Szukaj na tym blogu

sobota, 20 maja 2017

Życie według Duni - Eva Eriksson, Rose Lagercrantz

Z biblioteki.

Czwarta i zarazem ostatnia część z serii o Dunii.

Tym razem Dunia jest na wakacjach i to gdzie na wyspie! Najlepsze jest jednak to, że pojechała tam razem z Fridą. To może oznaczać tylko jedno, że wakacje są nadzwyczaj udane. Dunia cieszyła się każdym dniem; kąpała się, łowiła ryby, budowała szałasy, podglądała dzikie zwierzęta.
Nawet tęsknota za tatą, jakby gdzieś się schowała. Zresztą tata codziennie wieczorem dzwonił.
Ale pewnego dnia nie zadzwonił, co Dunię zaniepokoiło. Podzieliła się swoim zmartwieniem z rodziną Fridy. Uspokoiwszy się argumentacją przyjaciół zaczęły z Fridą tworzyć książkę piekarską. 
Dunia z Fridą zostały też kobietami interesu, codziennie o dziewiątej rano sprzedawały kawę i przekąski pasażerom statku turystycznego przybijającego do brzegu wyspy. Interes kwitł z czego obie były bardzo zadowolone, bo zbierały na podróż do Islandii, aby tam pojeździć na konikach islandzkich.
Oprócz drobnych obowiązków dziewczynki żyły beztrosko, aż pewnego dnia na wyspę przybyli babcia i Svante co wprowadziło niezłe zamieszanie. A już całkiem się zamieszało kiedy to tata zjawił się na wyspie i to z kim!...
Przeczytajcie, sprawdźcie jak dorośli potrafią zamieszać w szczęśliwym życiu dzieci.

czwartek, 18 maja 2017

Kiedy ostatnio byłam szczęśliwa - Rose Lagercrantz, Eva Eriksson

Z biblioteki
Trzecia książka z serii o historii Duni.

W tej historii Dunia jest przedostatni dzień w pierwszej klasie. Przygotowuje się do zakończenia roku, babcia zakupiła jej sukienkę i sandałki. Klasa została udekorowana rysunkami dzieci. Dunia przypomina sobie wydarzenia z tego kończącego się właśnie roku: uderzenie w nos, udawanie krowy do kalamburu, opowieść o Mojżeszu, własny dekalog. W tym roku przebiła też sobie uszy, co cały czas bardzo ją cieszy.

To myślenie o szczęśliwych chwilach przerywa Pani, która informuje ją, że dzisiaj odbierze ją babcia, bo tata miał wypadek, potrącił go samochód i jest w szpitalu. Dunia boi się, ma dreszcze, myślę sobie, że dla dziewczynki, której zmarła mama,  to musi być wyjątkowo straszna wiadomość. Dostaje wsparcie od Pani wychowawczyni i Pani sekretarki. Przyjeżdża babcia, po czym jada do jej mieszkania po zwierzęta Duni. Dlaczego nie jadą do taty, bo śpi i nie należy mu przeszkadzać. Duni to jednak nie odpowiada, niepokoi się, chce zobaczyć tatę. Nikt nie jest jej w stanie pocieszyć nawet zabawny kuzyn Svante. Napięcie jest tak duże, że Dunia wybucha, chce zobaczyć tatę. Swoim niepokojem i uporem przekonuje dziadka do odwiedzenia taty. Rokowania dla taty są pozytywne, ale wracanie do zdrowia zajmie mu całe wakacje.
Wizyta w szpitalu nieco uspokoiła Dunię, dała jej nadzieję, że tata  nie umrze.
Ale co dalej, przed nią wakacje, bez taty...




Moje serce skacze z radości - Rose Lagercrantz, Eva Eriksson

Z biblioteki.

Druga część historii o życiu Duni.
Utrzymana w takim samym stylu graficznym.

Tym razem Dunia przypomina sobie miłe chwile, które zdarzyły się podczas wizyty u Fridy. Wdrapały się na drzewo i skakały po gałęziach jak małpy. Było naprawdę wesoło i przyjemnie, jak to zawsze kiedy Dunia jest z Fridą.

Niemniej główny wątek dzieje się w szkole. Z powodu zazdrości o kolegę dwie koleżanki Mika i Wiki zaczęły bardzo dokuczać Duni psychicznie i fizycznie. Oczywiście Dunia wytrzymywała ile się dało, ale w pewnym momencie wybuchła, nawet dosłownie - ketchupem na stołówce, który ląduje na... jej Pani. Ucieka do domu. Po powrocie do domu tata zastaje zamknięte drzwi do pokoju Dunia nie odpowiada na jego prośby. Po telefonie od Pani, tata wzywa Dunię do ponownego wyjścia aby pójść do szkoły i zadośćuczynić jej zachowaniu. Zacięta Dunia trwa jednak w swoim pokoju.
Tata pysznym posiłkiem wyciąga ją. Dowiaduje się też co tak na prawdę zdarzyło się w szkole. Udają się zatem do klasy aby wyjaśnić sprawę.
Książka kończy się zaskakująco i bardzo szczęśliwie!

Moje szczęśliwe życie - Eva Eriksson, Rose Lagercrantz

Z biblioteki

Książki z serii o Duni są przyjemne, łagodne i łatwe w zrozumieniu. Nadają się do samodzielnego czytania. Zawierają sporo czarno - białych obrazków, tekst rzadko kiedy zajmuje całą stronę, czcionka jest spora.
Mam takie wrażenie, że podejście do życia bohaterki książki zostało oparte na filozofii duńskiej hygge - cieszenie się z małych rzeczy, wyszukiwanie radości w działaniach, robienie rzeczy które cieszą.
Dunię cieszy w zasadzie wszystko, jest nie wiele rzeczy, czy zdarzeń, które ją smucą. Generalnie jest szczęśliwą osobą, niemiłe chwile stara się wymazywać z pamięci.

W pierwszej części poznajemy Dunię i jej podejście do życia. Dunia właśnie idzie do pierwszej klasy. Mieszka z tatą i świnkami morskimi. Jej mama niestety zmarła, kiedy Dunia była malutka.

