Książki to dla mnie marzenia, źródło wiedzy, pasja i moc. Książki to oczekiwanie na niewiadomą, na tajemnicę, na romans bez pokuty. Wierne, dostępne i otwarte na nowe doznania. To uzależnienie, bez skutków ubocznych, zbędnych emocji i pretensji. Książki to dla mnie ciągle napełniające się źródło, nie wysychające, wystarczy tylko chcieć czerpać, a na razie mam ogromną ochotę.......
Szukaj na tym blogu
czwartek, 17 maja 2018
Dyktator - Mariusz Zielke
Nie pamiętam co skłoniło mnie do sięgnięcia po tą książkę i pewnie też szybko o niej zapomnę. Nie zainteresowała mnie ta pozycja, bo nie tego oczekiwałam. Oczywiście nie będę jej krytykowała, bo to nie jest nieudana pozycja i zapewne kogoś zainteresuje. Tak jak nie mogłam oglądać "The House of Cards" (serial bardzo popularny dostępny min. na Netflix)
tak i ta książka to nie mój obszar zainteresowań. Trochę w niej "wizjonerstwa", groteski, komedii, poczucia humoru, wyśmiewania polityki. Miałam poczucie, że jest to treść napisana aby podrażnić, obśmiać, ukazać śmieszność i straszność. Intrygi polityczne na chwilę obecną mnie nie interesują, nie chce mi się czytać o tym o czym słyszę każdego dnia, z czym często się nie zgadzam, i z czym absolutnie się nie identyfikuję.
Mimo zastrzeżeń wiadomo o kim autor pisze, nie ma tu wielu niespodzianek, wykorzystuje to co dzieje się realnie ubarwiając, dopisując humoreski i fantasmagorie. Nie skończyłam jej, dlatego nie opisuję szczegółowo, bo byłoby to niezgodne z prawdą. Książkę czyta się łatwo i lekko jak sensacyjkę. Dla miłośników gatunku.
Fajna Ferajna - Monika Kowaleczko-Szumowska
To ciekawie skonstruowana książka, z adekwatnymi ilustracjami, wstawkami zawierającymi wyjaśnienia niektórych słów, skrótów, znaczeń, nazw typowych dla owego okresu i wydarzeń.
Książka zawiera opowieści o bardzo młodych bohaterach, którzy wzięli czynny udział w Powstaniu Warszawskim, którzy z zapałem szli pomagać albo walczyć z okupantem niemieckim. Każdy rozdział to opowieść bohatera, który nie zważał na niebezpieczeństwo, przeciwnie rwał się do walki z okupantem, chciał pomagać jak umiał.
Bohaterami książki są Mirek, Jaga, Jureczek, "Miki", Kazimierz, Basia, "Hipek", Halusia. To dzieci, które chciały ratować ojczyznę, za wszelką cenę wyrwać ją z rąk wroga, pomścić zniewagę i upodlenie.
Bohaterowie podejmowali zatem różne działania aby pomóc w Powstaniu Warszawskim.
- Mirek, aby ratować ojczyznę uciekł z domu, nie zważając na niebezpieczeństwo walczył, wspierał i ochraniał to co jego zdaniem było najcenniejsze.
- Jureczek po nocach niszczył flagi niemieckie, jako kurier przenosił listy, paczki, lekarstwa i broń na Mokotowie.
- Miki to chłopczyk pochodzenie żydowskiego, który doświadczony przez życie w gettcie i stratę najbliższych wraz z bratem dołączył do zrywu Powstańczej Warszawy.
- Kazimierz był kolporterem prasy powstańczej.
- Hipek to harcerz,, któremu przypadła w udziale zupełnie nietypowa rola, był "szczurem kanałowym", zajmował się patrolowaniem, nasłuchiwaniem, przeprowadzaniem w kanałach. Poznał je doskonale, potrafił przenosić tamtędy różne rzeczy i przeprowadzać ludzi. Było to bardzo trudne i odpowiedzialne zadanie a przy tym niewygodne i specyficzne zapachowe. Ludzie wtedy jednak inaczej patrzyli na życie i swoje cele, więc nie straszne im były takie drobnostki jak niewygody.
- Jaga, Basia i Halusia to dziewczynki, które przeżyły wiele okropnych jak na ich wiek wydarzeń. Dlatego gdy tylko wybuchło Powstanie robiły co mogły aby pomagać. Na równi z chłopcami wspierały walkę z wrogiem: Jaga łączniczka, zawsze wpierająca i dodająca otuchy, Basia ukrywająca się w piwnicach, w zimie, głodna, samotna a jednak niosąca pomoc. Halusia ratowniczka i opiekunka zwierząt, psy i koty, były jej podopiecznymi, bo przecież o nich zapomniano w obliczu tylu nieszczęść.
To książka przypominająca nam o tym co ma znaczenie, co jest ważne, co powinniśmy cenić każdego dnia. Pokazuje godne postawy w obliczu prawdziwych zmagań z niebezpieczeństwem, wrogiem, zagrożeniem, z możliwością utraty życia. Autorka przypomina, że dzięki takim ludziom i ich postawom żyjemy w wolnym kraju. Chyląc czoła im i ich czynom dobrze byłoby o tym pamiętać i uszanować ich poświęcenie. Kochajmy i szanujmy ich dziedzictwo.
