Książki to dla mnie marzenia, źródło wiedzy, pasja i moc. Książki to oczekiwanie na niewiadomą, na tajemnicę, na romans bez pokuty. Wierne, dostępne i otwarte na nowe doznania. To uzależnienie, bez skutków ubocznych, zbędnych emocji i pretensji. Książki to dla mnie ciągle napełniające się źródło, nie wysychające, wystarczy tylko chcieć czerpać, a na razie mam ogromną ochotę.......
Szukaj na tym blogu
wtorek, 9 czerwca 2020
Lukrecja - Anne Goscinny
Lukrecja została napisana przez córkę autora słynnego "Mikołajka". To dwunastolatka, która mieszka z mamą, ojczymem i młodszym przyrodnim bratem Wiktorem. Ma wspaniałą, nietuzinkową babcię i trzy przyjaciółki. Lukrecja, w skrócie Lulu to już nie dziecko, a początkująca młodzież, jest sympatyczna, pomysłowa i pozytywna. Uczęszcza do szóstej klasy.
Książka pokazuje młodym czytelnikom różnorodność w każdym aspekcie życia rodzinnego, że każda rodzina jest inna i obowiązują w niej różne zwyczaje, zasady, relacje. Historie opisują wiele ważnych sytuacji, w których może znaleźć się człowiek w wieku Lukrecji. Daje odpowiedzi na pytania, pokazuje możliwe rozwiązania, wyjścia z sytuacji.
Wszystkie przygody zawarte w dziesięciu rozdziałach są zabawne, ciekawe i tak wciągające, że całość czyta się rewelacyjnie i niestety bardzo szybko. Książka tak porwała moja młodą czytelniczkę, że przeczytała kolejne części w równie szybkim tempie.
Świadek - Ilja Mitrofanow
Sięgnęłam po książkę "Świadek" mając świadomość jej tematyki, zaś pozostałe elementy były dla mnie niewiadomą. Jest osobliwa, wyróżniająca się i oryginalna w pewnym sensie. Napisana nieistniejącą już odmianą języka rosyjskiego, była pewnym utrudnieniem dla tłumacza, tym bardziej, że chciał on oddać klimat i emocje wydarzenia, o którym opowiada autor. W mojej opinii udało się jednak tłumaczowi, trzeba przyzwyczaić się do specyfiki języka. Autor powoli, warstwa po warstwie nakreśla obraz sytuacji, najpierw daje podkład, maluje tło, a następnie nanosi poszczególne postaci dramatu, nadaje im kolorytu i dynamiki. Wraz z czytaniem wnikałam w tamten czas, w aurę ponurych i straszliwych wydarzeń. Książka nie epatuje jaskrawymi i straszliwymi scenami, ale poprzez pozorny spokój narratora, jego chęć zrozumienia ludzi wokół i chęć bycia fair w obliczu głodu, mimowolnie napełniała atmosferę niepokojem. Cała książka jest podszyta pozorami, napięciem, obawą, podrażnieniem, rozgorączkowaniem, niepewnością, utratą nadziei. Skumulowane emocje, niespełnione obietnice, zabrane przez uzurpatorów środki do życia, wszechogarniający głód, ubóstwo, śmierć najbliższych spowodowały wstrząs w najwyższym, ósmym stopniu skali Richtera. Uciemiężeni, zdesperowani i wygłodniali ludzie dali upust swojej niedoli w najbardziej instynktowny sposób.
"Świadek" to książka "obserwator" wydarzeń, które miały miejsce we wsi w Besarabii na przełomie 1940 i 1941 roku. Narratorem opowieści autor uczynił Fiodora Pietrowicza, autochtona tych ziem, któremu wpojono miłość do ojczyzny i który nawet nie wyobrażał sobie innego miejsca do życia dla siebie na ziemi. Mieszkał nad Dunajem, który był dawcą jadła i źródłem wody. Skończył cztery klasy szkoły podstawowej i zaczął się uczyć w zakładzie fryzjerskim. Mieszkańcy Besarabii żyli skromnie i spokojnie pod rządami władzy rumuńskiej, nie byli bogaci, ale mieli co jeść i za co żyć. Nie znali innej władzy, dopóki nie przyszła radziecka i odmieniła ich życie, obiecując wiele, nie dając nic a jednocześnie zabierając wszystko. Nowa władza odzierała ludzi z ich przyzwoitości, godności, honoru i środków do egzystencji, ta władza zabrała im wolność, okaleczyła i pozbawiła życia ich bliskich.
Ilja Mitrofanow opowiedział o losie zgotowanym mieszkańcom Besarabii przez ZSRR. Ta mieniąca się wyzwolicielem uciśnionych ludów, piewcą wolności osobistej władza niosła zniszczenia, zgliszcza, strach i śmierć gdzie tylko się "zagnieździła". To kolejny obraz dedykowany ciemiężcy, który zniszczył kręgosłupy wielu narodów w Azji i Europie.
sobota, 6 czerwca 2020
Olive powraca - Elizabeth Strout
"...nie potrafiła już sobie obciąć paznokci u stóp, nie tak jak kiedyś: była zbyt tęga i stara, żeby ustawić stopy dostatecznie blisko, a nie znosiła (...) tak okropnie wyglądających paznokci. Wtedy Jack zaproponował: "Umówmy cię na pedicure", a Olive przyjęła to tak, jakby nie wierzyła, że coś podobnego jest możliwe." (str. 184)
Czekałam na tą książkę Elizabeth Strout, bo kilka poprzednich bardzo zapadło mi w pamięć, a jej styl trafia w moje sedno. Nie zawiodłam sie na niej, wręcz wpadłam w nią jak w toń. Ta pisarka ma niezwykłą umiejętność opisywania zwykłych ludzi i ich zwyczajne życie w sposób skrupulatny, wrażliwy, drobiazgowy, wciągający w ich "szarość dnia". Każdy z bohaterów ma jakieś swoje sekrety, słabości, skryte marzenia, niespełnione postanowienia. Wielu z nich ma bardzo przyziemne, bliskie czytelnikowi troski i problemy. Jej bohaterzy są po prostu bardzo ludzcy.
Sama książka opowiada ożyciu wielu mieszkańców nadmorskiego miasteczka Crosby, w stanie Maine. Główna bohaterka została wpisana w historie mieszkańców, czasem tylko przelotnie, niejako w przejściu, a czasem jako bohaterka rozdziału. Czytając zbliżamy się do schyłku jej życia, które pokazane jest prawdziwie bez epatowania, ale też bez owijania w pazłotko. Autorka przybliża wszystkie stany, które nieodłącznie wiążą się ze starzeniem. Olive opowiada o towarzyszących jej niepokojach, wzlotach, upadkach, miłościach, tęsknotach, niespełnieniach. Pokazuje szorstką Olive, która z każdym dniem staje się jakby milsza dla otoczenia, bardziej otwarta na nowe, świadoma, że czasu jest coraz mniej i że trzeba chwytać każdy dzień i nadarzającą sie okazję. Jej świadomość upływu czasu, wpływa też na jej większą tolerancję ludzi i rzeczy. Olive stara się pomagać innym, rozumieć coraz więcej i bardziej, stara się nie krytykować. Jest wspaniałym wzorem współpracy ze swoją starością, potrafi przyznać się przed sobą, że pewne rzeczy są nieuniknione i potrzebne, dlatego trzeba je przyjąć z pokorą , np. pieluchomajtki dla dorosłych. Tęskni jednak za swoimi mężami, wspomina swoje dzieciństwo,brakuje jej niektórych ludzi, nie radzi sobie z wieloma rzeczami i zajęciami, brak jej dawnych umiejętności, ale z drugiej strony stara się dopasować, znaleźć inne wyjście z problemu, zmienić podejście.
Czytałam z wielkim zainteresowaniem i ciekawością, obcując z koronkowym stylem pisarki miałam wiele przyjemności.
piątek, 5 czerwca 2020
Dziewczyny ocalałe - Anna Herbich-Zychowicz
Życie nie jest czarno-białe, zaś ludzie nie dzielą się na Polaków, Żydów, Niemców, itd. są tylko dobrzy lub źli.
Jestem konsekwentną czytelniczką książek tej autorki. Anna Herbich-Zychowicz pisze te książki według jednolitego schematu i wzorca, ale historie swoich bohaterek "Dziewczyn" są bardzo różne, zawsze poruszające, trudne, albo wręcz bolesne, niezwykle wstrząsające a zarazem dające nadzieję. Czasami te opowieści są wręcz niewiarygodne, a jednak miały miejsce, czego dowodem jest ten zestaw wspomnień. Tym razem w ręce czytelnika trafiły opowieści siedmiu kobiet, które jako dzieci zostały uratowane z pożogi II Wojny Światowej. Ich urodzenie było dla nich śmiertelnym zagrożeniem, bo te dziewczynki były Żydówkami. Siedem kobiet i siedem bardzo różnych świadectw dzieciństwa i dalszych losów. W tej książce niektóre bohaterki wspominają też religijne obrzędy, nakazy, zwyczaje, przybliżają tradycje, opisują święta, smakołyki i wiele innych ciekawostek z tradycji żydowskiej.
Przeczytamy historię Danuty, urodzonej we Lwowie, Krystyny, która jako jedyna uratowała się z wielkiej rodziny, Zosi, kuzynki Bronisława Gieremka. Aleksandra opowie jak rodzina ukrywała przed nią jej prawdziwe pochodzenie, Agata wspomina o swoim szczęśliwym dzieciństwie i smutnych czasach wojny. Historia Inki jest poruszająca, do matury nie wiedziała, że wychowują ją "przyszywani" rodzice. Ostatnia opowieść jest Niusi, inna niż poprzednie, bo Niusię i jej całą rodzinę uratował sam Oscar Schindler.
