przykładach, rozmowach i analizach, dzięki czemu książka nie jest publicystycznym manifestem, lecz rzetelnym reporterskim "sprawozdaniem" z branży. To tekst, który działa jak dzwon alarmowy, może budzić z letargu, otworzyć oczy, prowokować do refleksji, niemniej osobiście nie mam nadziei na realną zmianę gdziekolwiek. Choć na ostatnich stronach autor daje pozytywny przykład to jest to tylko jedna jaskółeczka, która w ogromie patologicznego podejścia do swojej roboty, wiosny nie czyni.

„Patodeweloperka. ...” to książka ważna i potrzebna, jedna z tych, które zostają w czytelniku na długo po zamknięciu ostatniej strony. Kolejne chapeau bas dla Bartosza Józefiaka za odwagę, konsekwencję i warsztat. To nie jest tylko książka o mieszkaniach. To książka o prawie do godnego życia."Patodeweloperka: to nie jest kraj do mieszkania" to lektura, obok której trudno przejść obojętnie a na dodatek napisana w bardzo ciekawym ujęciu i schemacie. Zdecydowanie warto.