środa, 16 maja 2018
Czy to jest człowiek - Primo Levi
Ostatnio czytam kilka książek z tego samego obszaru czasowego i tematycznego. Choć różni autorzy to bohaterowie uzupełniają się w opowieściach, historiach i doświadczeniach. Może główne przesłania mają inny wydźwięk, ale główny motyw pozostaje ten sam. Dylematy, zdarzenia, pytania bywają podobne, bo problem toczy się w tym samym kręgu tematycznym - II Wojna Światowa, bo o niej mowa, zmieniła życie tysiącom, nawet milionom ludzi, jedni wyszli z tej wojny z "zyskiem", inni obolali, jeszcze inni mocno poturbowani na duszy lub ciele. Tak wielu stało się ofiarami w taki czy inny sposób, tak wielu zostało zgładzonych, zwłaszcza kobiety, dzieci i starcy. To straszne, bolesne i nie do pomyślenia, a jednak to się stało, to wydarzenie miało miejsce, a najgorsze, że nie była nauczką dla przyszłych pokoleń.
"Jeżeli potępieni nie mają historii, a droga wiodąca do zagłady jest jedna i szeroka, dróg prowadzących do ocalenia jest wiele, są strome i nieprzewidziane". (str 127)
Autor opisuje swoją historię pobytu w obozie w Auschwitz, od chwili wyjazdu z Włoch do opuszczenia go po ucieczce Hitlerowców. Levi w sposób niezwykle precyzyjny opisuje swoje życie obozowe. Z drobiazgowością przytacza każdą czynność, rzecz, zadanie, wygląd i działanie. Jego opisy są tak dokładne, że przenikają czytelnika, dotykają do żywego, pozwalają wejrzeć w zakamarki ciała, w ból i cierpienie każdego dnia pobytu w tym potwornym miejscu. Jego umiejętność formułowania tej opowieści, nadzwyczajna pamięć i siła pozwoliły mu na napisanie świadectwa niezwykłej formy. Opisuje swoje życie obozowe tak obrazowo, że aż oddaje klimat, kiedy pisze o zimnie to ono przenika, kiedy pisze o głodzie to boli żołądek, kiedy pisze o smrodzie to chce się zwymiotować, kiedy pisze o obtartych stopach, to bolą faktycznie, itd. Niezwykłe opisy strasznych wydarzeń wdzierają się w duszę i pamięć.
Autor zajął się pytaniami filozoficznymi o człowieczeństwo w obozie. Doszukiwał się go w różnych sytuacjach w tych mniejszych i większego kalibru.
Na stronie 30 opisał jednak bardzo obrazowo początek odczłowieczenia: - "W jednym momencie w przypływie proroczej niemal intuicji objawiła nam się rzeczywistość: zeszliśmy na dno. Niżej już zejść nie można, nędzniejsze bytowanie ludzkie nie istnieje, jest nie do pomyślenia. Nie mamy już nic swojego: zabrano nam ubrania, buty, nawet włosy; jeżeli coś powiemy, nie będą nas słuchali, a gdyby nawet słuchali, nie zrozumieliby nas. Odbiorą nam też i imię (...)." Tak upodleni ludzie staną się Aresztowanymi z numerami, które będą ich stygmatami do końca ich dni. Staną się "Kazett, rodzajem nijakim w liczbie pojedynczej". (str 174). Jeśli człowiekowi odbiera się wszystko co miał, staje się "pustym, zdolnym jedynie do cierpienia i zaspokajania podstawowych potrzeb; zapomni o godności i o rozsądku, bo ten kto straci wszystko, może łatwo zatracić samego siebie". (str 31) Może stać się czymś odczłowieczonym, wpisującym się w ideę "Obozu zagłady".
Niemniej przewija się też ważność słowa "godność", aby w tym upodleniu i odczłowieczeniu pozostać przy życiu, przetrwać dla przyszłego pokolenia. Trzeba robić choć drobne rzeczy, które choć w małym kształcie, ale pozwalają czuć się jeszcze trochę "kimś". Szukanie nadziei w maleńkich znakach, odkrywanie szczęścia w każdym pozytywnym przejawie.
Czasami nie myślenie o różnych strasznych sprawach, zdarzeniach, faktach dawało wytchnienie i choć chwilową nadzieję. -"Walka z głodem, zimnem i pracą zostawia mało czasu na myślenie, nawet jeśli chodzi o myślenie o selekcji."
Przekazuje, że zmiana miejsca pobyt np. na Ka-Be (szpital obozowy) wyzwalało jakiś rodzaj bycia człowiekiem, pobudzało ludzkie odruchy, wspomnienia, nadzieje. Chociaż, z drugiej strony, czy warto marzyć w tej nicości, może wszyscy, których dotknęła stygmatyzacja obozowa powinni zginąć w nim i nie zanosić tej prawdy w ten dawno temu zostawiony świat?
