Szukaj na tym blogu

sobota, 28 lutego 2026

Jadwiga. Król nieświęty - Dorota Pająk-Puda

 

Ponownie Dorota Pająk-Puda przeniosła mnie do minionych wieków. Tym razem towarzyszyłam młodej Jadwidze Andegaweńskiej, która po niemałych perturbacjach przyjechała do Krakowa, aby zostać królem Polski. Towarzyszyłam tej dziewczynce w pierwszych dniach po przybyciu do obcego dla niej kraju.

Bardzo lubię książki tej autorki, nie tylko ze względu na epokę, ale na skupienie się na kobietach tej epoki i umiejętność wykreowania atmosfery. Autorka odsłania przed czytelnikiem sytuacje, które mogły mieć miejsce, tworzy atmosferę, wykreowała bohaterów i język. Polubiłam jej sposób opowieści i choć mam swoich faworytów, to ta również przypadła mi do gustu. Znałam już pewne postaci z wcześniejszych książek, teraz tylko przenosiłam się w czasie. Wykreowany przez autorkę świat jest dla mnie wyczuwalny, umiem znaleźć się w tej opowieści, dlatego tak czekam na kolejne jej książki.

Opowieść o Jadwidze, dziewczynce, która w ramach porozumień, pertraktacji, zobowiązań została przywieziona na dwór Polski, osadzona jako król, wśród dorosłych, żądnych władzy mężczyzn, wydana za mąż za o wiele starszego niezależnego i doświadczonego księcia, który po ślubie z nią współrządził a tak naprawdę przejął władzę, była ciekawa do obserwacji i przemyśleń. Oczami wyobraźni widziałam jak z dziecka zmienia się w kobietę, która zaczyna przewyższać nie tylko wzrostem, ale intelektem oraz wiedzą i wykształceniem niejednego wielmożę z jej otoczenia. Kobietę, która na wielu polach odnosiła sukcesy, która umiała przekonać do swoich racji najważniejszych tego świata. Niezwykłą osobę, która wiedziała, że wiedza to klucz do niezależności, która dążyła z uporem, aby tworzyć miejsca, w których będzie kwitła nauka. Jej postać została przedstawiona przez autorkę jako pełnokrwista kobieta, temperamentna, z mnóstwem rozterek i emocji, która obserwowała z otwartymi oczami i pełną świadomością to co działo się wokół niej. Przyznaję, że to było ciekawe spojrzenie na kogoś, kto został na kartach historii umieszczony jako pomnik bez skazy, posągowa postać, święta bez wyrazu. Dorota Pająk - Puda pokazała kobietę z krwi i kości, z namiętnościami, rozterkami i emocjami. Bardzo mi się ten obraz podobał.

czwartek, 19 lutego 2026

Parasolki - Dominika Buczak

 
Parasolki to książka, która zabrała mnie w podróż przez historię walki o prawa kobiet w Polsce. Autorka, Dominika Buczak przedstawia wyraziste bohaterki, które różnią się wiekiem, pochodzeniem i doświadczeniem życiowym, ale łączy je determinacja w walce o równość i sprawiedliwość. Ich ścieżki i wybory są bardzo uniwersalne i ponadczasowe.

Książka przypomina, że walka o prawa jest trudna i wyboista, wymaga samozaparcia, determinacji i konsekwencji. Pokazuje także, że prawa dane raz nie są na zawsze, bo pod wpływem różnych zawirowań politycznych i społecznych mogą zostać ograniczone lub odebrane. Dlatego kobiety powinny czuwać i być świadome tego, co różne partie głoszą i jakie mogą być tego konsekwencje.

Parasolki to nie tylko historia walki o prawa kobiet, ale także opowieść o różnorodności i solidarności. Bohaterki książki pokazują, że mimo różnic można działać razem i wspierać się wzajemnie w walce o wspólne cele.

Książka jest napisana przystępnym językiem, a jej bohaterki są wyraziste i łatwe do identyfikacji. To ważna lektura, która przypomina o tym, jak ważna jest walka o prawa i jak łatwo można je stracić, jeśli się o nie nie dba. Bardzo wartościowa lektura.

wtorek, 10 lutego 2026

Biedni w bogatym kraju. Przebudzenie z amerykańskiego snu - Nicholas Kristof, Sheryl WuDunn

 

Książka, która odbrązawia "amerykański mit o szczęśliwości i dostatku", która przeprowadza operację na otwartym organizmie bez znieczulenia. To próba pokazania jak z mitu została tylko wydmuszka, bo w jej wnętrzu zachodzą procesy gnilne. 

