„Sny o Warszawie. Wizje przebudowy miasta 1945–1952” to książka, która pokazuje stolicę nie tylko jako przestrzeń fizyczną, lecz także jako pole idei, ambicji i marzeń powojennej Polski. Autor prowadzi czytelnika przez czas tuż po zniszczeniach wojennych, gdy Warszawa zanim została odbudowana niemal od podstaw, musiała zostać wymyślona na nowo. Lekturę zaczynamy od siedziby Biura Odbudowy Stolicy przy ulicy Kowelskiej, gdzie nie tylko tworzono pierwsze myśli i założenia odbudowy Warszawy, ale także mieszkano, bo tylko po prawej stronie stolicy można było znaleźć miejsce pod dachem.
Książka odsłania fascynujący moment w historii miasta, kiedy architekci, urbaniści i decydenci snuli śmiałe wizje przyszłej stolicy: nowoczesnej, funkcjonalnej, radykalnie innej od tej sprzed wojny, z innym układem ulic, przestrzennej, zielonej i dla wszystkich. Jednak plany przebudowy były nie tylko odpowiedzią na materialną ruinę, lecz także wyrazem politycznych i ideologicznych założeń nowej rzeczywistości. Książka pokazuje, jak silnie urbanistyka splatała się wówczas z wizją „nowego człowieka” oraz nowego porządku politycznego i społecznego. Architekci, którzy tworzyli w tym czasie pamiętali jeszcze czasy I Wojny Światowej, przeżyli II Wojnę Światową i mieli zmierzyć się z najbardziej jaskrawymi jej skutkami, czyli ruiną Warszawy. "...kształt stolicy jest równocześnie zapisem zmagań architektów i urbanistów, śladem ich marzeń, przemyśleń i trudnych decyzji. Gdy odnajdujemy więc ten punkt, gdzie "czas zatrzymał się w miejscu", nie wydawajmy łatwych sądów; ludzie tamtych czasów nie zasłużyli na nie." (str.34) To wzruszające zdanie autora zaprasza w historyczną podróż po wyzwaniach i zmaganiach wielu z tych, którzy chcieli "postawić" nową stolicę, podnieść z ruin miasto, które jak żadne, doświadczyło zniszczeń straszliwej wojny. A i pierwsze miesiące a nawet lata po wojnie nie były sielanką dla nikogo, może z wyjątkiem tych, którzy na krzywdzie innych potrafili coś zyskać.
„Sny o Warszawie. ...” Krzysztofa Mordyńskiego to fascynująca opowieść o mieście, które przez dekady istniało nie tylko w rzeczywistości, ale również, a może przede wszystkim, w wyobraźni swoich projektantów. Już sam tytuł książki trafnie oddaje jej istotę: mamy do czynienia nie tyle z historią zrealizowanej architektury, ile z historią marzeń, wizji i koncepcji, które kształtowały myślenie o stolicy. Autor prowadzi czytelnika przez różnorodne pomysły na Warszawę, od odważnych, niemal utopijnych projektów, po bardziej pragmatyczne próby odbudowy i rozwoju miasta. Architekci i urbaniści często spierali się ze sobą, proponując zupełnie odmienne kierunki rozwoju. W efekcie Warszawa jawi się tu jako pole ścierania się idei: nowoczesności z tradycją, funkcjonalności z reprezentacyjnością, wizji indywidualnych z potrzebami społecznymi. Dlatego, mocnym elementem książki jest ukazanie kontekstu, w którym te projekty powstawały. Autor wyraźnie pokazuje, że architektura nie była tworzona w próżni, ale musiała odpowiadać na aktualne realia polityczne, ideologiczne i ekonomiczne. Wiele z opisywanych koncepcji było trudnych, a czasem wręcz niemożliwych do realizacji, właśnie dlatego, że musiały wpisywać się w dominujące ideologie państwowe, iść na kompromisy lub godzić sprzeczne oczekiwania: władz, mieszkańców i samych twórców. Szczególnie interesujące jest to napięcie między marzeniem a ograniczeniem. „Sny o Warszawie. ...” pokazują, jak ambitne wizje często zderzały się z rzeczywistością, np. brakiem środków, zmianami politycznymi czy odgórnymi wytycznymi. Niektóre projekty pozostały więc jedynie na papierze, inne uległy znaczącym modyfikacjom, tracąc swój pierwotny charakter. Te treści sprawiły, że książka ma w sobie pewną nutę melancholii, bo jest opowieścią o tym, co mogło powstać, ale nigdy nie zaistniało. Nie oznacza to jednak, że jest to historia wyłącznie niespełnionych idei, bo autor pokazuje, że nawet niezrealizowane projekty miały znaczenie. Wpływały na sposób myślenia o mieście, inspirowały kolejne pokolenia architektów i pozostawiały ślad w jego ostatecznym kształcie.
