Szukaj na tym blogu

piątek, 29 kwietnia 2022

Kucając - Andrzej Stasiuk

 

To pierwsze moje spotkanie z pisarstwem Andrzeja Stasiuka i choć nie od pierwszej strony, to jestem książką wzruszona. To bardzo poruszające opowiadania o zwierzętach, tych bliskich; z gospodarstwa, domu i tych z lasu, łąki. To opowieści o ich codziennym życiu, takim jak nasze, bo składające się z podobnych elementów; narodzin, życia i śmierci. To wnikliwa obserwacja otaczającej nas przyrody, naszego współistnienia w niej i bycia jej częścią. Ten zbiór opowiadań traktuje rzeczy takimi jakimi są, nie stosuje eufemizmów, zmiękczeń, zawoalowań, nazywa rzeczy po imieniu. Są prawdziwe, szczere, naturalne, bliskie. Mogą być tym czym są, ale mogą być metaforą ogólnej pętli życia. Autor z uważnością opisuje otoczenie, w którym jest jednym z uczestników, opisuje roczny cykl i wszystkie zdarzenia mające swoje miejsce w tym jakże krótkim odcinku na osi czasu. Autor przyporządkował swoich bohaterów do miejsc, pór roku i typowych dla tych zmiennych momentów ich życia. 

W książeczce zamieszczone są intensywne, wyraziste, mocne ilustracje, które współgrają ze słowami Andrzeja Stasiuka. Ta książka ma w sobie moc, przyszpila naturalnością, nieuniknionym, intymnym czymś. Odnalazłam w niej spokój i zawierzenie naturze, która niektórym wydaje się okrutna, ale to ludzie w rzeczywistości ją taką postrzegają, sami będąc wrogami swojego otoczenia. Zwierzęta poddają się instynktowi, jednocześnie żyjąc w równowadze, my "naczelni" zakłóciliśmy równowagę, niebezpiecznie pikujemy w dół ciągnąc za sobą innych uczestników natury. Ta książka pokazuje jak wszystko co nas otacza ma sens, warto tylko być uważnym, spokojnym, niezakłócającym obserwatorem. Wszystko czemuś służy, ma swoje miejsce i czas. Wygląda na to, że tylko człowiek odskoczył od natury daleko i wydaje mu się, że lepiej wie, ale jak pokazują chociażby zmiany klimatu popełniał ogromne błędy.

Poruszająca lektura, zwłaszcza opowiadanie "Suka". Polecam

niedziela, 24 kwietnia 2022

Dawne kłamstwa - Muna Shehadi

 

Nie pamiętam motywacji sięgnięcia po tą książkę, niemniej przeczytałam. Okazało się, że jest to pierwsza z trzyczęściowej opowieści rodzinnej. W tej główną bohaterką i narratorką jest Rosalind, druga z trzech córek. Historię opisaną przez autorkę czyta się lekko, miejscami nazbyt naiwnie i zbyt oczywiście, niemniej dla czytelników tej literatury może być interesująca, bo jest w niej tajemnica, skomplikowane powiązania rodzinne, emocje, relacje, trudności z okazywaniem uczuć i niedopowiedzenia, aż do czasu kiedy to wszystko staje się jasne, aż nadto. Ten tom kończy się szczęśliwie dla rodziny, z pełnym zrozumieniem wszystkich poczynań rodziców względem dzieci. To byłoby tak pokrótce, choć może dodam, że mamy do czynienia z bohaterami dobrze sytuowanymi i najczęściej w takim otoczeniu przebywającymi. 

Niemniej ciekawym zagadnieniem poruszonym przez autorkę była choroba matki głównej bohaterki. Dowiadujemy się o zespole Morrisa, czyli nadwrażliwości na androgeny, który charakteryzuje się między innymi tym, iż dziecko posiada fenotyp żeński, ale z częściowymi męskimi narządami, np. jądrami. To zespół, który może powodować u takich osób poważne stany depresyjne, z powodu niezgody na takie zachowania ciała. Tak było właśnie z matką głównej bohaterki, która cierpiała z powodu swojej niepełnej kobiecości, ale o tym w treści książki. Ten motyw choroby jest o tyle ważny, bo pokazuje człowieka jako skomplikowany mechanizm, z różnymi zmiennymi elementami. To, że świat kiedyś narzucił stereotypowo dwie płcie to dzisiaj dowiadujemy się, że to nie jest takie oczywiste i warto nasze postrzeganie człowieka zweryfikować, spojrzeć nań z perspektywy dzisiejszej wiedzy, nauki i obserwacji otoczenia. Współcześnie coraz więcej i częściej mówi się o całym spektrum tożsamości płciowych, co może tylko pomóc wszystkim osobom tym binarnym i tym niebinarnym, jednym w zrozumieniu, a drugim w wyjściu z cienia, emocjonalnego albo/ i fizycznego.