Wszystkie wspomnienia poruszające, niebywałe i warte przeczytania.
Choć pokrótce postaram się przybliżyć bohaterki:
Danuta, Lwowianka, która zanim wybuchła wojna przeżyła dziewięć wspaniałych lat w kochającej się rodzinie. Ona i jej brat wychowywali się w zamożnym domu, bo ich ojciec był przedsiębiorcą. Mama zajmowała się domem i wychowywaniem dzieci, którym dawała miłość, dbała o ich wykształcenie i kindersztubę, sama była wykształcona, postępowa i zaangażowana społecznie. Szczęście rodziny zburzyła wojna i wtargnięcie do Lwowa sowietów, odebrano im mieszkanie, niepokojono, straszono wywózkami, ale to jeszcze nie było najgorsze, bo to nadeszło w 1941 wraz z napaścią wojsk niemieckich na Rosję. Zaczęły się systematyczne najścia, nękania, demolowanie mieszkania, rabowanie i ogólna nagonka na ludność żydowską. Wreszcie wszystkich Żydów przeniesiono do getta, gdzie na niewielkiej przestrzenie stłoczono setki tysięcy osób. Głód, choroby, śmierć to byli główni bohaterowie, a z czasem doszły deportacje. Jej ojciec załatwił fałszywe polskie dokumenty dla Danuty i jej brata. Jednak życie Żydów po aryjskiej stronie nie było łatwe, trafiali na osoby, które pomagały bardzo różnie. Danuta zobaczyła do czego zdolni są ludzie, doznała krzywdy, upokorzenia, osamotnienia. Błąkała się od osoby do osoby, od upokorzenia do odrzucenia. Jej tułaczka zakończyła się we Lwowie pomógł jej chłopak Damian, zaopiekował się nią, zaproponował małżeństwo. Danuta nie umiała go pokochać, ale bała się być sama dlatego trwała, on był opiekuńczy i zaradny (stworzył sieci placówek medycznych Klinika Damiana). Urodziła syna, jednak związek nie przetrwał, rozstali się w zgodzie. W latach sześćdziesiątych wyjechała do Izraela. W latach osiemdziesiątych poznała swojego drugiego męża. I choć dzieli swój czas na Polskę i Izrael jest Polką i nią pozostanie do końca.
Kolejna bohaterka pochodzi z Warszawy, z Muranowa, ma dwa imiona Henele i Krystyna. Pochodziła z wielodzietnej rodziny, ojciec był stolarzem, mama gospodynią. Z dzieciństwa zapamiętała, że jej rodzina była religijna, przestrzegała nakazów, obrzędów i zwyczajów żydowskich. Kiedy nadeszła okupacja, jej ojcu Niemcy obcięli pejsy, co było dla niego ciosem i upokorzeniem, p onim stał się bierny i nieobecny. Musieli opuścić dom i przenieść się do getta, jej dwaj bracia zostali wywiezieni do Treblinki, dwaj brali udział w Powstaniu i zginęli. W 1943 roku część jej rodziny ukryła się w bunkrze, w miejscu gdzie dzisiaj stoi muzeum Pollin, który miał wejście do kanałów. Zdarzenie pod ziemią przybrały bardzo dramatyczny obrót, w skutek czego z jej rodziny została tylko ona. Po wojnie skończyła KUL i pracowała w domach dziecka.
Następna Zosia pochodziła z asymilowanej rodziny, nie religijnej, ale bardzo zżytej od strony mamy. Mama była dla niej najważniejsza, z tatą nie miała bliskiego kontaktu, a kiedy poszedł na front urwał się kompletnie. Kiedy na początku wojny bomba zniszczyła ich dom zamieszkała u cioci i swojego brata ciotecznego Bronka Gieremka, który według Zosi był bardzo mądry i przewidujący. Ich dobry wygląd nie zapewnił im bezpieczeństwa, ciągle nękali ich szmalcownicy, zatem uciekły do Lublina, niestety stamtąd trafiły na Majdanek, ale po jakimś czasie jej mamie udało się zorganizować owocną ucieczkę dla nic. Powróciły do Warszawy. Nie było im tam łatwo, ale jej matka była ogromnie dzielną kobietą, zawsze udawało jej się wyjść z opresji i dzięki jej operatywności udało im się przeżyć koszmar wojny.
Kolejna to Aleksandra, była przez długie lata utrzymywana przez mamę i brata w nieświadomości swojego pochodzenia. Jej ojciec był Polakiem, zaś mama pochodziła z postępowej, wykształconej i zasłużonej dla Warszawy rodziny Żydowskiej. Podczas okupacji, ojciec zorganizował im ucieczkę na wieś, blisko Dęblina. Aleksandra wspomina dobrych i złych ludzi, dzięki tym bohaterskim przeżyła ona i jej brat, przez tych zawistnych zginął jej ojciec. Mama w trosce o jej bezpieczeństwo oddała ją pod opieką siótr zakonnych, które były dla niej jak rodzina, mieszkała też na plebanii. Dużo zmian, przeżyć, trosk, niemniej udało im się przetrwać. Wyszła za mąż, urodziła syna, ma wnuczkę.
Agata, miała cudowne dzieciństwo, jej postępowa mama dbała o zdrowy styl życia, wykształcenie i umiejętności. Żyli na dobrym poziomie. o tym, że jest Żydówką dowiedziała się dopiero po wybuchu wojny, kiedy musieli sie przenieść do getta. Pewnego dnia zniknęli jej siostra i tata, nigdy nie dowiedziała się co się z nimi stało. Mamie udało się zorganizować dla nich ucieczkę, a że miały "dobry wygląd" udało im się dotrzeć do rodziny do Międzyrzecza Podlaskiego, stamtąd uciekły na wieś. Jej losy wojenne przeplatane były przez nieszczęscia i nieliczne chwile spokoju. Z tych szczęśliwszych to wyciągnięcie jej przez kolejarza z wagonu przeznaczonego do wywózki. Pobyt u siostr zakonnych to szereg traum, podobny wymiar miał pobyt u nauczycielki i jej męża. Przeżyła jednal wojnę, jej mama też, ale spotkały sie tylko raz, bo mama bardzo wyniszczona przez pobyt w obozie Ravensbruck zmarła. Była dzieckiem, które kursowało między domami opieki i sierocińcami. Uratował ją profesor Soplica, załatwił jej pracę w bibliotece w uzdrowisku Długopole-Zdrój. Z wojny wyszła okaleczona psychicznie i uczuciowo, dopiero po urodzeniu syna poczuła szczęście, ale jej pierwsze małżeństwo nie przetrwało. Po latach jej syn też zerwał z nią kontakt. Przeszła wiele chorób, odczuwa pustkę, sieroctwo, samotność. Wypoczywa tylko w swoim domu na Warmii. Los doświadczył ją okrutnie, czego skutki odczuwa przez cały czas.
Inka, przeżyła bardzo śmierć swojej mamy w 1958 roku. Mama była Rosjanką i poznała okrutne rządy kumunistów, tata studiował w Petersburgu inżynierię i tam właśnie sie poznali. Przyjechali do Polski. Inka nie pamięta wojny, bo była niemowlakiem kiedy wybuchła. Ojca zabrano na Pawiak, ale wyszedł. Po wojnie jakoś sobie radzili, choć nie było łatwo, jednak śmierć mamy zmieniła relacje z ojcem, oddaliła ich od siebie. Kiedy przygotowywała sie do matury wybuchła między nimi kłótnia podczas, której ojciec wyrzucił z siebie, że nie jest jego i mamy córką. Już na spokojnie wszystko jej opowiedział, że została wykradziona z getta, że oni ją przygarnęli i pokochali. Po tej opowieści zaczęła zanurzać się w przeszłość, szukać swoich korzeni i znalazła rodzinę swojej mamy w Izraelu. W 1975 roku pojechała ich odwiedzić. Założyła rodzinę. Jest działaczką w Stowarzyszeniu Dzieci Holocaustu, współorganizowała wystawę "Moi żydowscy rodzice, moi polscy rodzice".
Niusia, kolejna niezwykła opowieść, urodziła się w Krakowie, wychowywała w bardzo miłym, serdecznym domu, wychuchana, wypieszczona. W 1941 musieli przenieść sie do getta, w którym działy się potworne rzeczy, niestety w 1943 roku trafili do obozu utworzonego w Płaszowie, który był piekłem na ziemi. Jako mała dziewczynka musiała pracować w fabryce, robiła szczotki. Rodzice robili wszystko, aby przeżyć w tym okrutnym świecie. Mieli w tym piekle szczęście, bo zostali wybrani do pracy w fabryce "Emalia" Oskara Schindlera, który w decydującym momencie uratował jej całą rodzinę i setki innych osób. Już jako dorosła kobieta była świadkiem wydarzeń przy kręceniu filmu" Lista Schindlera" S. Spielberga. Po wojnie była analfabetką, ale udało jej się zdobyć zawód, który kochała, była kosmetyczką i w tym zawodzie pracowała przez 56 lat. Jest zadbaną i żywotną kobietą, już prababcią. Była odznaczana i zapraszana, bo jako najmłodsza z listy Schindlera wyróżniała się. Jej brat wyemigrował do USA, jest znanym fotografikiem - Ryszard Horowitz, ich kolegą był Roman Polański.