"Zjedz swój chleb, a jeżeli ci się uda, to i chleb swego sąsiada". (str 230)
Primo Levi pokazuje, jak różne rzeczy mają istotne znaczenie w zależności od miejsca pobytu/położenia. W obozie ogromnie ważne były buty: -"I niech ktoś nie sądzi, że buty w życiu obozowym są drugorzędnym szczegółem. Śmierć zaczyna się od butów: one dla większości z nas stały się prawdziwymi narzędziami tortur, gdy po wielogodzinnym marszu powodowały rany, które w nieuchronny sposób prowadziły do zakażenia." (str 42) Chore nogi prowadziły do kolejnych komplikacji życia i zagrożenia śmiercią lub szybką eliminacją. Zdrowe nogi chroniły, dawały pracę, jedzenie i nadzieję.Problemy egzystencjalne ciągle powracają tylko zmieniają się ich cele. Raz jest to wiara i siła, innym razem przeżycie za wszelką cenę, zawsze jedzenie, picie, zimno lub gorąco. Wszystko to co odczuwa się w obozie, jest inne niż poza nim, poczynając od zimna i głodu, które znajdują się na przeciwnych krańcach w zależności od miejsca przebywania. Pory roku też mają różne znaczenie. Kiedy padał zbyt długo deszcz wszystko było obezwładniająco mokre, a jeśli do tego dochodziło zimno, brak możliwości wysuszenia ubrania, umycia się, ogrzania ludzie cierpieli jeszcze bardziej. Opisuje absurdyzm "zasad i norm" w obozie, podłość kapo, ale i rzadkie "przyjaźnie". Martwiły go selekcje, które skracały życie ludziom, bedących w dobrym stanie fizycznym, a przedłużały tym, którzy i tak nie mieli szans na przetrwanie. Opisuje tych uprzywilejowanych, przebiegłych i radzących sobie, przyzwyczajonych, pogodzonych i wiecznych "ofiar losu", z którymi lepiej nie zadawać się, bo są skazani na stracenie.
Autor pokazuje też obóz jako miejsce do codziennych zmagań, organizacji stałych spraw i niezbędnych rzeczy. Choć mieszkało w nich tysiące osób w różnych stadiach odczłowieczenia, to przecież żyjąc fizycznie potrzebowali choćby rzeczy codziennego użytku a aby je zdobyć trzeba było sprytu, umiejętności handlowych lub przestępczych aby je posiąść na własność. Należało zdobyć łyżkę, nóż, jak najlepsze buty, koszulę, igłę, nitkę, sznurek. W cenie były oczywiście inne rzeczy dające się wymienić na te potrzebne właśnie komuś. Istniały "giełdy", kwitła pomysłowość, kreatywność, wynalazczość. Walutą był chleb, za który można było zdobyć większość rzeczy.
Levi doszukiwał się człowieka we wszystkim. Opisał szczegółowo powolne powracanie do człowieczeństwa w ostatnich tygodniach przed wyzwoleniem obozu. Te powolne stadia i zmiany zachodzące w ludziach, którzy zdobywali się na zwykłe odruchy, gesty i zachowania. Powrót do świadomości społecznej, zbiorowej odpowiedzialności, potrzeby pomocy, współdzielenia niedoli, współczucia i współodczuwania. Dzielenie się emocjami, oczekiwanie na coś lepszego, na powrót do domu? Ciche wzmacnianie się nadzieją i marzeniem o opuszczeniu tego okropnego miejsca.
To książka, która zasługuje na przeczytanie i kontemplację.
Zmora z komina - Tomasz Siwiec
Seria: Ekoopowieści Misia Sortusia
Tym razem Miś Sortuś zabrał nas na wyprawę z Panem Kominko, który opowiedział o swojej pracy kominiarza, jej istocie i istotności. Clou pracy kominiarskiej polega oczywiście na czyszczeniu kominów, ale także na sprawdzaniu drożności otworów wentylacyjnych.
Miś dowiedział się jak ważne jest używanie właściwego opału do pieców, dlaczego używanie śmieci i odpadów zamiast opału powoduje Smog, dlaczego on jest taki niebezpieczny i gdzie może się pojawić.
Dowiemy się także o zależności guzika i kominiarza.
To kolejna rzeczowo napisana książeczka dla dzieci, niesie ona przesłanie dbania o środowisko, w którym przyszło nam żyć.
wtorek, 8 maja 2018
Z muchą na luzie ćwiczymy buzie, czyli zabawy logopedyczne dla dzieci - Marta Galewska-Kustra
Kolejna książka tej autorki i kolejne spotkania z muchą Fefe, tym razem jednak oprócz opowieści czytelnik dostaje możliwość ćwiczenia buzi. Zawarte historie pokazują pomysłowość Fefe, a przy okazji otwierają powiązane ćwiczenia dla buzi i języka.
To pomocne, radosne i żartobliwe praktyki mające pomóc w kłopotach z prawidłowym wysławianiem się. Zawarte w niej wskazówki pokazują kierunek i metody ćwiczeń z dzieckiem. Autorka ze znawstwem podpowiada jak najpełniej wykorzystać zabawę do nauki, a naukę do prawidłowego mówienia.
Ilustracje utrzymane w konwencji historyjek o Fefe, pełne ruchu, żartobliwe i figlarne. Warte polecenia na początek drogi do poprawy wymowy.
Czerwony głód - Anne Applebaum
Nad tą książką warto się pochylić, a na pewno zadumać, poddać refleksji.
Jak zwykle Anne Applebaum popełniła dzieło, dokładnie opisane, udokumentowane, zanalizowane i poddane szczegółowemu omówieniu. Autorka sięga do początku problemów, których skutki nazwano Hołodomorem. Pokazuje jak postępowanie jednostek wpłynęło na los milionów istnień. Jak chore urojenia doprowadziły do zabicia milionów ludzi. Książka wsparta jest pracami naukowymi Ukraińskich historyków i badaczy zjawiska. Cytowani są autorzy książek o tej tematyce, min. Miron Dolot, którego książkę przeczytałam ze łzami w oczach i suchym gardłem.