W książce unosi się też zapach kuchni libańskiej i opowieści o tym kraju, poza tym to książka o kobietach, zatem czemu nie.


Kosmiczne wyzwania. Jak budować statki kosmiczne, dogonić kometę i rozwiązywać galaktyczne problemy -

 

"Wiecie, co jest najfajniejsze w pracy dla wielkiej agencji kosmicznej? Wyzwania.To, że muszę wymyślić jak rozwiązać problem, którego jeszcze nikt nigdy nie rozwiązał." (str. 8)

Książka fantastyczna, wciąga w wir kosmicznych tajemnic, z prędkością światła wiedzie przez ważne aspekty nauki, otwiera oczy na mnóstwo rzeczy tych wielkich i tych małych, wokół nas i w odległych galaktykach. To lektura dla każdego, napisana tak, aby przyciągnąć uwagę treścią, grafiką i informacjami. Mnóstwo zdjęć, obrazków, notatek, wlepek i pogrubień, tak aby oczy poszukiwały kolejnych ciekawostek, aby podążały za przewodnikiem, aby wkręcały się w zabawę i naukę.

Autorzy wyjaśniają rzeczy zawiłe, odkrywają sprawy zazwyczaj niedostępne w podręcznikach szkolnych, uświadamiają korelacje, zależności i podobieństwa. Otwierają drzwi do NASA i pokazują czym ta instytucja się zajmuje, czemu to ma służyć i kto w niej pracuje. Artur Bartosz Chmielewski opowiada także o swoim ojcu (Papciu Chmielu), wtrąca zabawne historyjki i wspomina ważne dla niego chwile. W książce znajdziemy zadania, pytania i doświadczenia, poznajemy budowę łazika, sondy, stacji kosmicznej i innych specjalistycznych sprzętów. Znajdziemy też słowniczek z trudnymi zagadnieniami. Książka daje wskazówki jak się uczyć, jak podchodzić do zadań, jak się nie poddawać i podążać za swoimi marzeniami. Autorzy przekonują, że należy nie dawać się swoim ograniczeniom, być ciekawskim, otwartym i nie zrażać się niepowodzeniami. Ważne jest mieć swoją pasję, rozwijać ją i lubić to co się robi. To marzenie wielu, ale warto się na nie otwierać. Niemniej autor zwraca uwagę na ważny element dla człowieka, naukowca, każdego, a mianowicie na siłę grupy, istotności jej współpracy, uzupełniania się i wspierania. Dlaczego, bo jesteśmy naczyniami połączonymi, bo razem możemy więcej osiągnąć.

Cudownie interesująco napisana książka, zrozumiałym językiem ujęte trudne zagadnienia, mnóstwo ciekawych i autentycznych zdjęć z kosmosu, adekwatnych do tematyki książki fragmentów komiksów taty autora i wiele innych absorbujących spraw. Bardzo polecam.

sobota, 23 kwietnia 2022

Domy pisarek - Sandra Petrignani

"Domy pisarek" to książka, od której oczekiwałam zbyt wiele, a przyniosła zbyt mało. Sandra Petrignani przypomniała w swojej opowieści sześć pisarek: Grazie Deledda, Aleksandrę David-Neel, Karen Blixen, Colette, Marguerite Yourcenar, Virginię Woolf. 

Niestety o części z nich nie słyszałam, co w ogóle by mi nie przeszkadzało gdyby  książka była napisana ciekawie, zaskakująco, wciągająco, itp... Niestety choć założenie mogło być zacne, dla mnie spaliło na panewce. Tytułowe domy pojawiały się, ale jak na głównych bohaterów to opisów i wspomnień o nich było najmniej. Było kilka zdjęć, ale także nie stanowiły one odzwierciedlenia tytułu, ani opowiastek o nich, nieliczne, szczątkowe nie przykuwały uwagi, nie uzupełniały tej skromnej opowieści.

Zatem o czym ta książka jest? Dla mnie to wyrywki, okruszynki, małe wycinki z życia wybranych przez autorkę pisarek. To sporo popularniejszych lub ogólnie znanych przypowieści z życia pisarek. Autorka opisała ich związki, czasami wspomniała o kimś z bliższej lub dalszej rodziny. Przytaczała opisy z otoczenia, krajobrazu, jakieś wspomnienia osób związanych z pisarkami lub związanymi z nimi miejscami. Domy też znalazły się w tych wydarzeniach, ale jako poboczne wątki, jako zaplecze, scenografia, dalszy plan. Czasami tytuły bywają mylące, ale treść daje radość i zadowolenie. W tej książce nawet treść pozostawiła mnie obojętną, bo napisana jest po prosu bez pomysłu, polotu i mało ciekawie. Tak więc dla mnie to rozczarowanie pod względem języka i zawartości. To taki zbiorek wyrwanych z poszczególnych biografii powyższych pisarek fragmentów i wrzuconych razem; dlaczego te, dlaczego tak oczywiście nie wiem...