W tej historii zaczynamy od tego, że Dunia ma problem ze snem, a na propozycję taty aby liczyć owce, co pomaga  w zaśnięciu, woli liczyć chwile, w których była szczęśliwa. W swoją opowieść wplata też zdarzenia mniej miłe. Wspomina pierwsze dni w szkole, swój strach przed samotnością i brakiem koleżanek. Poznaje jednak Fridę, a dzięki niej każdy dzień jest cudowny. Niestety pewnego dnia Dunia dowiaduje się, że Frida przeprowadza się do Uppsali, czyli opuszcza ją. Całe jej szczęście legło w gruzach, Dunia poczuła się samotna i nieszczęśliwa. Ale w życiu Duni po deszczu wychodzi słońce, nagrodą jest obietnica wyjazdu na ferie wielkanocne do Fridy.

To miłe czytadło, Dunia choć jest z natury łagodną dziewczynką umie pokazać wszystkie emocje.

środa, 17 maja 2017

Chłopiec z latawcem - Khaled Hosseini

Wypożyczona z biblioteki.

" W Afganistanie jest dużo dzieci, ale dzieciństwo to rzadkość".

Ta książka nie pozostawia obojętnym, to historia poruszająca, wyciskająca łzy, rodząca pytania, wzbudzająca emocjonalny niepokój. Zapadająca w pamięć, nie dająca się odłożyć.
To druga książka Hosseini'ego po którą sięgnęłam (na półce czeka trzecia), obie traktują o poważnych, poruszających dylematach człowieka, o losach, które gotują inni, o braku wyborów z racji pochodzenia czy płci.

Chłopiec z latawcem to książka o której trudno mi opowiadać, bo od pewnego momentu  było mi tylko smutno, albo coraz smutniej albo żałośnie. Współczucie, złość, strach, a nawet wściekłość na zło, które ludzie potrafią sobie zgotować było dla mnie przygniatające.
To książka pozostawiająca ślad w pamięci. Zdecydowanie warta przeczytania i przeżycia tych emocji, bo dla mnie właśnie tym wyróżniają się doskonałe teksty: niepokojem emocjonalnym i uczuciowym czytelnika.

Przybliżyć tę historię należy tylko ogólnikowo, żeby nie zabrać nikomu emocji z odsłaniania kolejnych kart opowieści. A więc pokrótce:
to opowieść o wspólnym dorastaniu dwóch prawie równolatków, Amira - syna bogatego Pasztuna z Kabulu i Hassana - syna służącego rodziny. Historia dzieje się w Kabulu, w Afganistanie, najpierw za czasów ostatniego króla, jego "następcy" i wkroczenia wojsk radzieckich, następnie od 1981  w Stanach Zjednoczonych.

Amir choć korzysta z towarzystwa Hassana i angażuje go we wszystkie swoje sprawy to jednak nie szanuje go, czasami jest na niego zły, naśmiewa się z jego analfabetyzmu. Jest zazdrosny, bo jego ojciec bardzo troskliwie traktuje Hassana, a jego jakby nie zauważa.Amir to oddany syn, który z nieznanych sobie powodów został emocjonalnie zapomniany przez ojca. Być może z braku miłości ojcowskiej często starał się zwracać uwagę ojca jakimiś działaniami, które niestety okazywały się irytujące w oczach ojca. Potrzebował bliskości, miłości i rozmów z ojcem, których na próżno wyczekiwał.
Hassan jest łagodny i potulny, serdeczny i oddany bez reszty swojemu przyjacielowi i jego ojcu. Uwielbia kiedy Amir czyta mu książki, kiedy puszczają razem latawce (Hassan jest mistrzem), chodzą razem na bazar, biegają w swoje ulubione w Kabulu miejsca.

Amirowi towarzystwo Hassana zapewniało bliskość i zainteresowanie, ale nie traktował go jak przyjaciela. Sam nie umiał nazwać tej relacji.
Pewna historia, która zdarzyła się w 1975 roku zawisła nad losami wszystkich. Dom i relacje na których się opierał przestały istnieć, zostały poczucie winy i złość...

W 1981 roku Amir z ojcem uciekają do USA gdzie prowadzą życie odmienne od tego, które prowadzili w Afganistanie. Stali się biedni, ojciec imał się różnych pospolitych prac aby tylko zapewnić środki na życie i kształcenie Amira. Powodziło im się różnie, ale zbliżyli się do siebie uczuciowo. Amir zdecydował, że będzie studiował anglistykę, co nie wzbudziło entuzjazmu ojca, ale nie oponował zbytnio. Amir świetnie sobie radził na studiach...


Po latach w życiu Amira pojawiła się postać z przeszłości, co z tego wynikło i jak się skończyło? Zdecydowanie warto sięgnąć po książkę i zanurzyć się w atmosferze innej kultury.

niedziela, 14 maja 2017

Językowe wygibasy. - Anna Paszkiewicz

Wypożyczona z biblioteki.

Autorka tej książki jest logopedką,  pedagożką specjalną i dyplomowaną terapeutką  pedagogiczną, czyli osobą na wskroś przygotowaną do kształtowania młodego człowieka.
Napisała książkę, która zawiera wiersze naszpikowane ortografią, wiersze tak ciekawe, zabawne i pomysłowe, że chylę czoła. Wygibasy najwyższej próby i talentu a przy tym z misją.
Pełno jest w wierszach pułapek ortograficznych, ale także humoru.
Całość okraszona została świetnymi ilustracjami, miłym w dotyku papierem i kolorami. Błędy zostały wytłuszczone czerwoną czcionką, zaś w każdym górnym rogu zapisano literę lub literki,o których w wierszu mowa.
Gorąco polecam.

Byk jak byk. Rzecz nie całkiem poważna o całkiem poważnych błędach językowych - Agnieszka Frączek

Wypożyczona w bibliotece.