Książka jest wielowarstwowa, zawarta jest nie tylko tragedia głodu ukraińskiego rozpętanego przez bolszewizm i jego zwieńczenia w latach 30-tych. Można w niej znaleźć odniesienia historyczne do dzisiejszych niepokojów, czerpać z niej naukę, bądź zbagatelizować. Można odnaleźć zależności między postępowaniem jednostki kiedyś i dzisiaj, odnaleźć odpowiedniki i przełożenia. Złożoności zajść, zachowań i potrzeb ludzkich, utajona walka o wpływ i władzę to kolejne elementy tej wieży. Autorka z wielkim wyczuciem i rozwagą opisuje szczegóły zjawiska, drogi dojścia do kulminacji, skutków i zapominania. To niezwykła umiejętność autorki, bez oceniania opisać takie zdarzenia, które burzą krew, wołają o pomstę i wzbudzają pożądanie zemsty. Anne Applebaum profesjonalnie, bez obciążeń emocjonalnych zebrała i złożyła w bogatą w wiedzę księgę, zacną, cenną i straszną. Odsłaniająca oblicza ludzi zadających ból i cierpiących książka daje podwaliny do zapoznania się z największą, udokumentowaną na Ziemi, zagładą narodu.
Dzieło Anny Applebaum długo dudni w uszach, kołacze w sercu i telepie w duszy. Zapada w pamięć niedola narodu i człowieka.
Książkę należy przeczytać, przemyśleć, przedyskutować i zapamiętać.
Wystarczy tylko iskra, aby rozpętać pożogę, a tragedia Ukrainy jest tego najlepszym przykładem.
Mam na imię Lucy - Elizabeth Strout
"To jest Lucy, przyszła z niczym."
To historia kobiety wydawałoby się "spełnionej", w której drzemie jednak duża niepewność, niepokój, nieutulenie. Tli się w niej żal, towarzyszą lęki, zdenerwowanie, że jest nie dość dobra. Te emocje skutkują chorobą, niewyjaśnionymi zmianami w organizmie, na które trudno znaleźć lekarstwo. Przez ciało przepływają różne stadia choroby, trawi ją gorączka, co jest znakiem nagromadzonej złości. Relacje z mężem są zdawkowe lub nadto "ugładzone", bardziej życzeniowe. Relacje z córkami kładą podwaliny pod erupcję w następnych latach.
Dopiero wizyta matki poskutkowała poprawą zdrowia, zatliła się iskra nadziei na rozmowę, wyjaśnienia, ciepłe słowa. Jednak rozmowa okazała się strzępem różnych nieistotnych wspomnień o innych mieszkańcach miejsca, w którym wychowywała się bohaterka. Wyjaśnienia utkane zostały z niedomówień, przemilczeń i niejasnych grymasów. Deklarowanie uczuć nie było bezpośrednie i oczywiste, chociaż uważny czytelnik odnajdzie je w różnych kamuflażach.
Zawarte w książce rozmowy matki i córki budziły moją ciekawość, ale też rozterki i wątpliwości.Czasami miałam z nimi kłopot, może dlatego, że wolę treści utkane mocnymi nićmi a nie ledwo dostrzegalnymi pajęczynkami, niemniej po dogłębnym przemyśleniu i przedyskutowaniu zawartych w niej misternych przekazów stwierdzam, że autorka jest artystką w swoim fachu.
Pozostała mi nauka, iż książkę można przeczytać jeszcze raz, a życia nie da się przeżyć ponownie, dlatego ważne jest wszystko na co mamy wpływ w chwili rzeczywistej.
poniedziałek, 30 kwietnia 2018
Sam i Watson przeganiają gniew - Ghislaine Dulier
Książka dla dzieci i rodziców o złości, jej istocie, sensie i metodach radzenia sobie z nią.Opisane są ćwiczenia z wizualizacją emocji. Książka jest ciekawie i adekwatnie ilustrowana, z jednoznacznymi kolorami. Reakcja moich dzieci pokazała, że jest to lektura powyżej 5-6 roku życia. Młodszej było mi trudniej wyjaśnić i nie była zainteresowana ćwiczeniami. Starsza powracała do niej.
Główny bohater przeżywa chwile złości na mamę, bo na niego nakrzyczała. Jest tak zły, że mógłby kopać, walić pięściami, itd., ale wie, że takie zachowanie skutkowałoby nieprzyjemnymi konsekwencjami. Woli zdusić złość w sobie, co oczywiście jest szkodliwe dla niego. Na szczęście Sam ma przyjaciela Watsona, to kot, który akurat cierpi na alergię i właśnie ma zapuchnięte oczy i nie widzi, ale wyczuwa, że Sam jest zły. Tłumaczy mu istotę uczuć, ich odczuwanie i przeżywanie. Wyjaśnia zagadnienie aury i możliwości jej wyczucia, jest blisko co uspokaja chłopca. Kot uczy Sama wizualizacji emocji, co bardzo pomaga osiągnąć katharsis i spokój. Wizualizacja to wyobrażanie sobie obrazu, który można zmienić. Uruchamiając wyobraźnie i stosując odpowiednio techniki oddechowe można "łatwo" wyćwiczyć w sobie radzenie z niemiłymi uczuciami.
Hylaty - Jola Jarecka
Książkę czytałam jednym tchem, bo napisana jest w sposób, który zaciekawia i wciąga. Krótkie historie trójki głównych bohaterów, przeplatają się ze sobą, zachowując chronologie czasu i dążąc do tego samego miejsca.
Początek jest pozornie nie związany ze sobą, ale im dalej w książkę losy bohaterów zazębiają się, aby połączyć się ze sobą w ostatnich akordach.