"Dzisiejsza erozja społeczna i związane z nią obniżanie się średniej długości życia w Stanach Zjednoczonych przypomina nam sytuację w innym państwie: Związku Radzieckim. W latach osiemdziesiątych ZSRR wciąż było supermocarstwem mającym program kosmiczny, wspaniałe orkiestry i opery oraz imponujące osiągnięcia naukowe, szczególnie matematyczne. Mógł wysadzić w powietrze całą planetę. (...) W kraju szerzyły się alkoholizm i niezadowolenie. (...) W fabrykach mawiało się: oni udają że nam płacą, a my udajemy, że pracujemy. Sowieccy urzędnicy wiedzieli o głębokich i złożonych problemach społecznych i gospodarczych, ale woleli zignorować pijaństwo, narkotyki i nieobecność w pracy, przekonani że to nie wpłynie na politykę centralną. Zaprzestali za to publikowania danych dotyczących śmiertelności." (str. 34/35) Zatem już na początku dostajemy przykład, który USA może powielić przymykając oczy i nie publikując niewygodnych statystyk. Dalej jest tylko więcej i mocniej. 
To nie jest książka, która jako jedyna pokazuje narastające problemy wielkiej Ameryki, w różnych kontekstach traktują o nich: "Głód" M. Caparosa, "Elegia dla bidoków" J.D. Vance, Detroit. Sekcja zwłok Ameryki C.LeDuff'a, czy "Nomadland. W drodze za pracą" J. Bruder. Także wielu analityków i publicystów pokazuje wręcz spiralę nierówności, biedy, kryzys opioidowy, narkotyczny, alkoholowy. W książce autorzy pokazują także jak narasta majątek 1% najbogatszych i jak pogłębia się ubóstwo najbiedniejszych. Jak odmawia się prawa do systemu zdrowotnego, tworzenia związków zawodowych, które dbałyby o pracowników, edukacji na zadowalającym poziomie, podstawowego wsparcia w problemach społecznych. Celebruje się bogactwo nielicznych, uważając to za miarę sukcesu a krytycznie patrzy się na tych, którzy tracą pracę, są uzależnieni od używek i leków. Ale, czy się różni ta książka od wyżej wspomnianych, ona porządkuje wszystkie bolączki mieszkańców tego wielkiego kraju biedy, zawiera statystyki i kusi się o pokazanie systemowych rozwiązań, które mogłyby wyprowadzić tych ludzi z zapaści.

Autorzy zaczynając od małego miasteczka, jako szczegółu, przechodzą do ogółu i szerokiego kontekstu problemów. Pokazują jak wyeliminowanie jednej warstwy społecznej, czyli robotników, spowodowało lawinę biedy i kłopotów społecznych, która ciągle się pogłębia. Opisali jak zastąpienie ludzi maszynami, bez znalezienia dla nich alternatyw zabrało im godność i wpędziło w spiralę poczucia bezwartościowości i bezsensu istnienia.

Zderzają mnóstwo faktów i danych krajowych na przestrzeni kilkudziesięciu lat, a także porównania podejść do podobnych problemów w innych krajach. Co ciekawe, ogólna sytuacja gospodarcza wygląda znakomicie, odnotowywany jest wzrost zysków, zwłaszcza prywatnych osób, dodatkowo w kraju, w którym doprowadzono do ogromnych rozwarstwień dotuje się i nagradza bogatych: korporacje, banki, miliarderów. "Pula premii na Wall Street pod koniec każdego roku przewyższa wartość rocznych zarobków wszystkich Amerykanów pracujących na pełny etat za federalną stawkę minimalną." (str. 46) Dodatkowo, najbardziej kontrolowaną grupą przez Urząd Skarbowy nie są najbogatsi, tylko osoby pracujące z zarobkami poniżej dwudziestu tysięcy dolarów rocznie. Bogaci i w tym przypadku potrafią ominąć system, ale nie jedyny, bo samo sądownictwo także opiera się na podwójnych standardach, i w nim łatwiej jest być bogatym z dużą przewiną niż biednym z niewielkim odstępstwem od prawa. Generalnie ci, którzy mają pieniądze żyją w innym "świecie", traktowani są według innych procedur, korzystają z prywatnej opieki zdrowotnej, prywatnego, na wysokim poziomie szkolnictwa, z  "zamkniętych" osiedli i żyją w swoim dobrobycie, nie rozglądając się wokół siebie. Zaczyna się to od dzieci a kończy na dorosłych. 
Niektórzy profesorowie amerykańscy wskazują, że USA są ewenementem w świecie, jeśli chodzi o ubóstwo, bo choć jest to najbogatszy kraj i posiada zaawansowane technologicznie, to przyjmuje indywidualistyczną teorię biedy. Bogaci podtrzymują mit, że każdy za swój dobrobyt odpowiada  swoim postępowaniem, że to nie zepsuty kompas moralny oraz doza hipokryzji jest jednym z głównych winowajców. Wytoczono wręcz krucjatę wobec empatii i zastosowano "cholewkową narrację" wobec tych pozostających w tyle. Autorzy pokazują, że rozwarstwienie kaskaduje, bo nawet wśród biednych inaczej są postrzegani biali, a inaczej osoby innego koloru skóry, bieda ma kolor skóry, chociaż nie koniecznie koreluje z samymi uzależnieniami. Ma też wymiar wiekowy, zaczyna się już w dzieciństwie, bo państwo uważa ich za mało przydatnych i ważnych dla gospodarki i dlatego często pomija ich w  programach wsparcia i ochrony, czyli generalnie w systemie.