Dla mnie ciekawa książka, zgrabnie napisana, inna, z pomysłem.
Autorka stworzyła niepowtarzalne wiersze lub prozę, w które wpisała błędy gramatyczne bardzo często popełniane przez dorosłych a następnie dzieci.
To książka do omówienia i dyskutowania z dzieckiem. Myślę, że może zaskoczyć nie jednego czytającego dorosłego. Czasem błędy wymienione przez autorkę są taką przyjętą codzienną mową albo "oczywistą oczywistością".
Ot chociażby: pisze (w gazecie, książce) zamiast jest napisane, gram (w kontekście wagi artykułu) zamiast gramów, tydzień czasu zamiast tydzień, miesiąc luty zamiast Luty, se zamiast sobie.
Każdy błąd jest omówiony szczegółowo, przytoczone zostały prawidłowe zastosowanie i użycie. Co pomocne wszystkie błędy zapisane zostały czerwoną czcionką, poprawne zieloną. Książka okraszona jest zabawnymi ilustracjami. Bardzo polecam.

Indonezja itd. Studium nieprawdopodobnego narodu - Elizabeth Pisani

Wypożyczyłam z biblioteki.

Nie czytało mi się jej łatwo, czasami była to bardzo ciekawa lektura,czasami nudna albo drażniąca. Niewątpliwym atutem książki jest bliskość autorki z Indonezją, bowiem Elizabeth Pisani spędziła w niej spory kawałek swojego życia. Odwiedzała ją w różnych swoich i jej latach a także w różnym charakterze.
Niemniej książka opiera się na ostatniej wyprawie do Indonezji w latach 2012/2013. Ponad  roczna wyprawa objęła: Borneo, Celebes, indonezyjską część Nowej Gwinei oraz  Sumatrę.
Autorka przybliżyła historię wysp, pokazała różnorodność ludzi i miejsc, kulturę i tradycje, zwyczaje i obrzędy, sporo kart poświęciła polityce, politykom a także wyborom. Przekazała sporo informacji, faktów, zdarzeń i "obrazów".

Dzięki tej książce czytelnik poznaje specyfikę życia mieszkańców tego wyspiarskiego państwa, zarówno wielkich miast jak i małych wiosek. Odkrywa zagadnienia szkolnictwa, podejścia do religii, dbałości o środowisko, rozwoju i zacofania.
Stara się pokazać Indonezję z bliska i z daleka, czasem wnikając a czasem tylko prześlizgując się po powierzchni.

Niemniej to książka, którą warto przeczytać ze względu na egzotykę, różnorodność i inność kraju. Autorka choć trochę zanadto przeciąga struny to w jedną to w drugą stronę, czasami przeciągając za bardzo, niemniej poznała ten świat i jego środowisko, dzięki czemu jest dla mnie wiarygodną . Nie jest też jednoznaczna w swoim pisarstwie, przedstawia te mocniejsze i ciekawsze strony ale także te problematyczne.

Los Angeles. Single, gangi i zieloni piraci - Rainer Strecker

Wypożyczona w bibliotece.

Długo stała na półce zanim zaczęłam  ją czytać. Nie była to dla mnie lektura pasjonująca, ale też nienużąca, gdzieś po środku z pewnymi ciekawostkami i zaskoczeniami, interesującymi informacjami i danymi oraz nic nie znaczącymi treściami.
Autor (niemiecki aktor) przybywa do Los Angeles i przygląda się miastu z różnych poziomów, czasami nawet wznosi się ponad miastem.
Robi to czasami chaotycznie albo z niewiadomych pobudek, ale każdy ma swoją wizję i pomysł.
Trochę historii, architektury, urbanistyki, trochę specyfiki w różnych aspektach, oczywiście trochę o gwiazdach, gangach, samochodach, bogatych i biednych.

Autor przybliża historię miasta, jego specyfikę urbanistyczną, założenia,  kłopoty z wodą, nadmierne rozbudowanie i zasiedlenie. Podział na strefy dla białych i czarnych, które z czasem i napływem nowych emigrantów przybrały nowy wygląd a i ten cały czas ulega zmianom. Los Angeles to miasto aut z własną infrastrukturą i kulturą; obecnie  zapychają miasto w nieprzewidywalny sposób. To miasto gangów i zaskakującej ilości więźniów, niewyobrażalnie bogatych i biedaków, zepchniętych do Skid Row, gdzie żyją w skrajnym bagienku nędzy. W tym mieście kwitnie wszelkiego rodzaju duchowość, zaś wróżbici, guru jogi, terapeuci i trenerzy rządzą duszami. To miasto niemalże niczym nie ograniczanych artystów.
Nawiązuje do historii branży filmowej, wszechwładnych rządów właścicieli wytwórni, Screen Actors Guild, specyfiki castingów. Przygląda się pokrótce branży filmowej tej masowej i bardziej niszowej - pornograficznej. Ze szczegółami przybliża kulisy około Oscarowe i rolę członków Akademii, napomyka o wpływie Pentagonu na filmy o tematyce militarnej.
Autor nie pominął także strony kulinarnej miasta, street food-ów, kawiarni, restauracji z całego świata, podał też kilka przepisów.
Próbował też scharakteryzować sposób bycia mieszkańców, ich zachowanie,  komunikowanie się, podejście do innych, życia i różnej maści spraw.
Poznajemy też listę filmów wg Rainer'a Strecker'a.


Podsumowując  jest to książka poglądowa, taki rodzaj pamiętnika z podróży i opis miejsc w których się aktor/autor pojawił, choć czasami miałam wrażenie, że na  siłę albo nie wiadomo po co.

sobota, 13 maja 2017

Miasto Archipelag - Filip Springer

Z biblioteki.

To trzecia książka tego autora, po którą sięgnęłam (przedtem był Zaczyn... i 13 pięter...). Poprzednimi byłam zachwycona, a przy tej pozycji czuję rozczarowanie. Nie ulega wątpliwości, że autor wykonał ogromną pracę aby napisać Miasto Archipelag. Zjeździł Polskę wzdłuż i wszerz, tym bardziej szkoda tego wysiłku. Odwiedził 31 miast, które kiedyś nosiły miano siedziby województwa. Sprawdził też jak się zmieniała liczba mieszkańców na przestrzeni lat.
Miastom przyglądał się pod różnym kątem, sprawdzał różne "warstwy", oceniał ich różne zakątki, specyfiki i klimaty. Czasem przyglądał się miastu, czasem zagajał jakiegoś mieszkańca lub mieszkańców. I mogłoby wyjść z tego kompendium albo przynajmniej zbiór ważnych treści na temat danego miejsca, gdyby nie zawężone spojrzenie. Większości opisów towarzyszyła melancholia, szarość, marazm, .
Obrazu dopełniały tendencyjne zdjęcia, utrzymane w duchu bylejakości w tych miastach, chaosu architektonicznego, szarości i zaniedbania. Miałam nieodparte wrażenie, że miasta opisywane są pod przyjęte na początku założenie - szaro, buro i ponuro.

