Szukaj na tym blogu

niedziela, 23 czerwca 2024

Dintojra - Sylwia Chutnik

 

Było to moje pierwsze spotkanie z ta autorką. W tej książce spotykamy jedenaście różnych historii ludzkich, które są tak różne jak różni są ludzie i ich przeżycia. Głównym motywem jest zemsta, która w tych opowieściach ma różne oblicza i skierowana jest do różnych obiektów; czasem jest to były kochanek, czasem śmierć bliskiej osoby, czasem bliscy, którzy opuścili, środowisko, itp. Sylwia Chutnik roztacza pełen wachlarz emocji, przemyśleń i możliwości przeżywania trudnych chwil w życiu. Podaje przykłady wychodzenia z dołków, traum, generalnie wszelkiego rodzaju smutków. 

Choć książka na pierwszy rzut oka może wydawać się niepozorna, nie czytało się jej łatwo, bo i same emocje i język motywują to zatrzymania się i głębszych przemyśleń, czasami potrzebne było większe skupienie aby wyłowić niuanse, czy oddzielić wątki.

poniedziałek, 10 czerwca 2024

Drabina - Eugenia Kuzniecowa

 

Słodko gorzka opowieść o ucieczce, najpierw jednostki, a potem większej społeczności. A w szczególe? Tolik ucieka z Ukrainy, żeby poczuć niezależność i wolność, której nie miał mieszkając z matką i siostrą. Chciał kupić dom i urządzić go po swojemu. Wyjechał do Hiszpanii i kupił dom, w którym mieszkała jeszcze nie dawno starsza pani, lubiąca święte obrazki, aniołki i wszelkiej maści ozdóbki. Kiedy Tola zaczyna planować jak pozbyć się zbędnych rzeczy, jak przygotować się do urządzania po swojemu swojej oazy spokoju, W Ukrainie wybucha wojna. W ciągu kilku dni jego dom zaczyna tętnić życiem, bo oto przybywa matka, siostra z przyjaciółką, wuj, znajoma rodziny, dwa koty i pies. Gwar, opowieści, smutki, płacz, raporty z frontu staną się codziennością. Marzenie Tolika o ciszy i własności, pryska jak bańka mydlana. Tolik lawiruje, aby uciekać przed obecnością uciekinierów. Aby zmniejszyć kontakty, niewygodne pytania i pomysły przystawia do domu drabinę, po której "niezauważenie" dostaje się do swojego pokoju lub wymyka się z niego.

Z początkowych, nieco apatycznych akordów, przechodzimy płynnie do orkiestry, ileż tam zdarzeń, emocji, decyzji, kolejnych bohaterów. Książkę można odbierać jako oddzielne pojedyncze głosy bohaterów, albo wielogłos, który współbrzmi, albo przebija się i przeplata pomiędzy innymi.

Autorka zawarła w "Drabinie" bieżące zdarzenia, których jesteśmy świadkami, pozwalając na przemyślenia, stawianie się w sytuacji bohaterów, przeżywanie dylematów i podejmowanie decyzji, przy okazji odnosząc je do znanych z codzienności historii.

Moje emocje zostały pobudzone, historia działała na wyobraźnię, obrazki przewijały się przed oczyma. To była dla mnie ciekawa lektura warta poświęconego czasu.

wtorek, 28 maja 2024

Ziarno granatu. Mitologia według kobiet - zbiór opowieści

 

Ta książka przyciągnęła mój wzrok okładką, która jest intrygująca, symboliczna i wieloznaczeniowa. Postanowiłam po nią sięgnąć i to była słuszna decyzja, bo treść przyniosła zadowolenie. Nie wszystkie interpretacje mitów przypadły mi do gustu w tym samym natężeniu, niemniej znacząca większość to była ciekawa i wciągająca lektura. Generalnie miałam satysfakcję z przeczytania tego zbioru przypowieści mitologicznych o kobietach widzianych okiem kobiet. Niektóre teksty były ledwie muśnięciem bohaterki, inne uwypukleniem jej najistotniejszej części, niektóre zaś całkiem obszernymi historiami, ukazującymi szerokie tło bohaterki i jej możliwych przeżyć. Wybrane zostało grono barwne i symboliczne, a czytanie i przypominanie sobie o nich budziło różne emocje. Wiele współczesnych i znanych pisarek sięgnęło po tradycyjne opisy o tych mitologicznych bohaterkach, odmalowując ich losy w zupełnie innym świetle, czasem pozostawiając je w czasach im przypisanych, czasem przenosząc we współczesność, a nawet przyszłość. Każda z pisarek przyjęła inną koncepcję zaprezentowania losów bohaterki, ale przez to ciekawą, intrygującą, zaskakującą lub zastanawiającą. Autorki wprowadzają czytelnika w świat zawiłych relacji pomiędzy bogami a boginiami, kobietami a mężczyznami, nie boją się opisów, które uwypuklają okrucieństwo, zazdrość, niesnaski, małostkowość czy zwykłe żądze tych wywyższanych. Myślę, że na Olimpie działo się mocniej i intensywniej, bo bogowie mieli swoje mocne charaktery, rzucali gromami i błyskali niejedną wściekłością.

Zaczynamy od opowieści o Demeter, matce kochającej ponad wszystko swoją córkę Korę. Demeter to dobra władczyni pól, upraw i urodzaju na Ziemi, która dbała i doglądała swojego dobra z wielką pieczołowitością. Jednakże przepełniona stratą po zniknięciu córki Kory przestaje dbać i doglądać upraw, ziemia przestaje rodzić, ludzie cierpią głód, bogowie nie otrzymują darów. Autorka ukazała ból, który czuła matka, kiedy odebrano jej dziecko, naświetliła silne motywy podjętej przez nią brzemiennej w skutkach decyzji. Pokazała też przemianę obu kobiet i skutki wydarzenia. Bardzo przejmująca opowieść, jednocześnie otwierająca oczy na krzywdę jaka spotyka kobiety, którym odbiera się dzieci.

W podobnym duchu, choć rzecz jasna inne w treści są opowiadania o Echo i Artemidzie, które choć ukazują atrybuty kobiecości, to zarazem nakreślają ich niesprawiedliwe traktowanie przez mężczyzn. 