niedziela, 17 kwietnia 2022

Humor w genach - Hanna Zborowska z Kobuszewskich

 

Hanna Zborowska z Kobuszewskich w zabawny, jak na tytuł książki przystało, opisała swoje dorastanie. Hania to nietuzinkowa osóbka, skora do psot, odkrywania świata, przekraczania granic. To kobieta o niepohamowanej energii i ciekawości życia, niepokorna, uparta w swoich postanowieniach. Hania lubiła empirycznie sprawdzać i doświadczać, co często miało skomplikowane konsekwencje, niemniej nie zrażała się łatwo. Szukająca przygód, ciekawska, poszukująca sensacji w sprawach niezrozumiałych, zwłaszcza kiedy były dla niej zakazane. Zakochana najpierw w swoim młodszym braciszku Jasiu, potem w nauczycielce i wreszcie w Rudym, który będzie przewijał się w jej życiu niejednokrotnie. Z początku urwiska, utrapienie matki, znajduje swoją pasję i misję życiową, kończy studia i staje się stateczną naukowczynią.

Życie Hanny przypadło na lata międzywojnia i po II Wojnie Światowej. Przez pryzmat swoich przeżyć poznajemy Warszawę począwszy od Bródna i Śródmieścia, by podczas wojny przenieść się na Pragę. Dowiadujemy się, że na lato jeździło się do Strugi, która to dzisiaj jest częścią Marek pod Warszawą, a kiedyś była miejscem odpoczynku letniego dla Warszawiaków.

 Autorka napisała swoje wspomnienia z humorem, czułością i miłością do swojej rodziny. Warto zatopić się w ten świat opisany przez autorkę, dać się ponieść jej wybrykom, uroczym wariactwom, urzekającym pomysłom i oddaniu.

poniedziałek, 4 kwietnia 2022

Talita - Paweł Huelle

 
To pierwsza książka tego autora, którą dane mi było przeczytać, ale myślę że nie ostatnia. Co prawda zaczęłam od opowiadań, czyli nie była to forma, którą lubię czytać, bo ledwo zacznę już historia się urywa, niemniej był to czas odczuwania jakiejś delikatnej przyjemności, cichej, skromnej, zwyczajnej. Te opowiadania były dla mnie pewnego rodzaju duchowym doznaniem, dostarczyły wzruszeń, przeniosły w inne światy z pogranicza przyziemności i metafizyki. Autor pisze tak jak ja lubię, bo łączy elementy zwykłego życia z jego drugim dnem, z ulotnością, z niewiadomym, z innym wymiarem, o którym nie myślimy, któremu nie poświęcamy uwagi i czasu, ale jest. Od pewnego czasu tak mam, że trafiają do mnie teksty nieoczywiste, zawieszone pomiędzy tym co znane, a tym co niezrozumiałe, tajemnicze, z innej czasoprzestrzeni. 

Każde opowiadanie miało swoją symbolikę, aurę, poruszało wspomnienie lub wprawiało w jakieś rozedrganie, dawało do myślenia. Opowiadania zawierają w sobie przeżycia różnych osób w różnych czasach, ale poza jednym pozostałe dzieją się na Kaszubach, Oliwa, Gdańsk, to są miejsca opisywane przez autora. Niektóre z opowiadań są symboliczne (Ryfka, Słoneczny dzień, Dąb, Cadyk), inne wspominają trudne przejścia (Talita, Most, Szewc), jeszcze inne swoiste inicjacje (Koncert, Cyganka, Krawiec). Były to opowieści z dalszej i bliższej przeszłości, niektóre kilkustronicowe, inne dłuższe, niektóre jak dla mnie mogłyby mieć dalszy ciąg, który dalej przyciągałby uwagę.

Poruszający, otulający i nieoczywisty zbiór opowiadań urzekł mnie swoim wymiarem, językiem i ciekawymi historiami.

Brud. Cuchnąca historia higieny - Piotr Socha, Monika Utnik-Strugała


Książka przypadła do gustu całej rodzinie. Dostarczyła nam dużego ładunku wiedzy i całej masy ciekawostek z obszaru higieny naszego gatunku na przestrzeni wieków. Autorzy zebrali w tej książce informacje o zachowaniach higienicznych, w różnych obszarach geograficznych i w różnych epokach. Opisy pobudzają wyobraźnię i rozbudzają zmysły w sferze różnych zapachów. Pokazują jak ludzie radzili sobie z dbaniem o czystość swojego ciała, co w danej epoce było wyróżnikiem estetyki i dobrego smaku. Unaoczniają jak ludzie radzili sobie z potrzebami fizjologicznymi na przestrzeni dziejów. Jak dbano o higienę jamy ustnej. 