Państwo do biedy podchodzi nie w sposób zachęt, ale poprzez karanie: "- Karanie i więzienie ubogich to typowo amerykańska reakcja na ubóstwo XXI wieku. Do więzień trafiają pracownicy, którzy nie mogą spłacić swoich długów, ludzie, których nie stać na prywatnego kuratora, (...), bezdomni, osoby z zaburzeniami psychicznymi, ojcowie, którzy nie są w stanie płacić alimentów, oraz wielu innych. Masowe zamykanie ludzi w więzieniach stosuje się po to, by problemy społeczne stały się tymczasowo niewidzialne oraz by stworzyć złudzenie, że podejmuje się jakieś działania. (...) W Stanach Zjednoczonych należy aresztować ubóstwo, a nie ubogich tylko dlatego, że są ubodzy." (Philip Alson, sprawozdawca ONZ do spraw skrajnego ubóstwa) (str. 65) 

Alternatywą na wybicie się ze swojego środowiska jest armia, która daje ogromne wsparcie tym, którzy zdecydują się dołączyć do jej szeregów. Jest to struktura, która wspiera, w której panuje większa sprawiedliwość możliwości edukacji, organizacji, dyscypliny, umiejętności społecznych i awansu, nawet różnice w wysokości wynagrodzeń są maksymalnie dziesięciokrotne. Autorzy wskazują armię jako przykład, który można by wykorzystać jako model do budowania na nim systemu krajowego, który dałby szansę wyjścia z zapaści w której, nie ze swojej winy i zasługi znaleźli się ludzie młodzi.

Autorzy wskazują także, że ważnym elementem, który przyczynił się do narastających problemów jest upadek struktur rodzinnych i społecznych, które państwo pozostawiło samemu sobie, bez wsparcia. Kolejnym to właśnie skrajne ubóstwo dzieci, które nie mają perspektyw na wyrwanie się ze swoich środowisk, które są zaniedbane, niedożywione, pozostawione emocjonalnie same sobie, bez edukacji i środków finansowych, wpychane w spiralę życia na marginesie, w środowiskach gangów i narkotyków. A wszystko to prowadzi do gigantycznych kosztów, np. przestępstw.

Autorzy opisują przykłady organizacji, które obecnie wspierają ogromne rzesze potrzebujących poprzez dostarczanie im codziennej porcji ciepłego posiłku, ciepłego i cichego kąta do nauki, możliwości spotkań, po usługi zdrowotne, stomatologiczne, czy wsparcie psychologiczne. Czyli robią to o co obecnie państwo nie dba i czym w ogóle się nie interesuje.

Oprócz wskazanych problemów, które pogrążają ogromną część społeczeństwa amerykańskiego w coraz większe problemy, autorzy w punktach przedstawiają postulaty, które pomogą podnieść się krajowi z tej zapaści, pod warunkiem ich spełnienia. Co zatem jest potrzebne:
1. Wysoka jakość programów dla najmłodszych, bo to od nich zaczyna się proces rozwarstwienia, biedy i problemów. Inwestycja w młodych jest podstawą dalszych skutecznych działań.
2. Powszechne kończenie szkół średnich, które jest obecnie na niskim poziomie, a jest kluczowe dla dobrej przyszłości.
3. Powszechne ubezpieczenie zdrowotne.
4. Wyeliminowanie niechcianych ciąż, poprzez edukację zdrowotną i dostęp do środków antykoncepcyjnych.
5. Comiesięczny zasiłek rodzinny, który pozwoliłby najuboższym dzieciom na lepszy start życiowy.
6. Koniec bezdomności dzieci.
7. Obligacje dziecięce, które pozwoliłyby na gromadzenie oszczędności.
8. Prawo do pracy, z zapewnieniem płacy minimalnej i ochrony pracowników, zachęcanie pracowników do przenoszenia się do innych miejsc, gdzie ta praca jest, wyższe opodatkowanie bogatszych czy opodatkowanie handlu akcjami, obligacjami, itp.
Autorzy apelują, żeby firmy włączyły się w działania, które pomogą wyrównywać szanse swoich pracowników poprzez np. ubezpieczanie ich, inwestowanie w ich edukację, wdrożenie planów emerytalnych.
 
