Szukaj na tym blogu

środa, 19 listopada 2025

Cudze słowa - Wit Szostak

 

 

"Ryś był człowiekiem wolnym od poszukiwania jakiegokolwiek sensu w życiu. Zupełnie pasywnym, czystą pustką. To nie był chwilowy kryzys ani utrata czegoś, w co się przez wiele lat wierzyło. Po prostu żył czystym życiem, bez jakiejkolwiek woli wpływania na nie i zmieniania go." (str. 272)

"Cudze słowa" to książka, które wymaga od czytelnika nie tylko obecności, ale i pełnego oddania. To książka, która nie pozwala na pobieżną lekturę, domaga się skupienia, ciszy i czasu, by w pełni odsłonić swoje bogactwo, bo Wit Szostak tworzy opowieść wielogłosową, w której każda postać jest jak instrument w orkiestrze, osobny ton, osobna barwa, a razem tworzą szerszą całość. To nie jest zwykła historia, lecz misternie utkany fresk emocji, wspomnień i intymnych wyznań. To test z możliwości używania słów opisujących świat i człowieka, którego poznajemy dzięki tym słowom i przez umiejętność ich używania. To historia, która rozwija się jak kwiat, koniec jest kwintesencją tej opowieści. Dla mnie majstersztyk i czysta przyjemność czytania, a nawet wtapiania się w lekturę. "Na początku było Słowo". Na początku mogło być cokolwiek, bo przy początkach nikogo nie było. (...) To mity opowiadają o początkach." (str. 162) Dorośli lubią opowiadać dzieciom bajki, a te lubią ich słuchać, bo w nich jest coś unikalnego. Dla mnie ta opowieść była takim mitem, baśnią o człowieku - bóstwie.

Bohaterowie są tu żywymi i pulsującymi światłami tworzącymi łańcuch powiązań, który trzeba powoli rozplątywać, by dostrzec sens i piękno. Trzeba uważnie podążać ścieżkami ich opowieści, bo przyznaję nie od razu można się zorientować z kim mamy do czynienia. Dostajemy w tej książce chór, który różnymi głosami, bawiąc się słowami, opisuje jedną osobę, syna, kolegę, towarzysza, ojca, studenta. Człowieka nieuchwytnego, niepoznanego, poszukującego i poszukiwanego, jakiegoś niezwykłego bytu, który zachwyca, ale nie daje się zgłębić. Niby wsłuchany w swoich słuchaczy, ale kiedy podejść zbyt blisko uciekający przed nimi. Benedykt, bo na nim się skupiamy w książce, to osoba, która wywarła bardzo duży wpływ na kilka osób ze swojego najbliższego otoczenia. Głosy tych osób są tak różne jak oni sami, to paleta różnorodności, wielogłosu, wielowymiarowości, zachwycałam się nimi i autorem, który wzniósł się na wysoki poziom w ich tworzeniu.

Moją szczególną uwagę zwróciły jeszcze dwa wątki. Jeden dotyczący relacji dziecko-rodzic, a w nim przebijająca refleksja o trudzie a jednocześnie daremności wychowania, bo nawet mimo starań rodzica dziecko pójdzie swoją ścieżką wykorzystując lub nie, wiedzę rodzicielską i chęć wspierania. "Być może jednak z własnymi dorosłymi dziećmi pewnych relacji nie da się zbudować, zbyt wiele jest barier, zaszłości z czasów wychowania, napięcia, które pojawiają się między rodzicami a dziećmi w sposób nieunikniony i w pewnym sensie naturalnym. To wszystko bardzo obciążająca hipoteka i jakaś tragiczność wpisana w rodzicielstwo. Tych, których najbardziej kochamy, jakoś swoją miłością ranimy, przyciągając, budujemy dystans. Żyjąc dziećmi, cały czas je tracimy." (str. 213)

Druga refleksja dotyczy relacji mistrz-uczeń, a w niej pokazania w jaki sposób obje strony wpływają na siebie, kto uzyskuje jaką korzyść. "Mówi się, że seminarium to zasiewanie lub zapładnianie młodych umysłów. Siewcą ma być nauczyciel, czasem mistrz, który rzuca ziarno w żyzną glebę i go dogląda. Ziarno w spulchnionych bruzdach kiełkuje i ku słońcu strzelą pęd. Wielu nauczycieli odurza się tym obrazem, zamyka oczy i wciąga woń wilgotnej, żyznej ziemi. Ale każdy, kto doświadczył prawdziwego seminarium, dobrze wie, że jest dokładnie na odwrót. To energia, żywioł praz pełna pytań i brawury ciekawość adeptów zapładnia zwiędłe umysły profesorów. Najlepsze książki piszą ci uczeni, którzy podczas seminarium otworzą się na ten dopływ." (str. 253) Dla mnie to wspaniałe ujęcie sensu nauczania młodych pokoleń, którego tak bardzo brakuje w praktyce, choć głosy o tej potrzebie gdzieś tam pobrzmiewają.

To książka wzruszająca, poruszająca do głębi, pełna wartości, które zostają z czytelnikiem na długo, przynajmniej ze mną tak będzie. Wit Szostak nie opowiada, on odsłania ludzką duszę, pokazuje jej kruchość i siłę. Dostajemy w niej także tęsknotę za bliskością, potrzebę uznania i atencji oraz obraz cierpliwości, uważności, sztuki słuchania i rozumienia drugiego człowieka. Polecam bardzo, mnie urzekła.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)