Książka jest tak napisana i zilustrowana, że może być przewodnikiem popularnonaukowym dla osób w różnym wieku. Choć książka została dedykowana młodym ludziom bardzo nas urzekła, otworzyła nam oczy na postrzeganie swojego gatunku w obszarze własnej higieny, uświadomiła, że bardzo w tym obszarze na przestrzeni wieków zmieniały się nasze nawyki, normy i wiedza. Podsumowując: zaskakująca, wciągająca, atrakcyjna pod względem informacji i ilustracji. Polecam każdemu, bo to swoista wyprawa do świata zza kotarą, intymnego, zakrytego, a przez to intrygującego. To świat różnorodnych zachowań, upodobań, manier i zapachów. Opisy autorki są takie poruszające, że nie da się przejść nad nimi obojętnie. Zdecydowanie poruszają całą paletę wrażeń i odczuć. Naprawdę świetna książka.

niedziela, 20 marca 2022

Sapiens. Od zwierząt do bogów - Yuval Noah Harari

 

Yuval Noah Harari zebrał "w całość" naszą, czyli homo sapiens, historię i spróbował uwypuklić najważniejsze punkty ewolucji, swoiste kamienie milowe w naszym rozwoju. Czy mu się udało, to zależy, kto i co czyta, jeśli ktoś jest bardzo oczytany i świadomy to wiele etapów go nie zaskoczy, dla tych, którzy sięgną tylko po tę książkę może być to odkrywcze lub przygnębiające, itp.

Autor prowadzi nas przez tysiąclecia rozwoju od prymitywnych form człowieka po obecnego władcę świata. Pokazał rozwój, drogi i punkty zwrotne. Uświadomił poszukiwania i motywacje człowieka tak fizyczne jak duchowe prowadzące do osiągnięcia różnych celów. "Guatama odkrył, że każde kolejne doświadczenie wzbudza w umyśle pragnienie, a pragnienie zawsze pociąga za sobą niezadowolenie. Kiedy umysł doznaje czegoś przyjemnego, pragnie by przyjemność trwała jak najdłużej i przybierała na sile,..." (str 273), bo "To, że "źródłem cierpienia jest pożądanie", jest prawdą w każdym miejscu i w każdym czasie, tak jak we współczesnej fizyce "e" zawsze równa się "mc2"." (str. 275)

Jesteśmy pewni tylu rzeczy, jesteśmy przekonani o swojej sprawczości i mocy, a może daliśmy sobie to wmówić? "Naukowcy  zwykli przyjmować, że żadna teoria nie jest bezbłędna w stu procentach. A zatem prawda nie jest najlepszym probierzem wiedzy. Prawdziwym jej wyznacznikiem jest użyteczność." (str. 314) "Aż do rewolucji przemysłowej większość ludzkich kultur nie wierzyła w postęp." (str. 320) Postęp przyczynił się do naszego sukcesu, ale czy tylko do niego?

Ostatnie 500 lat to pasmo nieustających zmian, ingerencji, rozrostu liczby ludności, ich pragnień i bezwzględnych potrzeb. "W ciągu stulecia od lądowania Hiszpanów w Veracruz tubylcza populacja obu Ameryk skurczyła się mniej więcej o 90 procent. Niektórzy, którym udało się przeżyć, znaleźli się pod jarzmem chciwego i rasistowskiego reżimu, znacznie gorszego niż panowanie Azteków." (str. 359) Brytyjczycy podbili Bengal, najzasobniejszą prowincję Indii, w 1764 roku. Nowi władcy byli zainteresowani niemal wyłącznie bogaceniem się. Zaprowadzili destrukcyjną politykę gospodarczą, która kilka lat później, (...) utorowała drogę wybuchowi w regionie wielkiego głodu." (str. 367) Ta polityka skutkowała śmiercią 10 milionów ludzi, a mimo to nie przyniosła opamiętania dla przyszłych pokoleń.