Takie oto poruszające losy i przeżycia przypadły w udziale bohaterkom Anny Herbich-Zychowicz, warto przeczytać.
sobota, 30 maja 2020
Morderstwo w środku zimy - Fleur Hitchcock

Moja córka była bardzo pochłonięta lekturą tej książki. Rozstawała się z nią dopiero przed snem. Czytanie ją wciągało, bo historia napisana przez Fleur Hitchcock jest tak wartko i zgrabnie spleciona, pełna zagadek, niewiadomych, zaskoczeń, niepokojów, że nie daje o sobie zapomnieć. Chwyta w swoje objęcia i nie wypuszcza do końca.
A w czym rzecz? Jest zimowy, około świąteczny czas. Pewnego dnia jadąca autobusem trzynastolatka robi zdjęcie przypadkiem uchwycając na nim uzbrojonego mężczyznę, niestety ten to zauważa. Maya, bo tak ma na imię nastolatka po powrocie do domu opowiada zdarzenie rodzinie, powiadamia policję. W tym miejscu rozpoczyna się cały splot zaskakujących zdarzeń. Coś ginie, ktoś znika, ktoś inny zostaje zamordowany, a Maya zostaje wysłana na odludzie, gdzie ponoć ma być bezpieczna. Nic bardziej mylnego. Akcja rozkręca się coraz bardziej, nie daje wytchnienia do końca i zaskakuje do końca. Autorka napisała książkę kryminalną, ale z wyczuciem, bez epatowania scenami drastycznymi. Ważne było też pokazanie ludzi i ich relacji, różnych płaszczyzn porozumienia i różnych miejsc do życia. Książka uczy współpracy i patrzenia na świat szeroko otwartymi oczami.
Wypożyczając książkę nie byłam pewna czy to lektura dla dziesięciolatki, ale okazała się strzałem w dziesiątkę, opowieściom o akcji nie było końca.
Burzliwa młodość: Elżbieta żona Jagiełły - Alina Zerling-Konopka
Autorka na kanwie historycznych wydarzeń, opisanych przez ówczesnych kronikarzy stworzyła opowieść historyczno-sensacyjną o ciekawym wątku. Operuje przy tym językiem nawiązującym do tamtych czasów. Na początku może to stanowić niejaką przeszkodę, ale można się przyzwyczaić i tym bardziej przenieść w klimat czasu Jagiełły. Książkę czytało mi się dobrze, choć miejscami miałam wrażenie natłoku infantylizmów, ale cóż te bezwolne bogate kobiety miały wtedy robić oprócz paplaniny o sukniach, mężach, chłopcach, wstążkach, spojrzeniach. Książka obfituje w nagłe zwroty akcji, knowania, potyczki i utarczki rycerskie, burzliwe miłości, jest porwanie ze wszystkimi konsekwencjami, bale, śluby, zdrady, etc.
Książka nawiązuje tylko do głównych wątków historycznych, jest oparta na najważniejszych wydarzeniach dotyczących życia Elżbiety Pileckiej. W powieści są rozbieżności dat, miejsc, osób, zdarzeń, dlatego nie warto z niej czerpać lekcji historii, ale już lekcję pisania książek historycznych i przybliżania zapomnianych historii polskich rodów już tak. Dla mnie ta opowieść miała jeszcze jedną wartość, bo przybliżyła nieznane a ciekawe wątki, rody i czasy z polskiej historii. Takich pobocznych wątków historycznych nie omawia się na lekcjach historii, dlatego każdy utwór poruszający jakieś mało znane, ale znaczące ówcześnie postaci, zdarzenia wydaje mi się ważny.
Sama historia Elżbiety Pileckiej, późniejszej trzeciej żony Władysława Jagiełły była jak na ówczesne czasy burzliwa i stanowiła podłoże do ciekawej intrygi, którą Alina Zerling-Konopka wykorzystała i dość zgrabnie opisała. Główną bohaterkę poznajemy kiedy to jako nastolatka przybywa z matką Jadwigą Pilecką na chrzest Jagiełły i ślub z Jadwigą z Andegawenów. Zarówno matka jak i córka były nieprzeciętnej urody, do tego z ogromnym majątkiem i wpływami. Pani Pilecka z domu Melsztyńska została matką chrzestną króla, co jeszcze wzmocniło jej pozycję na dworze. Cała rodzina Melsztyńskich pochodziła z potężnego rodu Tarnowskich, którzy byli poplecznikami Andegawenów, a także Jagiełły. Młoda dziewczyna pierwszy raz przybyła do Krakowa i od razu na tak wielkie wydarzenie, oszołomiona natłokiem zdarzeń, spojrzeń, atmosferą zakochuje się z mało znanym rycerzu ze znacznie niższych warstw społecznych niźli jej ród. Matka miała co do niej bardzo ambitne plany, chciała wydać ją za mąż za człowieka z najznamienitszego rodu polskiego, aby tym bardziej wzmocnić rangę rodu. Nierozważne postępowanie Elżbiety pokrzyżowało te plany, popsuło relacje między paniami a na dodatek miało wpływ na dobre imię rodziny.
Mówi się, że młodość ma swoje prawa, ale wtedy ten przywilej dotyczył tylko chłopców, bo kobiety ich nie miały. Rodzina wydawała je za mąż za wcześniej właściwie wybranego kandydata, któremu miała rodzić potomków, ogarniać dom i doglądać majątku kiedy wyjeżdżał. Musiała uważać, aby przypadkiem nie podpaść swoim zachowaniem i ponieść kary mniej lub bardziej srogiej. Życie ówczesnych kobiet nie było łatwe, nad ich losem zawsze czuwali męscy protektorzy, na co dowodem jest również ta opowieść. Warto czytać tego typu książki, bo przybliżają dzieje Polski, bardziej lub mniej znane, odsłaniają równie ciekawe historie, jak te najbardziej znane z innych krajów. Warto, bo "cudze chwalicie swego nie znacie", a Polska historia to kopalnia ciekawych albo wręcz porywających opowieści.
piątek, 29 maja 2020
Dziesięć bram świata - Tadeusz Biedzki
Tadeusz Biedzki podróżuje w miejsca nie turystyczne, interesują go miejsca w , których coś się dzieje, nie koniecznie medialnego. Zagląda za kotary, parawany, żeby zobaczyć zwykłe życie mieszkańców. Te fascynacje umieścił w swojej książce "Dziesięć bram świata". Opisał wydarzenia, których był świadkiem, uczestnikiem, obserwatorem, które go dotknęły fizycznie i emocjonalnie. Autor otworzył przed czytelnikiem bramy, często zakryte, czy zakazane w sensie dosłownym albo symbolicznym. Autor opisał bardzo różne historie, zdarzenia, opowieści, wspomnienia, najczęściej bolesne, trudne i skomplikowane. Wszystkie wspomnienia pochodzą z podróży autora, jego żony i przyjaciół.
Pierwsza opowieść zaczyna się w Betlejem i Autonomii Palestyńskiej, w której na kanwie krwawych zdarzeń toczy się historia rodziny. Podczas opisanych starć wojska izraelskiego z Palestyńczykami giną ludzie, wśród nich poważny uszczerbek na zdrowiu i urodzie ponosi młoda Palestynka. Ojciec z rozpaczy i żalu oraz chęci zemsty postanawia wspierać palestyńskich i syryjskich bojowników o wolność. Opowiada o losie Palestyńczyków, o ciągłych upokorzeniach ze strony Izraela, o blokadach, utrudnieniach w życiu codziennym. Choć żyją na ziemi dziadów czują się obywatelami drugiej kategorii.
Druga opowieść dotyczy "niebieskich ludzi", czyli Tuaregów, mieszkańców Sahary, którzy najbardziej pragną utworzenia swojego państwa i życia zgodnie z tradycją. W walce o spełnienie swoich marzeń połączyli siły z dżihadystami, którzy po jakimś czasie zawładnęli ich wolnością i stali się przekleństwem. W pościg za nimi udały się wojska francuskie i malijskie, zaś nadzieja Tuaregów na własne państwo rozwiała się jak poranna mgła.
W trzeciej opowieści odwiedzamy Etipię i jej unikalne zakątki, z jeszcze bardziej unikalnymi plemionami, które na skutek różnych powodów zaczynają zanikać. Na naszych oczach kurczy się świat ludzi, którzy żyją z daleka od cywilizacji od tysięcy lat - Hamerowie, Mursi, Karo. Zanika kultura za kulturą, bo trzeba postawić nową cukrownię, albo zrobić tamy kaskadowe do produkcji energii. Te wszystkie wynalazki niszczą etnografię, ludzie albo wymrą, albo staną sie prymitywną siłą roboczą. Podzielą los innych autochtonów, wypartych przez współczesność, rozwój cywilizacyjny w którym nie ma miejsca dla chcących żyć po swojemu.
Czwarta część poświęcona jest doli i niedoli życia w Indiach nad brzegami rzeki Gangesu. Autor pokazuje też los wielu mieszkańców, zwłaszcza tych najsłabszych, niepełnosprawnych, ogólną biedę, codzienność i święte symbole.
Kolejna opowieść bardzo poruszająca, o losie ludzi z Indonezji, wydobywających siarkę z wulkanów. Ta praca wydawać się może wręcz niewierygodna dla mieszkańca Zachodu, ale istnieje naprawdę. Mężczyźni pracują ciężko, bo wydobycie odbywa się bez żadnych zabezpieczeń, bez specjalistycznego sprzętu, bez odpowiedniego ubioru, przez wiele godzin. Ich praca skraca ich życie, bo wdychają opary siarki, która uszkadza ich organy wewnętrzne, albo nosząc kosze z siedemdziesięcio kilogramowymi ładunkami siarki wąskimi ścieżkami nad urwiskiem wpadają w nie. Rzadko dożywają do "emerytury". Nikt z nich nie zastanawia się nad zmianą pracy, bo jej nie ma, nikt nie grymasi, bo trzeba utrzymac rodzinę.
