Szukaj na tym blogu

wtorek, 10 lutego 2026

Biedni w bogatym kraju. Przebudzenie z amerykańskiego snu - Nicholas Kristof, Sheryl WuDunn

 

Książka, która odbrązawia "amerykański mit o szczęśliwości i dostatku", która przeprowadza operację na otwartym organizmie bez znieczulenia. To próba pokazania jak z mitu została tylko wydmuszka, bo w jej wnętrzu zachodzą procesy gnilne. 

"Dzisiejsza erozja społeczna i związane z nią obniżanie się średniej długości życia w Stanach Zjednoczonych przypomina nam sytuację w innym państwie: Związku Radzieckim. W latach osiemdziesiątych ZSRR wciąż było supermocarstwem mającym program kosmiczny, wspaniałe orkiestry i opery oraz imponujące osiągnięcia naukowe, szczególnie matematyczne. Mógł wysadzić w powietrze całą planetę. (...) W kraju szerzyły się alkoholizm i niezadowolenie. (...) W fabrykach mawiało się: oni udają że nam płacą, a my udajemy, że pracujemy. Sowieccy urzędnicy wiedzieli o głębokich i złożonych problemach społecznych i gospodarczych, ale woleli zignorować pijaństwo, narkotyki i nieobecność w pracy, przekonani że to nie wpłynie na politykę centralną. Zaprzestali za to publikowania danych dotyczących śmiertelności." (str. 34/35) Zatem już na początku dostajemy przykład, który USA może powielić przymykając oczy i nie publikując niewygodnych statystyk. Dalej jest tylko więcej i mocniej. 
To nie jest książka, która jako jedyna pokazuje narastające problemy wielkiej Ameryki, w różnych kontekstach traktują o nich: "Głód" M. Caparosa, "Elegia dla bidoków" J.D. Vance, Detroit. Sekcja zwłok Ameryki C.LeDuff'a, czy "Nomadland. W drodze za pracą" J. Bruder. Także wielu analityków i publicystów pokazuje wręcz spiralę nierówności, biedy, kryzys opioidowy, narkotyczny, alkoholowy. W książce autorzy pokazują także jak narasta majątek 1% najbogatszych i jak pogłębia się ubóstwo najbiedniejszych. Jak odmawia się prawa do systemu zdrowotnego, tworzenia związków zawodowych, które dbałyby o pracowników, edukacji na zadowalającym poziomie, podstawowego wsparcia w problemach społecznych. Celebruje się bogactwo nielicznych, uważając to za miarę sukcesu a krytycznie patrzy się na tych, którzy tracą pracę, są uzależnieni od używek i leków. Ale, czy się różni ta książka od wyżej wspomnianych, ona porządkuje wszystkie bolączki mieszkańców tego wielkiego kraju biedy, zawiera statystyki i kusi się o pokazanie systemowych rozwiązań, które mogłyby wyprowadzić tych ludzi z zapaści.

Autorzy zaczynając od małego miasteczka, jako szczegółu, przechodzą do ogółu i szerokiego kontekstu problemów. Pokazują jak wyeliminowanie jednej warstwy społecznej, czyli robotników, spowodowało lawinę biedy i kłopotów społecznych, która ciągle się pogłębia. Opisali jak zastąpienie ludzi maszynami, bez znalezienia dla nich alternatyw zabrało im godność i wpędziło w spiralę poczucia bezwartościowości i bezsensu istnienia.