Książka może nawiązywać do prawdziwych wydarzeń mających miejsce kilka lat temu na granicy Polsko-Ukraińskiej, którą przekroczyła matka z czwórką dzieci.
Autorka snuje opowieść o Hance, Hali i Jurku, przybliża ich historie, losy, obawy, emocje i nadzieje. Hanka to ładna kobieta, pracowita i pracująca, żona bezrobotnego, popijającego i ogólnie nieradzącego sobie z życiem Stefana; matka Jasia ogromnie miłego i łagodnego chłopca chorego na serce. Hala, Czeczenka uciekająca od wojny i głodu z czwórką dzieci od 2 do 12 lat. Uciekała, aby chronić swoje dzieci przed kulami, ale podróż do szczęścia i pokoju okazała się bardzo wycieńczająca. Zapewne było jej trudno, choć dzieci były dzielne i wspierały siebie i matkę, traciła siły. Choć mąż opłacił całą drogę, zapewnił, że wszystko się uda, nie przewidział, że ludzie mają różne charaktery i często z różnych względów nie dotrzymują słowa.
Jurek, pracujący w straży granicznej aktualnie w Bieszczadach, gdzie jeszcze jest granica, której trzeba pilnować. W separacji z żoną, bardzo tęskni za synem, oczekuje jego przyjazdu, aby pobyć z nim, pokazać mu piękno gór i nieprzebytych lasów.
Wszyscy główni bohaterowie są silnie związani ze swoimi dziećmi, kochają je, chcą dla nich jak najlepiej, chcą zatroszczyć się o ich zdrowie, bezpieczeństwo, dać im swoją miłość i opiekę. Ta miłość wymaga od nich cierpienia, ciężkiej pracy i zapomnienia o sobie. Wyobrażałam sobie strach Hanki o synka, który oczekuje w kolejce na serce. Wspierałam Halę w jej trudach i niebezpieczeństwach podróży, płakałam razem z nią, kiedy nie dawała rady albo była upokarzana.
Książka napełniona ludzkimi boleściami, smutkami i sytuacjami bez wyjścia, pochłania bez reszty, wypełnia oczy łzami a duszę boleścią. Historia wpisująca się w miejsce magiczne, ale też naznaczone tragicznymi wydarzeniami z przeszłości.
Feluś i Gucio idą do przedszkola - Katarzyna Kozłowska
Katarzyna Kozłowska zawarła wszystkie istotne sprawy dotyczące pójścia do przedszkola w zgrabnych i krótkich treściach. Krok po kroku, informacja po informacji, wszystko co ważne dla dziecka i rodzica w tym niewątpliwie nowym wydarzeniu w życiu rodziny. To taki poradnik, przewodnik i informator w jednym.
Autorka prowadzi czytelnika jasno wytyczoną ścieżką nieubłaganie biegnącego czasu a w raz z nim pokazuje zmieniające się zdarzenia w życiu każdego.Dużym wydarzeniem w życiu małego człowieka jest pójście do przedszkola, dlatego ważne jest właściwe podejście do tego faktu. Przygotowanie się całej rodziny, omawianie, wizualizacja sytuacji, opisanie działań.
I tak, najpierw dobrze byłoby zrobić wspólne przygotowania (zakupy, pakowanie) a następnie pójść do przedszkola. W tym nowym, nieznanym świecie, dziecku może towarzyszyć ciekawość przeplatająca się z niepokojem. Niemniej autorka prowadzi czytelnika po poszczególnych zaułkach przedszkola, zagłębiając się coraz bardziej w jego specyfikę. Opisane są poszczególne miejsca, podany harmonogram dnia i zajęcia. Rola dzieci i opiekunów. Autorka opisała nawet różne ważne wydarzenia, które mają miejsce w przedszkolu: leżakowanie, zajęcia dodatkowe, np.gimnastyka, rytmika, albo też wyjazd do zoo autokarem, odwiedziny Mikołaja, występy na Dzień Babci i Dziadka.
Autorka podkreśla, że choć dziecko może tęsknić za rodzicem ma też okazję wykazać się samodzielnością w wielu działaniach, może sprawdzić jak się czuje i daje sobie radę w grupie. Ma prawo i możliwość do własnych decyzji, sądów i działań.
Książka może być dobrą lekturą do dyskusji, oswajania i zaznajamiania z przedszkolem.
Pucio i ćwiczenia z mówienia, czyli nowe słowa i zdania - Marta Galewska-Kustra
To praktyczna książka do ćwiczenia języka, jego części, uważności na treść, umiejętności odpowiedzi na pytania. Książkę można czytać, bo jest w niej opisana historia, można się z niej uczyć, można zadawać pytania i na nie odpowiadać. Można oglądać obrazki i wysnuwać z nich własne opowieści. Można z niej czerpać własne pomysły, bo daje wiele możliwości. Dla każdego coś ciekawego i rozwojowego. Moje dziecko dało się z łatwością wciągnąć we wspólną zabawę. Zainteresowanie współgrało z intensywnością działań zaproponowanych przez autorkę.
