„Kobiety z obrazów” przeczytałam trochę z ciekawości, a trochę z potrzeby dalszego odkrywania historii ukrytych za znanymi dziełami sztuki. Muszę jednak uczciwie przyznać, że początek nie porwał mnie od razu. Być może był to po prostu moment przesytu podobną formułą opowieści o muzach, artystkach i kobietach stojących obok wielkich twórców. Na szczęście z każdą kolejną historią coraz bardziej zanurzałam się w świecie bohaterek Małgorzaty Czyńskiej.
Niewątpliwie po raz kolejny cenne w tej książce było to, że autorka nie patrzy na kobiety przez pryzmat mężczyzn, z którymi były związane. Zdejmuje je z piedestału muz, wyjmuje w ram obrazów na, których zostały uwiecznione i sprowadza na ziemię. Pokazuje ich odwagę, ambicje, słabości, dylematy, marzenia i bardzo ludzkie wybory.
A kogo tym razem autorka wzięła na tapet? To 16 kobiet, które były artystkami, muzami, kochankami i wsparciem dla samych siebie lub twórców, którym towarzyszyły.
Pierwsza to jedna z najbardziej znanych malarek XX wieku, czyli Tamara Łempicka, energetyczna, bezkompromisowa i świadomie budująca własną legendę różnymi środkami i sposobami, ale niezwykle skutecznie.
Kolejna to Wally Neuzil, czyli jedna z tych kobiet, których historia skłania do refleksji nad ceną miłości i poświęcenia, zwłaszcza dla kogoś tak kontrowersyjnego i niejednoznacznego jak Egon Schiele, ze swoimi pracami przesyconymi złością, smutkiem i udręką, z którym związek był pasmem radości, albo niepokoju. Artysta był posądzany o uwodzenie nieletnich i rysowanie pornografii dziecięcej, czemu zaprzeczał mówiąc: "Żadne erotyczne dzieło sztuki nie jest świństwem, jeśli posiada wartość artystyczną (...). Świństwem staje się, dopiero gdy świnią jest widz." (str. 30)
Trzecia z bohaterek to Maja, czyli tajemnicza postać z obrazów Goi "Maia naga" i "Maia ubrana", która pozostała w swerze domysłów i skandalu XIX wiecznej Hiszpani po tym jak namalował ją Francisco Goya. Raczej niejednoznaczna, domniemana, ale ciekawa w swej konstrukcji bohaterka.
Czwarta to sama Mela Muter, z krótkim rysem o jej miłości do sztuki, poetów, ludzi w trudnym położeniu i pięknych miejsc na jej artystyczne inspiracje.
Następna to Nina Witkiewiczowa, dla której wielki zamiar ustatkowania się miał Stanisław Ignacy Witkiewicz, "Wariat z Krupówek", a któremu nie udało się jednak dotrzymać deklaracji, niemniej wracał do mniej, padał do stóp malował, zatem na swój sposób był jej "wierny i oddany".
Kolejna to Antoinette de Watteville, która oczarowała malarza Baltazara Kłosowskiego, zwanego Balthausem swoją dziecięcą urodą i lekkomyślnością. Oboje sobą oczarowani żyli niejako w krainie czarów, choć na przeszkodzie stała twarda rzeczywistości brak środków. Przeżyli ze sobą jednak dziesięć lat, mieli dwóch synów, a kiedy namiętność wygasła pozostali oddzielnie, ale z dobra pamięcią o sobie. On nazywany Królem kotów a także "Freudem malarstwa" ona Bebe, słodką dziewczynką, którą na swoich obraz uwieczniał w tak kontrowersyjnych wówczas pozach lolitki.
Gala i Salvador Dali, ona wyniosła, elegancka i milcząca wywarła ogromny wpływ na Galego i nie tylko w obszarze jego twórczości, ale także wyglądu, poszukiwań artystycznych, realizacji surrealistycznych. On twierdził, że stał się jej uczniem, była jego całym światem dosłownie i w przenośni, potrafili zamknąć się swoich przestrzeniach i żyć tylko ze sobą. Zawładnęła całym jego życie, była jego muzą, żoną, kochanką, menadżerką, utrapieniem kiedy nie była mu wierna, monetyzowała jego twórczość jako agentka i negocjatorka.