Oczywiście w wielu z nich jest i szarość i nuda i brak perspektyw, zaś mieszkańcy chcą uciec, nie angażują się, nie mają pomysłów. Ale warto też wspomnieć, że w wielu z nich zachodzą pozytywne zmiany, albo chociaż zdjęcia można zrobić z różnych ich zakątków. W wielu miastach zostały odrestaurowane starówki, zaszły zmiany w ich centralnych punktach. W niektórych powstały miejsca pracy, bo duże koncerny postanowiły zwinąć się z dużych miast i poszukać taniej siły roboczej w mniejszych albo przejąć stare państwowe zakłady dla nowych potrzeb.
Nie wszystko jest w tym obszarze białe, ale też nie wszystko jest czarne, warto spojrzeć szerzej i można odnaleźć różne barwy.


Oczywiście ta książka nie zniechęciła mnie do sięgnięcia po kolejne książki tego autora.

wtorek, 9 maja 2017

Opowieść o Niezwykłym psie - Anna Karwińska

Wypożyczona z biblioteki (zakup z budżetu partycypacyjnego).

Okazuje się, że cennych książek kierowanych do dzieci jest całkiem sporo, tylko trzeba na nie trafić. Tym razem udało nam się przeczytać książkę z przesłaniem wychowawczym i edukacyjnym.
Opowieść o Niezwykłym psie wyszła spod ręki profesor socjologi, pełnomocniczki rektora uczelni do spraw Uniwersytetu Dziecięcego i osoby mocno zaangażowanej w sprawy dzieci, doświadczonej pisarki.
Wartością tej pozycji dla mnie, jest ciekawy sposób przedstawienia wielkiej chęci "posiadania" przez dzieci pupila - psa. Autorka powołała w swojej książce bardzo wiarygodnego bohatera - Psa ze Wspomnień, który własnym doświadczeniem pokazał dzieciom jak to jest być psem i jak należy się nim opiekować. Autorka snuła tą opowieść bez podtekstów i manipulacji. Prosty przekaz o ważnej sprawie, napisany pięknym językiem.

Szczerze polecam każdemu, bo nigdy nie wiadomo kiedy pojawi się zagadywanie o pupila. Lektura wyjaśni i wesprze.

Opowieść dotyczy rodzeństwa: Mai, Martyny, Dominika i Bartka, którzy to bardzo marzą o psie. Niestety napotykają na mur niechęci ze  strony mamy, bo ta nauczona doświadczeniem nie ufa swoim dzieciom w kwestii odpowiedzialności.
Przepełnione niesprawiedliwością dzieci omawiają całą sprawę, wspominając przy tym te działania, które wpłynęły na decyzję mamy. Zaprzeczają, umniejszają swoim przewinom, szukają usprawiedliwień, czasami próbują konfrontować argumenty obu stron. Gdy tak siedzą zatopione w rozmowie Martynka zauważa w pewnej odległości kształt przypominający psa. Po przyjrzeniu się z bliska okazało się, że pies to i owszem ale przejrzysty, na dodatek mówiący.
I od tej chwili zaczyna  się opowieść przejrzystego psa o jego doświadczeniach z ludźmi. Dzieci są tak nią pochłonięte, że nawet deszczowe dni nie są dla nich nudne. Pies snuje swoją historię wciągając dzieci i czytelnika.
Dzieci pojmują z czym wiąże się mieszkanie z psem, że to nie tylko zabawa, ale też pomoc i opieka. Przyjemność związana  z konkretnymi obowiązkami i odpowiedzialnością.

poniedziałek, 8 maja 2017

Amelia Bedelia - Peggy Parish

Wypożyczona  z biblioteki.

 Dla nas ta książka była cała wesoła i kolorowa. Treść i ilustracje zachęcają do przeczytania więcej niż raz. A naprawdę warto, bo śmiechu przy jej czytaniu jest dużo. Podziałała pozytywnie na dzieci i dorosłych. Chętnie sięgniemy po kolejną  historyjkę o Ameli Bedeli.


W domu państwa Roger, pojawia się nowa gosposia Amelia Bedelia. Pani domu dosłownie w biegu przekazała jej informację o tym, że musi wyjść, ale przygotowała jej listę z pracami do wykonania.
Najpierw jednak Amelia Bedelia poważnie i fachowo wzięła się za upieczenie tortu bezowego dla nowych pracodawców. 
Kiedy jednak zaczęła realizować zadania z listy to było coraz weselej i niewiarygodnie, bo polecenia Pani Rogers odczytała na swój sposób. Niemal każde zadanie wprawiało ją w zadziwienie, ale jeśli pani zleca to trzeba zrobić. Działo się oj działo, ale aby nie psuć opowieści na tym kończę.

Bardzo zachęcam do przeczytania tej zabawnej i ciepłej książki, bo interpretacje Amelii Bedeli są naprawdę dowcipne, inteligentne i pełne serdeczności.

niedziela, 7 maja 2017

Rosja w łagrze - Iwan Sołoniewicz

Wypożyczona z biblioteki.
Książka Iwana Sołoniewicza to poważna, dokładna literatura opisująca rzeczywistość sowiecką lat 30 ubiegłego stulecia oraz ideę GUŁAGU i koszmar życia w łagrach. Autor napisał i wydał książkę w latach 30-stych XX wieku. Świat zachodni docenił jego pracę odpowiednim wynagrodzeniem materialnym i schronieniem dla niego i rodziny.