Pomimo zmiennego szczęścia i licznych trudności nowożytna gospodarka rośnie niczym przeżywający burze hormonalną nastolatek. Pożera wszystko, czego dopadnie, i przybiera na wadze w zastraszającym tempie." (str. 371) W obronie interesów toczono wojny, niszczono państwa i ich obywateli. Tylko po to aby utrzymać interesy własne., tzw. kapitalizm, który miał być przeciwieństwem komunizmu, swoistym lekarstwem na tego raka. Niestety kapitalizm także został wypaczony w swojej idei i zrobili to ludzie, zwani kapitalistami, bogacący się i chroniący wzajemnie. Nie dbający o pracowników, wręcz traktujący ich jak współczesnych niewolników. Chciwość bogatych jest wręcz nieprzyzwoita. Wolnorynkowy kapitalizm nie może zagwarantować, "że pieniądze są zarabiane bądź rozdzielane w sposób nieuczciwy. Wręcz przeciwnie, szalona chęć zwiększania zysków i produkcji czyni ludzi ślepymi na wszystko w walce z tym, co może prowadzić do katastrofy." (str. 403) 

"XIX stulecie nie przyniosło postępu w etyce kapitalizmu. Przetaczająca się przez Europę rewolucja przemysłowa bogaciła bankierów i właścicieli kapitału, zarazem skazując miliony robotników na życie w skrajnej nędzy." (str. 404) Skąd my to znamy, to już było, ale skala będzie się zwiększać.

Została rozpędzona machina postępu, badań, które pokazywały nowe możliwości, przetwarzano energię w inną. Stworzono silnik, który dokonał rewolucji w transporcie a tym samym postawił ropę naftową na piedestale władzy politycznej. Rozwój i zapotrzebowanie na energie stanowi dzisiaj pulę strachów, że jej zabraknie, bo kończą się kopaliny. Pomimo odkryć nowych źródeł brakuje nam wiedzy niezbędnej do jej ujarzmienia. Holistyczny napęd, kierunek na więcej stał się kołem napędowym. "Mechanizacja objęła nawet rośliny i zwierzęta. Gdy religie humanistyczne wynosiły homo sapiens do boskiego statusu, zwierzęta hodowlane przestały być postrzegane jako żywe istoty zdolne do odczuwania bólu i cierpienia i stały się podobne maszynom. Dziś zwierzęta te często produkuje się na skalę masową w fabrykopodobnych zakładach, a ich ciała dostosowuje do potrzeb przemysłu." (str. 417) " Tak jak transatlantycki handel niewolnikami nie wynikał z nienawiści do Afrykanów, tak też współczesny przemysł hodowli zwierząt nie kieruje się niechęcią. Napędzany się obojętnością" (str. 419)

Samonapędzająca się spirala rozwoju, industrializacja rolnictwa, doprowadziły do nadwyżki towarów, a to napędziło trend zwany dzisiaj konsumpcjonizmem. Kupujemy, a to napędza produkcję, a to powoduje kolejne zakupy. Rewolucja przemysłowa, zdaniem autora przyczyniła się do rozpadu rodziny i wspólnot, nikt już nie potrzebował opieki i ochrony wielopokoleniowej rodziny, teraz każdy miał zasoby, aby dbać o siebie.

Obecnie sapiens stał się panem tego świata, ale wszystko to kosztem pozostałych gatunków, nie tylko tych z laboratoriów, taśm przemysłowych, ale także z zatrutych wód, wyciętych lasów tropikalnych, itd. Zdeptaliśmy jako gatunek inne gatunki, sprowadziliśmy je do statusu "na wymarciu" lub "wyginęły", a my dalej nie zauważamy, że szykujemy sobie bombę z opóźnionym zapłonem. 

Okazuje się, że ta pogoń za ciągłym rozwojem, pieniędzmi, dobrami,sławą, udoskonalaniem ciała, władzą nie daje nam szczęścia. Okazuje się, że zadowolenie, szczęście może wypływać z wnętrza, może też być odbiciem poczucia sensu, albo subiektywnym  uczuciem każdej jednostki. Niemniej dzisiaj pytaniem oczywistym staje się: "Czym pragniemy się stać?", a jeszcze bardziej "Co pragnęlibyśmy pragnąć?" (str. 508) Potęga, którą sobie zagrabiliśmy niszcząc po drodze innych staje się kłopotliwa, wykreowaliśmy się na bogów siejąc spustoszenie wśród innych gatunków i ekosystemu. W poszukiwaniu własnej, wygody, ciągłej przyjemności, wręcz zatraciliśmy się w tym. Autor na koniec stawia pytanie bardzo wymowne: "Czy jest coś bardziej niebezpiecznego niż niezadowoleni i nieodpowiedzialni bogowie, którzy nie wiedzą, czego chcą?" (str. 510) Do czego doprowadzimy, dokąd dojdziemy, czy znajdziemy ukojenie naszych pragnień i wizji?