Na początku książki jest komentarz dotyczący efektywnego z niej korzystania. Urocze ilustracje, grube kartki praktyczne przy częstym czytaniu, ciekawa forma ułożenia treści, to wszystko co zachęca po sięgnięcie po nią.
sobota, 28 kwietnia 2018
Elegia dla bidoków - J. D. Vance
Trafiła w moje ręce książka po którą bym sama nie sięgnęła, ale skoro już ją miałam to przeczytałam i nie żałuję. Autor przybliża czytelnikom bardzo przyziemne historie swojej rodziny wpisane w specyfikę miejsca i czasów. Historie prywatne otoczył wydarzeniami w kraju. Opisał lokalne zjawiska społeczne, które miały przełożenie i wpływ na szerszą skalę. Przybliżył genezę i zjawiska towarzyszące pauperyzacji pewnych grup społecznych w USA. Pokazał korelację ubożenia z brakiem wykształceniem, słabą kulturą, relacjami międzyludzkimi i szeroko pojętą beztroską. Autor bardzo wyraźnie nakreśla swój punkt widzenia na amerykański system nierówności społecznych i gospodarczych, pokazuje jego rozmiar, skutki i zagrożenia na przyszłość.
Autor skupił się na bidokach z Pasa Rdzy, których są miliony w rejonie Appalachów. To często robotnicy, bez wykształcenia, bez zaplecza finansowego, bez nadziei na poprawę swojego bytu. Co najgorsze to ludzie bez potrzeby i chęci poprawy swojej sytuacji, to obywatele, którzy się użalają i obwiniają innych za swoje położenie. Tam też urodził się i wychował J. D. Vance "w biedzie, w hutniczym miasteczku w Ohio, jednym z wielu w Pasie Rdzy, skąd jak z otwartej rany, (...) wyciekały miejsca pracy i nadzieja."(str. 8). Autor opisał swoje otoczenie wewnętrzne i zewnętrzne, swoje relacje z poszczególnymi członkami bardzo licznej i rozległej rodziny. Te głębokie i bardzo prywatne opisy przybliżyły czytelnika do sedna problemów, przeżyć, codziennych zmagań z niełatwą sytuacją i emocjami oraz zależnościami rodzinnymi. Czytając książkę odniosłam wrażenie, że choć autor pisał o swoim życiu to nie roztkliwiał się, skupił się na opisaniu sytuacji a nie na własnych emocjach i doświadczeniach fizycznych. Nie miał łatwego dzieciństwa, jego niestabilna emocjonalnie matka miała problemy z uzależnieniami, mężczyznami i dziećmi. Te ostatnie były "workami" do wyładowywania emocji i nieradzenia sobie ze sobą. Ojciec długo nieobecny w jego życiu stał się w pewnym momencie ciekawą odskocznią. Do jego rozwoju i wychowania najbardziej przyczynili się dziadkowie, choć dalecy od ideałów byli jego wsparciem, buforem bezpieczeństwa i stabilizacji ekonomicznej. Dawali mu tyle miłości ile umieli. Dzięki ich zachętom udało mu się osiągnąć "sukces" - wyrwać z zapaści i stanąć mocno na nogi.
Autor przybliżył mechanizm napędzania biedy, którą powoduje samo wykluczenie, poczucie bezsensu, bezradność, lenistwo, życie na kredyt i beztroska. Ta Amerykańska bieda to specyficzna "niestabilność", wieloraka przemoc skierowana przeciwko innym i sobie, szerokie spektrum używek, konsumpcjonizm i bezrefleksyjność. To inna bieda niż ta, która panuje w Afryce, Azji czy Ameryce Południowej. W Ameryce biedacy mają co jeść, mają sprzęt RTV, AGD, auta i miejsca do mieszkania. To inny rodzaj biedy i ubożenia, być może problem tkwi głębiej, w jakiejś bezduszności i bezwartościowości wszystkiego co ważne. Może to pustka emocjonalna, brak ideałów, czegoś wznioślejszego?
Ta książka pokazała, że obiegowa opinia o wszechmocy i bogactwie USA to mit i dotyczy to mniejszości , zaś większa część obywateli, tych o których nie mówi się w mediach, żyje bez nadziei i wiary we własne możliwości i sens.
czwartek, 26 kwietnia 2018
Zosia, Ernest i ktoś jeszcze - Elżbieta Pałasz
Elżbieta Pałasz to znana i lubiana przez nas pisarka książek dla dzieci. Zarówno poprzednie tak i ta zainteresowała nas. To książeczka bardzo realistyczna, opowiada prawdziwe historie z życia codziennego rodziny. Książka jest spójna, chronologiczna, ciekawa i wciągająca. Przyjemnie się czyta, bo często jest zabawna. Rozdziały są adekwatne dla trzy - czterolatków i starszych. Ilustracje współgrają z treścią.
Najpierw poznajemy Zosię i Ernesta, statystyczne rodzeństwo i ich rodziców. Zosia ma sześć a Ernest 4 lata. Radosne, rozbrykane rodzeństwo budzi różne emocje. Mama czasami traci cierpliwość do ich dokazywania i kłótni, tata stara się znosić je ze stoickim spokojem. Najczęściej to siostra wymyśla zabawy a brat bierze w nich udział. Czasami są o siebie zazdrośni i kłócą się, ale jak to zazwyczaj bywa pomiędzy rodzeństwem szybko się godzą.
Pewnego dnia tata oznajmia dzieciom, że w ich domu pojawi się kolejne dziecko. Kto? Skąd? Jak to? - zastanawiają się maluchy. Otóż mamusia jest w ciąży i niebawem będą mieli braciszka lub siostrzyczkę. Zdziwienie zmieniło się w zaciekawienie, oczekiwanie, znudzenie a pod koniec w zobojętnienie.
Jednak kiedy braciszek się urodził i rodzice przywieźli go do domu, to dopiero się zaczęło. Cała bieganina przy maluchu była zaskakująca, irytująca i drażniąca. Prawie wszystko kręciło się wokół niego, mama była ciągle zajęta niemowlakiem i zmęczona. Oni musieli bawić się ciszej, częściej mieli sobie radzić sami ze swoimi sprawami. Brakowało im spokoju, tęsknili za większym udziałem mamy w ich życiu.