W piątej opowieści przemierzamy Brazylię, ale głównym celem jest dżungla amazońska. Poznajemy historie mieszkańców ukrytych wśród roślinności, ale też stykamy się z niebezpieczeństwami czychającymi na nieostrożnego turystę w mieście. Tak naprawdę to też dżungla, równie niebezpieczna, co ta amazońska.
Szósta opowieśc przybliża czytelnikowi tygiel Peru, dziedzictwa Inków. Autor wspominaa historię, pokazuje współczesne realia życia w tych regionach. To barwna i róznorodna opowieść, bo też świat o którym autor opowiada jest bardzo różnorodny.
W kolejnej części wiedzie czytelnika Gruzińską Drogą Wojenną, przybliża zaszłości, opowiada o współczesności, pokazuje kulturę gruzińską, wiarę i kuchnię.
Dziewiąta opowieść jest bardzo poruszająca, bo jest bardzo osobistą opowieścią Turka z tureckiej części Cypru o losach jego i najbliższych. To historia tak straszna, że aż trudno czytać, a co dopiero przeżyć. Dowiemy sie też jak Turcy traktowani są przez Greków, trochę takie nawiązanie do Palestyńczyków w Betlejem. Takich miejsc na Ziemi jest jeszcze wiele i takich narodów bez ziemi co niemiara.
O tym własnie jest następna a zarazem ostatnia opowieść autora. Wspomnienie z podróży do Kurdystanu, w którym Kurdowie traktowani sa jak zło konieczne, bo nie da się ich wszystkich zagazować, zbyt wielkie larum by sie podniosło, niemniej można ich zwalczać dzieląc na maleńkie grupki. To największy naród, który nie ma ziemi, przeganiany, zwalczany, przez nikogo nie wspierany. Mają jednak złoża, które są zbyt cenne, aby wypuścić je z ręki i oddać Kurdom we władanie.
Te opowieści pokazują jak świat jest różnorodny, ale pokazuja też jak wiele narodowości, jest zwalczanych przez inne nacje. Ich los nikogo nie obchodzi, nikogo nie porusza, bo nikt się za nimi nie ujmie, nikt nie zareaguje. Autor przedstawił tylko dziesięć historii, ale jest ich o wiele więcej, niemniej warto i o tych poczytać, może poruszą one jakiś kamień. Książka to przekrój różnych kultur, problemów, zwyczajów i piękne zdjęcia codzienności.
Pierwsza opowieść zaczyna się w Betlejem i Autonomii Palestyńskiej, w której na kanwie krwawych zdarzeń toczy się historia rodziny. Podczas opisanych starć wojska izraelskiego z Palestyńczykami giną ludzie, wśród nich poważny uszczerbek na zdrowiu i urodzie ponosi młoda Palestynka. Ojciec z rozpaczy i żalu oraz chęci zemsty postanawia wspierać palestyńskich i syryjskich bojowników o wolność. Opowiada o losie Palestyńczyków, o ciągłych upokorzeniach ze strony Izraela, o blokadach, utrudnieniach w życiu codziennym. Choć żyją na ziemi dziadów czują się obywatelami drugiej kategorii.
Druga opowieść dotyczy "niebieskich ludzi", czyli Tuaregów, mieszkańców Sahary, którzy najbardziej pragną utworzenia swojego państwa i życia zgodnie z tradycją. W walce o spełnienie swoich marzeń połączyli siły z dżihadystami, którzy po jakimś czasie zawładnęli ich wolnością i stali się przekleństwem. W pościg za nimi udały się wojska francuskie i malijskie, zaś nadzieja Tuaregów na własne państwo rozwiała się jak poranna mgła.
W trzeciej opowieści odwiedzamy Etipię i jej unikalne zakątki, z jeszcze bardziej unikalnymi plemionami, które na skutek różnych powodów zaczynają zanikać. Na naszych oczach kurczy się świat ludzi, którzy żyją z daleka od cywilizacji od tysięcy lat - Hamerowie, Mursi, Karo. Zanika kultura za kulturą, bo trzeba postawić nową cukrownię, albo zrobić tamy kaskadowe do produkcji energii. Te wszystkie wynalazki niszczą etnografię, ludzie albo wymrą, albo staną sie prymitywną siłą roboczą. Podzielą los innych autochtonów, wypartych przez współczesność, rozwój cywilizacyjny w którym nie ma miejsca dla chcących żyć po swojemu.
Czwarta część poświęcona jest doli i niedoli życia w Indiach nad brzegami rzeki Gangesu. Autor pokazuje też los wielu mieszkańców, zwłaszcza tych najsłabszych, niepełnosprawnych, ogólną biedę, codzienność i święte symbole.
Kolejna opowieść bardzo poruszająca, o losie ludzi z Indonezji, wydobywających siarkę z wulkanów. Ta praca wydawać się może wręcz niewierygodna dla mieszkańca Zachodu, ale istnieje naprawdę. Mężczyźni pracują ciężko, bo wydobycie odbywa się bez żadnych zabezpieczeń, bez specjalistycznego sprzętu, bez odpowiedniego ubioru, przez wiele godzin. Ich praca skraca ich życie, bo wdychają opary siarki, która uszkadza ich organy wewnętrzne, albo nosząc kosze z siedemdziesięcio kilogramowymi ładunkami siarki wąskimi ścieżkami nad urwiskiem wpadają w nie. Rzadko dożywają do "emerytury". Nikt z nich nie zastanawia się nad zmianą pracy, bo jej nie ma, nikt nie grymasi, bo trzeba utrzymac rodzinę.
W piątej opowieści przemierzamy Brazylię, ale głównym celem jest dżungla amazońska. Poznajemy historie mieszkańców ukrytych wśród roślinności, ale też stykamy się z niebezpieczeństwami czychającymi na nieostrożnego turystę w mieście. Tak naprawdę to też dżungla, równie niebezpieczna, co ta amazońska.
Szósta opowieśc przybliża czytelnikowi tygiel Peru, dziedzictwa Inków. Autor wspominaa historię, pokazuje współczesne realia życia w tych regionach. To barwna i róznorodna opowieść, bo też świat o którym autor opowiada jest bardzo różnorodny.
W kolejnej części wiedzie czytelnika Gruzińską Drogą Wojenną, przybliża zaszłości, opowiada o współczesności, pokazuje kulturę gruzińską, wiarę i kuchnię.
Dziewiąta opowieść jest bardzo poruszająca, bo jest bardzo osobistą opowieścią Turka z tureckiej części Cypru o losach jego i najbliższych. To historia tak straszna, że aż trudno czytać, a co dopiero przeżyć. Dowiemy sie też jak Turcy traktowani są przez Greków, trochę takie nawiązanie do Palestyńczyków w Betlejem. Takich miejsc na Ziemi jest jeszcze wiele i takich narodów bez ziemi co niemiara.
O tym własnie jest następna a zarazem ostatnia opowieść autora. Wspomnienie z podróży do Kurdystanu, w którym Kurdowie traktowani sa jak zło konieczne, bo nie da się ich wszystkich zagazować, zbyt wielkie larum by sie podniosło, niemniej można ich zwalczać dzieląc na maleńkie grupki. To największy naród, który nie ma ziemi, przeganiany, zwalczany, przez nikogo nie wspierany. Mają jednak złoża, które są zbyt cenne, aby wypuścić je z ręki i oddać Kurdom we władanie.
Te opowieści pokazują jak świat jest różnorodny, ale pokazuja też jak wiele narodowości, jest zwalczanych przez inne nacje. Ich los nikogo nie obchodzi, nikogo nie porusza, bo nikt się za nimi nie ujmie, nikt nie zareaguje. Autor przedstawił tylko dziesięć historii, ale jest ich o wiele więcej, niemniej warto i o tych poczytać, może poruszą one jakiś kamień. Książka to przekrój różnych kultur, problemów, zwyczajów i piękne zdjęcia codzienności.
czwartek, 28 maja 2020
E.E. - Olga Tokarczuk
„Erna Eltzner wyłoniła się z mgły nieokreślenia, jaka zazwyczaj towarzyszy egzystencji średnich córek w wielodzietnej rodzinie, w kilka dni po swoich piętnastych urodzinach, kiedy zemdlała przy obiedzie”.
Kolejna pochłonięta książka noblistki. Inna niż pozostałe, ale w nurcie jej zainteresowań. Znowu się powtórzę, że książki Olgi Tokarczuk to popis erudycji i rozległej wiedzy w opisywanym temacie. Jej język, złożone i szczegółowe opisy oraz wielopłaszczyznowa analiza, pozostają nie zapomniane. Jej książki są dla mnie nieustającą ucztą literacką. Jej wyobraźnia, wrażliwość, wyczucie, spostrzegawczość, wiara w magiczność, naturę i inne byty to nadzwyczajne walory, którymi można się delektować bez końca. W książce umieściła swoje zainteresowania pracą doktorską Carla Junga, którego fascynowała psychoanaliza i zjawiska nieoczywiste, którym podlega człowiek.