Autor chce pokazać drogę jaką przeszedł człowiek przez wiele milionów lat jako jeden z wielu gatunków żyjących na Ziemi. Próbował opisać jak człowiek, który występował w przyrodzie w mniejszości przez ostatnie 500 lat zdominował tą planetę, a w ostatnich 70 latach wręcz zniszczył. To swoisty przewodnik po historii o człowieku, który z zagrożonego gatunku stał się gatunkiem zagrażającym innym stworzeniom. Choć książka jest obszerna, to zawiera z historii człowieka tylko najważniejsze można by rzec swoiste punkty zwrotne, mające największy wpływ na to co nas spotkało, albo raczej co sobie zafundowaliśmy. Autor dokonał subiektywnego wyboru najistotniejszych wydarzeń w ewolucji Homo sapiens, do czego miał pełne prawo, bo to jego książka. Całość czytało mi się przyjemnie, bo napisana została językiem zrozumiałym, skonstruowana w sposób chronologiczny i logiczny. Yuval Noah Harari podsumowuje wyczyny człowieka.

środa, 16 marca 2022

Twoja anatomia. Kompletny (i kompletnie obrzydliwy) przewodnik po ludzkim ciele - Adam Kay

 "Jeśli na zewnątrz jest gorąco, albo robisz coś wymagającego znacznego wysiłku, na przykład nosisz konia na baranach (dziwadło z ciebie), twoje ciało włącza system chłodzących zraszaczy." (str. 31)

Adam Kay pisze o anatomii człowieka w bardzo zrozumiały sposób.Układ książki jest podzielony na poszczególne części ciała człowieka. Każdy rozdział zawiera rozpisane funkcje, znaczenie danego elementu anatomii, wiele rysunków, często zabawnych rysunków, a także fiszki z ciekawostkami, pytaniami i odpowiedziami. Autor bez pruderii pisze o każdym organie ludzkiego ciała, o każdym zakamarku, wstydliwych wydzielinach, zapachach, chorobach i śmierci. Obala mity i niesprawdzone przekonania, wyjaśnia, opisuje i obrazuje.

Autor napisał książkę językiem łatwym w odbiorze przez młodego czytelnika, prosto acz rzeczowo i celnie opisał sprawy trudne, którymi na co dzień nie zawracamy sobie głowy. Wiele w tej książce śmiesznych określeń, zabawnych opisów, kontrowersyjnych porównań, zapewne po to, aby utrzymać uwagę czytelnika. To się autorowi udało, bo lektura wciąga w swoje meandry, kolejne etapy i poszczególne części anatomiczne ciała. Czytając książkę Adama Kay można się wielu rzeczy dowiedzieć, zostać zaskoczonym i oczywiście ubawić, bo autor napisał swoją książkę w sposób zabawny, czasem wręcz absurdalny.

To świetna lektura, przewodnik po ludzkim ciele, jakże inna od nudnych podręczników. To trochę taki podręcznik do biologii, ale podany w sposób bardzo łatwo przyswajalny i zrozumiały, który w zabawny sposób pokazuje sprawy poważne.

czwartek, 3 marca 2022

Córka rzeźnika - Yaniv Iczkovits

 

Powieść Yaniv Iczkovits koronkowej roboty, bardzo drobiazgowa fabuła, wątki utkane z wielobarwnych, gęsto splecionych nitek, wyostrzeni bohaterowie, otoczeni aureolą podjętych decyzji i wydarzeń. Każdy bohater to pogłębiona historia jego losów, jest ich tak wielu, że wszystkie tworzą swoistą mozaikę. Język bardzo barwny i kwiecisty. Tłumaczenie to prawdziwe cacko.

To powieść drogi, której celem jest odnalezienie męża jednej z bohaterek. Osobą, która zapoczątkowała całą wyprawę jest Kania, matka  i żona, która nie może znieść niesprawiedliwości i wyrusza, aby ją wymierzyć, upomnieć się za siostrą, porzuconą przez męża. Droga ta okazuje się bardzo niebezpieczna, zaskakująca, pełna nieprzewidzianych zwrotów akcji. Bohaterowie tej drogi to zlepek różnych charakterów, zaskakujących, a nawet wprawiających w osłupienie.

W powieści autor stworzył prawdziwy tygiel narodowościowy, kulturowy, społeczny, religijny. Mamy opisy z życia Żydów, Polaków, Rosjan, mieszkańców małej wioski, miasteczka i dużego miasta. Wędrujemy po żydowskim targowisku, wojskowych koszarach, odwiedzamy biuro tajnej policji, karczmę i wiele innych miejsc, przybytków i zaułków. Owa mieszanka jest tak wielobarwna, że czasami przytłacza w swojej różnorodności, można się pogubić, albo znudzić. W moim odczuciu to powieść dla osób, które lubią historie tkane gęstym ściegiem, przeplatane dodatkowymi wątkami, szczegółowymi opisami, wnikliwymi obrazami z życia, z przypisanych ról, zwyczajów, religii.