Eurydyka to zupełnie inna wersja mitu. Bohaterka opowiada o sobie i postrzeganiu mężczyzn w sposób dosadny, nie stroniąc przy tym od prześmiewczych stwierdzeń. Cieszy się, że Orfeusz popełnia błąd, a ona zostanie w królestwie ciemności, niezależna od nikogo.
Medea to dwojako przedstawiona historia, jako nowe spojrzenie na mit, ale też gotowy scenariusz na film. To tragedia miotanej wściekłością za niesprawiedliwe traktowanie dziewczyny, potem kobiety. Zabijała, bo nie widziała innego rozwiązania, to był jedyny sposób, aby ukarać. Bardzo tragiczne losy, przedstawione w bardzo wyrazisty sposób.
Pazyfae to opowieść o kobietach, od których wszystko zależy, bo to dzięki nim odradza się życie. To dzięki nim mamy następujące po sobie fazy śmierci i odradzania. Niestety to też opowieść o zawiści męskiej, która doprowadza do zakłócenia tych zależności, a tym samym do ukarania ludzi głodem, wojnami, rządzą władzy. Zakłócając rytm wyznaczony przez kobiety mamy pasmo niesprawiedliwości i podłości.
Gorgona/Meduza to lekki dreszczowiec, o kobiecie której się bano i której nienawidzono. Smutna to rzecz.
Opowieść o Eurykleji, Penelopie i Kirke to jedna z moich ulubionych opowieści. Szczególną sympatię w tej wersji poczułam do Penelopy, która znosiła ze szczególną cierpliwością i ufnością w sprawiedliwość, swoje życie po powrocie Odyseusza. Wszystkie trzy postacie pokazane były w nowym świetle a i sam Odyseusz zyskał nowe oblicze. 

Kasandra to jedno z tych krótszych opowiadań, w których zabrakło mi nieco rozbudowania historii.
Jokasta to prawdziwe wyzwanie czytelnicze, bo rzecz dzieje się na kilku poziomach zwanych rapsodiami. Każda jest inna i każda dzieje się na innych poziomach czasowych i w różnych miejscach. Czasem jakby  współcześnie, a innym razem w przyszłości. Przyznam, że trochę się pogubiłam w tych czasoprzestrzeniach, tym bardziej, że to opowiadanie jest długie, a bohaterowie choć noszą te same imiona są zupełnie innymi osobami. Niemniej zakończenie zbiera te historie i wtedy można poczuć uspokojenie.
Ifigenia, to opowiadanie, które miało dla mnie niezrozumiałą fabułę, styl i nikłe powiązanie z oryginałem. Nie umiałam przenieść się w miejsce zdarzeń, gubiłam wątek, bohaterzy byli dla mnie nierozpoznawalni, rozmyci, pozbawieni większego znaczenia, byli literami, które zamazywały się w konstrukcji zdań.

I na koniec ponownie Kora, pełna nadziei, odrodzenia, przynosząca ukojenie i nową energię na przyszłość. Choć to krótkie opowiadanie to treściwe i dające do myślenia.

Książkę czytało mi się z satysfakcją i nawet opowiadania, które stanowiły trudność, albo niezrozumienie nie zachwiały moim przekonaniem o jej uroku.

niedziela, 26 maja 2024

Ciężar skóry - Małgorzata Rejmer

 

"Ciężar skóry" to jak sugeruje sam tytuł ciężki kaliber treści zawartych w opowiadaniach. Autorka pokazuje jednostkowe losy, które wrzuca w skomplikowane relacje lub wydarzenia. Opowiadania są przepełnione współczesną symboliką, bólem, który zabiera chęć życia, pcha w destrukcyjne zachowania, agresję i przemoc. To książka z opowiadaniami z różnych miejsc, z różnych kręgów kulturowych i społecznych. Opowiadania odsłaniają współczesne problemy ludzi, m.in. samotność, odrzucenie przez bliskich, nieumiejętność odnalezienia się w najbliższym otoczeniu, brak samoakceptacji i poczucia wartości. Autorka zarzuca opowieściami i czeka na nasze reakcje, zastawia pułapki i stawia pytania, o reakcje.

Podczas czytania emocje buzują, przeplatają się smutek, współczucie, złość, wściekłość, lęk, niezrozumienie, współczucie. Język autorki to oczywiście majstersztyk, który umie oddać piękno i ohydę tego świata we właściwych barwach i ich nasyceniu. Małgorzata Rejmer zajmuje się tematami niełatwymi, ale jakże aktualnymi, zgotowanymi przez obojętność, gnuśność, lenistwo, wygodnictwo, brak głębszej refleksji i uczuć zgłębiania wiedzy i edukacji. Mamy obraz nieistotności jednostki, niezrozumienia jej inności, oryginalności, różnic między nami. Miejsca ukazane w opowieści są naznaczone jakąś beznadzieją dla ludzkiej egzystencji, możesz być albo depczącym, albo deptanym, w najlepszym przypadku odsuniętym na margines, niezauważanym, uznanym za bezużytecznego nieudacznika. Nie ma miejsca dla jakiegoś środka, albo jesteś bogaty i wszystko możesz, albo biedny i nie możesz na nic liczyć. Nie ma tu litości i miejsca dla słabeuszy.

"Ciężar skóry" to bardzo przejmujące i smutne w treści, ale jakże wciągające migawki z naszej obecnej historii. Autorka stara się pokazać swoich bohaterów przez filtr empatii i zrozumienia, przybliżyć człowieka takiego jakim jest i z czym się zmaga. Dla mnie to było kolejne udane spotkanie z Małgorzatą Rejmer, zdecydowanie inne niż jej reportaże, ale ważne.

Wściekłe suki - Dahlia de La Cerda


 "Wściekłe suki" to opowiadania, które przyprawiają o gęsią skórkę, a czasami fizyczny ból. Autorka przytacza historie oparte na faktach, albo zebrane z kilku wątków, aby pokazać w jak najszerzej przedstawiony obrazek życia kobiet w Meksyku. Dostajemy obrazy z część globu, w których przemoc wobec kobiet jest niewyobrażalna. Przypomnę za autorką, że „Co trzy godziny i dwadzieścia pięć minut w Meksyku ginie kobieta, rozczłonkowana, uduszona, zgwałcona, pobita do nieprzytomności, spalona żywcem, rozpruta ciosami noża, z połamanymi kośćmi i siną skórą. (…) Meksyk to olbrzymi potwór, który pożera kobiety”.

 Autorka w swoich opowiadaniach przytacza różne oblicza tej przemocy, niewiarygodnej, brutalnej, nieuzasadnionej, spektakularnie agresywnej, wymyślnej i obrzydliwej.

Same bohaterki to młode kobiety, przepełnione buntem wobec otaczającej je brutalnej codzienności. To czasami mścicielki, biorące odwet za okrutne akty agresji wobec najbliższych im przyjaciółek, sióstr, koleżanek. To kobiety z różnych środowisk, z różnymi możliwościami życia, jednak mierzące się z tym samym potworem, okrucieństwem ze strony mężczyzn. Obezwładniane niemocą przeciwstawienia się lawinowej pogardy, nienawiści wyssanej z systemu, z zakorzenionych schematów, głęboko utrwalonego ultrapatriarchatu.