Ta opowieść jest zetknięciem nauki i fantastyki, świata magicznego i namacalnego, nieuchwytności i przyziemności. Zarówno jej powierzchowność jak i wnętrze są wypełnione po brzegi, niemniej znajdziemy w nich miejsce na oddech, własne przemyślenia i oceny. To książka o dojrzewaniu, przechodzeniu różnych etapów samorozwoju. To opowieść o odkrywaniu, ciekawości świata i oczekiwaniu na nowe, nieznane, intrygujące, dające zaspokojenie, ukojenie i wyciszenie. To przybliżenie złożoności natury człowieka i otaczającego go świata, nic nie jest jednoznaczne, czarno-białe i oczywiste. W E.E. znajdziemy też różne ciekawe postaci ludzkie, ich zachowanie i ich podejście do życia. Ta książka to splatanie się, przenikanie, dopełnianie różnych światów, otwieranie drzwi do innych świadomości. Książka ma jeszcze jedną niewątpliwą zaletę, odmalowuje świat, którego już nie ma, z koronkową umiejętnością przenosi czytelnika do Wrocławia, a raczej Breclau początku wieku XX. Prowadzi uliczkami, wchodzimy do kamienic, spacerujemy brzegiem Odry, odwiedzamy Ostrów Tumski.
A przechodząc do treści: Erna Eltzner to średnia córka z ośmiorga dzieci Państwa Eltznerów, niewidoczna, bardzo przeciętna, cicha, zupełnie niepozorna. Pewnego dnia ta niczym nie wyróżniająca się dziewczyna traci przytomność, ale po ocknięciu komunikuje swojej matce, że widziała zjawę. Z opisu Erny matka wnioskuje, że był to duch jej ojca. To zdarzenie otwiera serię wielu zdarzeń w życiu Erny, przede wszystkim bierze udział w seansach spirytystycznych organizowanych przez matkę. Pobiera nauki od pana Frommera znawcy spirytualizmu, jest pod stałą opieką lekarza, a wkrótce staje się obiektem badań lekarza zafascynowanego ludzkim mózgiem. Erna nagle zaczyna być w centrum zainteresowania matki, sióstr, lekarzy i fanów seansów. Nie rozumie, jest przestraszona, ale też otwierają się w niej nowe poziomy świadomości samej siebie i otoczenia. Zaczyna inaczej patrzeć na siebie, kontemplować, coś przeczuwać, zmieniać się.
Książka pokazuje zderzenie wielu bohaterów, działających na różnych poziomach rzeczywistości. Niektórzy stąpają mocno po ziemi, opierają się na faktach, dowodach, empirycznie potwierdzonych badaniach. Są osoby, które poszukują dodatkowych dawek emocji, inspiracji, potrzebują zainteresowania, dowartościowania i odmiany. Mamy też takich, którzy poszukują ciepła, zrozumienia i towarzystwa, które da choć odrobinę radości w tych zwykłych szarych dniach. W opowieści ważny jest też seans, w którym biorą udział bohaterowie, bo można mu przypisać różne znaczenie. Może być spektaklem, ale też nadzieją na coś ważnego, może oczyszczeniem ich myśli, emocji i pragnień.
Olga Tokarczuk przekazała w ręce czytelnika powieść nieoczywistą, z otwartym tematem, nie przechylając szali na żadną stronę, pozostawiając zdarzenia ocenie czytelnika.
Książka pokazuje zderzenie wielu bohaterów, działających na różnych poziomach rzeczywistości. Niektórzy stąpają mocno po ziemi, opierają się na faktach, dowodach, empirycznie potwierdzonych badaniach. Są osoby, które poszukują dodatkowych dawek emocji, inspiracji, potrzebują zainteresowania, dowartościowania i odmiany. Mamy też takich, którzy poszukują ciepła, zrozumienia i towarzystwa, które da choć odrobinę radości w tych zwykłych szarych dniach. W opowieści ważny jest też seans, w którym biorą udział bohaterowie, bo można mu przypisać różne znaczenie. Może być spektaklem, ale też nadzieją na coś ważnego, może oczyszczeniem ich myśli, emocji i pragnień.
Olga Tokarczuk przekazała w ręce czytelnika powieść nieoczywistą, z otwartym tematem, nie przechylając szali na żadną stronę, pozostawiając zdarzenia ocenie czytelnika.
Książka mnie wciągnęła od początku, pobudziła wyobraźnie i emocje. Była niejednoznaczna, owiana tajemnicą, złożonością ludzkich zakamarków. Może tylko koniec lekko ostudził moje rozpalone policzki, choć z drugiej strony, był kolejnym etapem w dojrzewaniu.
wtorek, 26 maja 2020
Dookoła smaków. Podróże kulinarne szefa Wincentego
Ta książka przypadła nam bardzo do gustu z kilku powodów. Pokazuje wielość smaków, poznaje czytelnika z różnorodnością kulinarnych specjałów, jest oryginalnie wydana, bardzo kolorowa, ciekawie ilustrowana, jest wreszcie edukacyjna, bo daje spory ładunek wiedzy nie tylko dla dzieci.
Kuchcik Wincenty, przewodnik po tej książce, wiedzie czytelnika szlakami kontynentów: Europy, Afryki, Australii, Azji i obu Ameryk, aby pokazać ich świat zapachów, smaków i charakterystycznych potraw. Chce też pozyskać wiedzę i doświadczenie, bo jego celem jest zostanie najlepszym kucharzem na świecie. Podróżujemy razem z Wincentym specjalnym, bo kuchennym pojazdem. Oprócz specjałów poznajemy też zwyczaje dotyczące jedzenia, zachowania się przy stole, używane przedmioty a także sposoby przyrządzania posiłków. Poznajemy mnóstwo zwyczajów, ciekawostek, używanych przypraw i możliwości przyrządzania jedzenia. Autorka opisuje też charakterystyczne potrawy, a czyni to w taki sposób, że chce się jeść, nabiera się apetytu i chęci popróbowania. Mnie osobiście chciało się pojechać w niektóre miejsca i oddać się błogiemu kosztowaniu.
Może dzięki tej książce niejadki zainteresują się bardziej potrawami a lubiący kosztować poszerzą swoje menu.
Hej, Przedziadku! - Paul McCartney
Taki dziadek, to rzadkość, bo choć pomysłowych i kochających dziadków zapewne jest wielu, to ten miał jeszcze oryginalne możliwości. Za pomocą magicznego przyrządu, przenosił siebie i wnuki w różne miejsca. Zawsze gotowy do wymyślania wnukom atrakcji, pokazywania świata i poznawania z odległymi lądami. Historie przedstawione przez autora są ciekawe, porywające, niebezpieczne a nade wszystko różnorodne. Przenoszą bohaterów a wraz z nimi czytelników na różne kontynenty. Dzieci uczestniczą w wydarzeniach, atrakcjach i przygodach. Ogólnie dużo się dzieje a na dodatek w bardzo kolorowej scenerii. Cała książka tętni życiem i fascynującymi przygodami.
sobota, 23 maja 2020
Zabawka Boga - Tadeusz Biedzki
Tadeusz Biedzki do tej pory był mi znany z opisów miejsc
swoich podróży, głównie w rejony gdzie nie zapuszcza się przeciętny turysta. Tym razem to książka o podłożu sensacyjnym, której akcja
dzieje się na różnych poziomach czasoprzestrzeni. Jej tytuł to swoista oś, wokół
której toczy się cała akcja, wartka, całkiem ciekawa, z wieloma historycznymi
wydarzeniami, postaciami i miejscami. Akcja została osnuta wokół życia Jezusa, jego wyznawców i miejsc związanych z chrześcijaństwem oraz późniejszych losów. Autor prowadzi nas przez Bliski Wschód, Afrykę i Europę. Wędrujemy szlakiem wyznaczonym przez zagadkowy drogowskaz a celem ma być zaskakująca pamiątka, zabawka Jezusa. Opowieść zaczyna się w dwudziestym pierwszym wieku, kiedy to do autor otrzymuje list od przyjaciela, list, który będzie zaczynem do wędrówek śladami pierwszych chrześcijan i do poszukiwań owej pamiątki. Będą podążać według nieoczywistych wskazań, ścieżkami rozmytymi przez historię, ale dzięki temu czytelnik ma szansę poznać ciekawe wątki historyczne, wtopić się w wartką akcję przenosząc się jednocześnie w czasie. Choć cel poszukiwań nie wywołał we mnie poruszenia a zakończenie mnie rozczarowało, książka była dla mnie ciekawa i zdecydowanie warta przeczytania.
wtorek, 5 maja 2020
Krwawa Luna - Patrycja Bukalska
Patrycja Bukalska w poszukiwaniu treści o bohaterce swojej książki przekopała państwowe archiwa, m.in. IPN i prywatne, m.in. Elżbiety Torańskiej. Ta tytaniczna wręcz praca miała służyć pokazaniu postaci postrzeganej niejednoznacznie i w ciemnych barwach. Patrycji Bukalskiej przyświecał cel prześledzenia od początku do końca życie Julii Brystiger, która w latach powojennych była szefową V Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Podlegały jej sprawy kleru, ludzi sztuki i literatury, ale jak pokazuje autorka żywo "interesowali" ją także byli akowcy. To praca w tym departamencie przyniosła jej złą sławę i nienawiść byłych więźniów. Co takiego czyniła, że obdarzono ją przydomkiem "Krwawa Luna", dlaczego i co było powodem, jak do tego doszło, to na te pytania szuka odpowiedzi autorka. Przegląda różne pamiątki z dzieciństwa i lat młodzieńczych, pokazuje jej dom rodzinny. Nakreśla jej rys charakterologiczny, umiejętności, zwłaszcza organizacyjne, przebojowość, a także zdolności edukacyjne, w tym znajomość kilku języków, doktorat z filozofii. Naświetla czasy burzliwej, rewolucyjnej młodości, niesienie pomocy więzionym komunistom. Wachlarz jej zasług jako działaczki komunistycznej jest szeroki i wielobarwna a za swoją działalność była trzykrotnie w więzieniu.. Luna była kobietą niezłomną, energiczną, inteligentną, oddaną sprawie, umiała negocjować i umiejętnie zachowywać się w sytuacjach wymagających delikatności, kultury, obycia w sferach kultury i inteligencji. Jej metody działania w kierowanym przez nią departamencie były wręcz koronkowe w metodyce w porównaniu z kolegami z innych jednostek MBP. Jej pobyty w więzieniach były dla niej swoistą szkołą i polem doświadczalnym traktowania więźniów, co przydało się w jej życiu zawodowym. Wdrażała nowatorskie metody inwigilacji środowisk kleru i literatów. Była wykształcona, oczytana, obyta, uważna, opanowana, miała też łatwość przyswajania nowej wiedzy. Ogromnie lubiła dyskutować z ludźmi inteligentnymi, zdolnymi, tworzącymi sztukę, od których uczyła się, ale też poznawała ich charakter.