Zderzają mnóstwo faktów i danych krajowych na przestrzeni kilkudziesięciu lat, a także porównania podejść do podobnych problemów w innych krajach. Co ciekawe, ogólna sytuacja gospodarcza wygląda znakomicie, odnotowywany jest wzrost zysków, zwłaszcza prywatnych osób, dodatkowo w kraju, w którym doprowadzono do ogromnych rozwarstwień dotuje się i nagradza bogatych: korporacje, banki, miliarderów. "Pula premii na Wall Street pod koniec każdego roku przewyższa wartość rocznych zarobków wszystkich Amerykanów pracujących na pełny etat za federalną stawkę minimalną." (str. 46) Dodatkowo, najbardziej kontrolowaną grupą przez Urząd Skarbowy nie są najbogatsi, tylko osoby pracujące z zarobkami poniżej dwudziestu tysięcy dolarów rocznie. Bogaci i w tym przypadku potrafią ominąć system, ale nie jedyny, bo samo sądownictwo także opiera się na podwójnych standardach, i w nim łatwiej jest być bogatym z dużą przewiną niż biednym z niewielkim odstępstwem od prawa. Generalnie ci, którzy mają pieniądze żyją w innym "świecie", traktowani są według innych procedur, korzystają z prywatnej opieki zdrowotnej, prywatnego, na wysokim poziomie szkolnictwa, z  "zamkniętych" osiedli i żyją w swoim dobrobycie, nie rozglądając się wokół siebie. Zaczyna się to od dzieci a kończy na dorosłych. 
Niektórzy profesorowie amerykańscy wskazują, że USA są ewenementem w świecie, jeśli chodzi o ubóstwo, bo choć jest to najbogatszy kraj i posiada zaawansowane technologicznie, to przyjmuje indywidualistyczną teorię biedy. Bogaci podtrzymują mit, że każdy za swój dobrobyt odpowiada  swoim postępowaniem, że to nie zepsuty kompas moralny oraz doza hipokryzji jest jednym z głównych winowajców. Wytoczono wręcz krucjatę wobec empatii i zastosowano "cholewkową narrację" wobec tych pozostających w tyle. Autorzy pokazują, że rozwarstwienie kaskaduje, bo nawet wśród biednych inaczej są postrzegani biali, a inaczej osoby innego koloru skóry, bieda ma kolor skóry, chociaż nie koniecznie koreluje z samymi uzależnieniami. Ma też wymiar wiekowy, zaczyna się już w dzieciństwie, bo państwo uważa ich za mało przydatnych i ważnych dla gospodarki i dlatego często pomija ich w  programach wsparcia i ochrony, czyli generalnie w systemie.

Państwo do biedy podchodzi nie w sposób zachęt, ale poprzez karanie: "- Karanie i więzienie ubogich to typowo amerykańska reakcja na ubóstwo XXI wieku. Do więzień trafiają pracownicy, którzy nie mogą spłacić swoich długów, ludzie, których nie stać na prywatnego kuratora, (...), bezdomni, osoby z zaburzeniami psychicznymi, ojcowie, którzy nie są w stanie płacić alimentów, oraz wielu innych. Masowe zamykanie ludzi w więzieniach stosuje się po to, by problemy społeczne stały się tymczasowo niewidzialne oraz by stworzyć złudzenie, że podejmuje się jakieś działania. (...) W Stanach Zjednoczonych należy aresztować ubóstwo, a nie ubogich tylko dlatego, że są ubodzy." (Philip Alson, sprawozdawca ONZ do spraw skrajnego ubóstwa) (str. 65) 

Alternatywą na wybicie się ze swojego środowiska jest armia, która daje ogromne wsparcie tym, którzy zdecydują się dołączyć do jej szeregów. Jest to struktura, która wspiera, w której panuje większa sprawiedliwość możliwości edukacji, organizacji, dyscypliny, umiejętności społecznych i awansu, nawet różnice w wysokości wynagrodzeń są maksymalnie dziesięciokrotne. Autorzy wskazują armię jako przykład, który można by wykorzystać jako model do budowania na nim systemu krajowego, który dałby szansę wyjścia z zapaści w której, nie ze swojej winy i zasługi znaleźli się ludzie młodzi.

