"Każde stworzenie rodzi się wolne i powinno wolne pozostać." (str. 265)
Czekałam na tą pozycję dość długo, ale było warto. Małgorzata Rejmer napisała książkę, która mnie wciągnęła bez reszty. W swoim pięknym stylu i języku opisała zebrane z różnych źródeł straszne losy i historie obywateli małego europejskiego kraju - Albanii. W tym kraju, przez 47 lat niepodzielnie panował ustrój komunistyczny. Przywódca, obiegowo traktowany i nazywany jako ojciec, brat, wujek, był najbardziej nieugiętym, twardym komunistą, który swoich współziomków trzymał w zamordystycznym uścisku. Enver Hoxha wraz ze swoim aparatem wmawiał ludziom, że żyją w najlepszym kraju, w jedynym na świecie raju, gdzie państwo troszczy się o obywateli, a obywatele mają obowiązek służyć, ufać i kochać swój kraj miłością poddańczą. Otoczył go murem, zabudował bunkrami i roztoczył sieć powiązań, zależności, poddaństwa i podsłuchów. Za "troskę" żądał bezwzględnego posłuszeństwa i życia zgodnie z wolą partii i przywódcy, nikt nie mógł narzekać, oczekiwać zbyt wiele a nade wszystko pracować tam gdzie posłała go partia. Partia i wielki Hoxha decydowali o obywatelach od początku do końca, skoro już się urodził, to kazali mu chodzić do szkoły, wybierali za niego kierunek studiów lub pracę, wybierali męża lub żonę, wybierali miejsce zamieszkania. O wszystkim myślała i decydowała partia, człowiek miał być od myślenia zwolniony i "szczęśliwy". Nikt w tym kraju nie mógł ufać nikomu, nawet w rodzinie nie mogli być siebie pewni, mąż żony, rodzic dziecka, kuzyn kuzyna, itd. "A skoro nie mogliśmy nikomu ufać, nie mogliśmy też stworzyć głębszych
więzi. (...) Nic tak nie zagrażało reżimowi Hoxhy jak solidarność i
przyjaźń." (str. 300) Ludzie żyli w strachu i samotności wewnętrznej, co prowadziło ich do alienacji. Czasem wręcz oddalali się od innych, aby uniknąć podejrzeń, w niczym nie uczestniczyć. Strach towarzyszył im na co dzień, byli nim podszyci, przenikał i obezwładniał. Z lęku niektórzy tracili głos, inni słuch, inni zdolność bycia w społeczeństwie, jeszcze inni wariowali.
W tym kraju kary za niesubordynację, niezgodne myśli czy zachowania, były straszliwe, wymyślne i powolne. Cierpienie było na porządku dziennym. Te traumy pozostawały z żywymi, umarli zabierali je ze sobą.
"Był sobie raj, stworzony w najsłuszniej socjalistycznym kraju na świecie. Gdzie wszystko należało do wszystkich i nic nie należało do nikogo. Gdzie każdy umiał pisać i czytać, ale pisać można było tylko to z czym zgadzała się władza, a czytać tylko to, co władza zatwierdzała." (str. 11)
Ten fragment jest zapowiedzą dalszych opisów autorki, przytaczanych wspomnień, opowieści i historii. W tym kraju - raju człowiek był prawie niczym, znaczenie miał tylko w chwili przydatności jako: siła robocza, materiał do bicia i karania, donosiciel i narzędzie w rękach systemu.
"Władza dawała dach i jedzenie, szkołę i pracę, więc obywatele nie musieli martwić się o nic. Musieli tylko uważać na to, co mówią, robią i myślą. Ich kraj-raj od 1976 roku nazywał się Ludowa Socjalistyczna Republika Albanii. Jego jedynym słusznym Bogiem był Towarzysz Komendant Enver Hoxha." (str. 13)
Oczywiście te zdania są kuriozalne, bo tak naprawdę w tej ludowej, czyli rządzonej przez lud, socjalistycznej czyli wspólnej i sprawiedliwej społecznie, republice czyli wybieranej w wolnych wyborach nie było grama z założeń. Była totalna kontrola i terror wobec tych, którzy nie stali się żyjącymi manekinami a próbowali świadomie lub nie odciąć się od niej.
Przez czterdzieści lat, w kraju liczącym mniej niż dwa miliony, władze trzymały za kratkami około 34000 ludzi, a zamordowano ich ponad 6000. 59000 internowano do obozów pracy.