Opowiadania bardzo różne, ale każdy daje jakiś wycinek, z którego można poskładać wielowarstwowe oblicza przemocy. Gwałty, niechciane ciąże, porzucenia, samotność, wykorzystywanie, zabójstwo zwykłe, ze szczególnym okrucieństwem, z nadzwyczajną brutalnością. Niełatwo je czytać, zwłaszcza niektóre, oplatają wręcz lękiem, np. list do zamordowanej przyjaciółki, ale zdecydowanie warto, żeby wiedzieć, że świat składa się z różnych kafelków, nie tylko tych kolorowych i cukierkowych, ale tych czarnych, brudnych, zakrwawionych. Świat jest pełen przemocy, wobec tych najsłabszych i trzeba dawać temu odpór w postaci świadomości, wiedzy, edukacji i wsparcia. Czasem mówienia a czasem nawet wrzeszczenia o nim.

Ziemianki. Co panie z dworów łączyło z chłopkami - Marta Strzelecka

 

Marta Strzelecka w "Ziemiankach. Co panie z dworów łączyło z chłopkami." chciała pokazać relacje między kobietami różnych stanów. Czasy, z których autorka przytacza opowieści, czyli dwudziestolecie międzywojenne, to przebudzenie świadomości, że dwory ziemian to miejsca kulturotwórcze, edukacyjne i uświadamiające. W tej książce autorka skupiła się na roli ziemianek, które często za namową mężczyzn, czasem z własnej woli zaczęły odgrywać rolę tych, które niosą kaganek oświaty i tworzą miejsca edukacji i nowych umiejętności. Gdzieś kiełkuje przekonanie, że bez edukacji chłopstwa niemożliwy jest rozwój i postęp.

Autorka w swojej książce odwołuje się do konkretnych kobiet, które dały świadectwo tworzenia i działania na rzecz chłopek, które z dawką nowych informacji, wiedzy i praktycznych umiejętności wracały do swoich domostw, aby wprowadzać je w życie swojej rodziny a nawet szerszej społeczności. To były ambasadorki nowych idei, osoby bardziej światłe, dojrzalsze społecznie, patrzące szerzej i odważniej na nowe wyzwania i konieczne zmiany. 

"Ziemianki" to skupienie się na jednym miejscu wydarzeń, a mianowicie Nałęczowie, w którym powstała szkoła dla dziewcząt, które miały pozyskać wiedzę z obszaru nowoczesnego prowadzenia gospodarstwa, nowych metod i technologii. Było to też miejsce, które krzewiło tradycyjne, czyli oparte na konserwatywnych poglądach i przekonaniach założycieli wartości: Bóg, ojczyzna i rodzina. Trzeba jednak przyznać, że czas spędzony w szkole, to był okres w życiu wieśniaczek, w którym stawały się niezależne od swoich opiekunów, swobodne, nie obarczone ciężką pracą od świtu do wieczora. To był czas kiedy uczyły się nowych rzeczy, zaczynały wierzyć w swoją siłę i nowe możliwości.

Marta Strzelecka pisząc swoją książkę sięgnęła do opowieści osób, których przodkinie miały możliwość pozyskiwać edukację w szkole w Nałęczowie. Przejrzała archiwa, prace naukowe, pamiętniki, jednym słowem napracowała się nad książką, aby czytelnik miał poczucie zagłębienia się w autentycznych wydarzeniach i losach bohaterek. Starała się przybliżyć poczucie misji ziemianek, chęć odegrania roli edukatorek, które chciały podnosić poziom życia chłopek, dawać nowe umiejętności tym, które musiały odgrywać tak złożone role w swojej klasie społecznej. Bo czasy, które opisuje autorka to wielokrotnie złożone rzeczywistości, konserwatywne, patriarchalne, przepojone bogo-ojczyźnianymi ideami, w których kobiety miały jasno określone role, czy były w wyższych czy w niższych warstwach społeczeństwa ich znaczenie miało jeden wymiar, miały być wszystkim czym mężczyzna być nie może.

Książka mimo chęci i ambicji nie jest porywająca, raczej dająca tylko jakiś zawężony wycinek, wąski opis tamtej rzeczywistości. Autorka nie ma lekkiego pióra, nie uniknęła błędów, powtórzeń i niedociągnięć, niemniej jako taki wart poszerzania i kontynuacji.

wtorek, 21 maja 2024

Madame Monday. Po dorosłemu - Joanna Flis

 

"Żyjemy w świecie, gdzie wzmacnia się impulsywność, niecierpliwość, roszczeniowość, egocentryzm i zachłanność, a nowe technologie są naturalną konsekwencją takiej filozofii życia." (str. 21) W przestrzeni publicznej nie znajdują miejsca słowa: "życzliwość", "pokora", "szacunek", "wartości", "odpowiedzialność",bo stały się nudne, wymagające odmawiania sobie przyjemności, która stała się jakimś nadrzędnym fetyszem. Słowa te nie znajdują zastosowania wobec wiecznej pogoni za realizacją swoich celów i wybieraniu własnych ambicji jako sensu życia. Przyjemność wyparła szczęście, choć prowadzi do płytkich relacji, infantylności, braku odpowiedzialności za coś trwalszego, jest wygodna, promowana w mediach masowych, płaskiej kulturze, w której mamy poddawać się prokonsumpcyjnemu stylowi życia, wierzyć, że to co podsuwa nam rynek jest jedynie słuszne, że da nam spełnienie, a jeśli nie podsunie coś nowego, kolejnego, zadowalającego. To zachowania niedojrzałe, w których "człowiekowi brakuje pełnego rozwoju emocjonalnego, psychicznego lub społecznego, adekwatnego do jego wieku." (str. 23)

Joanna Flis w swojej książce zebrała najbardziej istotne filary dojrzałości, które ważą o dojrzałości człowieka dorosłego. Są to: dojrzałość emocjonalna, która składa się m.in. ze świadomości emocjonalnej, zdolności wyrażania emocji i samoregulacji, w tym właściwej reakcji na uczucia innych; dojrzałość  intelektualna, społeczna, mądrość i elastyczność psychologiczna. Filary zostały szczegółowo opisane w poświęconych im rozdziałach, w których znajdziemy też przeszkody, mity, zadania i plany do wykonania, aby pomóc sobie w dojrzewaniu.

Autorka wymienia też przyczyny, które stoją na drodze do osiągnięcia pełni dojrzałości na tych pięciu płaszczyznach, a są to: brak prawidłowych wzorców,traumatyczne doświadczenia, syndrom DDD, DDA, parentyfikacja, trudne warunki życia, brak wiedzy, wzorce kulturowe, zaburzenia psychiczne, niskie poczucie własnej wartości. 