Książka Sołoniewicza to historia, opowieść o realiach życia, wnikliwy dokument, logiczny wywód i analiza mechanizmów aparatu władz Rosji pod rządami twardej ręki Stalina. Autor z niebywałą biegłością opisał warunki życia w kraju opanowanym przez terror, pełnym absurdów i zakłamania oraz zaniedbania społeczno-gospodarczego. Z wnikliwością zobrazował machinę zagłady milionów ludzi ich cierpienia, brak wyboru, beznadzieję, nędzę i głód. Pokazał całą drabinę zależności międzyludzkich od najbardziej uprzywilejowanych do tych, którzy stanowili kompletny ludzki odpad, z którym nikt się nie liczył.

Sołoniewicz zwrócił szczególną uwagę na naturę sowieckiej Rosji nazywając ją łagrową. Twierdził że nie różniła się zbytnio od codzienności poza łagrem. Warunki życia pod rządami bolszewików były nieznośne wszędzie (może poza maleńkimi oazami), znaleźli się nawet tacy, którzy woleli swoją niedolę spędzać w  łagrze, bo była mniej nędzna niż wolność. Do tych udręczonych najbardziej należeli chłopi, wyniszczeni przez system na wszystkie możliwe sposoby. W łagrze mogli liczyć chociaż na drobne przejawy "dbałości" o nich.
Łagry to miał być sposób podporządkowania sobie milionów, stworzenia z nich bezmyślnej, zależnej masy, którą łatwo dawałoby się sterować i manipulować.

Jeszcze jednym wytłuszczonym przez autora istotnym wątkiem była rola "aktywistów". W tym systemie mieli oni bardzo szczególną specyfikę i jak najgorszą symbolikę. W chorym systemie do głosu dochodziły "chore" jednostki, karierę robiły stada nieuków i głupców. Otumanieni oparami ideologii niszczyli wszystko co napotykali na swojej drodze a ich siła rażenia  miała szeroki zasięg i wręcz nieskończone możliwości, wsparte siłą organów bezpieczeństwa.
.Sam wątek opowieści przybliża historię doświadczeń jego i jego najbliższych jako więźniów łagru. W 1933 r. Iwan Sołoniewicz wraz z żoną Iriną, synem Jurą i bratem Borysem podjęli decyzję o ucieczce z sowieckiej Rosji, niestety próba nie udała się, zostali ukarani przez system zesłaniem do obozu pracy w Kombinacie Białomorsko-Bałtyckim. Autor opisał bardzo dokładnie życie obozowe, nieustającą walkę o przetrwanie i wypracowanie takiej otoczki wokół siebie, która pozwoliła im na zdobycie mocnej pozycji w grupie. Zabiegi nie rzadko skomplikowane niemniej pozwalające przygotować spektakularną ucieczkę do Finlandii.
Autor swoimi opowieściami o ucieczce i sowieckiej rzeczywistości zadziwiał czytelników z Europy, często poddanych czarowi bolszewizmu. Odbiorcy często  nie dowierzali jego słowom.

Nawet dla czytelnika któremu nie obca jest tematyka, wspomnienia autora mogą okazać się odkrywcze, szokujące, zastanawiające albo wręcz niepojęte. Jego wywody choć czasem prześmiewcze albo cyniczne są szczere, prawdziwe i przekonujące.
Autor swą przeplatanką informacyjno-beletrystyczną trzyma czytelnika blisko siebie, czasem z nadmiaru wrażeń napiętego jak struna.
Sołoniewicz to dla mnie też wizjoner, bo przewidział "wielką czystkę" i jej skutki

sobota, 6 maja 2017

hygge..... - Marie Tourelle Søderberg

Przeczytana na potrzeby DKK.

Zapewne z własnej potrzeby nie sięgnęłabym po tą książkę. Z podstawowymi założeniami filozofii hygge zetknęłam się już w książkach o Danii, które przeczytałam jakiś czas temu. Zagadnienie przyjęłam ze zrozumieniem, bo jest to dość prosta i zdrowa w założeniach postawa względem życia. Życie "tu i teraz" propagują psychologowie, terapeuci, coachowie i zdrowy rozsądek. Nie jest to jedyne podejście, które to co najbliższe człowiekowi traktuje z takim namaszczeniem, przejęciem i czułością i chyba nie jest to jedyny naród z taką postawą. Więc dlaczego duńskie hygge a nie np. słodkie życie Włochów czy lekkości bytu Greków, może to chwilowa moda a może poszukiwanie czegoś ważniejszego w życiu, może niektórzy mają dosyć gonitwy za pieniądzem, lepszym autem, byciem w modnych miejscach, itd.,  wolą celebrować codzienność.

Samo hygge jest mi bliskie, bo podejście do życia Tu i teraz jest mi bliskie a także zwracanie uwagi na najbliższe otoczenie, dbanie o swoje przyjemności, szukanie ważności w małych rzeczach i uważność na innych.

Książka Marie Tourell Søderberg jest poświęcona hygge w różnych obszarach życia człowieka a dokładnie Duńczyka. Autorka przybliżyła też historię hygge, kulturę i całą jego/jej otoczkę. Hygge objawia się w bliskości, spotkaniach z ludźmi, przy stole, w domu, w celebrowaniu natury, wypadów na działkę. Hygge ma też swoje odcienie w zależności od pory roku. 
Podczas  czytania książki miałam wrażenie, że to nie jest nic nowego, przecież mnie też cieszą podobne rzeczy, lubię ciepło, ogień, książki, spotkania z ludźmi, wypady w plener, domowe jadło, etc. ale nie nazywam tego filozofią,  ale podejściem do życia, wybieraniem rzeczy dla mnie ważnych. Nie tworzę do tego filozofii, ideologii, otoczki i nazewnictwa, nazywam to radością, zadowoleniem, przyjemnością a czasem szczęściem.
Pomyślałam jednak, że może to jest coś więcej, szerzej i głębiej,  że to przenosi się i rozlewa na całość społeczeństwa i poszczególne organy i dlatego jest takie "głośne", znane i pozazdroszczone.

