To było kolejne udane spotkanie z Valerie Perrin. Jest w niej paleta uczuć, historii i czasów.
Mamy nieśpieszną opowieść o różnych rodzajach miłości, o zawiedzeniu pokładanych nadziei, zdradzie i wierności, zemście i wyrzutach sumienia, czyli o życiu z jego wszystkich odcieniach, nieoczywiste spotkania z konsekwencjami na przyszłość. Co mnie jednak urzeka u tej autorki to nieśpieszna opowieść, niuanse i akordy emocji. Nie ma u niej bohaterów czarno-białych, wszystko ma wiele odcieni, tak jak okładki jej książek. Tworzy aurę, w której można się rozgościć i zatopić, wejść w klimat wydarzeń. Małe miasteczka z ich lokalnym folklorem, zwyczajami i nawykami mieszkańców.
W brew pozorom nie jest to łatwa i banalna opowiastka, trzeba poświęcić jej uwagę i czas, zagłębić się w siatkę czasoprzestrzeni, połączyć wątki i historie, być otwartym na zaskakujące wydarzenia. Dla mnie czysta przyjemność czytania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)