Szukaj na tym blogu

czwartek, 30 lipca 2026

Aglo. Banką po Śląsku - Zbigniew Rokita

 

"Siódemka, królowa śląskich banek, przecina na pół mój własny kosmos. Jadę teraz tramwajem numer 7, zanurzam się w swoją Aglomerację, w stolicę mojego świata, mojej domowiny." (str. 7)

Zbigniew Rokita w książce „Aglo. Banką po Śląsku.” zabiera czytelnika w niezwykłą podróż tramwajem numer 7, legendarną „banką”, mającą trasę liczącą sobie około 23 km z ponad 40 przystankami, której pokonanie zajmuje zazwyczaj od 60 do 70 minut, jeżdżącą na trasie od 1901 roku. Z jej okna można zobaczyć, jak zmienia się krajobraz od nowoczesnego centrum Katowic, przez przemysłowe serce Chorzowa i Świętochłowic, aż po historyczny Bytom. 
Autor ustanowił tramwaj punktem wyjścia, a jego torowisko osią opowieści o mijanych podczas jazdy obszarach Śląska, jego historii, mieszkańcach i skomplikowanej tożsamości, która od pokoleń wymyka się prostym definicjom.

Podróż zaczynamy od opowieści o artyście, ważnym dla Śląska, czyli Erwinie Sówce, który po 35 latach pracy w kopalni "Wieczorek" zajął się przenoszeniem tego co miał w duszy na płótna. Jakby w kontrze do  widzianego przez 35 lat koloru czarnego podczas ciężkiej górniczej roboty, maluje fantazyjnie, kolorowo, z nasyceniem swoich postaci nie tylko intensywnym kolorem, ale też pełnym i wyrazistym kształtem. Pokazywał swój mikrokosmos inaczej niż na co dzień widzieli go mieszkańcy. Autor przy okazji o Erwinie Sówce wspomniał również o innym znanym twórcy ze Śląska Teofilu Ociepce, "jedną z najbardziej nieszablonowych postaci polskiej sztuki XX wieku i duchowego przywódcę malarzy amatorów, którzy w przyszłości mieli zdobyć rozgłos jako Grupa Janowska." 

"Jadąc" dalej dostajemy opowieści o niebezpieczeństwach pracy w kopalniach, wypadkach, nadużyciach, tuszowaniu i ofiarach tychże. Kolejny przystanek to wspomnienie strajku w "Wujku" i wydarzeniach, które temu towarzyszyły. Dalej to opis losów "plebiscytu" i wydarzeń Powstań Śląskich, albo jak to opisuje autor "wojny domowej", albo "wojny polsko-niemieckiej", którym towarzyszyło wiele dramatów rodzinnych. Przy tym przystanku autor stara się nakreślić tragedię i cierpienia, które były udziałem Ślązaków po wkroczeniu w roku 1945 na Śląsk Sowietów i Polaków, której symbolem jest Obóz Zgoda, czyli polska katownia, do której w ramach zbiorowej odpowiedzialności niemieckiej za wojnę trafiali także powstańcy śląscy. 
Kolejne przystanki to opowieść o pomnikach Śląska, które odzwierciedlają wydarzenia w Aglomeracji, ich zmienność i podziały. Rozważania na temat zawiłości związanych z "autonomią" Ślązaków, w których mierzy się z ich patriotyzmem, rozłamami, sympatiami, uwikłaniami, hańbami, rozczarowaniami i niezdecydowaniem. Generalnie z trudną historią jego narodu. 
Podczas podróży dostajemy też wyjątkowo intymne i trudne emocjonalnie osobiste opowieści bohaterów, którzy odsłaniają najczęściej swoje bolesne przeżycia związane z byciem Ślązakiem. 
Autor poruszył także wątek propagandy rosyjskiej, która stara się wciągać i podburzać Ślązaków przeciwko Polsce, oczywiście czyniąc to na swoje potrzeby burzenia spokoju w krajach których uważa za największych wrogów, na szczęście Ślązacy nie dają się wciągać w ten wir rosyjskich gierek, pomni chociażby na swoje doświadczenia z 1945 roku.
Wspomina o chwiejności deklaracji Ślązaków podczas spisów powszechnych. Nieco treści poświęca Mniejszości Niemieckiej na Opolszczyźnie. Pisze o języku i jego roli w budowaniu tożsamości. Wspomina silny ruch związany z piłką nożną, którą Śląsk "stał", ale obecnie to to próba rekonstrukcji, dzięki np. Lukasowi Podolskiemu.
Ostatni przystanek książki to wspaniała notka o znaczeniu tramwajów na Śląsku, ich połączeniach niczym krwioobieg Śląska.