Jeśli chodzi o samą książkę to jest słodka, ciepła, milutka, ładna, bardzo kolorowa, zdobna i wypielęgnowana. Zaczyna się od pięknej i eleganckiej okładki, z mnóstwem "nastrojowych" i kolorowych zdjęć w środku i wystylizowanym tekstem z bardzo drobną czcionką.

Rozumiem, że autorka chciała podzielić się swoją radością z hygge z innymi, ale żeby od razu pisać książkę na ponad 200 stron, które można przeczytać w 1,5 lub 2 godziny. Tak naprawdę mogłoby jej to zająć 20 - 30 stron i myślę że wyczerpałaby temat.

Ogólnie rzecz ujmując, była to książka przyjemna w czytaniu, ale mogłabym się bez niej obejść. Miałam wrażenie, że autorka zebrała sporo zdjęć dopisała trochę zebranych treści ubrała w formę książki - albumu a że jest znana to ktoś to wydał, zareklamował i poszło w świat:)

czwartek, 4 maja 2017

Maja i jej świat: Uczucia - Subi, Anna Obiols


Ostatnia książka z serii o Mai i jej świecie, utrzymana w tym samym klimacie graficzno-tekstowym, z żółtym jako kolor dominujący.
W tej książce Maja opowiada o niesamowitym dniu i uczuciach jakie się z nim pojawiają.

Już od pierwszych chwil po przebudzeniu jest w doskonałym nastroju - "podekscytowana", bo wybiera się z rodzicami na wycieczkę, pakuje prowiant. Czuje zdenerwowanie, które po wyjściu z domu znika. Towarzyszy jej kotka. Idąc, czuje narastające szczęście, w oddali widzi żółtą plamę, jej ciekawość popędza ją, więc biegnie aby jak najszybciej znaleźć się bliżej. Uczucie zmęczenia redukuje euforia na widok pola słoneczników, biegała, fikała koziołki, bawiła się w chowanego i wąchała.
Aby odpocząć siada pod drzewem, muskana promieniami słońca czuje spokój i błogość. Wiatr pieści jej włosy, jednocześnie dając ulotne poczucie wolności.
Po odpoczynku wchodzi w głąb lasu, gubi się, zaczyna wołać rodziców, krzyczy. Przerażenie wywołuje łzy, czas zdaje się ciągnąć. Oczywiście rodzice odnajdują Maję. Razem zaczynają wspinać się na wysokie zbocze, które zdaje się nie mieć końca, boi się że nie da rady, niemniej udaje się. Rozpiera ją radość i zmęczenie. Poczuła głód, wyborny posiłek przywrócił siły do zejścia z góry i dalszej wędrówki, do domu. W drodze powrotnej udało się Mai nazbierać bukiet żółtych kwiatów. W domu zmęczona i spragniona zapragnęła napić się lemoniady. Siedząc na sofie marzyła  już o następnej wyprawie, tym razem może na pustynię?

Mam nadzieję, że moje streszczenie choć w niewielkiej części oddaje uczucia towarzyszące Mai podczas wycieczki po najbliższej okolicy. Maja i tym razem pokazała, że proste, zwykłe i bliskie rzeczy mogą być fascynujące. Jej patrzenie na świat  mnie umacnia, uskrzydla i dodaje energii.
Wiem, że czuję się wspaniale kiedy potrafię się cieszyć z niewielkich rzeczy i z najbliższego, codziennego otoczenia. Czytając książki z tej serii miałam wrażenie jakbym była w innym świecie miłym i serdecznym.

Maja i jej świat: Wspomnienia - Subi, Anna Obiols


Kolejna książka z serii o Mai i jej świecie, utrzymana w tej samej konwencji graficzno-tekstowej, z niebieskim i białym jako kolory dominujące.
Tym razem Maja przybliża czytelnikowi sferę wspomnień, tworząc ciepłą, czułą i czarowną atmosferę.
Opowieści towarzyszą lecące płatki śniegu, zdjęcia  i zabiegi kulinarne Mai.

Maja raczy nas opowieścią o dniu urodzin babci, wspomina pieczenie dla niej ciasta i drogę do babci, pełną przygód i trudności. Otula nas wspomnieniem o wzruszeniu babci i długim serdecznym przytulaku. Otwiera album ze zdjęciami przypominającymi historie rodzinne. Bawi swoim rozkoszowaniem się chwilą, zabawami na śniegu z kotką. Rozgrzewa otulona szczelnie  kocem popijając gorące mleko. Rozczula bajkami na dobranoc i pocałunkami babci przed snem.
To takie piękne, ważne i cenne - wspomnienia, tym bardziej, że kiedy babci już nie ma pozostają właśnie one. Ciepłe, bliskie i przedłużające, pozwalające powracać do tych wspaniałych chwil. I choć z czasem blakną i zacierają się to i tak warto je mieć w sobie.

Maja i jej świat: Wyobraźnia - Subi, Anna Obiols

 Wypożyczona z  biblioteki.


To kolejna opowieść Mai o jej świecie, tym razem o wyobraźni.
Oczywiście ta sama konwencja graficzna i tekstowa, z czerwonym kolorem dominującym.
Maja bardzo obrazowo i opisowo opowiada jak wykorzystuje swoją wyobraźnię. Jak można stworzyć różne znane i nieznane, bliskie i dalekie światy stosując do tego tylko albo aż swoją wyobraźnię, bo jest ona niczym nie ograniczona, ma ogromną pojemność i możliwości.

Wyobraźnię można uruchamiać w każdej chwili, bo jest ciągle dostępna, włączona i otwarta. Zaś dla zdrowia dobrze jest puszczać ją w ruch często, niech tworzy rzeczy najbardziej niepojęte, niezwykłe, takie, które tylko ona może stworzyć.

Maja wykorzystuje swoją wyobraźnię zaraz po przebudzeniu.  Wyobraża sobie, "że obejmuje cały świat", że jej łóżko i pokój to pustynne wydmy. W drodze do szkoły wyobraża sobie rozmowy drzew. W szkole wyobraźnia podsuwa jej różne odcienie czerwieni, arbuzowy księżyc i czereśniowe kolczyki. Ach jak cudownie wyobrażać sobie, że można dosięgnąć błękitu nieba podczas huśtania albo polecieć balonem wraz ze słoniem lub też zostać w cyrku linoskoczkiem. Można też stworzyć historię miłosną przyglądając się obrazkom na ubraniach.
Wspaniale wyobrażać sobie "najpiękniejsze chwile, cudowne i magiczne albo intrygować się czarem nocy. Można, będąc w wannie, wyobrażać sobie, że jest się marynarzem i pływać starą fregatą.
A przed snem, ech można puścić wodze i wyobrażać sobie wszystko co przynosi radość.