Niemniej z czasem zauważyli, że Jaś zauważa ich i wesoło reaguje na ich miny i zachowania. Sytuacja zmieniała się z każdym miesiącem, dzieci rosły i przeżywały nowe sytuacje, działania i emocje.....
To książka mądrze ukazująca relacje rodzinne. Warto sięgnąć po nią, zarówno w adekwatnej sytuacji jak i w zupełnie skrajnej, bo pokazuje realne sytuacje bez zbędnej delikatności i infantylności.
niedziela, 22 kwietnia 2018
Wiewiórek i Bóbr. Przygody leśnych detektywów - Magda Podbylska
Książka o lesie, zwierzętach i ich zwyczajach. Wiewiórek osiągnął już taki wiek, że opuścił mamę i zaczął życie we własnej dziupli. Odpowiedzialnie z właściwym sobie rozsądkiem zaczął być dorosłym. Kiedy przeprowadził się w nowe dla siebie okolice nie znał tam nikogo. Na szczęście poznał szybko dziwnego jegomościa, który przy bliższym poznaniu wydał się całkiem sympatycznym i do rzeczy, interesującym zwierzęciem. Okazało się, że jest to bóbr i podobnie jak wiewiórek rozpoczął swoje dorosłe życie, zbudował żeremie i zamierzał zrobić zalew, ale perswazje wiewiórka pomogły i bóbr odstąpił od tego działania.
Obaj bacznie obserwują otoczenie, które nie raz je zadziwia i próbują te zdziwienia wyjaśniać, przeprowadzając czasem bardziej, a czasem mniej skomplikowane śledztwa. Dzięki podjętym przez siebie działaniom dowiadują się ciekawych rzeczy o mieszkańcach lasu, ich zwyczajach, naturze, możliwościach i talentach. Często są zaskoczeni wynikami swoich dochodzeń, czasem nie mogą uwierzyć w rozwiązanie zagadki, czasem zaskakują ich poznawane zwierzęta.
Generalnie książka jest ciekawa, na końcu zawiera opisy zwierząt i ich zwyczaje. Całkiem ciekawie się ją czyta, ale w mojej opinii ma długie rozdziały, co wymaga od dziecka dużego skupienia i wytrwałości. Zdecydowanie wolimy nawet obszerniejsze książki, ale z krótszymi rozdziałami.W każdym rozdziale jest mnóstwo długich dialogów prowadzonych przez głównych bohaterów, co czasami powodowało zgubienie wątku.
piątek, 20 kwietnia 2018
Najmroczniejszy sekret - Alex Marwood
Ta książka nie dawała mi spokoju, myślałam o niej kiedy nie czytałam, nie chciałam przestać kiedy musiałam odłożyć. To jedna z tych lektur, które zapadają w pamięć na dłużej, wstrząsają i bolą. Autorka dawkuje trudności, emocje wzrastają z każdą stroną i kiedy już myślałam, że najgorsze za mną w końcowych aktach uderza najmocniej. To świetnie skonstruowana opowieść o ludziach dorosłych, którzy żyją po to aby było im przyjemnie, aby spełniać swoje zachcianki, często kosztem innych. To książka o ludzkiej próżności, zachłanności, nieodpowiedzialności, bezrefleksyjności. Postaci nakreślone przez autorkę są egoistyczne, puste, nierozważne, gnuśne i zepsute, jednocześnie przebiegłe, okrutne, złe, nieszczere i nieprawdziwe. Wszyscy kłamią i manipulują, często są bezwzględni i podli. To w większości ludzie, którzy przedkładają hedonizm, pieniądze, rozrywki, władze nad miłość, przyjaźń, życzliwość. Nie ma w nich empatii, szczerości, nawet nazywając się przyjaciółmi kłamią. Relacje między nimi można nazwać układami zależności i "zobowiązań", wzajemnych interesików i układów. Wszystkie działania są po coś i dlaczegoś, przemyślane, strategiczne i dopracowane. Tylko płytkość i pobieżność.
Bohaterowie są uwikłani między sobą w niezdrowe i zależne więzy "rodzinne", emocjonalne, biznesowe. To rodzaj koszmarku, który ludzie sobie tworzą i w którym żyją, wsysając weń innych.
Autorka z uwagą i drobiazgowością analizuje każdego bohatera, a i tak czytelnik może być zaskoczony i zszokowany ostatnimi scenami książki.
Autorka prowadzi swoich czytelników dwutorową narracją, dzięki czemu buduje napięcie, odkrywa coraz to nowe wątki i szczegóły. Pierwsza opowieść dzieje się w 2004 roku, kiedy ginie mała dziewczynka Coco, druga w roku 2016, kiedy umiera ojciec zaginionej. Krok po kroku autorka odkrywa kolejne warstwy historii, zagłębiając czytelnika w coraz mroczniejsze tajemnice i zakamarki ludzkiej duszy i działań. W książce nie ma nudy, akcja dzieje się szybko, konsekwentnie, bez zbędnych ozdobników.
Autorka zamieściła pozytywny element związany z polskimi pracownikami budowlanymi przybyłymi do Anglii do pracy po otwarciu UE dla Polaków.