Autor, patrzący na region oczami lokalnego patrioty i jednocześnie uważnego obserwatora, kreśli wielowymiarowy portret Ślązaków. Nie proponuje łatwych odpowiedzi ani jednoznacznych ocen. Zamiast tego pokazuje ludzi uwikłanych w historię, granice i polityczne decyzje, które przez dziesięciolecia wpływały na ich poczucie przynależności. Pokazuje wiele wariantów patrzenia, postrzegania i uważania Ślązaków przez innych i przez siebie samych. 
W „Aglo” polskość i niemieckość nie są kategoriami oczywistymi, najczęściej przenikają się, ścierają i pozostawiają mieszkańców regionu w stanie ciągłego poszukiwania własnej definicji. Pokazuje Ślązaków bardzo różnorodnych, przekornych, stojących twardo po jednej albo po drugiej stronie, umęczonych, pokrzywdzonych, dumnych, albo nieco zaściankowych. 

Jednak dla mnie największą siłą książki był sposób, w jaki Zbigniew Rokita opowiadał o sprawach trudnych i niejednoznacznych. Złożone losy Śląska przedstawiał w sposób przystępny, a jednocześnie niezwykle poruszający. Dzięki licznym wątkom historycznym, społecznym i osobistym mogłam bardziej i lepiej zrozumieć, dlaczego śląska tożsamość bywa tak skomplikowana i dlaczego wielu mieszkańców regionu przez lata zmagało się z koniecznością określania „kim właściwie są”.

„Aglo” jest również opowieścią o niewykorzystanych szansach, społecznych animozjach i konsekwencjach przemian gospodarczych, które odcisnęły piętno na całej aglomeracji. Autor nie ukrywa problemów regionu, ale jednocześnie pokazuje jego niezwykłą żywotność, różnorodność i siłę lokalnej wspólnoty. To książka pełna melancholii, ale też nadziei, zwłaszcza wobec "wznoszącej" fali.

Po lekturze trudno oprzeć się wrażeniu, że los Ślązaków nie jest ani łatwy do zrozumienia, ani godny zazdrości. Ich historia to ciągłe balansowanie między różnymi wpływami, tradycjami i oczekiwaniami. Zbigniew Rokita przekonuje jednak, że mimo tych wszystkich „prądów” i zawirowań najważniejsze pozostaje prawo do samodzielnego określenia własnej tożsamości i miejsca, w którym chce się osiąść.

„Aglo” to książka mądra, wielowątkowa i niezwykle ważna, zarówno dla osób związanych ze Śląskiem, jak i dla tych, którzy chcą lepiej zrozumieć jeden z najbardziej fascynujących i niejednoznacznych regionów Polski. To nie tylko opowieść o tramwaju czy aglomeracji, ale przede wszystkim o ludziach próbujących odnaleźć siebie pomiędzy historią a współczesnością. Dobrze, że za taką opowieść jest odpowiedzialny właśnie Ślązak.

Kończąc książkę zatrzymujemy się na katowickim rynku, który oddaje ducha historycznych przemian Górnego Śląska. "Stoję na katowickim rynku, na Ringu, i myślę sobie, że być może żaden inny rynek tak dobrze nie opowiada sobą historii miejsca, w którym się znajduje. Od 150 lat wystarczy przyjść tutaj, żeby wiedzieć, w jakiej epoce znajduje się akurat Górny Śląsk." (str. 308)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)