Autorzy wskazują także, że ważnym elementem, który przyczynił się do narastających problemów jest upadek struktur rodzinnych i społecznych, które państwo pozostawiło samemu sobie, bez wsparcia. Kolejnym to właśnie skrajne ubóstwo dzieci, które nie mają perspektyw na wyrwanie się ze swoich środowisk, które są zaniedbane, niedożywione, pozostawione emocjonalnie same sobie, bez edukacji i środków finansowych, wpychane w spiralę życia na marginesie, w środowiskach gangów i narkotyków. A wszystko to prowadzi do gigantycznych kosztów, np. przestępstw.

Autorzy opisują przykłady organizacji, które obecnie wspierają ogromne rzesze potrzebujących poprzez dostarczanie im codziennej porcji ciepłego posiłku, ciepłego i cichego kąta do nauki, możliwości spotkań, po usługi zdrowotne, stomatologiczne, czy wsparcie psychologiczne. Czyli robią to o co obecnie państwo nie dba i czym w ogóle się nie interesuje.

Oprócz wskazanych problemów, które pogrążają ogromną część społeczeństwa amerykańskiego w coraz większe problemy, autorzy w punktach przedstawiają postulaty, które pomogą podnieść się krajowi z tej zapaści, pod warunkiem ich spełnienia. Co zatem jest potrzebne:
1. Wysoka jakość programów dla najmłodszych, bo to od nich zaczyna się proces rozwarstwienia, biedy i problemów. Inwestycja w młodych jest podstawą dalszych skutecznych działań.
2. Powszechne kończenie szkół średnich, które jest obecnie na niskim poziomie, a jest kluczowe dla dobrej przyszłości.
3. Powszechne ubezpieczenie zdrowotne.
4. Wyeliminowanie niechcianych ciąż, poprzez edukację zdrowotną i dostęp do środków antykoncepcyjnych.
5. Comiesięczny zasiłek rodzinny, który pozwoliłby najuboższym dzieciom na lepszy start życiowy.
6. Koniec bezdomności dzieci.
7. Obligacje dziecięce, które pozwoliłyby na gromadzenie oszczędności.
8. Prawo do pracy, z zapewnieniem płacy minimalnej i ochrony pracowników, zachęcanie pracowników do przenoszenia się do innych miejsc, gdzie ta praca jest, wyższe opodatkowanie bogatszych czy opodatkowanie handlu akcjami, obligacjami, itp.
Autorzy apelują, żeby firmy włączyły się w działania, które pomogą wyrównywać szanse swoich pracowników poprzez np. ubezpieczanie ich, inwestowanie w ich edukację, wdrożenie planów emerytalnych.
 
Patrząc na te punkty mam wrażenie, że mówimy tutaj o podstawach, o których my na co dzień nawet nie myślimy, bo mamy to zapewnione w znaczącym zakresie. Okazuje się, że w bogatej Ameryce nic nie jest oczywistością, bo to bogaty kraj bardzo biednych ludzi.

Autorzy konstatują ze smutkiem: "Zbierając materiały do tej książki, odkryliśmy, że dużo pieniędzy marnuje się na dopłaty do jachtów, pól golfowych i prywatnych odrzutowców. Tym, co sprawiło, że nasza podróż, przez Stany Zjednoczone okazała się jeszcze bardziej bolesna, było jednak obserwowanie, jak marnują się najważniejsze zasoby naszego kraju: ludzie." (str. 315)
Czytając książkę małżeństwa Nicholasa Kristof i Sheryl WuDunn wyobraziłam sobie zamek na wzgórzu, gdzie żyją najbogatsi, poniżej ci, którzy zaliczają się do klasy średniej i gdzieś za szeroką fosą, zasiekami cała reszta społeczeństwa, której nie udało się z różnych powodów dostać za te zabezpieczenia. Smutny to obraz, ale wart kontemplacji i wyciągania wniosków.
I na koniec, chyba bardzo uniwersalne przesłanie: "Talent występuje powszechnie, możliwości nie." (str. 316) Środki są, ale należy jest rozłożyć i wykorzystać bardziej sprawiedliwiej społecznie. Ważne, że to nie zawsze jednostka jest odpowiedzialna za swoje niepowodzenie, ale cała zbiorowość, której zabrakło empatii. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)