Książka Jarosława Mikołajewskiego może wciągnąć w wir zawartych w niej uczuć i emocji, albo odepchnąć, wszystko zależy od postrzegania i czucia. To jest książka osobista, intymna, prywatna, obnażająca sekret, słabość i fascynację Jarosława Mikołajewskiego kobietą, piękną, zdolną, młodą. Autor jest zafascynowany Zuzanną Ginczanką, "zdezorientowany jej wieloznacznością. Rozjątrzony nią jak Antygoną i Hamletem, (...), pogodzony, a nawet uszczęśliwiony, uspokojony, że nigdy nie uda mu się jej złapać." (str 84) Autor skupił się na swojej fascynacji i poszukiwaniu wszelkich skrawków i drobiazgów, które z jego fascynacją mogą mieć coś wspólnego. Chwyta się każdej możliwości, aby znaleźć następny dowód jej istnienia. Po tak niedługim życiu, zwłaszcza w takich czasach, przemieszczaniu się, zmianie mieszkań, trudno o pamiątki po Ginczance, ale Jarosław Mikołajewski nie poddaje się, zbiera każde słowo, zdanie, krótsze i dłuższe wspomnienie i zapisuje. Podąża za świadkami, choćby takimi, którym udało się ją widzieć lub o niej słyszeć.Cieszy się każdym zdobytym okruchem, strzępkiem, jest w stanie pojechać na Ukrainę, do miejsc w których żyła,
Ta książka to zbiór wielorakich treści, bo są w niej listy do przyjaciela, rozmowy, scenariusz sztuki, są też wiersze, krótko mówiąc wszystko co dzieje się wokół Ginczanki. Ta książka to obnażenie słabości autorskiej, zauroczenie, które nie przemija i nie odpuszcza. Podążałam za autorem z respektem do jego nieugiętości i konsekwencji, bo ja nie miałam tak w swoim życiu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)