Szukaj na tym blogu

wtorek, 26 maja 2026

Nie zapomnij nakarmić gołębi - dziennik z Gazy (autor/ka nieznany/a)

 

„Nie zapomnij nakarmić gołębi” to nie jest reportaż w klasycznym sensie, ani literacka fikcja, to raczej zapis egzystencji rozpiętej pomiędzy codziennością a permanentnym stanem zagrożenia. Autor (lub autorka) prowadzi nas przez rzeczywistość Strefy Gazy nie poprzez suche polityczne analizy czy statystyki, lecz przez intymne, często bolesne doświadczenia życia fizycznego i emocjonalnego. To czysto ludzka opowieść, a choć piszący ten dziennik próbował/ła oddać rzeczywistość mieszkańca w strefie Gazy, to nie wiem czy czytając można sobie choć w niewielkim stopniu wyobrazić takie życie, codzienność, w której nic nie jest "normalne", bo w każdej minucie możesz stracić życie. 

Nie jest to porywająca lektura, nie znajdziecie w tym dzienniku spektakularnych opisów,  "Bondowskich" wyczynów podczas ucieczek, to "zwyczajna" opowieść o codzienności skażonej grozą bombardowań i nagłych strat, niepewnością i napięciem. Nie znajdziecie patosu, nadmiernego dramatyzmu, raczej wiele prostoty. Te tytułowe gołębie i koty, o których tak dużo jest w książce, to być może symbol trzymania się czegoś zwyczajnego, powtarzalności o którą tak trudno w tej rzeczywistości. Zapisy są bardzo oszczędne i niezbyt wyrafinowane językowo, co tylko pokazuje (przynajmniej dla mnie) chęć zanotowania czegokolwiek z dnia/godziny, które udało się przetrwać. Wiele w tej książce ciszy, niedopowiedzeń, urwanych myśli, jakby piszący/a musiał/ła się ukryć, schować, uciekać, a w czytelniku zostaje oczekiwanie na to co się wydarzy, kto poniesie ofiarę?  Czytając można też "poczuć" doświadczenia fizyczne: ciągłe napięcie mięśni, zmęczenie, brak snu, głód, dźwięki eksplozji rezonujące w ciele. Emocje nie są tu abstrakcyjne, bo strach ma swoją wagę, zmęczenie swoją skalę, a nadzieja swoje kruche, niemal namacalne granice. 

„Nie zapomnij nakarmić gołębi. ...” zostawia czytelnika z poczuciem bezradności, ale też z głębokim poruszeniem i refleksją nad tym, czym jest codzienność tam, gdzie podstawowe potrzeby człowieka: jedzenie, bezpieczeństwo, stabilizacja pozostają nieosiągalne. Gdzie przyszłość jest tylko marzeniem, a może nadal jest marzeniem, bo wielu mieszkańców Gazy wciąż wierzy w możliwość życia w bezpiecznej ojczyźnie. To książka trudna, momentami przytłaczająca, nie porywająca, raczej przygniatająca, ale potrzebna, bo pokazuje "zwyczajność" okropności wobec, której ogromna społeczność międzynarodowa jest bezradna, albo zwyczajnie nie interesuje się nią. Po prostu smutna lektura.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)