Patrycja Bukalska w swojej pracy pokazała bohaterkę bez stosowania sensacji. Poznajemy kobietę oddaną sprawie i czynnie zaangażowanej w swoje przekonania na wielu obszarach. Czytamy o kobiecie, o której krążyło wiele strasznych opowieści, a na które autorka nie znalazła potwierdzenia w archiwach. Poddała nawet pod rozwagę myśl, że to jej środowisko, być może z zazdrości preparowało szkodliwe plotki o władnej kobiecie w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Były wysoki oficer służby bezpieczeństwa, uciekinier na zachód Józef Światło określił ją mianem "piątego ministra". Przez swoją działalność komunistyczną w Rosji i na Ukrainie Julia Brystiger miała znajomości w najwyższych organach władzy państwowej. Była szarą eminencją, nie rzucającą się w oczy, ale z dużymi wpływami. Dostawała ważne i delikatne zadania, omijały ją burze i aresztowania wewnątrz partii, itd. Autorka opisała bohaterkę w oparciu o dokumenty, co mogło dać wrażenie zbyt delikatnego potraktowania bohaterki w porównaniu z krążącymi o niej opowieściami. Ci czytelnicy, którzy liczyli na krwawe opowieści mogą być zawiedzeni. Autorka nie ubarwiała i w mojej opinii nie wybielała, ale zadawała pytania i wyszukiwała na nie odpowiedzi. czasami snuła domysły, ale stanowiły one rzadkość. Starała się pokazać jej niejednoznaczną osobowość, pragnienie działania, umiejętności, co w skrócie jej się udało. Naświetliła lata jej życia po zaprzestaniu pracy z MBP, jej twórczość literacką, redaktorską i związek z ośrodkiem dla niewidomych w Laskach.
Patrycja Buchalska napisała książkę, którą czyta się bardzo szybko i łatwo. Napisana jest bardzo zgrabnie, miejscami ciekawie, z niewielkimi błędami korektorskimi. Książka, w mojej ocenie ma jednak spory mankament, ponieważ jej tło było tak rozbudowane, że czasami było znacznie mniej bohaterki niż całej otoczki. Wolałabym więcej szczegółów z jej życia, działalności, pracy. Praktycznie nie było treści o jej relacjach rodzinnych, z synem i rodzeństwem. Wiele fragmentów jej życia zostało pominiętych zupełnie. Z drugiej jednak strony należy pamiętać, że to nie była biografia, ale książka o bohaterce, dlatego autorka wybierała wycinki z życia Julii Brystygier, które bardziej ją zainteresowały, albo uznała za ważne dla bohaterki. Ogólnie książka ciekawa, ale niedosyt treści pozostał.
piątek, 24 kwietnia 2020
Donikąd. Podróże na skraj Rosji - Michał Milczarek
Książki drogi są w moim kręgu zainteresowań, dlatego sięgnęłam po "Donikąd. Podróże na skraj Rosji" Michała Milczarka. Czytałam o podróżach w różne rejony świata i o różnym charakterze, były wśród nich opowieści o egzotyce, kulturze, krajobrazach, chwaliły piękno przyrody, pokazywały ludzi, wydarzenia, historie, zwyczaje, etc. W "Donikąd...." też zwiedzamy krajobrazy, zahaczamy o historie, dowiadujemy się o obyczajowości i otoczeniu. Autor zabiera czytelnika w miejsca, o których w poprzednim stuleciu było głośno, miały pełnić ważną rolę w sukcesie komunistycznej gospodarki ZSRR, które w czasach Stalina przerażały, w których masowo umierali ludzie. Pokazuje te miejsca w XXI wieku doprowadzone na skraj niebytu, ruiny, kiedy stały się składowiskami złomu, odpadów przemysłowych często niebezpiecznych, albo po prostu śmietnikiem wielkiej Rosji. Zostały zapomniane, bezludne, brudne, stały się pogorzeliskami historii.
Wrócę jednak do początku książki. Autor od dziecka interesował się geografią, podróżował palcem po mapach, ale zazwyczaj ciągnęło go do miejsc odludnych, zapomnianych, nieuczęszczanych. Podróżował po północnych krańcach globu: Grenlandii, Skandynawii, Rosji. Ciągle poszukiwał tej największej nicości. "...szukałem w geografii absolutu. Absolutnej realności, rzeczywistości totalnej, podstawy istnienia. Właśnie dlatego północ. Północ była stopniowym pustoszeniem świata z rzeczy i słów. Była metafizyczna. U kresu zostawały tylko nagi byt albo naga nicość. ... Tam właśnie znajdowało się źródło - początek i koniec. Absolut leżał na północy." (str. 15)
Zaczęło się od podróży do Norwegii, potem Wyspy Owcze, ale nie dało to zaspokojenia. W 2003 roku Michał Milczarek kupił bilet z Moskwy do Pietropawłowska Kamczackiego i to był początek spełniania jego poszukiwań. Wreszcie znalazł się we wnętrzu mapy. We wschodniej Rosji odnalazł to czego tak usilnie poszukiwał, bo to tam dzisiaj gości wielka nicość, zgliszcza wielkiej propagandy, ubóstwo wielkich idei, odpadki rozbuchanych marzeń o mocarstwie. Wyprawa przewyższyła nawet oczekiwania co do nicości, nierzadko autor zastanawiał się gdzie jest, czy możliwe jest to co widzi, czy może jego mózg zwariował? Dotykał granicy nonsensu, wchodził w środek "niczego", tracił wiarę w jego znaczenie, mierzył się z końcem. Choć on stykał się z tym na czym mu zależało, to jednocześnie spotykał się z niezrozumieniem ludzi tam mieszkających, mimo to brnął dalej w błoto, śnieg, mróz, chwilowość, ulotność. Te skrajnie trudne warunki do życia a mimo to utrzymujące jeszcze przy życiu, dawały autorowi paliwo do posuwania się najdalej jak się da.
Czytając książkę czasami miałam wrażenie, że się duszę, że jeszcze chwila i ucieknę od niej. Czytałam o mieszkańcach opisywanych miejsc i nie chciałam wyobrażać sobie nawet co mogłoby mnie tam ściągnąć. Miejsca mnie odpychały swoją brzydotą, zaniedbaniem, zostawieniem. Niemniej była też w niej prawdziwość i istnienie, o którym trzeba wiedzieć, mieć ich świadomość. Imponujące odległości, czasy na ich przejechanie, drogi, warunki pogodowe i otoczenie to wszystko nie jest dostępne na co dzień.
Niektórym chęć autora może się wydać niezrozumiała, dziwaczna, wręcz absurdalna. Warto jednak pamiętać, że pojechał tam człowiek wolny, który miał wybór i możliwości spełniania swoich potrzeb. Ja odbierałam jego książkę bez oceniania, z ciekawością poznania jego motywacji i obserwacji.
Trafił do mnie bardzo obrazowy styl autora, jego opisy oddawały dosłownie zapach, wygląd, klimat i atmosferę. Nieomal widziałam te zgliszcza, wszędzie leżące śmieci i odpady, zalegające błoto i słyszałam chrzęst chodzenia po nich. Niemniej nie chciałam wyobrażać sobie jak to jest mieszkać tam, w tych miejscach o których zapomniały władze i współmieszkańcy tego kraju zamieszkujący zachodnie ziemie tego wielkiego kraju. Odstraszała mnie ta nicość, której tak poszukiwał autor.
środa, 15 kwietnia 2020
Podróż ludzi księgi - Olga Tokarczuk
Choć to początek twórczości Olgi Tokarczuk to bardzo udany, język może jeszcze nie tak finezyjny jak w późniejszych książkach, ale już pokazujący poziom. Już w tej pozycji pojawiły się jej fascynacje tajemnicami, astrologią, alchemią i oczywiście zachowaniami ludzi. To także zapowiedź dalszych opowieści z drogi, ruchu, poszukiwania i odkrywania świata.
"Podróż ludzi księgi" prowadziła mnie przez siedemnastowieczną Francję, a dalej przez Pireneje do Hiszpani. W owych burzliwych czasach kilku śmiałków wybrało się w poszukiwaniu tajemniczej księgi, która ponoć kryje w sobie niewyobrażalną moc, mądrość i spokój. Jednak dla mnie nie sama podróż jest najważniejsza w tej książce, ale odkrywanie miejsc, ludzkich zachowań i zmian społecznych. W książce wyczuwało się tajemnicę, alchemię, odkrywanie nieznanego, ciekawość i chęć poznania tego co niezbadane, nieodkryte i nieznane. A jeden z głównych bohaterów wręcz pała ciekawością zrozumienia tejemnic tego świata i zbadania "niemożliwości".
