Wyspy Owcze, miejsce niezbyt znane, rzadko odwiedzane i opisywane, jakby było poza światem, ciche, spokojne, przyczajone. Dlatego skuszona tytułem książki rzuciłam się na jej treść i niestety z żalem stwierdzam, że dostałam opowieści różnej treści: kilka faktów i danych o Wyspach Owczych, opis podróży autorów na nie, wiele anegdot, historyjek i ogrom ciekawostek, które może i miały potencjał, ale zabrakło im tego czegoś. Może chodzi o ich istotność i wartość? Nie było w książce rozdziału, który by wybrzmiał, przekazywał jakąś istotną opowieść z tego kraju, wciągał, przykuwał uwagę.
Potencjał był duży, ale w mojej opinii nie wykorzystany. Może mogła mieć mniej stron, za to z większą ilością wartościowych i uniwersalnych treści. Choć nie przekonała mnie do siebie to wyciągnęłam z niej nieco smaczków i ważnych informacji, pokazała mi jakiś obraz tej małej wyspy, położonej gdzieś na Atlantyku pomiędzy Islandią a Norwegią, rozrzuconej na kilku maleńkich skrawkach ziemi, na której mieszkają Farerowie.
Ogólnie doceniam chęci, ale szkoda mi jej potencjału, może jeszcze zabrakło doświadczenia? Maciej Wasilewski dwa lata później napisał, w mojej opinii, ciekawą i wciągającą opowieść o Pitcairn, wyspie, na której dziewczynki traktowano jak przedmioty do zaspokajania męskich chuci "Jutro przypłynie królowa".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)