Jeanne Hebuterne cicha, ładna i spokojna dziewczyna, przy której wiecznie pijany Włoch Amedeo Modigliani milkł. Ona utalentowana artystka, choć bardziej znana z jego charakterystycznych obrazów, których w okresie trwania ich związku namalował wiele. To tragicznie zakończony związek, bo kiedy on umiera na gruźlicze zapalenie opon mózgowych ona popełnia samobójstwo. Z tego związku urodziła się córka Jeanne.
Lisa del Giocondo, czyli najbardziej rozpoznawalna kobieta z obrazu Leonardo Da Vinci i jej "zamglona" nieco historia żony bogatego kupca jedwabiem. Ze względu na czasy i na to, że nie była postacią znaną autorka utkała jej historię z ogólnych faktów i danych o życiu kobiet tamtych czasów, a także losach samego twórcy.
Catherine Bolnes, żona malarza Johanessa Vermeer'a, popełniła mezalians wychodząc za niego za mąż, sama z bogatego domu wyszła za biedaka, na dodatek protestanta. Jednakże para była w sobie zakochana, doczekali się licznego potomstwa. Była jego muzą i natchnieniem, niestety ze względu na fakt, że Johaness był pefekcjonistą i malował tylko jeden obraz na rok nie mieli wystarczająco środków na życie coraz liczniejszej rodziny. Po jego śmierci wdowa została z długami i wielkiej biedzie.
Victorine Meurent muza i modelka wielkiego Edouarda Maneta. Artystka, której prace były wystawiane na Salonie Paryskim, niezależna kobieta, odważna modelka, żyła jak na owe czasy tak jak chciała. Pozowała Manetowi do jego najbardziej znanych dzieł: Śniadanie na trawie, Olympia, Śpiewaczka uliczna. Przeżyła ponad osiemdziesiąt lat.
Emilie Flöge przedsiębiorcza projektantka mody, która wyzwalała kobiety z ciasnoty gorsetów, twórczyni swojej firmy. Nowoczesna i zdecydowanie wykraczająca poza rolę „muzy” Klimta. Modelka, która uwierzyła w dziwną wówczas wizje malarska swojego idola. Wierna i oddana kobieta swojego mistrza.
Misia Godebska ikona i marka sama w sobie. Absolutnie fascynująca postać, twórczyni kariery swojej i innych, potrafiła budować marki tych, w których widziała potencjał. Wierna tylko sobie i swoim wyborom, kobieta o niezwykłych umiejętnościach przedsiębiorczymi i "Anioła sukcesów".
Dora Maar - błyskotliwa artystka, niezwykle inteligentna fotografka, którą historia zbyt często sprowadzała wyłącznie do roli partnerki Picassao, choć zasługuje na własne miejsce w historii sztuki.
Maria Balowa, muza i ożywczy powiem twórczości Jacka Malczewskiego. Kobieta, o której plotkowano w XX wiecznym Krakowie. Piękna, niezależna i odważna.
Frida Kahlo - dla mnie niezmiennie symbol siły. Im więcej o niej czytam, tym większy budzi we mnie podziw za odwagę życia pomimo bólu.
Czytając tę książkę, wielokrotnie miałam poczucie, że patrzymy na historię sztuki z niewłaściwej perspektywy. Zachwycamy się obrazami, nazwiskami mistrzów i historią stylów, a znacznie rzadziej dostrzegamy ludzi, którzy stali obok nich. Tymczasem wiele z tych kobiet okazało się równie ciekawych, a czasem nawet ciekawszych niż artyści, którzy je uwiecznili. Po zamknięciu książki nie pamiętałam wszystkich dat ani szczegółów biograficznych, pamiętałam za to kobiety, ich odwagę, niezależność, niezgodę na przypisaną rolę i próbę odnalezienia własnego miejsca w świecie. I chyba właśnie dlatego „Kobiety z obrazów” uznaję za udaną lekturę. Nie dlatego, że opowiada o sztuce, a dlatego, że opowiada o kobietach, które nie chciały pozostać jedynie częścią czyjegoś obrazu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moja ciekawość obejmuje również zdanie innych, dlatego miło mi będzie jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją opinią na przeczytany temat :)