Jeśli chodzi o plany to obejmowały dość precyzyjnie tkankę miejską biorąc pod uwagę koszty, potrzeby, kubaturę, funkcje, skutki uboczne, np. zanieczyszczenia i hałas. Planowano miejsca do mieszkania i kwartały przemysłowe, dzielnice: rządowe, bankowe i uniwersytecką oraz sieć różnych powiązań pomiędzy nimi. Nie zapomniano o dzielnicy zabytkowej, która miał wpisywać się w szeroki plan miasta. Wszystkie te wizje bardzo ciekawe, choć mnie najbardziej bliskie były koncepcje osiedli mieszkaniowych z różnymi pomysłami na ich funkcje użytkowe. Wizje na temat ich wyglądu i zastosowań były dla mnie szczególnie fascynujące, zwłaszcza w porównaniu z dzisiejszą działalnością budowlaną, często tzw. "patodeweloperką". Funkcje osiedli nie skupiały się tylko na rozwiązaniach dotyczących funkcji urządzeń, ale także na funkcji społecznej, komunikacyjnej, regeneracyjnej po pracy, towarzyskiej, generalnie szeroko rozumianej jako "miejsce do życia" rodzinnego i sąsiedzkiego. Osiedla miały wyrównywać szanse, niwelować nierówności, generować relacje międzyludzkie. Powstawały wizje Centrali, która miała zaopatrywać mieszkańców w dobra spożywcze, które w warunkach powojennych, kiedy w domach nie było lodówek, mogły szybko się zepsuć. Jedna z prekursorek funkcjonalnego podejścia do przestrzeni mieszkalnej, architektka Barbara Brukalska, stawiała na współdzielenie i współodpowiedzialność oraz umiejętność zarzadzania dobrami. W osiedlach miały znaleźć się szkoły i miejsca dla mieszkańców, które mogły pełnić różne funkcje społeczne (jakież to inne od obecnego podejścia deweloperskiego). Cudowna wizja osiedli społecznych niestety została pogrzebana przez ówczesne władze obawiające się zbyt silnego wpływu ruchu społecznego. Nie zabrakło informacji o powstających "blokowiskach", które jednakże dawały mieszkańcom przestrzeń do życia, dostęp do światła i zieleń, a także zapewniały te funkcje o których wspomniałam wyżej.
W końcowych akordach książki autor pochyla się nad twórcami, którzy patrzyli na miasto jako na kompozycję: efektowną, zapierająca dech, malowniczą koncepcję odnoszącą się do wyglądu, formy i układu elementów, czyli rodzaju sztuki organizacji przestrzeni. Jej admiratorami byli Stefan Tworkowski i Edmunt Goldzamat. Sporo miejsca autor poświęca też wizjom "Sześcioletniego Planu Odbudowy Warszawy", który zawierał piękne rysunki m.in. Jana Knothe ukazujące monumentalizm pomysłów ówczesnych wizjonerów.
Dodatkową wartością tej książki jest bogactwo materiałów ikonograficznych i projektowych, które pozwalają zobaczyć miasto, jakiego nigdy nie było, i które mogło powstać, gdyby historia potoczyła się inaczej. Niemniej te niezrealizowane koncepcje działają na wyobraźnię i prowokują do zadania pytania, jak bardzo dzisiejszy charakter Warszawy jest efektem kompromisów, a nie pierwotnych planów. To książka, która uczy uważnego patrzenia na miasto: na jego szerokie aleje, puste przestrzenie czy osie widokowe, które zyskują sens dopiero w kontekście powojennych marzeń i decyzji. Książka może zainteresować nie tylko miłośników historii i architektury, ale również wszystkich, którzy chcą lepiej zrozumieć, dlaczego Warszawa wygląda tak, a nie inaczej, i jakie sny zostały wpisane w jej powojenne fundamenty.
