„Hiroszima” Herseya, zwłaszcza w pierwszym rozdziale nie była dla mnie łatwa w odbiorze po pierwsze dlatego, że autor starał się oddać dramat mieszkańców Hiroszimy w chwili wybuchu i w godzinach po nim, czemu towarzyszyły różnorakie emocje, ale także z powodu wielu postaci dramatu i miejsc i tempa. Poza tą trudnością czytelniczą to książka była dla mnie ważna, bo to jedna z tych lektur, które w relacjach o wojnie odwracają spojrzenie świata od technologii bomby na losy ludzi znajdujących się w jej centrum. To książka, która może być kanwą do rozmowy na wielu płaszczyznach: na poziomie emocji, przesłania, bohaterów oraz współczesnego znaczenia. Jak na ówczesne sobie czasy autor zrobił coś pionierskiego, bo zamiast analizować parametry broni czy militarne kalkulacje, zachwycać się "dokonaniem" USA, oddał głos zwykłym mieszkańcom zaatakowanego miasta: lekarzom, zakonnicy, księdzu, urzędnikom i robotnikom. W jego ujęciu broń atomowa przestaje być abstrakcyjną teorią, a staje się konkretnym, dotkliwym ludzkim cierpieniem.
Myślę, że warto dodać, iż we wstępie polskiego wydania profesor Michał Choiński dodatkowo uporządkował kontekst historyczny i literacki reportażu, a także podkreślił jego cywilizacyjne znaczenie. Odwołał się przy tym do słów Alberta Einsteina, który przestrzegał, że ludzkość po zrzuceniu bomb atomowych weszła w nową epokę, w której technologia wyprzedziła moralność, zaś obowiązek refleksji stał się ważniejszy niż kiedykolwiek. Słowa wielkiego fizyka wprowadziły niejako ton namysłu i refleksji nad całą lekturą. Niestety jak widzimy namysł i rozwaga są obce decydentom, nadal decydują się na wojny, które dotykają przede wszystkim zwykłych obywateli atakowanego kraju i atakującego. Zatem książka ważna, ale odkąd człowiek zszedł z drzewa jego zachowania niewiele się zmieniły, a rozwój technologii to tylko lepsze maczugi i kamienie.
Prostą myślą o tym co się wydarzyło, która osobiście mocniej mnie dotknęła, była Sasaki-san jednej z bohaterek, "... zbyt wiele uwagi poświęca się bombie atomowej, a zbyt mało złu, jakim jest sama wojna. (...) że to właśnie lekko kontuzjowani hibakusha i żądni władzy politycy koncentrują się na broni jądrowej, milczeniem pomijając kwestię, że wojna krzywdziła zarówno Japończyków, którzy stali się ofiarami eksplozji atomowych i masowych nalotów, chińskich cywilów, na których napadli Japończycy, wzbraniających się japońskich i amerykańskich poborowych, których wysłano na śmierć lub kalectwo, (...)" (str. 193) (hibakusha - słowo oznacza osobę będącą ofiarą eksplozji bomby atomowej, będącym swoistym rodzajem stygmatyzacji ofiar).
Książka mnie poruszyła, a choć napisana chłodnym, reporterskim językiem to ujawnia poczucie bezsilności wobec ogromu cierpienia zwykłych ludzi, którzy znaleźli się w sytuacji całkowitego zawodu ze strony państwa i systemu. Pojawiała się też złość na sposób, w jaki propaganda i polityka informacyjna zaciemniały prawdziwy obraz tragedii. Natomiast bardzo ważne były świadectwa bohaterów, którzy w prosty sposób, spokojnie, bez patosu opowiadali swoje uczestnictwo w tej historii. I co ciekawe, empatia wobec nich nie dotyczyła, w moim przypadku, wyłącznie dnia wybuchu, lecz kolejnych dekad życia naznaczonego chorobami, ubóstwem czy stygmatyzacją. Książka wzbudziła, nie po raz pierwszy, niepokój, bo pokazała na "żywym organizmie", że wojna to nie gra komputerowa, tylko realne cierpienie ogromu ludzi.
Wspomniałam już o bohaterach, zatem kilka słów o każdej i każdym z nich:
Dr Terufumi Sasaki, młody lekarz pracujący bez wytchnienia w prowizorycznych warunkach, całe życie próbował zrozumieć konsekwencje tego, co widział. Pani Hatsuyo Nakamura, wdowa z trójką dzieci, która w moim odczuciu symbolizuje także najbezbronniejszych bohaterów, którzy musieli przetrwać, mimo że stracili wszystko. Ojciec Wilhelm Kleinsorge, niemiecki jezuita, który ostatecznie został obywatelem Japonii, przez lata zmagał się z ciałem wyniszczonym przez promieniowanie, stając się żywym świadectwem konsekwencji wybuchu. Dr Masakuzu Fujii, mimo że odzyskał pozycję, zmagał się z wieloma osobistymi problemami. Pani Toshiko Sasaki, późniejsza siostra Dominique, która od pracowniczki firmy przeszła duchową przemianę, zamieniając traumę w służbę innym. Pastor Kiyoshi Tanimoto starał się nagłośnić losy ocalonych, choć jego działalność i wystąpienia w USA wywoływały kontrowersje. Ich historia nadają tej tragedii indywidualny wymiar, tworząc przy okazji wieloperspektywiczny obraz jednego miasta.
Autor pokazał jak narracja polityczna próbowała zdominować opowieść o tragedii. Stany Zjednoczone koncentrowały się na technicznym „sukcesie”, zwycięstwie i zakończeniu wojny, często pomijając ogrom cierpienia cywilów. Japońskie władze były sparaliżowane chaosem administracyjnym, brakiem planów ewakuacji i brakiem pomocy medycznej, a później także próbami kontrolowania obrazu tego, co się wydarzyło. W efekcie tragedia miała nie tylko wymiar ludzki, lecz również polityczny i komunikacyjny. Książka wyraźnie ujawniła także ogrom braku systemowego wsparcia przez brak wiedzy o chorobie popromiennej, minimalne odszkodowania, stygmatyzację ocalałych i ich wieloletnią walkę z chorobami oraz samotnością. Losy tych osób przez długi czas były niemal niewidoczne dla światowej opinii publicznej.
Niestety książka pozostaje aktualna do dziś z kilku powodów. Po pierwsze wojna nuklearna nie należy wyłącznie do historii i wciąż stanowi realne zagrożenie. Lektura Herseya przypomina, że za każdą wojną stoją ludzie, nie abstrakcyjne liczby/statystyki. Jednocześnie jest to opowieść o próbie dehumanizacji i o tym, jak łatwo narracja technologiczna dominowała i dominuje nad losem ofiar. Ciągle wiele współczesnych kryzysów: konfliktów, katastrof technologicznych, kryzysów humanitarnych, opowiadanych jest najpierw w kategoriach geopolityki, a dopiero później w wymiarze ludzkim. Książka pokazuje również długofalowe, niewidoczne konsekwencje katastrofy: choroby, traumy, ubóstwa, społecznego wykluczenia, zniszczenia otoczenia. To również ważny tekst o odpowiedzialności informacyjnej i o tym, jak państwa kreują obraz wydarzeń i jak łatwo jest sterować pamięcią zbiorową, jest to tym bardziej niebezpieczne dzisiaj w dobie AI i fakenews.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)