Ależ to była wspaniała lektura, nie mogłam się od niej oderwać, a sama bohaterka zapadła mi w pamięć, mam nadzieję, że na bardzo długo.
"Piękno dla wszystkich na co dzień" - to idea kobiety, która patrzyła dalej, widziała szerzej i tworzyła niemożliwe. W czasach kiedy brakowało wszystkiego: jedzenia, mieszkań i ubrań, o butach nie wspominając, ona była już krok dalej, bo wiedziała, ze kiedyś ta bieda minie, a ludzie będą szukali rzeczy lepszych, ładniejszych, żeby odzyskać poczucie normalności. Nie było to łatwe zwłaszcza w gospodarce centralnie planowanej, w której chodziło o jak największą produkcję, nawet miernej jakości, która to zaspokoi potrzeby mas.
Wanda Telakowska: ambitna studentka, zdolna graficzka, niezależna kobieta, rzeczowa i uporządkowana organizatorka, bezkompromisowa w działaniu do którego była przekonana, niezłomna w radzeniu sobie z wszelkimi trudami. Przebojowa, pełna energii, pasji, pomysłów dla swojej misji jaką była sztuka użytkowa. Otwarta na ludzi i ich potrzeby, pielęgnowała relacje i zawsze pamiętała o artystach. Szanowała rodzimą sztukę, ale była wyczulona na jakość w projektach i produkcji. Miała ambicję stworzenia pomostu pomiędzy przemysłem i sztuką, po to aby wartość jaką jest piękno zapewnić wszystkim grupom społecznym. Zaczęła od stworzenia kuźni kadr, które miały dbać o tworzenie pięknych wzorów do produkcji, dzięki nim pilnowała jakości tego co z taśmy produkcyjnej zjeżdżało. Myślę, że słowem, które dobrze ją określało jest "współdziałanie", bo tym kluczem kierowała się w tworzeniu wszystkich instytucji.
Telakowska miała poczucie misyjności, dlatego kiedy coś sobie postanowiła to realizowała to pokonując napotkane po drodze przeszkody niczym taran. Współcześnie można by określić ją "kobietą czołgiem polskiego designu", bo miała szaleńczą determinację. Chodziła do decydentów, pisała do ministrów, wyrzucona drzwiami, wracała oknem. Gdy chodziło o jej "dziecko", czyli Instytut Wzornictwa Przemysłowego wszystkie chwyty były dozwolone. Kiedy potrzebowała pieniędzy na budynek, do urzędnika posłała swoją zastępczynię, bardzo atrakcyjną Marię Skoczylas-Urbanowicz, upewniając się wcześniej, czy ma jakieś porządne pończochy. I pieniądze dostała. Dlatego, myślę, że można śmiało powiedzieć, że aby zrealizować swoje pomysły była niezłomna. Szukała sprzymierzeńców na wysokich stanowiskach, nie bała się konfrontować z różnymi środowiskami, m.in konserwatywnych artystów krakowskich. Umiała też łączyć to co innym wydawało się nie do pogodzenia. "...działając w peerelowskiej rzeczywistości, wykształca w sobie zmysł łączenia trendów z Zachodu z nakazami komunistycznej ideologii." (str. 186) Wprowadza na rynek figurki, które mieszczą się w "kanonie socjalistycznej poprawności."
Wanda Telakowska to postać złożona i niejednoznaczna, sanacyjna urzędniczka, katoliczka, w powojennych czasach odnalazła się w komunistycznej rzeczywistości, odgórnie narzuconych kanonów i umiejętnie sobie z nimi radziła. Ta wizjonerka dostrzegła szansę, jaką daje gospodarka centralnie planowana: przedmioty będą produkowane masowo, w państwowych fabrykach, według zatwierdzonych odgórnie wysokojakościowych i estetycznych wzorów. Przedwojenne wychowanie i wyniesione z domu wartości dały Wandzie umiejętności i możliwości do poruszania się w różnorodnych środowiskach. Wykształcenie artystyczne a następnie międzynarodowe sukcesy w grafice, dodały jej pewności siebie, którą i tak wyniosła z domu dzięki mądrym rodzicom. Była obyta, znała języki, umiała się elegancko ubrać, odpowiednio zachować, dostosowując się do towarzystwa, co było niewątpliwą przewagą w czasach PRL-u, kiedy to świeżo upieczeni ministrowie, czy dyrektorzy najczęściej prezentowali bardzo niski poziom kultury i obycia.
Niewątpliwie bohaterka tej książki była odważna w wygłaszaniu swoich przekonań a także demonstrowaniu wartości, które tworzono w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego. A choć miała wobec siebie sporo niechętnych osób, zwłaszcza w kręgach rządowych, to kiedy tylko przybyła do kraju zagraniczna delegacja przysyłano ją do Telakowskiej, bo wiedziano, że może coś pokazać i powiedzieć. Była także ambasadorką "marki Polskiej" za granicami kraju, podróżowała nie tylko po Europie, ale USA i Chinach, pokazując to co sztuka polska miała wówczas najlepszego, m.in. ludowość.
Miała niezwykłe wyczucie do ludzi i ich talentu, angażowała do swoich wizji zdolnych artystów, przyciągała postacie nietuzinkowe i chętne do pracy. "Telakowska jest w swoim żywiole: nie tylko potrafi wybrać w pracowniach artystów formy nadające się do produkcji, ale też bezbłędnie ocenić ludzi - widzi, kto się do czego nadaje, i wie, jakie przydzielić zadania. A podstawowym zadaniem według Wandy jest "kształcenie kadr", czyli plastyków, którzy będą umieli przygotować wzory do produkcji przemysłowej." (str. 109)
Podsumowując postać Wandy Telakowskiej, myślę, że dała swoim rodakom kawałek szczęścia w ponurych czasach. Szkoda, że władza końcem końców nie potrafiła tego docenić, dobrze, że teraz coraz więcej publikacji przypomina o niej.
Dla mnie osobiście ważnym bohaterem tej książki był dla mnie ojciec Wandy Telakowskiej. "Był bezkompromisowym demokratą: powtarzał córkom, że każdy człowiek jest równy - bez względu na status społeczny, wyznanie i pochodzenie." (str. 17) Był utalentowany plastycznie, ale jako realista ukończył studia techniczne, żeby mieć na założenie rodziny. Poszczęściło mu się, bo spotkał kobietę, która miała podobne do jego zmysł estetyczny, szacunek do natury i potrzebę działania i konkretu. "Wystarczył jeden spacer, podczas którego Edmund odmalował Marii wizję tego, w jaki sposób przedsiębiorstwo będzie wytyczać ulice, nie niszcząc pejzażu."(str. 21) Ojciec dwóch córek Wandy i Barbary był dla nich drogowskazem, przewodnikiem po odpowiedzialnym życiu. Przekazał córkom wartości, których można byłoby i dzisiaj uczyć: równości szans, krytycznego myślenia bez krytykanctwa, wolności, tolerancji i szacunku. Wpoił im także potrzebę uczenia się i rozwijania talentów, aby zawsze móc po nie sięgnąć. Wspierał w edukacji i samodzielności.
Miałam prawdziwą ucztę wartości z tej lektury.