W komunistycznej Albanii ludzie wegetowali, poddawani kompleksowej obserwacji, nasłuchowi i indoktrynacji. Zmieniono historię, kłamstwo było przekazywane obywatelom w każdy możliwy sposób, na każdym etapie. Manipulacja była szyta najgrubszymi nićmi i choć część obywateli dokładnie o tym wiedziała i nie mogła nic zrobić, a jeśli ktoś się "postawił" srogo odpokutował za to. Stworzono cały system kar, od zsyłania w najbardziej niedostępne zakamarki kraju, przez internowanie w ciężkie warunki aż po więzienie - potworne, męczące, zabijające. Jednym z nich, tym najokrutniejszym był Spaç, Ci którzy stamtąd wyszli mogli mówić o szczęściu. "Uciec ze Spaça można było tylko w nicość." (str. 264) A powracać do niego można było wielokrotnie, a i na miejscu można było zasłużyć na kolejne kary i lata pobytu. W tym obozie pracy ludzie nie tylko ciężko pracowali, byli też dręczeni na wiele wymyślnych sposobów, to miejsce było najlepszym dowodem na to, że "... - człowiek potrafi stworzyć drugiemu człowiekowi piekło na ziemi." (str. 264)
Małgorzata Rejmer rozmawiała z wieloma ludźmi, którzy przeżyli komunizm, przekazali jej swoje wspomnienia z własnych przeżyć, ich rodzin lub znajomych. Z tych opowieści wyłaniają się różne obrazy, niemniej 90 procent z nich mają czarne i szare odcienie. Wyłania się z nich smutek, żal, złość, ból. Tylko nieliczne pozostają w zawieszeniu, niesprecyzowaniu czy niepewności. Była też opowieść opiewająca dawny ustrój, dobrego przywódcę-opiekuna i dawcę wszelkiego dobra. Niemniej wszyscy pozostali naznaczeni, bo "Albański upiór, o którym kiedyś mówiono, że żywi się krwią, dziś karmi się wspomnieniami ludzi." (str 278) I choć minęło już dwadzieścia siedem lat sprawy nie zostały rozliczone, krzywdy niewyrównane, kaci i oprawcy chodzą z podniesioną głową, a poszkodowani patrzą im w oczy, mijając ich na ulicy, spotykając w zakładzie pracy. Dla niektórych to cios, dla innych niezrozumienie, ale pogodzenie, bo nic się nie da zrobić?! "Tak, powiedzmy to wyraźnie, albański komunizm to było
zbiorowe szaleństwo. Żeby żyć dalej po takiej traumie, musieliśmy o niej
jak najszybciej zapomnieć. Tylko, że przeszłość jest wszędzie, dźwigamy
ją w sobie. Można o niej zapomnieć, ale nie da się jej wymazać." (str.
300) W tym kraju, inaczej niż w pozostałych z bloku, nie rozliczono uzurpatorów, nie wykrzyczano głośno, że to było zło i należy je napiętnować. Sprawy potoczyły się samoistnie, zapanowało kolejne szaleństwo.
Niemniej są tacy, którzy pamiętają i nie dają zapomnieć innym, piszą, mówią i apelują, aby rozerwać stare rany, zrobić operację, zdezynfekować i dopiero wtedy zaszyć, aby zacząć odnowa. Należy wyczyścić źle zabliźnioną szramę i dać szansę na całkowite wyleczenie. "My nowa generacja, nie możemy winić się za przeszłość, ale nie możemy też wiecznie przemilczać naszej historii, nawet jeśli wydaje się nam odrażająca. Musimy skonfrontować się z tym, co było, i zaakceptować przeszłość." (str. 278)
Komunizm robił z ludzi marionetki, które nie miały swoich uczuć, rozumu, byli zewnątrz-sterowni. Nie mogli być pewni siebie, najbliższych i przyjaciół. Ten system odarł ich z wszystkiego co cenne, wartościowe, ważne. Wszystkie cele wyższe pozostawały poza ich możliwościami, mieli zapewnione podstawy i "bezpieczeństwo", reszta była fanaberią. To z pewnością wypaczyło, zubożyło i zamknęło. W tym systemie nie było szans na wolność, bo "W tle każdej rodzinnej historii jest dyktator, każda rodzina, świadomie lub nie, potwierdzała mechanizmy władzy i poddawała się im." (str 279)
Niemniej i na Albański komunizm przyszedł kres. Choć Hoxha wypierał się wszystkich braci w komunizmie, którzy zachwiali się w swojej drodze, coraz bardziej zamykał się na świat, popadał wręcz w paranoję do swojego końca nie poddał swojej wiary w jedyną słuszną ideologię. I choć "Albański komunizm był jak twierdza, (str 303) to po śmierci Hoxhy z jej "...murów codziennie odpadało kilka kamieni." (str. 303) Władza zaczęła się chwiać, a ludzie przecierać oczy, lawina ruszyła.
To książka zawierająca duży ładunek emocji. Przyrządzona przez autorkę zdecydowanie w sosie gorzko - ostrym z ograniczonym dostępem do napojów orzeźwiających. Można rozpaczać razem z bohaterami, można im współczuć, można też pochylić głowę i oddać im cześć. To mocna a zarazem wrażliwa lektura. Polecam gorąco.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)