Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Sama. Opowieść o Annie Bilińskiej - Małgorzata Ziewiecka

Czy rzucone gdzieś w poczekalni podczas podróży do Wenecji przez obłąkanego literata: "-Wypłyń na głębię" (str. 124)  miało znaczenie dla malarki Anny Bilińskiej, czy pamiętała o nim w wirze codziennych wydarzeń, w dążeniu do celu bycia niezależną, spełnioną i docenioną malarką. Czy towarzyszyło jej podczas najtrudniejszych chwil życia, np. kiedy cierpiała zimno w swoim mikro pokoiku-pracowni, kiedy nie dojadała, bo nie było ją na to stać, kiedy traciła bliskie sobie osoby, kiedy chciała skrócić swoja samotność i brak nadziei na polepszenie losu? Znaleźć odpowiedź można w książce Małgorzaty Ziewieckiej „Sama. Opowieść o Annie Bilińskiej”, w której autorka podjęła ambitną próbę oddania głosu samej malarce, osadzając jej historię w szerokim kontekście epoki. Dzięki temu można było spojrzeć na malarkę przez pryzmat miejsca w którym dorastała, sytuację jej rodziny i środowiska, w którym żyła oraz wydarzeń społeczno-politycznych, które towarzyszyły jej codzienności. Dzięki pozostawionym przez malarkę dziennikom autorka stworzyła gęstą siatkę życiowego krwioobiegu malarki, jej przemieszczanie się z miejsca na miejsce, najpierw z rodziną, potem rodzina Krassowskim, a wreszcie samotnie w poszukiwaniu rozwoju, inspiracji, realizacji celu oraz rozterki, sympatie, miłości i uparte dążenie do celu.

Cieszę się, że powstała kolejna książka o Annie Bilińskiej, tym razem powieść, która wymagała od autorki dużego wysiłku, by wyjść poza tradycyjną formę biografii i stworzyć opowieść bardziej intymną, prowadzoną z perspektywy bohaterki. Trudno mi ocenić, na ile udało się oddać prawdziwą emocjonalność Bilińskiej, ale z pewnością udało się pokazać ją jako żywego człowieka, a nie jedynie nazwisko z historii sztuki. W mojej opinii to właśnie jest największa zaleta takich powieści biograficznych, iż nie tyle dostarczają nowych faktów, ile sprawiają, że postać historyczna przestaje być pomnikiem i staje się kimś, z kim można nawiązać emocjonalną relację. 

Autorka pokazała, jak wydarzenia epoki wpływały na codzienność kobiety-artystki: jej możliwości podróżowania, studiowania, zarabiania własnych pieniędzy, decydowania o sobie i budowania kariery. Ten społeczny i kulturowy krajobraz XIX wieku dodał opowieści bardzo ciekawe tło dla historii o malarce. Dodatkowo książka okraszona jest wieloma ilustracjami obrazów i szkiców Anny Bilińskiej, a także cytatami z jej dziennika, co niewątpliwie nadało dodatkowego waloru książce.

Do zapamiętania z tej opowieści, oprócz ciekawego życiorysu, był komentarz Marii Konopnickiej który zamieściła w gazecie po śmierci malarki, w którym winą za przedwczesną śmierć obwiniła polskie społeczeństwo, które nie zrobiło nic, aby wesprzeć ambitną artystkę w trudnym biegu po sławę za granicą. Opisała warunki w jakich żyła a które niewątpliwie przyczyniły się do przyspieszenia rozwoju choroby i przedwczesnej śmierci. „I przybiegła na szczyt - i padła (…). Czy nikt nie widział o tej biedzie, o tej walce, o potrzebie ratowania tego młodego życia i niezrównanego talentu?”-wygarnęła pisarka.” (str. 305) W naszej historii nie był to odosobniony przypadek, kiedy to nie wspieramy talentów, które rozsławiają Polskę, ale krytykujemy, albo zazdrościmy, czy wręcz opluwamy, aby po czasie płakać nad stratą. 

Powieść Małgorzaty Ziewieckiej różni się od biograficznych książek Sylwii Ziętek, które mocniej akcentują właśnie ten rys życia malarek. Jeśli miałabym szukać porównań, bliżej tej książce do sposobu opowiadania znanego z książki Magdaleny Grzebałkowskiej, „Dezorientacja. Biografia Marii Konopnickiej”, gdzie fakty historyczne zostają ożywione przez literacką narrację.
W mojej opinii bardzo udana książka, która wciąga w wir wydarzeń i losów bohaterki, która pozwala spojrzeć na artystkę z bardzo przyziemnego punktu widzenia.