Autor przypomniał także o nazwiskach tych, którzy snuli owe marzenia. Maciej Nowicki architek, marzyciel z szerokimi wizjami o pięknym, zielonym, przestrzennym i funkcjonalnym mieście, którego wzrok podążał ku skarpie warszawskiej jako ramy dla odbudowy Śródmieścia. "Nowicki widział Warszawę jako metropolię, która wyrasta z historycznych korzeni, ale jest przede wszystkim miastem nowego porządku, jest pieśnią o trumfie nowoczesności." (str.70) Architekci Helena i Szymon Syrkusowie, poszukujący praktycznych rozwiązań dla mieszkańców stolicy, i wraz z innymi wizjonerami, m.in. Janem Chmielewskim pracowali nad "Warszawą funkcjonalną", która w dużym skrócie odrzucała miasto jako obraz krzyżujących się ulic i stojących wzdłuż budynków, ale jako organizm, który przybiera funkcje systemu łączącego, spajającego ludzi, przestrzenie, budującego konstelacje, które odpowiadałyby na potrzeby społeczne. Widzimy w książce wizje Wacława Wierzbickiego, Jerzego Mokrzyńskiego i Eugeniusza Wierzbickiego, którzy swoimi pracami, m.in projektami Sejmu u Senatu oraz Domu Partii wyrażali postulowany egalitaryzm i demokratyzm nowego systemu politycznego powojennej Polski. Poznajemy historię budynków ministerialnych w rejonie ulicy Kruczej, monumentalnych w stylu modernistycznym przeznaczonych dla władz i mających największe znaczenie dla gospodarki branż. W książce znajdziemy też wspomnienie o Zygmuncie Skibniewskim, Janie Zachwatowiczu i Józefie Sigalinie.
Podsumowując „Sny o Warszawie. ...” to książka dla wszystkich, którzy chcą spojrzeć na stolicę z innej perspektywy, nie tylko jako na zbiór istniejących budynków, ale jako na przestrzeń możliwości, sporów i ambicji. To opowieść o mieście, które powstawało wielokrotnie, najpierw w wyobraźni, a dopiero potem, częściowo, w rzeczywistości. Dzięki temu lektura skłania do refleksji: ile z tego, co widzimy na co dzień, jest efektem kompromisu, a ile, właśnie tytułowego snu, ile z tych snów i wizji udało się zrealizować, a ile pozostało tylko jako mapa marzeń i zapisów, z których korzystał autor. Krzysztof Mordyński nie przedstawia jednego spójnego planu, lecz szeroki wachlarz koncepcji, od bardzo tych konkretnych projektów urbanistycznych, po bardziej ogólne wizje rozwoju miasta. Dzięki temu widzimy, że współczesna Warszawa jest wypadkową wielu składowych: zrealizowanych pomysłów, kompromisów i licznych „snów”, które pozostały jedynie na papierze.
Na koniec taka refleksja za autorem: "Architekci odbudowujący i przebudowujący Warszawę byli ludźmi idei. Inspirowały ich myśli Le Corbusiera, wizje egalitarnego miasta i ładu przestrzennego. Przeżywali fascynacje doskonałością mechanicznej maszyny, braterskiej więzi i piękna tradycyjnej architektury. Projektując, wyrażali cała gamę różnych uczuć, nadziei i zapatrywań na przyszłość, która - jak wierzyli-mieli obowiązek kształtować. Przemierzając Warszawę, widzimy skutki ich udanych i nietrafionych projektów. Wszystkie jednak - a przynajmniej większość - były przemyślane. Interesował ich o wiele szerszy wachlarz wartości niż tylko zysk z inwestycji. W imię tych wartości popełniali błędy, ale tworzyli także rzeczy piękne. Teraz, gdy już milczą, łatwo ich zakrzyczeć i osądzić." (str. 327) W obecnym szale zabudowywania, znikania przestrzeni do życia, wypierania ze świadomości, że potrzebna jest infrastruktura społeczna, powietrze, zieleń, współpraca między ludźmi, a nie budowane płotów, warto sięgnąć po książkę, która przypomina o budowniczych Warszawy, edukatorach o szerokich horyzontach, którzy patrzyli na różnorodne potrzeby miasta i jego mieszkańców i co dzisiaj nie występuje, kierowali się przy tych działaniach wartościami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)