"Kolonializm rządzi się prawem 4E: eksploruj, ekspanduj, eksploatuj, eksterminuj." (str. 16) Te mechanizmy podboju znane od wieków stosują w białych rękawiczkach wielkie firmy technologiczne, tylko, że nie widać żołnierzy, broni, obozów dla tubylców, przywiezionych chorób, bo wszystko dzieje się w warstwie o wiele delikatniejszej formie. Sięgając po książkę Sylwii Czubkowskiej wchodzimy w wiedzę o kolonializmie naszych czasów - nowoczesnych, otwartych, "społecznych" - a tak naprawdę w wiedzę o tym, że daliśmy się skolonizować nie wiedząc i nie czując tego, albo nie chcąc wiedzieć ani czuć.
Bógtechy” Sylwii Czubkowskiej to książka, po której nie odkłada się telefonu i nie wraca spokojnie do codzienności. Raczej zaczyna się zastanawiać, ile z naszego życia już oddaliśmy technologii i ile jeszcze jesteśmy gotowi jej oddać.
Czytając książkę miałam momentami wrażenie, że autorka pokazuje nam świat, który się dzieje, wciągnął nas tak mocno, że wielu z nas już tego nie widzi. Przyzwyczailiśmy się do niego tak bardzo, że przestaliśmy zauważać, jak wiele rzeczy oddajemy w ręce technologii. Nasze decyzje, uwagę, dane, sposób komunikowania się, a czasem nawet relacje z innymi ludźmi. Najbardziej niepokojące jest chyba to, że technologia nie wchodzi do naszego życia siłą, tylko, że to my sami ją zapraszamy z całym jej dobrodziejstwem. Często dla wygody, dla oszczędności czasu, żeby było szybciej, łatwiej, bardziej komfortowo. Oddajemy jej po kawałku coraz więcej, często nawet nie zastanawiając się, gdzie jest granica. I właśnie o tej granicy myślałam podczas lektury najczęściej.
"Wielka technologia jest wielka, bo osiągnęła masę krytyczną, która pozwala jej coraz szybciej się toczyć i coraz sprawniej kruszyć wszystko, co napotka na swojej drodze. (...) Meta i Google łącznie kontrolują ponad połowę rynku reklamy cyfrowej w Europie. Amazon, Microsoft i Google odpowiadają za 67% wydatków europejskich klientów na przetwarzanie w chmurze. W Europie ponad 40% dochodów generowanych przez hotele za pośrednictwem kanałów online w 2023 roku zdominował Booking.com." (str. 21)
Sylwia Czubkowska pokazuje ludzi stojących za technologiczną rewolucją, tych, którzy mają pieniądze, pomysły i ambicję, by zmieniać świat. Są wśród nich wizjonerzy, geniusze, przedsiębiorcy, ale też ludzie przekonani, że skoro coś można zrobić, to należy to zrobić. Niestety często to także megalomania "samców alfa z finansowym sznytem, w garniturach za kilka tysięcy dolarów", którzy nic nie wytwarzają, tylko kontrolują cudzą własność, którzy chcą się rozwijać nie zważając na koszty i ofiary, łaknąc jednocześnie nieograniczonej władzy. Dla mnie osobiście ta wiara w nieograniczone możliwości człowieka jest przerażająca. Bo co się stanie, kiedy technologia przestanie być tylko narzędziem, a zacznie mówić nam, jak żyć? Albo kiedy będzie wiedziała o nas więcej niż nasi najbliżsi? Albo kiedy algorytm będzie potrafił przewidzieć nasze zachowanie, zanim sami zrozumiemy, czego chcemy? Aż po to fundamentalne, czy człowiek nadal będzie właścicielem swojego życia, jeśli coraz więcej decyzji będzie podejmowanych za niego przez inteligentne technologie?
„Bógtechy” nie dają łatwych odpowiedzi, ale zdecydowanie zmuszają do zatrzymania się i spojrzenia na rzeczy, które na co dzień przyjmujemy jako oczywiste. Bo przecież już dziś trudno wyobrazić sobie życie bez telefonu, internetu, wyszukiwarki, mediów społecznościowych, czy systemów przetwarzających ogrom danych (tu też warto się zastanowić czy aż tyle ich potrzebujemy). Mam świadomość, że technologia przyniosła ludzkości wiele dobra, ale po lekturze tej książki jeszcze mocniej czuję, że wraz z możliwościami powinna przychodzić odpowiedzialność i świadomość, że nie wszystko, co możemy stworzyć, koniecznie powinniśmy stworzyć, a na pewno powinniśmy mieć plan "B" na konsekwencje naszych pomysłów, na to co technologia już potrafi?
„Bógtechy” przeczytałam więc nie tylko jako książkę o technologii, ale jako książkę o człowieku, jego ambicji, ciekawości, potrzebie przekraczania granic i marzeniu, żeby stać się kimś więcej niż tylko człowiekiem. Książkę, która powinna być "alertem" dla naszych nieposkromionych ambicji, zapędów i megalomanii. Dla mnie to jedna z najważniejszych książek ostatnich lat.




