Zatem czym dojrzałość jest? To proces, który uruchamia zmiany, prowadzi do doświadczeń dokonywania coraz lepszych wyborów, otwiera na coraz lepszą świadomość. "To też moment, w którym przestaje się czekać na idealny świat, dzięki któremu będzie łatwiej żyć. To moment, w którym dojrzały człowiek orientuje się, że dorosłość rozczarowuje, ale już wie jak sobie z tym radzić." (str. 35)

Książka kończy się strategiami budowania swojej dojrzałości, wskazówkami, podpowiedziami jak obalać przekonania i dawać odpór złotym radom. "Dojrzały dorosły jest wrażliwy, ale nie przewrażliwiony. Widzi szeroko i dokładnie, ale nie traci z oczu tego, co wąskie - jak potrzeby jednej osoby, perspektywy innych czy ich uczucia. Każdy z nas marzy, by przy takim Dojrzałym Dorosłym wzrastać, pytanie, czy jesteśmy gotowi, by nim się stać." (str. 333)

Autorka w bardzo przystępny sposób otwiera zbiór prawd o drodze do dojrzałości emocjonalnej, wybiera z różnych źródeł przekładając je na bardziej przyswajalne dla przeciętnego czytelnika. W mojej opinii udało jej się stworzyć uniwersalny przewodnik do zdobywania doświadczenia ku dojrzewaniu do dorosłości.

niedziela, 12 maja 2024

Doktórka od familoków - Magdalena Majcher

 

Magdalena Majcher opierając się na życiu niezwykle charyzmatycznej lekarki Jolanty Wadowskiej-Król, która w latach siedemdziesiątych odkryła przyczynę wielu niedomagań i chorób u dzieci szopienickich z powodu działającej za murem huty ołowiu, stworzyła zbeletryzowany wycinek jej życia. Ten fragment dotyczył właśnie najistotniejszych dla odkrycia lat 1974-1975. Uważam, że to wspaniale, że autorka wydobyła taka osobę na światło dzienne, że odkurzyła pamięć o kobiecie, która poświęcając kawał swojego życia ratowała dzieci przed straszliwymi skutkami ołowicy. Była niezłomna w tym działaniu, jakby miała siłę za kilka osób. Jej sytuacja w związku z prowadzoną zakrojoną na około pięć tysięcy dzieci akcją nie uszła uwadze ówczesnym władzom, które wobec nagłośnionej już sprawie i wiadomym skutkom, nie zamiotły sprawy pod dywan, "pozwolili" działać lekarce dla dobra dzieci. Niemniej zablokowali jej karierę naukową, perfidną manipulacją, ulubionymi "gierkami", wypaczania wszystkiego co nie podobało się partyjniakom. Doktor zniosła ten cios, ale jaka to była strata dla społeczności. Takie czasy, tacy ludzie, taki system, pewnie obecnie też byśmy znaleźli takie niesprawiedliwości, ale ta była wyjątkowo niegodziwa i niesprawiedliwa wobec tego poświęcenia jakim wykazała się doktor Wadowska-Król. Czytając ta książkę myślałam o spotykanych dzisiaj lekarzach, ze świecą szukać choćby "ćwierć" takiej postawy.

Autorka stworzyła wyrazisty obraz ówczesnych Szopienic, biedy, marginalizacji, alkoholizmu, żyjących w skrajnie nędznych warunkach, w domach zwanych familokami, zagrzybionych, bez bieżącej wody, z jednym zewnętrznym wychodkiem na kilkadziesiąt osób. Kobiety umęczone rodzeniem licznego potomstwa, niedożywione dzieci, które miały widoczne skutki życia blisko huty, anemiczne, z zaburzoną gospodarką hormonalną, niedorozwojem kości i umysłowym, powykrzywianymi kolanami, człapatym chodem. 

Na potrzeby książki autorka przyjęła podwójną narrację, którą prowadzą dr Wadowska-Król i Helena, symboliczna postać matki chorujących ciężko dzieci. 

Mimo, że język opowieści jest prosty, z czasami naiwnymi dialogami i przemyśleniami bohaterek, to książka ma swoją wagę ważności za przyczyną bohaterki. Ta absolutnie wyjątkowa kobieta zasłużyła na niejedną nagrodę i opracowanie, choć dopiero pod koniec swojego życia dostała Honorowego honoris causa Uniwersytetu Śląskiego i została honorową obywatelką miasta Katowice. Zmarła w roku 2023, oby jej postawa była w książkach od historii.

czwartek, 9 maja 2024

Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi - reportaże zebrane

 

"Ojczyzna dobrej jakości. ..." to zbiór reportaży różnych autorów, z różnych lat, traktujących o różnych kwestiach społeczno-kulturowo-historycznych, z różnych okresów czasowych. Poszczególne reportaże są bardzo nierówne, niektóre z nich poruszają, inne smucą, niektóre wywołują wspomnienia, niektóre rozśmieszają. Przeczytałam dwa powracające do historii Białorusi i te dla mnie były szczególnie ciekawe zarówno pod względem informacji jak i stylu narracji.

Białoruś stereotypowo postrzegana jest jako państwo bez historii, języka, kultury, architektury, bo przejęte przez wielką Rosję i obdarzone wszystkim co dla tego państwa charakterystyczne, czyli "narzuceniem" siebie i odarciem innych z ich tożsamości. Niemniej te reportaże pokazują, że Białorusini to zdecydowanie odrębny naród, stłamszony, cichy i pokorny, ale kultywujący odmienne wartości, potrzeby i zachowania. Wszystko po cichu i w sposób nierzucający się w oczy, ale konsekwentnie, krok po kroczku po swojemu. Z reportaży wynika, że nie dotyczy to młodych ludzi "przejętych" przez popkulturę rosyjską. W tych reportażach pokazani byli buntownicy, krzewiciele kultury i historii, ludzie, którzy żyją swoim życiem z dala od zgiełku miejskiego, nisko budżetowo i w zgodzie ze środowiskiem. Wychynęły z nich ciekawość ludzka w stosunku do innych, umiejętność nie wtrącania się w cudze sprawy, ukryta życzliwość i otwartość.

Przeczytałam książkę z ciekawością, bo generalnie warto się nad nią pochylić, bo jest to książka o zwyczajnym życiu ludzi, którzy chcieliby tylko, albo aż,  spokojnie cieszyć się codziennością, mieć zapewnione podstawy bytowania: sprawną i dostępną służbę zdrowia, komunikację publiczną, czyste toalety publiczne, mieszkania, itp. Nie ma w niej wiecznego Łukaszenki, nachalnej polityki, choć oczywiście są konsekwencje jego decyzji i działań, ot zwyczajność, bolączki codzienności, sprawy do załatwienia.

poniedziałek, 29 kwietnia 2024

Trzeba być cicho - Agnieszka Jelonek

 

Ta historia to krzyk, który wyzwala od ciężaru dzieciństwa, to krzyk, który pozwala oddychać, pozwala się oczyścić i zacząć żyć chociaż trochę swoim życiem. To opowieść o próbie "wychodzenia z siebie i stanięcia obok", żeby zobaczyć jakie na prawdę jest życie, którym żyje bohaterka, Luna. Osoba złożona z ciszy, wycofania, nie wychylania się, nie mówienia, zamknięta w swojej "bezpiecznej kartonowej otoczce", odgradzającej od świata pełnego pozorów, złości, lęku, agresji. Robiąca tylko tyle, żeby zadowolić rytuały innych, potrzeby sprostania wypracowanym schematom i scenariuszom. Zawsze spełniająca oczekiwania dla spokoju, namiastki sympatii, dobrego gestu, choć te gesty nie zawsze były dla niej miłe, bo z czasem stały się natarczywe, zbyt częste, nieprzyjemne. Popsuły relacje, odgrodziły, zmotywowały do ucieczki. 