Patrząc na te punkty mam wrażenie, że mówimy tutaj o podstawach, o których my na co dzień nawet nie myślimy, bo mamy to zapewnione w znaczącym zakresie. Okazuje się, że w bogatej Ameryce nic nie jest oczywistością, bo to bogaty kraj bardzo biednych ludzi.

Autorzy konstatują ze smutkiem: "Zbierając materiały do tej książki, odkryliśmy, że dużo pieniędzy marnuje się na dopłaty do jachtów, pól golfowych i prywatnych odrzutowców. Tym, co sprawiło, że nasza podróż, przez Stany Zjednoczone okazała się jeszcze bardziej bolesna, było jednak obserwowanie, jak marnują się najważniejsze zasoby naszego kraju: ludzie." (str. 315)
Czytając książkę małżeństwa Nicholasa Kristof i Sheryl WuDunn wyobraziłam sobie zamek na wzgórzu, gdzie żyją najbogatsi, poniżej ci, którzy zaliczają się do klasy średniej i gdzieś za szeroką fosą, zasiekami cała reszta społeczeństwa, której nie udało się z różnych powodów dostać za te zabezpieczenia. Smutny to obraz, ale wart kontemplacji i wyciągania wniosków.
I na koniec, chyba bardzo uniwersalne przesłanie: "Talent występuje powszechnie, możliwości nie." (str. 316) Środki są, ale należy jest rozłożyć i wykorzystać bardziej sprawiedliwiej społecznie. Ważne, że to nie zawsze jednostka jest odpowiedzialna za swoje niepowodzenie, ale cała zbiorowość, której zabrakło empatii. 

poniedziałek, 9 lutego 2026

Nie czekam na szklankę wody - Katarzyna Tubylewicz

 

„Nie czekam na szklankę wody” Katarzyny Tubylewicz to wielowątkowa książka, która otwiera dyskusję o bezdzietności daleko poza schematami. Przeczytałam ją z zainteresowaniem właśnie ze względu na to szersze spojrzenie na aspekt bezdzietności, jego podłoża, szerszego kontekstu i różnych przyczyn.

Autorka przygląda się wyborom kobiet i po części mężczyzn w szerszym, bo międzynarodowym kontekście, a to pozwala na bardziej panoramiczny obraz zjawiska, które w różnych krajach wzbudza odmienne emocje, jest inaczej regulowane i inaczej rozumiane. Sama autorka, czerpiąc ze swoich doświadczeń życia między Polską a Skandynawią, prowadzi czytelnika przez rozmowy z osobami, które zdecydowały się nie mieć dzieci, oraz tymi, które dłużej dojrzewały do tej decyzji w obu tych krajach. Głosy rozmówców: szczere, odważne, niekiedy pełne wątpliwości, pokazują, że bezdzietność nie jest jednolita, czasem bywa wyborem, innym razem konsekwencją stylu życia, albo wyrazem troski o planetę, efektem kryzysu klimatycznego albo po prostu realizacją własnej, bardzo osobistej wizji dobrego życia.
Autorka w tym kontekście opisuje także postawy środowisk konserwatywnych i schematyczne narracje, które często próbują sprowadzić bezdzietność do egoizmu czy braku dojrzałości. Książka pokazuje, jak te uproszczone oceny ranią i jak niewiele mają wspólnego z prawdziwymi motywacjami ludzi, których historie składają się na ten zbiór.

Wątek demograficzny również zostaje wyraźnie podjęty, bez zbędnej sensacyjności, lecz z uważnym spojrzeniem na fakty. Autorka opisuje globalny trend spadku dzietności i pokazuje, że proste odpowiedzi, które dominują w dyskursie konserwatywnym, nie mają wiele wspólnego z realnymi przyczynami tego zjawiska. W wielu krajach, zarówno tych o wysokim standardzie życia, jak i tych zmagających się z kryzysami ekonomicznymi, decyzja o bezdzietności wynika z podobnych czynników: niepewności, przeciążenia pracą, zmian społecznych, indywidualizacji życia i rosnącej świadomości kosztów emocjonalnych oraz finansowych rodzicielstwa.

„Nie czekam na szklankę wody” to książka, która uczy uważności na wybory innych i zachęca do porzucenia gotowych ocen. To również ważny głos w globalnej rozmowie o przyszłości społeczeństw, zmianach pokoleniowych i nowych definicjach szczęścia, spełnienia oraz odpowiedzialności.
To lektura nie tylko dla osób, które same stoją przed decyzją o rodzicielstwie, ale także dla wszystkich zainteresowanych współczesnymi przemianami społecznymi i kulturowymi. Autorka w tej niedużej książce pokazuje, że rozmowa o bezdzietności może być dojrzała, empatyczna i głęboka, a przede wszystkim wolna od tabu. Warto przeczytać, bo może być przyczynkiem do pogłębiania tematu.