A co w książce. Po wstępnym przybliżeniu bohaterów: Markiza, pana de Berle, de Chevillon, kawalera d'Albiego, Weroniki i Gauche'a, autorka "wysyła" ich do pewnej oberży skąd po zebraniu sie wszystkich podróżników miała wyruszyć ekspedycja.Niestety na miejsce nie dotarł kawaler d"Albi ku rozczarowaniu panów i żalowi Weroniki. Kobieta znalazła się tam z powodu kawalera nie zaś samej ekspedycji, niemniej daje sie wciągnąć przez towarzystwo i zostaje dopuszczona do tejemnicy. Po pewnym czasie opuszczają oberżę i ruszają w dalszą drogę. Następnym przystankiem staje się dom pana de Chevillon, całego mózgu operacji. W tym przeuroczym, klimatycznym miejscu zapadają decyzje co do wyprawy. Okażą się one brzemienne w skutkach, ale też nieco zaskakujące. Autorka, choć sama podkreśla, że niektórzy w tym przypadku Gauche, nie mają znaczenia, to jednak odgrywają ważne role. Ci nie wybijający się na pierwszy plan, sprowadzają na ziemię i pokazują swoim zachowaniem rangę priorytetów. Wybierają życie, nie zaś sławę i śmierć.
Może opowieść nie porywała mnie, zwłaszcza po przeczytaniu już kilku książek autorki, ale pobudziła wyobraźnię, doceniłam także zdolności opisywania rzeczy niezwyczajnych, zaskakujących, czasem nawet dziwnych.
wtorek, 31 marca 2020
Poniemieckie - Karolina Kuszyk
"Niemieckie, które przeszło na własność Polaków, jest po-niemieckie, po Niemcach. Już nie niemieckie. (str. 89)
W języku polskim oprócz poniemieckich, mamy jeszcze pożydowskie i podworskie. Wszystkie te przymiotniki odnoszą sie do tego co było: mienie, stany, rzeczy, może też ludzie, ale minęło, choć może nie całkiem. Niektórzy chcą zapomnieć, a niektórzy wydobywają niepamięć na światło dzienne.
Karolinie Kuszyk udało się odmalować i oddać klimat zachodnich "ziem odzyskanych". Jej praca badawcza, przewertowane archiwa, przeprowadzone rozmowy przyniosły pozytywny skutek. Jej opowieść o tamtym świecie jest czujna, wrażliwa i odpowiedzialna. Jak na debiut to w mojej opinii udany. Autorka starała się pokazać zarówno artefakty związane z kulturą dominującą na ziemiach zachodnich do 1944 roku, jak również oddać charakter zderzenia repatriantów z tym (po)niemieckim, zasiedlanie się na tych ziemiach przybyszów ze wschodu i ich podejście do dziedzictwa niemieckich mieszkańców. Starała się pokazać zmiany zachodzące na tych ziemiach na przestrzeni lat, aż po stan teraźniejszy. Przypomniała niewielkie, ale typowe fanty. Wykorzystała cytaty z filmów i książek, w których zawarto opisy lub obrazy miejsc z zachodniej ściany Polski. Przedstawiła czytelnikom grupy ludzi, którzy odkrywają, pamiętają, troszczą się i odgruzowują miejsca i pamięć. Przywracają zniszczone lub zrzucone w czeluści nipamięci miejsca i rzeczy dla współczesnych.
Autorka przybliżyła klimat zasiedlania ziem zachodnich przez przesiedleńców ze Wschodu, którym kazano wyjechać z miejsc znanych i rozumianych do odległych, innych i obcych. W tych miejscach wszystko było dziwne, nie znane, tymczasowe, często trwało to całe pokolenie. Przybysze nie przywiązywali się do nowego miejsca, nie traktowali go jak domu, raczej jak tymczasową przechowalnię. Nie dbali o to miejsce, bo nie było po co, bali się, że w każdej chwili ktoś może im je odebrać. To przekonanie doprowadziło wiele miejsc do ruiny, strącając je w niebyt, albo powolny stan rozkładu. Być może dlatego miejscowości na Zachodzie wyglądały długo na pozostawione samym sobie. Jeszcze i dzisiaj można ich wiele zobaczyć w takim stanie.
Wspomniała o wszechobecnym wówczas i nie szanującym niczego szabrze. Rozgrabiano wszystko i wszędzie, nie było żadnej świętości i nikt nie mógł czuć się bezpieczny. Szabrownicy mieli juz wprawę po zabieraniu rzeczy pożydowskich i choć to smutne, to prawdziwe, hieny zawsze są, czekają tylko na dogodny moment.
Karolina Kuszyk pokazuje ziemie poniemieckie poprzez charakterystyczne resentymenty, związane z niemieckością charakterystyczne domy, meble i rzeczy. Te ostatnie podzieliła na drobiazgi dnia codziennego. Słoiki, bo to Niemcy wynaleźli wekowanie warzyw i owoców, następnie obrazy, bo to ich oleodruki obwiesiły ściany domów i pocztówki, bo do dzisiaj są traktowane obowiązkowo, kolekcjonersko i sentymentalnie.
Naświetliła tajemnice związane z tymi terenami, miejsca, domniemane skarby i ich poszukiwaczy. Nie omieszkała opisać losu cmentarzy poniemieckich, które jak i inne poniemieckie rzeczy okazały się atrakcyjne w życiu codziennym nowoprzybyłych. Sięgnęła do swojej Legnicy i przywołała wątki dawne i dzisiejsze.
Czytając książkę Karoliny Kuszyk przywoływałam w pamięci miejsca, o których pisze autorka a, w których byłam kilkukrotnie, do których mnie ciągnie i które mnie ciekawią. Nie powiem, że to było nostalgiczne, ale jakieś znajome, bliskie, wciągające. To podążanie za autorką i przywoływanie wspomnień było dla mnie najcenniejsze. Polecam
niedziela, 22 marca 2020
Żony. W cieniu mistrzów literatury rosyjskiej - Alexandra Popoff
Odkładałam tą książkę "na później", aż pewnego dnia wyciągnęłam ją ze stosu "oczekujących" na przeczytanie i pochłonęła mnie bez reszty. Autorka specjalizuje się w literaturze i historii Rosji, co było widać w snuciu życiorysów żon wybitnych pisarzy i poetów rosyjskich. Dobrze udokumentowana, ciekawie napisana i przetłumaczona, była dla mnie przyjemnością i odskocznią do innych czasów i okoliczności. Wybrane kobiety do "Żon" to barwne i nadzwyczajne pod wieloma względami wybranki największych tuzów literatury rosyjskiej. Już samo czytanie było dla mnie pasjonujące a ich historie jeszcze to potęgowały.
Jednakże lektura tej książki to nie tylko opowieść o żonach, pisarzach i ich wspólnego tworzenia. To nie tylko opis zmagań z tworzeniem, możliwością wydawania, publikowania i wystawiania. To też pokaz szeregu ludzkich przeszkód wewnętrznych i zewnętrznych. Sami pisarze zmagali się ze swoimi przywarami, chorobami, nawykami, nieudolnością w radzeniu sobie z dniem codziennym w czym wspierały ich partnerki.. To także pokaz ich zmagań z cenzurą i opresyjnym państwem oraz wysiłkami żon o wiele bardziej efektywnymi niż samych twórców. To wreszcie wyprawa w głąb Rosji, pokazanie jej różnych zakątków, przypomnienie historii tego kraju i przeżyć jego mieszkańców. Tak więc jest tło, postaci pierwszoplanowe i rozliczne grono z drugiego planu. Opowieść utkana gęsto, wartko, spójnie i ciekawie.
Co charakterystyczne dla żon lub towarzyszek pisarzy rosyjskich, były one wspierające, ciche i zapatrzone w swoich mistrzów. "Kobiety orkiestry", wykształcone, znające języki, najczęściej świetnie zorganizowane,często przebojowe, bardziej "ustosunkowane" ze światkiem towarzyskim lub mające większe możliwości i przebojowość w torowaniu drogi małżonkom do kariery, albo chociaż do pokazania ich twórczości szerszej publiczności niż oni sami. To kobiety niezłomne, usuwające przeszkody, niedogodności, ciężary te psychiczne, emocjonalne i fizyczne sprzed nóg wielkich twórców. To kobiety współdzielące ich los, współcierpiące, poświęcające wszystko dla mężów. To niesamowite gospodynie, matki, które czasami cierpiały biedę albo prześladowanie, bo były żonami słynnych, ale prześladowanych twórców literatury pięknej.
Alexandra Popoff skupiła się na sześciu żonach i ich losach: Annie Dostojewskiej, Zofii Tołstoj, Nadieżdzie Mendelsztam, Verze Nabokov, Jelenie Bułhakow i Natali Sołżenicyn.
Każda z nich była dla mnie bohaterską, cierpliwą, wspierającą i bez reszty poświęcającą się mężowi kobietą. Na ich barkach spoczywał nawał roboty wokół tworzenia męża pisarza. To one były stenografkami, korektorkami, redaktorkami, wydawczyniami, PR-owczyniami, dystrybutorkami, archiwistkami. Ich zakres prac był ogromny, a przy tym miały jeszcze pod opieką dzieci, czasami kilkoro. Niemniej zawsze najważniejszy w rodzinie był mąż i jego twórczość, choć często musiały znosić ich humory, lęki, nawyki, nałogi to i tak kiedy były też rzeczniczkami, to zawsze trzymały się z tyłu, dbając nade wszystko o interesy i dobre imię męża. Ich związki były różne, niektóre z nich były młodsze o kilka inne o kilkanaście lat od mężów. Niektóre porzucały swoich partnerów, aby związać się z pisarzami, a niektórzy dla nich porzucali swoje żony. Niektóre wiążąc się z nimi zmieniały swoje życie na mniej komfortowe lub wręcz ubogie. Nie baczyły na nic, bo kochały albo wręcz wielbiły swoich idoli. Z dzisiejszej perspektywy można by rzec wzory poświęcenia i oddania.
