Autorka od pierwszych stron wciągnęła mnie w swoją książkę, przekonała fabułą, przeniosła do odległej krainy dosłownie i w przenośni. Powieść pasuje do kominka, pledu i filiżanki kawy lub herbaty. Jest w niej radość, smutek, wspomnienia, przygoda i tematy do przemyśleń, refleksji, a może nawet wyciągania wniosków. Nie nudziłam się ani przez chwilę, może w nielicznych miejscach wydała mi się nieco naiwna lub nierealistyczna, ale nie umniejszyło to całości.
Od pierwszych stron polubiłam główną bohaterkę, z jej stanowczymi choć czasami zmiennymi decyzjami, poważną, nieco apodyktyczną, twardo stąpającą po ziemi, dziarską i pełną energii starszą panią. Pozazdrościłam Veronice siły i wytrwałości, z którymi podejmowała decyzje i wykonywała swoje postanowienia, nie czekając na "kiedyś", podjęte plany realizowała najszybciej jak się dało. Pozostali bohaterowie, każdy na swój sposób, to ciekawi i sympatyczni ludzie, mający coś do zaoferowania czytelnikowi. A tytułowe pingwiny (Adeli) to bez dwóch zdań godni szerokiej uwagi mieszkańcy Antarktyki.
Autorka prowadzi nas dwoma warstwami opowieści, tej aktualnej, kiedy to Veronica McCreedy działa, bo chce jeszcze załatwić ważne sprawy, nie zostawiać nieuporządkowanych obszarów po sobie, oraz tej z młodzieńczych lat bohaterki, jej losów wojennych i dalszych. Dzięki dziennikowi, który czyta jej odnaleziony wnuk, dowiadujemy się, dlaczego stała się twarda i cyniczna, dlaczego nie potrzebuje ludzi i ich bliskości, dlaczego nie uroniła przez większość życia ani jednej łzy i nie dała się "złamać" słabościom. Veronica "kupiła" mnie swoim podejściem do natury, szacunkiem do otaczającej ją przestrzeni, dbałości nie tylko o swój prywatny kawałek, ale patrzenia szerzej. Przypomniała mi jak bardzo lubiłam oglądać programy przyrodnicze Davida Attenborought czy Michała Sumińskiego.
Autorka swoimi postaciami pokazała, że nie ma co oceniać człowieka po pierwszych słowach i wstępnym zachowaniu, bo większość ukazuje swoje prawdziwe "ja" dopiero przy bliższym kontakcie. Ludzie z powodu różnych przeżyć przywdziewają rożne maski, które w wyniku pewnych okoliczność czy sprzyjających zdarzeń opadają i ukazują ich przyjemniejsze strony.
Nie będę nawet pokrótce przybliżać fabuły, bo naprawdę warto przeczytać samemu. Namawiam i polecam wyruszyć w podróż życia Veronicy McCreedy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)