Szukaj na tym blogu

wtorek, 24 stycznia 2017

Skrawki - Sigrid Combüchen



Przeczytana na potrzeby DKK.
Nie wiem czy pisarka napisała najpierw powieść czy wymyśliła tytuł. Niemniej tytuł pasuje do wnętrza książki, która składa się ze skrawków opowieści: pisanej książki, życia autorki i listów czytelniczki / bohaterki jednej z książek pisarki. Tych skrawków jest tak dużo, często przekładanych ze strony na stronę, z akapitu na akapit, odkładanych, wplatanych, że czasami nie umiałam poskładać ich w całość. Starałam się czytać rzetelnie, jak zresztą każdą czytaną pozycję, ale były kawałki, że pogubiłam się - skrawki dosłownie mnie przysypały. Czasami mnie nużyła swoją powolną akcją i jak dla mnie zbyt szczegółowymi opisami niektórych zdarzeń. Traciłam wątek, albo chciałam już go zakończyć i znaleźć kolejny. Miałam wrażenie jakiegoś bałaganu edytorskiego albo bałaganu myśli.
Z przykrością przyznaję, że nie sięgnęłabym po tą książkę z własnego wyboru.

Choć oczywiście jak z większości książek tak i z tej da się wyciągnąć coś ważnego, wartościowego, niebanalnego, ciekawego, itd.

Takim ważnym i smutnym skrawkiem w tej książce był dla mnie wątek choroby nowotworowej nastoletniego Åke, brata bohaterki. Często w takich chwilach rodzice zwierają szyki aby pomóc dziecku. Miałam wrażenie, że w tej rodzinie zachwiana była kolejność spraw. Ważniejsze np. choroba Åke zepchnięta została na dalszą pozycję a reperowanie zdrowia ojca, któremu często zdarzało się skupiać na sobie uwagę, potraktowane zostało jako priorytetowe. Kiedy przyszła kolej na Åkego, nie mówiono o tym na zewnątrz, robiono co konieczne, ale oddano tez sprawę losowi... Matka nie chciała znać prawdy, wypierała chorobę syna, więc pozostali domownicy nie mówili o chorobie.


Zwracającym moją uwagę był oczywiście skrawek o wysyłaniu korespondencji pomiędzy pisarką i bohaterką jej książki Heddzie. Przez lata wymiany listów Hedda, otwarta i szczera, wyznała pisarce tyle historii rodzinnych, że posłużyły one do napisania przez nią kolejnej powieści. Może nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie to iż Hedda nie miała wiedzy, że jest manipulowana i wykorzystywana. Po odkryciu prawdy poczuła rozczarowanie i gorycz. Zadałam sobie pytanie - czy w imię stworzenia książki, często bytu trwalszego niż ludzkie życie - warto to czyjeś życie ukraść, nie liczyć się z jego bohaterem i właścicielem?

O samej Heddzie słów kilka:  jedyna córka z czwórki rodzeństwa, która po osiągnięciu dojrzałości zaczyna coraz mocniej odczuwać duszną atmosferę domu, wyjeżdża do Sztokholmu. Zderza się z innym światem, początkowo trudnymi warunkami mieszkaniowymi, próbami zostania aktorką. Staje się kobietą, poznaje namiętność i jej ulotność. Wreszcie poznaje "właściwego" mężczyznę aby założyć rodzinę, itd... Szybko zostaje matką...

Rozstałam się z książką z ulgą....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)