Dzieciństwo niesie ze sobą różne doświadczenia, czasem trudno wyjść z niego nawet będąc już dorosłym trudno nabrać dystansu, odseparować się, pozbyć się leków, postawić się, obnażyć, żeby poczuć wolność  Czasem, aby do tego doszło musi stać się wiele rzeczy, ktoś inny musi krzyknąć, zachorować, rozbawić, ośmieszyć i obnażyć swoje słabości. Czasem ktoś inny potrzebuje pomocy, jest bezbronny, słaby, pozbawiony wsparcia i wtedy robi się wyłom w emocjach i rusza się do pomocy, sprostania zadaniu w nieznanych okolicznościach. Czasem nic nie pomaga w poradzeniu sobie z "bagażem" rodzinnym, zasłony dymne, napełniacze, uśmierzacze, nic, to zjazd po równi pochyłej do miejsca z napisem "nie poradziłeś sobie", nikt cię nie uratował.

"Je, a właściwie żre, ale jedzenie jej nie syci. Jest pusta, chce być pełna. Chce być spokojna i senna. Chce zostać utulona. Nosi po kuchni swój głód, jakby nosiła małe, płaczące dziecko, którego nie da się uspokoić, które się zanosi, a im bardziej Luna stara się mu pomóc, tym ono mocniej płacze, rozdrażnione, zawiedzione tym , że ona go nie rozumie." (str. 20)

Ta książka to obrazek przeciętności, pozorów, pustki, bylejakości emocjonalnej, braku miłości, miałkości relacji. Uniwersalna opowieść o relacji między ludźmi osadzonymi w rodzinie, w której jest tylko zależność złożona z lęku, uzależnienia od chorych emocji, żebrania o coś czego nie było i nie będzie - bliskości. Bardzo wyrazista, bolesna, poruszająca, dla mnie wciągająca i refleksyjna.
Zdecydowanym walorem tej książki jest jej piękny język, wyrazisty, mięsisty i oddający opisywane wydarzenia. Język dzięki któremu czułam emocje, samopoczucie, udręki bohaterów. Dla mnie wartościowa lektura.

niedziela, 28 kwietnia 2024

Ciałko. Hiszpania kradnie swoje dzieci - Katarzyna Kobylarczyk

 

"Ciałko. Hiszpania kradnie swoje dzieci" to kolejna książka, po "Strup. Hiszpania rozdrapuje rany", przybliżająca bardzo trudne, żeby nie powiedzieć tragiczne historie i losy ludzkie frankistowskiej Hiszpanii, które zaczynają wychodzić na światło dzienne od kilku lat. Czytając te opowieści trudno uwierzyć, że to tak niedawno, tak blisko, w takim cywilizowanym zakątku świata działy się rzeczy, które w głowie się nie mieszczą. A jednak, jak udowodniono ponad wszelką wątpliwość, chociaż instytucje do tej pory ukrywają rozmiar prawdy i faktów, brak też dowodów, bo często były specjalnie niszczone, zabierano ludziom dzieci. Chcąc być bardziej precyzyjną, zabierano dzieci kobietom zaraz po porodzie i mówiono im, że dziecko zmarło, a szpital się "wszystkim zajmie". Dzieci zabierano tzw. „czerwonym”, czyli rodzinom z drugiej strony obowiązującego systemu, w ramach walki z „genami marksizmu”, o czym pisali czołowi frankistowscy pseudo psychiatrzy. Dzieci trafiały najczęściej do adopcji. Dlaczego kobiety nie upominały się o dzieci? Bo taka była rzeczywistość frankistowskiej Hiszpanii, kobiety były pozbawione wielu praw obywatelskich i ekonomicznych, czyli odmawiano im podstawowych praw człowieka, wprowadzony był system nacjonalistyczno-katolicki, ultra patriarchalny, w którym kobiety miały być posłuszne mężczyznom. Kobiety nie mogły decydować o niczym, nie miały swoich majątków, ani pracy bez zgody opiekuna męskiego. Dlatego łatwo było odmówić im możliwości zobaczenia własnego dziecka, zwłaszcza, że szpitale były pod jurysdykcją kościoła. Kościół miał swoje wpływy na całość życia obywateli, kuratelą moralności "otoczył" zwłaszcza kobiety. Jeśli kobieta zaszła w ciążę pozamałżeńską (czy to z gwałtu, co było częste i zawsze z winy kobiety, czy z chwilowej słabości/miłości) była traktowana jak prostytutka i najczęściej wyrzucana ze społeczności. Takie kobiety trafiały pod opiekę kościelnych instytucji, w których przebywały do porodu, po którym zabierano im dziecko i przekazywano za okrągłe sumki do adopcji, najczęściej małżeństwom, które nie mogły mieć dzieci, ale które było po stronie frankistowskiej. W Hiszpanii Franco kościół dostał w swoje ręce całą opiekę społeczną, edukację, służbę zdrowia i szpitale a także opiekę nad kobietami i dziećmi właśnie, aby zarządzić sacrum domowego zacisza, wyrugować z niej grzeszną cielesność, "zasiać" ideę czystej duszy.

Obecnie trudno wyciągnąć konsekwencje, bo kościelne archiwa zamknięte, bo sprawcy są za starzy, albo nie żyją, bo nie ma woli politycznej, bo sprawy się przedawniły, bo...?! Zawsze w takich sprawach post autorytarnych, dyktatorskich, patologicznych trudno jest o jakiekolwiek zadośćuczynienie niesprawiedliwościom, ukojenie krzywdy, żalu i zniwelowanie podłości. Czasu nie da się cofnąć.

Ta książka była dla mnie bardzo smutna, porażająca i pogrążająca w zadumie nad podłością człowieka względem człowieka, instytucji względem człowieka i wreszcie systemu względem jednostki ludzkiej. Książka Katarzyny Kobylarczyk pokazuje patologię systemu zdominowanego przez rządy dyktatora o podłożu nacjonalistyczno-katolickim, obudowanym ultra patriarchalnymi zapędami. Po Irlandii, Kanadzie to kolejny kraj, który ucierpiał od instytucji kościoła chrześcijańskiego/katolickiego. Porażające jak ci, którzy głoszą peany o Chrystusie (który umiłował miłość i pokój oraz oddanie człowiekowi), czynią okropności dla władzy i majątku. Na krzywdzie zbudowano imperium pychy, podłości i mamony. Hiszpania, to kolejny kraj, w którym skrzywdzono tylu ludzi, tyle kobiet i dzieci, i to tak niedawno. Wstrząsające? Pewnie tak, ale jakie to ludzkie.

piątek, 12 kwietnia 2024

Wyklęte imperium. Irańskie opowieści - Aleksandra Lisewska

 

Autorka zawarła w niej swoje doświadczenia podczas podróży w Iranie. Książeczka zawiera opisy odwiedzanych miejsc, spostrzeżenia z tychże, ale także z rozmów z ludźmi ich zachowań i zwyczajów. Znajdziemy w niej opisy doświadczeń jakie ma kobieta z innego kraju na dodatek niemuzułmanka w kraju gdzie kobieta podlega wielu obowiązkom, począwszy od nakrywania ciała, przestrzegania separacji stref i ogólnie rzecz ujmując innego traktowania, itp.

