Za mną kolejna książka Valerie Perrain tym razem "Colette", która, ogólnie rzecz ujmując, utrzymana jest w konwencji autorki, bo opowieści dzieją się na kilku planach czasowych, a wątki splatają się w całość pod koniec lektury wyjaśniając historię. Jednak w "Colette" mamy dodatkowo bardzo dużą galerię postaci, co dla mnie niestety w tym wykonaniu było przytłaczające i gubiłam się w nich. Niemniej co niezmienne, w moim odczuciu Perrin ma dar budowania postaci naznaczonych stratą, tęsknotą i rodzinnymi sekretami. Nawet jeśli chwilami się gubiłam, to zwykle zostawałam z poczuciem, że poznałam bohaterów dość blisko i z różnych perspektyw czasowych.
Sam punkt wyjścia opowieści jest bardzo intrygujący, bo jakże by miał nie być, skoro główna bohaterka dostaje telefon o śmierci ciotki, formalnie zmarłej trzy lata wcześniej. Takie uderzenie nie pozostawia obojętnym na to co będzie dalej... Intryguje też kto właściwie został pochowany i jaka tajemnica kryje się za tą wiadomością?
Podsumowując, „Colette” Valérie Perrin to interesująca, wielowątkowa saga rodzinna oparta na tajemnicy związanej ze śmiercią tytułowej bohaterki. Podobał mi się intrygujący punkt wyjścia oraz charakterystyczna dla autorki narracja prowadzona na kilku planach czasowych. Jednocześnie liczba postaci i pobocznych historii była tak duża, że momentami gubiłam się w relacjach między bohaterami i ich problemach. To dobra książka, ale wymagająca od czytelnika dużej uwagi.
„Colette” to kolejna powieść Valérie Perrin, która urzeka ciepłym stylem, wrażliwością i umiejętnością opowiadania o ludzkich losach. Autorka po raz kolejny tworzy historię pełną emocji, tajemnic i refleksji nad życiem, pamięcią oraz relacjami międzyludzkimi.
Książkę czytałam z przyjemnością i zainteresowaniem. Doceniam przede wszystkim sposób, w jaki Perrin buduje swoich bohaterów – są wiarygodni, wielowymiarowi i łatwo wzbudzają sympatię. Fabuła jest dobrze skonstruowana, a kolejne odkrywane sekrety skutecznie zachęcają do dalszej lektury.
Mimo tych niewątpl
iwych zalet „Colette” nie wywołała we mnie aż tak silnych emocji, jak wcześniejsze powieści autorki – przede wszystkim „Życie Violette” czy „Zapomniane niedziele”. To właśnie te książki na długo pozostały w mojej pamięci dzięki niezwykłej intensywności przeżyć, wzruszeniom i głębokiej więzi, jaka rodziła się między czytelnikiem a bohaterami. W „Colette” zabrakło mi tej samej siły oddziaływania emocjonalnego i momentów, które naprawdę ściskałyby za serce.
Nie zmienia to jednak faktu, że jest to bardzo dobra powieść – napisana z charakterystyczną dla Valérie Perrin czułością wobec ludzi i ich historii. To lektura wartościowa, skłaniająca do refleksji i potwierdzająca literacki talent autorki, choć w moim odczuciu nie dorównuje jej najbardziej poruszającym książkom.
Ocena: 4/5 – piękna i mądra historia, ale nie tak emocjonalnie angażująca jak „Zapomniane niedziele” i „Życie Violette”.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)