Książki to dla mnie marzenia, źródło wiedzy, pasja i moc. Książki to oczekiwanie na niewiadomą, na tajemnicę, na romans bez pokuty. Wierne, dostępne i otwarte na nowe doznania. To uzależnienie, bez skutków ubocznych, zbędnych emocji i pretensji. Książki to dla mnie ciągle napełniające się źródło, nie wysychające, wystarczy tylko chcieć czerpać, a na razie mam ogromną ochotę.......
Szukaj na tym blogu
czwartek, 30 lipca 2026
Aglo. Banką po Śląsku - Zbigniew Rokita
poniedziałek, 27 lipca 2026
Wszystkie koty mają zespół Aspergera - Kathy Hoopmann
Lazar - Nelio Biedermann
"Lazar" okazał się dla mnie książką ciekawą, poruszającą, pełną refleksji nad pamięcią, tożsamością i dziedzictwem przeszłości. Pojawiające się w książce symbolika i niedopowiedzenia sprawiły zaś, że niektóre fragmenty można było interpretować na wiele sposobów, w zależności od swojej wiedzy i emocji, co nadało lekturze dodatkową głębię i osobisty wymiar.
Nie była to powieść lekka, ale w mojej pamięci pozostanie na długo po zakończeniu czytania. Polecam ją też wszystkim zainteresowanym historią Europy XX wieku, a także tym, którzy cenią literaturę skłaniającą do namysłu nad związkami między historią wielką a historią pojedynczego człowieka. Książka pokazuje, że los jednej rodziny może stać się zwierciadłem losów całego pokolenia.
poniedziałek, 13 lipca 2026
Ludzie wędrowni - Anna Fryczkowska
Ach, cóż to za pyszna lektura była. Niektóre książki się czyta, zaś inne się przeżywa, a "Ludzie wędrowni" Anny Fryczkowskiej dla mnie zdecydowanie należą do tej drugiej kategorii. To jedna z tych lektur, które zostają w sercu na długo po przeczytaniu ostatniej strony.
Autorka sięgnęła do własnych korzeni, ale stworzyła opowieść znacznie szerszą niż rodzinna saga. To historia kobiet, których nazwisk nie znajdziemy w podręcznikach historii, a bez których historia w ogóle nie mogłaby się wydarzyć. Szczególnie poruszające są losy prababek i babci autorki, kobiet prostych, zwyczajnych, a zarazem niezwykłych w swojej codziennej odwadze.
Anna Fryczkowska z ogromną czułością pokazała świat, w którym kobiety często żyły w cieniu mężów, nie zawsze mądrych, odpowiedzialnych czy przewidujących, często z przerośniętymi ambicjami w stosunku do możliwości czy zdrowego rozsądku. To one najczęściej dźwigały ciężar codzienności, troszczyły się o dom, dzieci i przyszłość rodziny. To one krok po kroku wprowadzały zmiany, które dziś wydają się oczywiste, dbałość o higienę, edukację, zdrowie i lepsze warunki życia kolejnych pokoleń.
Najbardziej zachwyciło mnie to, że autorka nie idealizowała swoich bohaterek. Pokazała ich siłę, ale także lęki, zmęczenie, błędy i rozczarowania. Dzięki temu bohaterki stały się niezwykle prawdziwe. Można odnieść wrażenie, że siedzi z nimi przy kuchennym stole, słucha rodzinnych opowieści i uczestniczy w ich codziennych zmaganiach.
Ogromną zaletą książki jest również język. Anna Fryczkowska pisze pięknie, z wyczuciem i wrażliwością. Jej narracja płynie naturalnie, a rodzinne historie układają się w fascynującą opowieść o przemijaniu, pamięci i dziedzictwie przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Nie ma tu wielkich bohaterów ani spektakularnych wydarzeń. Są za to ludzie, "wędrowni" nie tylko w sensie geograficznym, ale także życiowym, pokonujący kolejne etapy historii, zmian społecznych i własnych losów. Autorka utkała ze zwykłych losów prostych ludzi, niezwykłą opowieść, fascynującą i emocjonalną.
