„Kiedy żurawie odlatują na południe” to książka o zwyczajnym życiu, albo raczej o tym, co pozostaje, gdy życie jest już w większości za nami.
Główny bohater, dziewięćdziesięcioletni Bo, nadal zachowuje względną samodzielność. Mieszka u siebie, ma swoje przyzwyczajenia, wspomnienia i codzienne rytuały. Jednocześnie coraz mocniej odczuwa, że jego ciało przestaje być posłuszne. Traci siły, nie zawsze panuje nad własną fizjologią, coraz częściej doświadcza ograniczeń, których nie da się już pokonać siłą woli.
Na jego samotność nakładają się kolejne straty. Żona trafia do ośrodka dla osób z demencją. Umiera przyjaciel. Syn, kierując się troską i rozsądkiem, oddaje ukochanego psa do innej rodziny. Każde z tych wydarzeń jest pozornie niewielkie, niemniej razem tworzą obraz człowieka, który stopniowo żegna się z kolejnymi fragmentami swojego dotychczasowego świata i jest mu z tym trudno. Bo nie idealizuje starości, ale też jej nie demonizuje. Pokazuje ją ot po prostu, jako kolejny etap życia z wieloma sprzecznościami. Bo potrafi być zrzędliwy, uparty i niesprawiedliwy, kiedy złości się na syna, choć gdzieś głęboko wie, że syn próbuje mu pomóc. Wspomina dawne relacje z rodzicami, z żoną, synem i przyjacielem, z niektórymi bardzo trudne z innymi dające satysfakcję. Rozważa dawne decyzje, potknięcia i niedoskonałości. Porównuje relacje swoje z ojcem do tych ze swoim synem versus tych jakie są pomiędzy jego synem z córką. Opisuje też swoją codzienność, zmagania ze zwykłymi czynnościami, które obecnie wymagają od niego sporego wysiłku. Opowieści Bo obłaskawiają z fizjologią i fizycznością starego człowieka.
Historia skłania do refleksji nie tylko nad starością, ale także nad relacjami rodzinnymi. Nad tym czy można zachować autonomię, gdy staje się coraz bardziej zależnym od innych i w drugą stronę jak pomagać bliskim, nie odbierając im poczucia godności? Gdzie tak na prawdę przebiega granica między troską a decydowaniem za drugiego człowieka? Czy da się zachować godność człowieka, kiedy zagrożone jest jego bezpieczeństwo?
Książka pokazuje również szwedzki system opieki nad osobami starszymi. Nie jest to jednak reportaż o rozwiązaniach społecznych. System stanowi raczej tło dla opowieści o człowieku, który mierzy się z nieuchronnością przemijania, utratą sił i niemocą radzenia sobie z podstawowymi czynnościami. Ciekawym dla mnie było jak naturalnie wpisana jest ta instytucjonalna pomoc dla seniorów i osób z demencją w codzienność.
Dla mnie to była ciekawa lektura, która w prostych opisach, jak rytuał picia kawy podczas rozmowy z przyjacielem, spacer z psem, wspomnienie dawnej rozmowy, niepokój o bliską osobę, czy żal po utracie przyjaciela, albo tęsknota za psem opisywały codzienność. Dzięki tej zwyczajności historia Bo była uniwersalna. Każdy kiedyś będzie musiał zmierzyć się z własnym starzeniem się lub starzeniem się swoich rodziców.
„Kiedy żurawie odlatują na południe” przypomina, że starość nie zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje żyć aktywnie. Zaczyna się wtedy, gdy coraz częściej musi godzić się na utratę tego, co przez całe życie uważał za oczywiste i zależne od jego decyzji. Choć to książka smutna to nie przygnębiająca, raczej czuła i prosto prawdziwa. Po jej przeczytaniu trudno nie pomyśleć o własnych bliskich, o własnych wyborach i o tym, jak chcielibyśmy być traktowani wtedy, gdy sami zaczniemy tracić siły. To lektura nie tyle o starości, ile o człowieczeństwie, w mojej opinii warta przeczytania niezależnie od wieku.
