Szukaj na tym blogu

czwartek, 6 listopada 2025

Zadzwoń, jak dojedziesz - Jakub Bączykowski

 

"Pomagamy komuś i dajemy sobie prawo do oceniania. A czasami nie pomagamy, tylko obserwujemy jakieś sytuacje z dystansu, przekonani, że doskonale wiemy, co się wydarzyło. Ale kto tak naprawdę wie, co dzieje się wewnątrz rodzin, wewnątrz związków, wewnątrz każdego człowieka, Znamy tylko pewne wersje, fragmenty zdarzeń, opowieści z przeszłości. Najczęściej subiektywne i doprawione emocjami, które mają nas skierować na "właściwy" tor myślenia. Pamiętajmy o tym. I jeszcze jedno. Czas każdego z nas jest tak samo cenny." - J.B.   

„Zadzwoń, jak dojedziesz” to jedna z tych książek, które zostaną ze mną na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Jakub Bączykowski stworzył poruszającą, głęboko ludzką opowieść o rodzinie, miłości, tęsknocie i trudnych decyzjach, które przychodzą wraz z dorosłością.

Głównym bohaterem jest Ryszard – wdowiec, który w trzecią rocznicę śmierci ukochanej żony Wandy zostaje odwiedzony przez swoje dorosłe dzieci. Spotkanie, które miało być ciepłym wspomnieniem, szybko przeradza się w bolesną konfrontację. Autor z niezwykłą wrażliwością pokazuje, jak trudno jest rozmawiać o starości, samotności i obowiązku opieki nad rodzicem – nawet w rodzinie, w której nie brakowało miłości i troski.

To, co najbardziej porusza, to autentyczność emocji. Bączykowski nie ocenia swoich bohaterów – pokazuje ich rozterki, lęki, poczucie winy i wewnętrzne konflikty. Czy dzieci, które były kochane, z którymi rodzice rozmawiali na bardzo wiele tematów, którym pokazywali na własnym przykładzie jak starać się być szczęśliwym człowiekiem, potrafią odwzajemnić tę miłość w momencie, gdy rodzic najbardziej ich potrzebuje? Jak zachować się, aby sprostać obowiązkowi względem rodzica a własnych marzeń i rozwoju?

Książka porusza również temat tęsknoty za ukochaną osobą, która odeszła, ale wciąż żyje w sercu, w myślach, w obrazie wiszącym na ścianie. Ryszard nie tylko zmaga się z fizyczną samotnością, ale także z emocjonalną pustką, której nie potrafią wypełnić nawet najbliżsi. Odchodzi powoli, jakby uchodziło z niego powietrze, które wdychał dzięki miłości i obecności ukochanej kobiety. Odchodzi emocjonalnie i fizycznie, jest coraz mniejszy i bardziej kruchy, bo nie ma chęci trwać bez swojej ukochanej, samotnie, bez celu, codziennych rozmów, planów i działań. 

Autor wprowadził również głos obserwatora rodziny z zewnątrz, co pozwoliło na bardziej chłodne spojrzenie, z zupełnie innej perspektywy. 

Dla mnie była to lektura niezwykle wzruszająca. Nie mogłam się od niej oderwać. Każda strona niosła ze sobą refleksję, a dialogi, choć często bolesne, były prawdziwe i głęboko poruszające. To książka, która zmusza do myślenia o tym, co naprawdę znaczy być rodziną i jak trudne bywają wybory, gdy w grę wchodzi miłość, lojalność i odpowiedzialność. Czy byli dobrymi czy złymi dziećmi? - tego w tej opowieści trudno jednoznacznie orzec, trzeba spojrzeć szerzej pod te drzemiące żale i emocje, które nieprzepracowane tkwią w bohaterach. W mojej opinii, autor pokazał  jak trudno traktować się z szacunkiem i empatią, bo czy dzieci umiały rozmawiać z dorosłym ojcem kiedy ten "znikał" w oczach, o tym co tak naprawdę jest mu potrzebne, za czym tęskni, czego oczekuje od nich. Zabrakło tej uważności, chęci, szczerości, potraktowania go jako sprawnego na umyśle człowieka. Podrzucały jedzenie, leki, sprawdzały od czasu do czasu czy jest, ale uznały, że skoro ma ciepło, telewizor i jedzenie to wszystko, a jednak starość nie wymywa sfery emocjonalnej i uczuciowej. 

Polecam ją każdemu, kto szuka literatury obyczajowej z duszą, takiej, która nie tylko opowiada historię, ale też zostawia ślad w sercu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)