Książka zawiera wiele pięknych zdjęć z miejsc, które widziałam, które odwiedziłam i które podziwiałam. Dzięki tym obrazom powróciłam do miłych wspomnień. 

Nie przypadły mi do gustu osobiste oceny, od których autorka nie stroni, zwłaszcza, że wiedziała dokąd jedzie. Wiele jest w niej powtórzeń, urywanych opowieści, niekoniecznie pasujących wstawek myślowych. 

Niemniej jeśli ktoś ma ochotę wybrać się do tego kraju to książkę można przeczytać ze względu na zdjęcia, aby się upewnić, że warto.

Woda. Historia pewnego porwania - Szymon Opryszek

 

"-Musisz zrozumieć, że woda jest czynnikiem ekonomicznym. Bez wody mamy biedę, pustynie, brak bezpieczeństwa żywnościowego i wojny. Tam gdzie woda jest niezawodna i bezpieczna, zawsze mamy postęp i stabilność. (...) Jeśli uznamy wodę za surowiec strategiczny, to jasne stanie się, że niewłaściwe zarządzanie nim wywołuje spory i gniew. Dziś zmiany klimatyczne zakłócają wzorce pogodowe, na których zbudowano systemy społeczno-gospodarcze, ale to wcale nie oznacza kryzysu wodnego..." (str. 87)
 
Mocna książka, która prowadzi czytelnika układami wodnymi przez historie, które burzą spokój i otwierają oczy i uszy.

Woda, główna bohaterka tej książki to kanwa wokół której autor pokazał ogrom problemów, ich przyczyn i skutków. Wplótł umiejętnie porwanie i śmierć Homero Gonzalesa - meksykańskiego strażnika sanktuarium motyli, w ogrom problemów krajów biednych, za które odpowiedzialni są biali, bogaci, z "lepszego" świata.

Uprawiane są rośliny, m.in. awokado, które pochłaniają ogromne ilości wody na terenach, gdzie dramatycznie zaczyna brakować wody dla ludzi. Jest to ogromnie groźne zjawisko w wielu krajach, tym bardziej, że uprawy prowadzone są na ogromną skalę, aby jak najwięcej zarobić, kosztem nie tylko wody, ale lasów, gleby pod uprawy dla indywidualnych użytkowników. Wytwarza się ubrania w krajach, gdzie woda jest dobrem dla mieszkańców, a hektolitrami jest używana na potrzeby produkcji taniej odzieży. Wykorzystywana jest też do wielu innych działalności, np. kopalnianej. Często jest bezrefleksyjnie marnowana na różne sposoby. Betonujemy całe połacie ziemi wokół co nie pozwala wodzie m.in. na swobodny przepływ. Zanieczyszczamy wodę, nie dbamy o jej odzysk, używamy wody pitnej do spłukiwania nieczystości, jakbyśmy mieli niewyczerpalne źródło, a przecież to źródło wysycha i to dramatycznie.

Autor otwiera przed czytelnikami całe siatki powiązań, zależności, uwikłań, politycznych, korporacyjnych, przestępczych, włącznie z przekupstwem i korupcją, mających ogromnie niekorzystny wpływ na coraz bardziej biedniejące społeczności. Pokazuje jak pazerność ludzka niszczy obszary, kraje, ludzi i środowisko, pozostawiając po sobie zgliszcza w postaci wysuszonych terenów, rzek, zanieczyszczonych gleb, zaśmieconych wód, wyciętych lasów, pustynnienia, wyludnienia się jednych terenów i zagęszczenia skupiskami ludzi na innych, co generuje kolejne problemy.

Jako Polacy też nie możemy zapominać, że znajdujemy się w opłakanej sytuacji jeżeli chodzi o zasoby wody pitnej, jesteśmy na końcu krajów Europy, za nami tylko Czechy, Cypr i Malta. Osuszamy bagna, przekształcamy i ingerujemy w rzeki, które są dostarczycielami wody pitnej, nie zauważamy, że zmiany klimatu powodują inne występowanie skupisk opadów. Nie jesteśmy przygotowani, ani edukacyjnie, ani technicznie na adaptację do tych zmian. Wody brakuje, i ten czynnik będzie zarzewiem różnych konfliktów i problemów, które już się dzieją, ale mało się o tym mówi we właściwy sposób.

To świetna książka, ważna i niezwykle drobiazgowa w swoich historiach. Autor prowadzi szeroko zakrojoną kampanię pro środowiskową ze szczególnym uwzględnieniem znaczenia wody dla życia dla naszej planety. Bardzo warto przeczytać tą książkę.

czwartek, 11 kwietnia 2024

Matka młodej matki - Justyna Dąbrowska

 

Tym razem sięgnęłam po książkę Justyny Dąbrowskiej, która dzieli się swoimi opowieściami o zostaniu babcią, albo ciekawiej i adekwatnie matką córki, która została matką. Spójna opowieść, która krok po kroku pokazuje drogę córki do porodu, wychowywanie syna, ich wspólny rozwój i wzrastanie w rolach. Autorka na każdym z tych etapów dopisuje obserwacje adekwatne do nowego etapu życia dla córki, dziecka, męża i jej w roli matki młodej matki. Ta rola jest ważna i bardzo szczególna, jeśli jest pełniona w sposób nienarzucający się, bo może być uciążliwością, jeśli matka córki wejdzie za bardzo w rolę wszechwiedzącej. 

Autorka porusza także problemy okołoporodowe, społeczne, stereotypowe względem porodów, rodzicielstwa, macierzyństwa i relacji w tych wyjątkowych strukturach i powiązaniach. Miejscami wzruszająca, czasami przypominająca własne moje zmagania w tym obszarze, często poruszająca do myślenia o tych najważniejszych, najbliższych, zupełnie wyjątkowych obszarach życia kobiet.



niedziela, 7 kwietnia 2024

Opiłki i okruszki - Tomasz Jasturn

 

"Wsiadł do wozu, znalazł na dywaniku przy siedzeniu pasażera okruszek szkła. Tyle zostaje, pomyślał, opiłki, okruszki. Opiłki przykrych wspomnień, okruszki obojętnych lub przyjemnych. Cała nasza przeszłość zlepiona ze wspomnień." (str. 68)

To książka zaskoczenie, przyjemność czytania, refleksje w trakcie i po lekturze. Te coroczne wrzutki bohatera, czy tytułowe opiłki lub okruszki to bezpruderyjne towarzyszenie w życiu człowieka od wczesnego dzieciństwa do śmierci. To przyglądanie się odpryskom pamięci, zapachom, smakom, uniesieniom miłosnym, wzlotom i upadkom. To migawki pamięci, refleksy przebijające się pomiędzy natłokiem szarych zdarzeń, to sceny, które szczególnie zapadły w pamięć, które wracają, pozwalają powiązać przeszłość z teraźniejszością.