Ta książka przypomina, jak wiele zawdzięczamy kobietom, które przez dziesięciolecia wykonywały ogromną, trudna, mozolną i zazwyczaj niedostrzeganą pracę. Kobietom, które nie pisały manifestów, ale zmieniały świat poprzez codzienne decyzje, troskę o rodzinę i wiarę w lepszą przyszłość swoich dzieci.
"Ludzie wędrowni" okazali się dla mnie lekturą niezwykle satysfakcjonującą. Mądrą, wzruszającą i autentyczną. To książka, która oddaje głos tym, które zbyt często pozostawały na marginesie wielkiej historii, a przecież to właśnie one były jej cichymi bohaterkami, to dzięki nim trwa maraton pokoleń. To opowieść utkana z pamięci, miłości i kobiecej siły. Jedna z tych książek, po których ma się ochotę zadzwonić do własnej babci, czy mamy i jeszcze raz zapytać o historię rodziny.
Bardzo, bardzo polecam.
Czarująca poetka. O Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. - Joanna Jurgała-Jureczka
Lubię sięgać po książki o kobietach, bo przywracają pamięć, rzucają nowe lub inne światło na osobę, dlatego z ciekawością zabrałam się za lekturę "Czarującej poetki. ...". Liczyłam na bliskie spotkanie z Marią Pawlikowską-Jasnorzewską, kobietą niezwykłą, poetką obdarzoną wyjątkową wrażliwością, odważną obserwatorką świata i ludzkich uczuć. Tymczasem po zamknięciu książki pozostał mi niedosyt.
Paradoksalnie, choć bohaterką publikacji jest jedna z najważniejszych polskich poetek XX wieku, miałam wrażenie, że jej głos nie zawsze wybrzmiewa tu najmocniej. Owszem dostałam piękne wiersze, ciekawe epizody rodzinne i liczne informacje o środowisku, w którym żyła. Poznałam fascynujący krąg artystów, krewnych i znajomych, ale dla mnie sama poetka bardzo często pozostała gdzieś pomiędzy nimi, jakby ukryta za różnorodną scenografią własnego życia, świadczą o tym zamieszczone w książce wspomnienia, opinie, głosy o Marii.
Autorka niewątpliwie doskonale odtwarza atmosferę epoki i skomplikowaną sieć rodzinnych oraz towarzyskich relacji. Uczucia ojca i matki względem swoich dzieci, zwłaszcza córek. Ja jednak miałam wrażenie czytania opowieści o świecie wokół Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, a nie o niej samej. Po tytule miałam nadzieję na poznanie jej codzienności, procesu twórczego, rozterek, poglądów czy drogi artystycznej. Generalnie chciałam poczytać o kobiecie ukrytej za znanymi wierszami. Dostałam dość szerokie tło do panującej w latach dwudziestych XX wieku "mody" na ezoterykę, której poetka była zagorzała fanką, szukała miejsc, zdarzeń, lektur, które przybliżały ją do tego obszaru. Autorka skupiła się również na niektórych wątkach miłosnych poetki, zwłaszcza dotyczących jej drugiego męża Jana Pawlikowskiego, bo o trzecim jest tylko wzmianka.
Oczywiście nie jest to książka nieciekawa. To raczej książka, która okazała się inna, niż oczekiwałam. Warto po nią sięgnąć dla bogatego tła historycznego, dla opowieści o rodzinie Kossaków i dla przypomnienia twórczości Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Jeśli jednak ktoś szuka przede wszystkim intymnego i pogłębionego portretu poetki, może, podobnie jak ja, odczuć pewien niedosyt. Niemniej doceniłam fragmenty, w których przemawiała sama poetka, poprzez swoją twórczość. Jej wiersze nadal zachwycają subtelnością, ironią i emocjonalną prawdą. W nich odnajdywałam Marię, której nie zawsze mogłam odnaleźć w narracji biograficznej.