Autorka zainteresowała mnie swoim stylem na tyle, że mam zamiar sięgnąć po jej pozostałe książki.
czwartek, 19 kwietnia 2018
Igor i lalki - Pija Lindenbaum
To książka przełamująca stereotypy i pokazująca, że każdy może spróbować różnych rzeczy i nie musi być niewolnikiem sztywnych ram społecznych.
Tytułowy Igor jest przedszkolakiem. Jest lubianym i popularnym kolegą, ponieważ doskonale gra w piłkę nożną. Koledzy zabiegają o jego udział we własnej drużynie. Igor odwzajemnia sympatię kolegów i zamiłowanie do piłki nożnej, ale miałby też ochotę od czasu do czasu pobawić się inaczej. Bardzo interesują go zabawy lalkami, jednak wstydzi się i boi odrzucenia przez środowisko chłopców. Dziewczynki też początkowo nie rozumieją jego chęci zabawy z nimi.
Niemniej Igor tak bardzo chce spróbować zabawy lalkami, że ponownie wprasza się do zabawy i tym razem dziewczynki przystają na to. Kiedy po jakimś czasie przy tej zabawie odnajdują go koledzy, nie ma drwin, ani wyśmiewania, ale zainteresowanie i dołączenie.
Książka pokazuje rzeczy oczywiste, ale często wywołujące poruszenie i zdziwienie. Pokazuje różnorodność w kolorach skóry, wyglądzie zewnętrznym, potrzebach i zainteresowaniach. Potrzeba zabawy z różnymi dziećmi to nic nadzwyczajnego, ale ludzie często kategoryzują i przypisują "role" począwszy od niemowlęcia. To trudne i ograniczające zwłaszcza dla kogoś kto ma szerokie potrzeby poznawcze i pewną nieśmiałość. Na szczęście jest też sporo rodziców, którzy pokazują dzieciom różnorodność otaczającego je świata i nakłaniają do mądrego próbowania.
środa, 18 kwietnia 2018
COCO i jej mała czarna sukienka - Annemarie van Haeringen
To książka, która czytana przez dzieci może być ciekawa, ale czytana przez dorosłych może wydać się stereotypowa, sugestywna i naiwna. Dzieci powracały do niej kilkakrotnie ze względu na opisy i tworzenie przez główną bohaterkę różnych modowych rozwiązań, wdrożeń i nowości. Zadawały pytania, same interpretowały pewne treści i rysunki. Zaskakiwały ich ilustracje z wydumanymi lub po prostu zupełnie innymi niż dzisiaj strojami. Mnie jako dorosłej kobiecie opowieść o Coco (Chanel) wydała się przesłodzona i bajkowa. Sam początek i szybkie wypełnianie postanowień i marzeń jest naiwne i nierealistyczne. Niemniej to książka dla dzieci i to im ma się podobać.
Opisana jest historia niezbyt wesołego dzieciństwa Coco, poprzez jego opuszczenie, pierwsze miejsca pracy. Nagłą odmianę losu, pomysły i ich pokazywanie kobietom, zachęcanie do nowego stylu i promowanie prostoty w stroju. Uczenie nowych zachowań i nowego patrzenia na kobiecość.
Oczywiście w książce nie ma niewygodnych treści o prawdziwej Coco Chanel z oczywistych względów. To poglądowa książka dla dzieci i jeśli odbiera się ją w ten sposób to nie ma dysonansu.
Dzieci poznają dziewczynkę, która marzenia przekuła w rzeczywistość.
Pudle i frytki - Pija Lindenbaum
Pija Lindenabaum była nam znana z kilku książek zwłaszcza z "Nusi i ....". Tym razem autorka bardzo umiejętnie i we właściwym sobie klimacie zabrała się za problem uchodźctwa, zaś bohaterami uczyniła psy.
Książka jest ciekawie i sugestywnie ilustrowana, wymowa obrazów jest miejscami bardziej dosłowna niż tekst, bo ten jest delikatny i raczej rodzi zapytania o szczegóły niż je uwypukla. Pozwala czytelnikom na własne interpretacje tematu i zadawanie pytań.
Ilością ziemniaków, wysuszającym się basenem i niszczejącym domem przybliża czytelnikowi problem biedy i konieczność poszukiwania nowego miejsca do życia. Opisuje trudy podróży w niewygodnej i przepełnionej łódce, niebezpieczeństwa pogodowe, brak pożywienia, utratę nadziei, itd. Pokazuje brak akceptacji ze strony tubylców, do których dopływają wycieńczeni uciekinierzy, na szczęście nie wszystkich.
Naświetla sposoby przełamywania barier nieufności i strachu przed uchodźcami, stawia ich w świetle pozytywnym, jako ciekawych i wnoszących coś nowego w życie stałych mieszkańców wyspy. Daje też nadzieję na przełamywanie niechęci do przybyłych.
Ciekawym zabiegiem w pokazywaniu tych potrzebujących i żyjących w oazie dobrobytu było odróżnienie ich od siebie. Wygodnie żyjącymi zostali pudle, wypielęgnowane, wystrzyżone i eleganckie, zaś uchodźcami kundelki, niemniej noszą one ciekawe elementy ozdobne co tworzy wokół nich aurę inności i ciekawości. Każdy ma coś do zaoferowania i pokazania, podzielenia się czymś nowym i zaskakującym. Warto się otworzyć na inność, posłuchać, obejrzeć, zrozumieć.
Autorka pozostawia temat otwarty do przekazania dalej do dyskusji, przemyśleń, podzielenia się wrażeniami.
To książka warta przeczytania i omówienia z dzieckiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