Bohater prowadzi czytelnika po odpryskach swojego życia, z każdego roku wybiera tylko jeden maleńki kawałek, zdarzenie, które zakotwiczyło, było ważne, znamienne, pamiętane. Niektóre wspomnienia są bardzo krótkie, jak mgnienie chwili, ulotne, wręcz niewiarygodne, że zapadły w pamięć. Inne nieco dłuższe, pozwalające zatrzymać się na moment, zadumać, przyjrzeć, przemyśleć, odnieść do siebie. Poruszające i generalnie wzbudzające sporo emocji. Odnosiłam je do siebie, bliskich znajomych i rodziny. Były znamienne, smutne i pobudzające do refleksji, bo czymże jest życie, w którym tak biegniemy, na nic nie mając czasu, ciągle za czymś pędząc, aż wreszcie dopada nas starość, ze wszystkimi skutkami, niedogodnościami i rozczarowaniem, że tyle jeszcze było do zrobienia, takie mieliśmy plany, a tu klops, ciało nie słucha, nie ma już z kim realizować codzienności, nie ma do kogo otworzyć ust.

Ta książka pozostawiła ślad, odcisnęła znak, dała sygnał, żeby uważać, bo życie tak szybko ucieka.

Ucieczka niedźwiedzicy - Joanna Bator

 

"Ucieczka Niedźwiedzicy" to zbiór opowiadań, które można czytać jako elementy połączone, albo niezależne byty. Opowiadania są bardzo różne i myślę, że każdy, kto sięgnie po tą książkę znajdzie coś dla siebie. Mnie podobała się większość historii, choć nie udało mi się połapać wszystkich zaplatanych wątków i ludzi. Przydałaby się mapa powiązań bohaterów, którzy raz tu, raz tam pojawiają się, przeplatają losy innych, wpływają na siebie, tudzież są obserwatorami. Często tak mamy w realnym życiu, niespodziewane skrzyżowania dróg są ciągłymi towarzyszami naszych losów.

 W książce Joanny Bator panuje smutek, wynikający z relacji, doświadczeń, przeżyć, albo tęsknota za kimś, za czymś, jakieś poszukiwanie dróg, docieranie do jakichś prawd, historii, wspomnień. Niektórzy odkrywają prawdy, o których nie wiedzieli dopóki coś: człowiek, zdarzenie, los, zdecydował, że czas na jaj ujawnienie. Bohaterowie wychodzą, uciekają, nie wracają, albo zaszywają się w "hotelu Sudety", który jak czarna dziura wciąga nieprzystosowanych i nie oddaje na zewnątrz. Niemało tu wątków z pogranicza realizmu i fantazji, bo oprócz hotelu, swoistej Arki Noego, mamy historię kobiety i żółwia, kobiety nietoperza, kobiety Licha, która wlecze za sobą tajemnicę i nieszczęście.

Autorka w swoich opowiadaniach przypomina swoje poprzednie bohaterki, wątki, sytuacje, łączy, nawiązuje i przypomina. Generalnie myślę, że do tych opowiadań można wracać i przyglądać im się od innej strony, z inną wiedzą, z innymi emocjami. Podsumowując, czytając książkę miałam przyjemność lektury.




Ta literacka magia zupełnie nie sprawdza się za to w „Sadness is a blessing, sadness is a pearl” czy „Batwoman”. Przynajmniej w mojej ocenie. Wy musicie sprawdzić same i sami, bo pomimo kilku słabszych opowiadań po „Ucieczkę niedźwiedzicy” naprawdę warto sięgnąć. Proza Bator potrafi poruszyć emocje. I choć tym razem jest to smutek, z którym zwykle się nie lubimy, to i dla niego dobrze jest czasem znaleźć nieco miejsca. Dać mu z nami pobyć, a potem puścić wolno i zacząć od początku, zostawiając za sobą przeszłość, jak robi to bohaterka ostatniego opowiadania „Tikkun olam” (co, swoją drogą, oznacza po hebrajsku naprawianie czy też doskonalenie świata) w swoim tańcu bez choreografii, prowadzona tylko emocjami i „czuciem”.


sobota, 30 marca 2024

Tylko one. Polska sztuka bez mężczyzn - Sylwia Ziętek

 

Bardzo się cieszę, że jest Sylwia Ziętek, bo wydobywa na światło dzienne, wiedzę, która została skrupulatnie zasypana przez historię, ludzi, obyczaje, schematy, itd. Odgruzowuje informacje o artystkach, które były, tworzyły i przyciągały uwagę. Niektórym udało się osiągnąć sukces, nawet ten finansowy, wiele z nich było znanych w swojej epoce, innych nazwisko przetrwało po ich śmierci, a pamięć niektórych pieczołowicie dbają ich rodziny. Niektóre zostały zapomniane na lata, o niektórych się nie mówi, a niektóre triumfalnie weszły na galerie i do muzeów, budzą żywe zainteresowanie, wręcz sensację.

Sylwia Ziętek zdmuchuje kurz z życiorysów dwudziestu artystek: malarek i rzeźbiarek. To barwna galeria postaci, ich prywatnych historii, twórczości, podróży, drogi do zdobycia wiedzy, sukcesów, problemów, tragedii, ciekawości świata i poszukiwań miejsca dla samych siebie. Chłonęłam, wczytywałam się, w wiele nazwisk po raz pierwszy, na wystawach kilku byłam, ale dzięki autorce wybiorę się w miejsca, gdzie są dzieła innych, których nie widziałam.

Autorka przybliżała sylwetki artystek chronologicznie, począwszy od Anny Rajeckiej urodzonej w 1754/60 roku a skończywszy na tych, które można było jeszcze spotkać w XXI wieku.  

Tak jak wspomniałam zaczynamy podróż od Anny Rajeckiej, która tworzyła piękne barokowe portrety możnych ówczesnej epoki. Uwielbiający sztukę król Stanisław August Poniatowski, dostrzegłszy jej talent sponsorował jej naukę malarstwa w Paryżu. Tam też Anna wyszła za mąż, urodziła syna, w trakcie szalejącej rewolucji francuskiej wróciła do Polski, niestety jej obrazy zostały w pracowni, niestety do dzisiejszych czasów przetrwało niewiele, ale i te są świadectwem ogromnego talentu.

Zofia Szymanowska urodzona w 1825 roku, malarka portretów, przyrodnia siostra żony Adama Mickiewicza.