To książka o przełamywaniu odwiecznych norm, zwyczajów, okowów, wpisanych w głębokie koleiny ról społecznych. To opowieść o buncie na niemoc, na niesprawiedliwość, na poddanie się, na milczenie innych. To próba decydowania o sobie, wyjście poza sztywne i duszne ramy obowiązków nałożonych na żydowską kobietę. To chęć pokazania siły, która tkwi w ciele kobiety, tej potulnej, usłużnej, skromnej i zawsze oddanej mężczyźnie. 

Ogólnie książka mi się podobała, ma w sobie nieodparty czar, oryginalną fabułę, zadziorność, chce się wiedzieć co będzie dalej, niemniej miejscami miałam wrażenie znużenia, zbyt długich i zbyt drobiazgowych opisów osób, ich myśli, zachowań, przeżyć. Oczywiście polecam, ale nie jest to powieść dla lubiących dynamiczne fabuły.

środa, 23 lutego 2022

Prawdziwe życie - Adeline Dieudonné

Debiut belgijskiej pisarki Adeline Dieudonne, który wciska w fotel, rani i boli, niemniej wart jest uwagi, ze względu na poprowadzoną narrację. Z jednej strony autorka wzięła na kanwę życie dziewczynki dorastającej w domu, w którym ojciec jest despotycznym, opresyjnym, agresywnym tyranem. Domu, w którym matka jest tak przerażona ogromem bólu i cierpienia, którego doznała ze strony swojego męża, że nie potrafi okazać ciepła swoim dzieciom. Córka nazywa ją amebą, bo stała się wręcz przezroczysta, nie wydająca dźwięków, aby tylko nie dać się zauważyć. Matka swoje ostatnie resztki ciepła przelewa na zwierzęta, zwłaszcza te porzucone, poszkodowane przez ludzi. W tym domu mieszka także młodszy brat dziewczyny, który jest jej oczkiem w głowie, jest mu opiekunką, nauczycielką, wsparciem. To dla niego postanawia żyć i walczyć o jego powrót z mrocznej krainy, w która popadł na skutek nieszczęśliwego zdarzenia.

Książka jest obrazem paraliżującej przemocy, poniżenia, podłości i kompletnej dysfunkcji ojca, jeśli o takowej można w ogóle mówić w jego przypadku. Ojciec był człowiekiem okrutnym, mającym poważne problemy ze swoją psychiką. Swoje problemy zrzucał w postaci ciosów na matkę, następnie córkę, czasem pomagało polowanie, najlepiej krwawe, na rzadkie i trudno dostępne "okazy".  

To książka nie tylko o rodzinie cierpiącej z powodu chorego psychicznie ojca, agresora, zabójcę, ale także obraz społeczeństwa, zamkniętego, niedojrzałego, nieczułego na siebie samych i innych wokół. To też wizytówka świata ustawionego pod mężczyzn, którzy swoją siłą, nierzadko agresją ustawiają sobie innych, uzurpują sobie prawo do decydowania o wszystkich wokół.

Adeline Dieudonne w swojej niezbyt obszernej książce zaskakuje wieloma informacjami, zwrotami akcji, różnorodnością postaci, problematyki, aż książka wydaję się trąbą powietrzną, która porywa i wypluwa po jakimś czasie w poturbowanej wersji.  Nikt nie jest w niej jednoznacznie dobry, nawet z pozoru ratujący okazuje się agresorem depczącym dziewczęcą niewinność.  Warto  zajrzeć za okładkę, wtopić się w opowieść, dać się ponieść wydarzeniom, nawet cierpieć, bo może wtedy staniemy się uważniejsi na ludzką krzywdę, jednak warto też być czujnym, nie dać się wkręcić we wszystko o czym pisze autorka, bo sporo treści jest niespójnych, część przerysowanych, a część niewiarygodnych.

wtorek, 22 lutego 2022

Tam gdzie nie pada - Michael Sowa

 

Debiut, który oprócz ciekawej opowieści wprowadza wiedzę historyczną, poza tym zapoznaje czytelnika z językiem śląskim, co prawda nieco przystosowanym do czytelnika, ale jednak. To opowieść oparta na prawdziwych wydarzeniach z połowy XIX wieku, kiedy to chłopi z pewnej śląskiej wsi idąc za przykładem sąsiadów pakują swój skromny dobytek na wozy, następnie przepakowują na pociąg, a potem na statek i po dwumiesięcznej, uciążliwej, urągającej godności podróży docierają do Stanów Zjednoczonych Ameryki, do stanu Teksas. 