Mężowie kochali swoje wybranki, niemniej mieli swoje przywary. Niektórzy nie omieszkali zrobić "skoku w bok". Dostojewski przegrywał mnóstwo pieniędzy, czasami ostatnie, w ruletkę, wciągając swoją rodzinę w nędzę. Czasami, tak jak Mandelsztam, byli na najwyższym cenzurowanym i musieli uciekać z miejsca na miejsce, żyjąc przy tym w skrajnej nędzy. Czasami jednak zmieniali się dla nich pozytywnie, np. Dostojewski w pewnym momencie porzucił hazard. Niektórzy jak np. Bułhakow i Mendelsztam trzymali się psychicznie tylko dzięki swoim żonom. Nabokov zrobił wszystko, żeby uciec z rozsypującej się Rosji z rodziną. Jedynym, który odwrócił się od swojej partnerki był wielki Lew Tołstoj, dla mnie mężczyzna, który miotał się często pomiędzy przeciwieństwami, niekonsekwentny, wymagający poświęceń od innych a sam wygodny. Zrzuciwszy na żonę wszystkie obowiązki zarzucił jej, że poświęca się dla rzeczy materialnych zamiast oddać się pracy u podstaw i jego twórczości. Tak jak pełne żaru są jego powieści, tak i jego życie prywatne było płomienne i spalające najbliższych.
Książka przesycona osobowościami i osobistościami, fascynującymi, zdolnymi kobietami, pełnymi pasji i oddania twórczości swoich wybitnych małżonków. W mojej opinii autorce udało się pokazać jaki ogrom pracy w twórczość mężów wkładały ich żony, to one porządkowały dzieła, sczytywały, dopowiadały, wstawiały istotne fakty, wreszcie oddawały do druku. Często to one pokazywały światu możliwości swoich partnerów. Stwarzały im miejsce do tworzenia, taszczyły za nimi walizki, zbierały kolce spod nóg były oparciem, podnóżkiem, a przede wszystkim piórem, maszyną do pisania i tym wszystkim co wybitnemu twórcy było potrzebne. Były też ich muzami lub inspiracjami. Pomagały jak umiały, mogły i chciały, aby tylko zadbać o swoich wybitnych małżonków.
Choć to jedynie skrót z życia wybranych małżonek pokazany był dla mnie barwnie, bogato, spójnie i chronologicznie. Pisarka starała się pokazać jak istotną rolę odegrały żony wyjątkowych twórców literatury w ich twórczości i w mojej opinii udało jej się to w pełni.
niedziela, 15 marca 2020
Kroniki Kota podróżnika - Hiro Arikawa
"Psy są zbyt emocjonalne. Ich pan ma zawsze rację. Nawet jeśli nie ma racji. (...)
Koty jednak mają swoje zdanie. Dla nas czarne jest czarne, a białe jest białe i nie ma znaczenia, co właściciel o tym sądzi." (str. 145) :)
Ta z pozoru błaha książka okazała się bardzo ciekawa i wzruszająca. To książka drogi, tej prawdziwej, kiedy ktoś przemieszcza się z miejsca na miejsce i tej symbolicznej - życia. To książka o ludziach i ich losach, przyjaźni międzyludzkiej i między człowiekiem i zwierzęciem. To też retrospektywa czasów minionych, wspomnień z różnych etapów życia. To wreszcie historia Nany i Satoru, kota i mężczyzny, którzy odnajdują się na pewnym etapie swoich żyć i dzielą je wspólnie. Historia dzieje się w Japonii, w różnych jej rejonach. Dzięki podróży głównych bohaterów możemy poznać co nieco niektóre zakątki kraju "Kwitnącej Wiśni", dowiedzieć się o sposobach przemieszczania się pomiędzy wyspami, o jej klimacie, zwyczajach, podejściu mieszkańców do życia i jego różnych aspektów.
Poznajemy Kota, który jest tym niezależnie żyjącym kotem, dającym sobie radę, samorządnym, decydującym o swoich wyborach. Poznajemy też Satoru, który zaczyna interesować się Kotem, dokarmiać go, odwiedzać, aż wreszcie uratuje go po wypadku samochodowym. To przełomowe zdarzenie zwiąże ich losy na około pięć lat, po których zacznie się ich podróż. Jaki jest cel tej wyprawy dowiemy się pod koniec lektury. Najpierw odwiedzimy jego przyjaciół z różnych etapów jego życia i dowiemy się o ich relacjach w owym czasie a także o ważnych wydarzeniach z tych okresów. Przy okazji poznamy też słabości i rozterki odwiedzanych osób, ich historie ważne w relacji z Satoru. Poznamy oczywiście historię głównego bohatera i jego wyjątkowość.
Opowieść prowadzona jest sprawnie, sensownie, raczej prosto, ale zgrabnie. Opowiadana historia wciąga, daje do myślenia, żeby pod koniec wzruszyć. Mądrość kota, jego przemyślenia, dialogi z innymi zwierzętami bardzo ciekawe i zabawne. Opisy pobudzające wyobraźnię, dające się wczuć w klimat miejsc i zdarzeń. Całościowo, bardzo dobra lektura.
sobota, 14 marca 2020
Gra na wielu bębenkach - Olga Tokarczuk
Kolejna książka Olgi Tokarczuk z opowiadaniami. Mniej mnie wciągnęła niż "Opowiadania bizarne", ale niektóre historie były bardzo pobudzające dla wyobraźni. Nieustająca różnorodność w jej opowiadaniach ponownie zaskakuje, każe się zastanowić nad niewyczerpanym źródłem pomysłów i pasji twórczej. Piękny język jest dla mnie nieustającym obiektem zachwytów. Cieszę się, że nagroda odkryła przede mną takie wspaniałe książki i pisarkę o szerokich horyzontach i możliwościach literackich. Jej wyobraźnia, wiedza i umiejętności językowe zanurzają w literaturę z najwyższej półki.
"Gra na wielu bębenkach" to dziewiętnaście opowiadań o ludziach, ich życiu, zachowaniach, przypadkach, niby nic odkrywczego, a jednak nie są one zwykłe, szare, bez polotu. To opowiadania zaskakujące, dziwne i niecodzienne. Historie ludzi działy się w różnych miejscach, czasach i okolicznościach. Każda inna, z różnym dźwiękiem, natężeniem, wibracją, jak tytułowe bębenki. Wybrzmiewają, dźwięczą, albo pozostają jedynie muśnięte.
Książka była podzielona na trzy części, pierwsza zawiera opowiadania z książką lub pisarstwem w tle. Tu opowiadania dzieją się na różnych poziomach świadomości, są nieoczywiste, dwuwymiarowe. Pobrzmiewa w nich poszukiwanie innej roli dla siebie, bo codzienność jest zbyt przytłaczająca albo odludna. Pierwsza historia jest o "szaroburej" urzędniczce obarczonej domem i rodziną, która znajduje spełnienie swoich fantazji w czytaniu kryminałów. Druga to opowieść o polskiej pisarce, która szuka natchnienia w Szkocji. Trzecia o pisarzu, a raczej dwóch, przenikająca się wymiarowością, I wreszcie czwarta o rozbitku, który spisuje swoje wspomnienia z bycia samotnikiem na bezludnej wyspie.
W drugiej część mamy straty nieodwracalne i ostateczne oraz oddanie całościowe i bezmierne. Czytamy o nich w opowieści o kobiecie, która doglądała "Szopkę z Bardo", dbała o nią, udoskonalała i rozsławiała. Albo "Najbrzydszej kobiecie świata", pokazywanej w cyrku, pragnącej miłości i bezgranicznie oddanej mężczyźnie, który ożenił się z nią dla stałego zysku. O damie bogatej, "szczęśliwej" goniącej za dawnym kochankiem. I wreszcie opowieść o człowieku, który hołduje robieniu rzeczy błahych, nieistotnych, ale olśniewających i zadziwiających.
Trzecia część to poszukiwanie siebie albo bratniej duszy, poczucie osamotnienia, strach przed tym, to też poczucie bezradności i niemoc zmiany. Mamy opowieść o wariatach, żyjących w ciągłym strachu, albo szaleństwie, samotnych, opuszczonych, którzy jednak pozostają pod opieką specjalistów. O zgorzkniałym małżeństwie, które ucieka przed sobą, ale tak na prawdę nie umie do końca tego zrobić. O profesorze angielskim, który w stanie wojennym utknął w Warszawie. O młodej matce "zamkniętej" w domu z maluchem, która poszukuje czegoś innego. Jest też opowieść o tancerce, która szuka wypełnienia swojej kariery, a tak na prawdę uznania w oczach swojego ojca. O nieoczywistym przepowiadaniu przyszłości.
O poszukiwaniu ojca dla dziecka. O życzeniu młodej kobiety, które wzbudziło zdziwienie i niepokój. O sytuacji zagrożenia, wielkiej niewiadomej, katastrofie, która nie pozwala wyjść z domu. I wreszcie ostatnie, tytułowe, w którym bohaterka poszukuje siebie u innych, dosłownie i w przenośni. Pragnie wyrwać się ze swojego szablonu.
Olga Tokarczuk prowadzi czytelnika przez meandry ludzkich zachowań i działań. Pokazuje codzienność, choć uwikłaną w jakieś nie oczywistości, pcha nas do wysilenia się, marzeń i dążeń, odkrywania różnych dźwięków i odcieni życia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