Towarzysząc Mai podczas jej dnia z wyobraźnią sama zapragnęłam wyruszyć ścieżkami mojej. Potrzebuję jednak zdjąć  z niej nieco pajęczyn codziennych spraw i rzeczy koniecznych do zrobienia  i wyruszam w podróż nieograniczoną:)

Głód - Martín Caparrós

Wyczekana w bibliotece.


Nie łatwo się ją czyta, ale...
  przeczytaj aby zrozumieć i coś zmienić...

To księga zacna w rozmiarze i zawartych informacjach. Chylę czoła przed pracą autora, przed jego zaangażowaniem i wysiłkiem w zebranie materiałów i przelanie ich na papier.
To także dzieło, które mimo swojej objętości wciągało. Przeczytane treści nie dają o sobie zapomnieć, "drążą" myśli, wzbudzają emocje, nie pozostawiają obojętnym. Autor pisze zrozumiałym językiem, obrazowo, przytacza fakty i liczby, które wciągają równie mocno co opisy. Treści "Głodu" poruszały, wzbudzały emocje, pobudzały myśli i rodziły przemyślenia i pomysły.
 Głód potrafi zjednoczyć,
głód potrafi zobojętnić,
głód potrafi wywołać agresję, 
głód potrafi znieczulić,
głód potrafi obudzić najgorsze zachowania,
głód to wyzwanie,
głód to agresja i rewolucje,
głód to pasywność,
głód  to nieszczęście, śmierć i poniżenie,
głód to współczesne niewolnictwo.
Głodni i wykorzystywani mogą się zemścić na świecie bogatym.

Martin Caparos analizuje głód pod wieloma względami, na wielu płaszczyznach, przygląda mu się z różnych obszarów świata. Przybliża różne postaci głodu, od skrajnego ubóstwa w Nigrze, Indiach, Bangladeszu i Sudanie Południowym, gdzie ludzie nie jadają codziennie, często też nie mają dostępu do pitnej wody. Poprzez niedożywienie, z powodu zbyt małej ilości zjadanego pożywienia lub monotonnego (tylko ryż w niewielkiej ilości), np. Madagaskar. Zjadanie pożywienia zbyt zapychającego, śmieciowego, dlatego że jest tanie, a wychowanie, brak świadomości i pieniędzy nie pozwala lub ogranicza możliwości zakupu zdrowszego i bardziej urozmaiconego jedzenia: USA, Argentyna.

Caparos szuka przyczyn głodu na świecie, pisze, że jednym z nich, może nawet największym są bogaci ze swoją zachłannością i egoizmem, potrzebą gromadzenia, zbierania i otaczania się coraz większą ilością dóbr, pieniędzy i władzy. Bogaci zawłaszczają ziemie, wykorzystują tanią siłę roboczą, zalewają tanimi produktami. Dzieje się tak w Azji, Afryce i Ameryce Południowej, wszędzie tam gdzie jest dużo biedy, zależności i niejasności w dokumentacji prawnej dotyczącej własności ziemi. Często tam gdzie był kiedyś niszczycielski kolonializm.

Kolejną przyczyną głodu jest rugowanie indywidualnych rolników z ich małych poletek, które pozwalały wyżywić się całej rodzinie. Ziemie "zabierają", "kupują"lub zawłaszczają bogaci krajowi lub zagraniczni celem inwestowania swoich nadwyżek pieniężnych (pojawia się kolejny problem - nadmiar pieniędzy u bogatych, którzy nie wiedzą w co jeszcze można zainwestować swoje narastające finanse).

Następnym problemem są wielkie przedsiębiorstwa rolnicze o jednorodnych uprawach, często wyniszczające glebę. Skupiające wielkie areały ziemi i wymuszające wielkie subwencje od swoich rządów. Nie dbające o małe gospodarstwa rolne i ich właścicieli.
Uprawy na rzecz produkcji biopaliw to kolejny stopień do zawłaszczania ziemi dla bogatych i działalności jak najbardziej nie związanej z wyżywieniem ludzi, przy jednoczesnym manipulowaniu cenami produktów, np. kukurydzy.
Podobnie jak uprawy pod hodowlę zwierząt zjadanych przez bogatszych tego świata.

Należy podkreślić grubą kreską problem z wielkimi graczami na rynku rolnym, np. firma Monsanto produkująca modyfikowane nasiona do wysiewu, które owszem dają podwyższone plony, ale wyjaławiają ziemię, potrzebują wielkich areałów, działają tylko w jednym cyklu i wiążą się z wieloletnim kontraktem z producentem monopolistą i uzurpatorem. Drobni rolnicy nie mają środków aby podążać za wytycznymi Monsanto więc bankrutują, uciekają do miasta zasilając szeregi bieda bezrobotnych. Firma ta plus podobne stały się tyranami szerokiego zasięgu, dla swoich korzyści, decydują, kto, kiedy i gdzie będzie hodował, czy ten i ów będzie miał co jeść.

Jeszcze następną przyczyną są spekulacje wielkich instytucji finansowych, które chcą zarobić na wszystkim, zaś jedzenie jest świetnym motywem, jako środek stałej potrzeby. Człowiek może odmówić sobie innych rzeczy a jedzenie kupi, zdobędzie ostatkiem sił (chyba że ich zabraknie). Zabawka albo maszynka do tworzenia kolejnych pieniędzy dla jednych, niszczy realne życie innych.

Kolejna to "łaskawa" lub "sprawiedliwa ręka" instytucji międzynarodowych typu MFW i Bank Światowy, które działają wybiórczo i odnoszę nieodparte wrażenie, że mocno interesownie.