Po lekturze pozostało mi przekonanie, że Maria Pawlikowska-Jasnorzewska była jeszcze ciekawsza, bardziej złożona i bardziej fascynująca, niż udało się to tej książce w pełni pokazać, ona raczej budzi apetyt na poznanie poetki, ale nie do końca go zaspokaja.
Eleonora Plutyńska. Wielka dama polskiej tkaniny - Magdalena Stopa
To opowieść o kobiecie, która utkała swoje "życie". Lubię książki przywracające pamięć o wybitnych kobietach, Polkach, które swoją pracą, talentem i determinacją zmieniały rzeczywistość, a mimo to nie zawsze zajmują należne im miejsce w zbiorowej pamięci.
Collete - Valérie Perrin
Za mną kolejna książka Valerie Perrain tym razem "Colette", która, ogólnie rzecz ujmując, utrzymana jest w konwencji autorki, bo opowieści dzieją się na kilku planach czasowych, a wątki splatają się w całość pod koniec lektury wyjaśniając historię. Jednak w "Colette" mamy dodatkowo bardzo dużą galerię postaci, co dla mnie niestety w tym wykonaniu było przytłaczające i gubiłam się w nich. Niemniej co niezmienne, w moim odczuciu Perrin ma dar budowania postaci naznaczonych stratą, tęsknotą i rodzinnymi sekretami. Nawet jeśli chwilami się gubiłam, to zwykle zostawałam z poczuciem, że poznałam bohaterów dość blisko i z różnych perspektyw czasowych.
Sam punkt wyjścia opowieści jest bardzo intrygujący, bo jakże by miał nie być, skoro główna bohaterka dostaje telefon o śmierci ciotki, formalnie zmarłej trzy lata wcześniej. Takie uderzenie nie pozostawia obojętnym na to co będzie dalej... Intryguje też kto właściwie został pochowany i jaka tajemnica kryje się za tą wiadomością?
Podsumowując, „Colette” Valérie Perrin to interesująca, wielowątkowa saga rodzinna oparta na tajemnicy związanej ze śmiercią tytułowej bohaterki. Podobał mi się intrygujący punkt wyjścia oraz charakterystyczna dla autorki narracja prowadzona na kilku planach czasowych. Jednocześnie liczba postaci i pobocznych historii była tak duża, że momentami gubiłam się w relacjach między bohaterami i ich problemach. To dobra książka, ale wymagająca od czytelnika dużej uwagi.
„Colette” to kolejna powieść Valérie Perrin, która urzeka ciepłym stylem, wrażliwością i umiejętnością opowiadania o ludzkich losach. Autorka po raz kolejny tworzy historię pełną emocji, tajemnic i refleksji nad życiem, pamięcią oraz relacjami międzyludzkimi.
Książkę czytałam z przyjemnością i zainteresowaniem. Doceniam przede wszystkim sposób, w jaki Perrin buduje swoich bohaterów – są wiarygodni, wielowymiarowi i łatwo wzbudzają sympatię. Fabuła jest dobrze skonstruowana, a kolejne odkrywane sekrety skutecznie zachęcają do dalszej lektury.
Mimo tych niewątpl
iwych zalet „Colette” nie wywołała we mnie aż tak silnych emocji, jak wcześniejsze powieści autorki – przede wszystkim „Życie Violette” czy „Zapomniane niedziele”. To właśnie te książki na długo pozostały w mojej pamięci dzięki niezwykłej intensywności przeżyć, wzruszeniom i głębokiej więzi, jaka rodziła się między czytelnikiem a bohaterami. W „Colette” zabrakło mi tej samej siły oddziaływania emocjonalnego i momentów, które naprawdę ściskałyby za serce.
Nie zmienia to jednak faktu, że jest to bardzo dobra powieść – napisana z charakterystyczną dla Valérie Perrin czułością wobec ludzi i ich historii. To lektura wartościowa, skłaniająca do refleksji i potwierdzająca literacki talent autorki, choć w moim odczuciu nie dorównuje jej najbardziej poruszającym książkom.
Ocena: 4/5 – piękna i mądra historia, ale nie tak emocjonalnie angażująca jak „Zapomniane niedziele” i „Życie Violette”.







