Kolejna świetna książka Katarzyny Zyskowskiej już niestety za mną. Niestety, bo historie opisywane przez ta autorkę wciągają mnie bez reszty. Autorka opowiada tak, że trudno przestać słuchać.
W książce Katarzyna Zyskowska stworzyła bohaterki, które mogłyby być naszymi babkami, matkami czy siostrami. Ich historie pełne niesprawiedliwego cierpienia, u każdej z pozoru innego, ale jakby spokrewnionego, bo kobiecego, zadanego przez mężczyzn.
W tej opowieści gros czasu spędzamy w małej wiosce w Górach Sowich, w trzech czasoprzestrzeniach, w których z początku zwykłe i powolne historie przeistaczają się w pęczniejące od zdarzeń mroczne i bolesne wydarzenia. Bohaterki to trzy kobiety, Mareike, Marianna, Maria/Mania połączone niewidzialnymi nićmi losu, doświadczające krzywd od ludzi. Te krzywdy w wydaniu autorki mają różne wymiary: ideologiczny, wiary, zaufania, emocjonalne i wreszcie cielesne. Wtłaczane treści tracą sens w obliczu coraz boleśniejszej i namacalnej straty. Bóg nie nagradza za pokładaną w nim wiarę, jest niemy wobec niesprawiedliwości ludzkiej. Zaufanie to ułuda, która znika wraz z różnymi zbiegami okoliczności. Ból psychiczny i fizyczny przygniata do ziemi, zwala z nóg, odziera z godności. Bohaterki znikają, czy to fizycznie czy w sposób emocjonalny bardziej zawoalowany, kiedy to ciało jest, ale zanikają zmysły, uczucia, emocje.
Bohaterki to symbole traum kobiet różnych czasów i pokoleń, to obrazek cierpień zadanych kobietom przez mężczyzn. Autorka potrafiła stworzyć atmosferę zdarzeń, oddać klimat czasów, odtworzyć krajobrazy i miejsca. Wspaniała lektura.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)