Nadprodukcja żywności w bogatych krajach i jej marnotrawienie na różnych szczeblach procesu.To straszne czytać, że 50% żywności jest wyrzucane do śmieci przy świadomości że 1 miliard ludzi nie ma co jeść.

Pozostałe to min. globalizacja cen żywności, miliony taniej siły roboczej, wykorzystywanej do granic wytrzymałości. rodzące się patologie, które towarzyszą nędzy.
Absurdyzmy życia ludzi z bogatych krajów. Brak pomysłu na zapewnienie pracy i miejsca do życia dla ludzi pozbawianych ziemi i wypieranych przez maszyny.

Nie pozostaje bez znaczenia ogromna nierówność płci. Matka nie może pracować, bo nie ma z kim zostawić dzieci, mąż choć nie pracuje nie zostanie z dziećmi bo to nie jego zadanie.Uniezależnienie się od mężczyzny  pozwala na spokojniejsze życie bez agresji i jednej gęby (tej najbardziej zachłannej) mniej do wyżywienia.

Na prawdę warto przeczytać książkę Caparossa, aby mieć świadomość rzeczy podstawowych, które dzieją się wokół nas, w których bierzemy udział, mniej lub bardziej racjonalnie i fizycznie.
Warto wiedzieć, że około miliarda pracowników (1/3 siły roboczej świata) jest niepotrzebna.
Warto pamiętać, że 20% ludności żyje w skrajnej nędzy, za mniej niż 1,25$ dziennie.

O tej książce i zawartych w niej informacjach mogłabym pisać długo, ale postanowiłam tym razem przytoczyć teksty autora, które wydały mi się najważniejsze albo wywarły na mnie największe wrażenie:
- str 117 "Mięso jest doskonałą metaforą nierówności."
- str 129 "W Tym Innym Świecie nie ma zbudowanych solidnie domów, nie ma toalet, bieżącej wody, szpitali,..., szkół,..., godnej pracy, nie ma opiekuńczego państwa, nie ma bepieczeństwa, nie ma przyszłości... nie ma jedzenia dla wszystkich."
- str 187 "Głód jest również, bardzo często, kwestią płci."
- str 219 "...po raz pierwszy jak świat światem, więcej ludzi żyje w miastach niż na wsi."
- str 275 "... wydaje się, jakby głód był przede wszystkim sprawą kobiet:one stykają się z nim bliżej, czują go, gdy szykują jedzenie, cierpią głód w swoich dzieciach,...60% głodujących na świecie to kobiety."
- str 287 "Jedną z z najmniej uświadamianych cech głodu jest monotonia posiłków: jedzenie zawsze tego samego."
- str 299 "w 60 dolarach, cenie, za jaką sprzedaje się się dżinsy w NY, koszty bangladeskiej siły roboczej...- wynoszą 25 do 30 centymów." !
- str 309 "Jest wiele przyczyn głodu. Brak żywności już do nich nie należy."
- str 321 "... stopień zamożności społeczeństwa mierzony jest udziałem konsumowanych przez nie dóbr niepotrzebnych."
- str 390 "Otyli są ludźmi źle odżywionymi - najuboższymi - w świecie raczej bogatym." Producenci dla pomnażania swoich zysków karmią tanim, śmieciowym jedzeniem, płacą śmieciowe pieniądze za surowce i śmieciową płacę za pracę.
- str 401 "Otyli i głodujący są ofiarami - różnymi - tego samego."
- str 462 "Część ludności stanowi absolutną nadwyżkę w tym modelu i rozwoju. Model ich nie potrzebuje. Są zbędni, kosztują, trzeba się nimi zajmować."
- str 469 "Strategią panujących zawsze było zapewnić poddanym wegetację na możliwie najniższym poziomie. ... Kiedy rząd daje jałmużnę swoim poddanym, ma nadzieję, że to wystarczy, by utrzymać ich w poddaństwie i uległości: bezbronnych, milczących." Głód jest bowiem elementem silnego szantażu."
- str 486 "W Argentynie jest dzisiaj pięć albo sześć milionów ludzi niepotrzebnych."
- str 493 "...ludzie ci przeszkadzają jak śmieci, które nie wiadomo gdzie wyrzucić."
- str 590 "Głód to ubóstwo, które nie może zostać poddane pod dyskusję,  zrelatywizowane."
- str 679 "Klęska pewnej cywilizacji."
- str 698 "... głód jest czymś najbardziej bezwstydnym, ostatecznym, krzykiem wobec głuchych, metaforą wobec tych, którzy nie chcą słuchać."


W bogatych krajach ludzie jedzą tyle, że się odchudzają, chodzą na siłownię, stosują diety,
w biednych krajach ludzie nie mają co jeść! - takie kuriozum.

W mojej opinii to egoizm i brak szacunku do innych współmieszkańców (ludzi, zwierząt i przyrody) są podwalinami problemów ludzkości. Głód jest jednym ze skutków ubocznych, bardzo poważnym, ale nie jedynym.
Warto zacząć od siebie i najbliższego otoczenia: robić świadome zakupy, nie marnować żywności, szanować swoje zarobki i nie wydawać ich na rzeczy zbędne (z założenia śmieci), nie dawać się oszukiwać reklamie, ograniczać odpady i segregować je, dbać o zieleń, nie spalać śmieci, itp. Tak na prawdę nie potrzeba wielu rzeczy, to tylko manipulacja i iluzja, której ludzie ulegają. Każdy ma ograniczoną pojemność i bazuje na podstawowych rzeczach reszta to "zaśmieciacze - umilacze".  Niestety obserwuję na co dzień zachowania wielu mieszkańców cywilizowanego kraju i okazuje się, że mają bardzo duży kłopot, ze świadomością. Biegną, wciąż pędzą nie rozglądając się dookoła, mijając innych, podobnych, niedbających, pochłoniętych swoimi sprawami, swoim czubkiem nosa, zdobywaniem, zagarnianiem, potrzebami, itd....
Na szczęście nie wszyscy i w nich nadzieja. Zaskakującym dla mnie przykładem jest szef TNT, który stara się pomagać efektywnie albo twórcaYum nie naruszającej mechanizmów i starającej się naprawiać świat.