Elisabeth-Jerichau-Bauman w 1818 roku, bardzo uzdolniona malarka, matka kilkorga dzieci, zaradna żona, podróżniczka, która malowała na egzotycznych dworach.

Anna Bilińska urodzona w 1854 roku niezwykle uzdolniona i już rozpoznawana malarka portretów, autoportretów i pejzaży.

Olga Boznańska urodzona w 1865 roku, jedna z najbardziej znanych polskich malarek, głownie portrecistka .

Zofia Stryjeńska urodzona w 1891 polska malarka, graficzka, ilustratorka, scenografka, przedstawicielka art déco. Była znaną polską artystką plastyczką dwudziestolecia międzywojennego, wprowadziła do malarstwa swój własny, niepowtarzalny styl ludowy.

Mela Muter urodzona w 1876 roku, polska malarka żydowskiego pochodzenia, przedstawicielka modernizmu, zaliczana do École de Paris, członkini Société Nationale des Beaux-Arts. Twórczość Meli Muter to różnorodność ekspresji zarówno w portretach jak i w krajobrazach.

Zofia Piramowicz urodzona w 1880, roku artystka-malarka, uczestniczka życia bohemy polskiej w Paryżu. Obok malarstwa olejnego tworzyła akwarele i gwasz, tworząc niewielkie kompozycje o intensywnej palecie kolorystycznej; podejmowała temat martwych natur, najczęściej kwiatów, a także stworzyła dekoracyjny cykl pejzaży orientalnych. Wiele podróżowała.

Tamara Łempicka urodzona w 1898 roku, polska malarka epoki art déco pochodzenia żydowskiego. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych malarek na świecie, za której obrazy płaci się ogromne kwoty.

Estera Karp urodzona w 1897 roku, polska malarka pochodzenia żydowskiego, jej prace obejmują szeroką tematykę i technikę.

Katarzyna Kobro urodzona w 1898 roku, polska rzeźbiarka awangardowa pochodzenia niemiecko-rosyjskiego, żona Władysława Strzemińskiego.

Małgorzata Łada-Maciągowa urodzona w 1881 roku, malarka, witrażystka, która zapisała swoją obszerną spuściznę muzeum w Siedlcach.

Hanna Rudzka-Cybis urodzona w 1988 roku, polska malarka, jedna z reprezentantek koloryzmu, współzałożycielka Komitetu Paryskiego. Pierwsza kobieta na stanowisku profesorskim na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Żona malarza Jana Cybisa.

Maria Ewa Łunkiewicz-Rogoyska urodzona w 1895 roku, „Mewa” – polska malarka, przedstawicielka międzywojennej i powojennej awangardy.

Alina Szapocznikow urodzona w 1926 roku, jedna z najważniejszych powojennych polskich artystek i najoryginalniejszych rzeźbiarek XX wieku.

Erna Rosenstein urodzona w 1913, polska malarka surrealistyczna i poetka żydowskiego pochodzenia.

Maria Papa Rostkowska urodzona w 1923, polska rzeźbiarka i malarka, tworzyła m.in. w marmurze.

Magdalena Abakanowicz-Kosmowska urodzona w 1930, polska rzeźbiarka, twórczyni tkaniny artystycznej, profesor sztuk pięknych.

Maria Anto urodzona w 1936 w Warszawie, była jedną z najbardziej oryginalnych artystek zajmujących się malarstwem figuratywnym, matka i żona.

Maria Pinińska-Bereś urodzona w 1931 roku, polska rzeźbiarka i performerka, autorka instalacji i environment, związana ze środowiskiem artystycznym Krakowa, gdzie żyła i tworzyła. Żona rzeźbiarza Jerzego Beresia, matka malarki Bettiny Bereś.

Takie różne, takie ciekawe, takie uzdolnione. Polecam opowieści o tych barwnych motylach.

Pójdę sama - Chisako Wakatake

 

"Jak się nad tym teraz zastanowić, młodość to synonim ignorancji. Żeby się czegokolwiek nauczyć, trzeba najpierw doświadczyć. Czy w takim razie starość jest synonimem doświadczenia? Synonimem wiedzy?" (str. 30)

Ta skromna, niepozorna książka dla mnie miała spory ładunek emocjonalny. To opowieść o życiu i doświadczaniu różnych jego momentów, przeżyć i wydarzeń. Narastające wspomnienia, które towarzyszą bohaterce i gromadzą się w różnych zakamarkach pamięci. To rozważania nad tym co było i nad tym co dzieje się aktualnie. To pogodzenie z samotnością, bycie ze sobą, odkrywanie siebie. "Nawet nie taka zła ta starość, skoro pozwala zaakceptować dzikie i wściekłe takim, jakie jest - pomyślała Pani Momoko, maszerując. Miło tak spotykać swoje różne ja w drodze do męża na cmentarz." (str. 95)

W książce podążamy za rozważaniami bohaterki o jej doświadczeniach z dzieciństwa i ich wpływie na jej dorosłe losy. O wyborach życiowych i zawodowych, o jej związku, w którym była wiele lat, dzieciach, które próbowała wychowywać łagodniej niż sama była wychowywana. O tym jak sobie jej syn i córka poradzili w swoim życiu. "Czas był bezlitosny. Pani Momoko przywykła do własnej starości. Ale nie chciała jej widzieć u swojej córki. Tylgo nie u niej, chociaż córgę proszę oszczędzić - chciała błagać kogoś, coś,..." (str.36)

Teraz kiedy została sama, bo dzieci poszły swoimi ścieżkami, a mąż zmarł ma czas dla siebie, tylko dla siebie, może oglądać siebie godzinami, rozmawiać ze sobą, po prostu być ze sobą. W przeszłości musiała sprostać tak wielu oczekiwaniom, że nie miała dla siebie czasu. Teraz, kiedy się zestarzała znalazła czas tylko i wyłącznie dla siebie, nie chce się nim dzielić, nie chce do swojego świata nikogo dopuścić, nikt nie jest jej już potrzebny. Własna samotność, na jej zasadach jest najważniejsza. "Jo zobie jezdem paniom i władczyniom." (str. 103) Chciała robić tylko to co jej odpowiadało, bez słuchania innych, wypełniania cudzych norm, wpisywania się w sztywne schematy. Przez cały okres małżeństwa była zapatrzona w męża, wszystko robiła dla niego, był najważniejszy, nie dzieci, nie ona, ale on. Zaprzedała samą siebie, teraz jest już tylko dla siebie.

Autorka poprzez swoją bohaterkę prowadzi czytelnika w podróż jego życia, pozwala zastanawiać się nad własnymi przeżyciami, doświadczeniami, wspomnieniami. Prowadzi po meandrach duszy, pozwala na zadumę, daje czas dla siebie. Momoko mimo starości, braku sił, wystarczającej werwy, chce jeszcze doświadczać dopóki ma czas, chce płynąć tym strumieniem życia, i za to ją polubiłam. Polecam.