Autor pokazuje życie chłopów w Prusach, niby wolnych, ale zobowiązanych do ciągłej pracy na rzecz pana. Chłopów, lepiej lub gorzej wiążących koniec z końcem, podległych, uległych i wyzyskiwanych, nie mających wiele do powiedzenia w swojej sprawie. Chłopów, którym zawsze ktoś rozkazywał, nakazywał albo ich wykorzystywał. Kiedy ktoś dał im szansę poprawy losu, albo raczej obietnicy odmiany, po namyśle zdecydowali o wyprawie, choć nie zdawali sobie sprawy co ich czeka, ani jak ta podróż się dla nich zakończy. Podjęli ryzyko, bo nie widzieli nadziei na poprawę swojego położenia w swojej wsi.

Autor opisał wieś, wybrał do tej opowieści chłopów, nadzorcę, pana, pokazał ich zwyczaje, troski, powiązania. Opisał jakie panowały relacje między tymi ludźmi, jak odnosili się do siebie i do sytuacji, w której przyszło im żyć. Spróbował pokazać co doprowadziło do podjęcia przez mieszkańców wsi decyzji o wyjeździe. Bardzo obrazowo opisał przygotowania do wyjazdu i samą podróż bohaterskich mieszkańców a także pierwsze dni w nowym miejscu. Autor opisał też osadnictwo w Stanach Zjednoczonych, z jego jasną i ciemną stroną. Przybliżył postać franciszkanina Leopolda Moczygemby, który wpadł na pomysł ściągnąć do Stanów swoich braci z rodzinami, a przy okazji ściągnął blisko dwustu Ślązaków.

Książka wciąga w swoją opowieść, otwiera oczy na kolejne historie ludzkie na ziemiach polskich, daje wiedzę na temat osadnictwa w USA. Warto po nią sięgnąć, bo ogólnie dobrze się ją czyta.

wtorek, 8 lutego 2022

Nieskończoność w papirusie. Fascynujące dzieje książki od czasów starożytnych - Irene Vallejo

"Pasja kolekcjonera książek przypomina pasje podróżnika. Każda biblioteka jest podróżą: każda książka paszportem, który nigdy nie traci ważności." (str.39)

Autorka prowadzi czytelnika ścieżkami miejsc, które były jej zdaniem ważne dla rozwoju książki. Odwiedzamy miejsca od czasów przed naszą erą, gdzie znaleziono zalążki i początki uprawiania czytelnictwa, a więc Mezopotamię, gdzie słowa umieszczano na glinianych tabliczkach, Egipt z jego słynnym papirusem i Bizancjum z pergaminem. Była to swego rodzaju podróż po ważnych miejscach dla rozwoju piśmiennictwa. Dla mnie książka była także pokazem ambicji i dążeń możnych żyjących na przestrzeni stuleci, do zapisania się w dziejach ludzkości. Pragnęli, aby ich czyny, działania, sława przetrwały dla potomnych, dlatego tak bardzo zależało im na rozwoju metod zapisu ich chwały. Ludzie sukcesów w dawnych czasach ścigali się wręcz w rankingach na ilości ksiąg i wielkości bibliotek, im więcej czy im większe tym czuli się ważniejsi, pokazywało to innym ich bogactwo, umiejętności dyplomatyczne, podróżnicze i erudycyjne. Bogaci napędzali potrzeby udoskonalania materiałów piśmienniczych, metody zabezpieczania ksiąg już zapisanych, pozyskiwanie nowych treści.

Autorka pokazała jak przez wieki zmieniała się sztuka przenoszenia treści, z oratorskich na pisane, jak ważny był rozwój materiałów używanych do zapisywania treści, jak za sprawą podbojów zmieniał się język, kultura, zachowania i potrzeby ludzi. Opowiadała historie wielkich i znanych: Arystotelesa, Aleksandra Wielkiego, Ptolemeusza I, Homera, Herodota, Petrarki, Seneki, Owidiusza i innych. Pokazywała jak bardzo zmieniało się wykorzystanie zmysłów przez człowieka, ze słuchania i mówienia w patrzenie, co spowodowało pogorszenie się wzroku, a co za tym idzie potrzebę wynalezienia przedmiotu, który powiększyłby tekst co z czasem przyczyniło się do wynalezienia szkła powiększającego aż wreszcie okularów. Jak to zwykle bywa jedna rzecz pociąga za sobą następne. Autorka opisała także zagrożenia dla bibliotek i zbiorów ksiąg, począwszy od zjawisk pogodowych, czynników ludzkich, np.pożar czy popełnianie błędów przez kopistów. "Książki usankcjonowały, to pewne, straszliwe wydarzenia, ale również utrwaliły najlepsze narracje, symbole, wiedzę oraz wynalazki, które ludzkość stworzyła w przeszłości." (str. 460)

W te treści z dawnych dziejów autorka wpisywała własne wspomnienia związane z książkami. "Moja matka każdego wieczoru siadywała na brzegu łóżka i czytała mi książki. Ona była owym rapsodem, a ja zafascynowana publicznością, Miejsce, godzina, gesty i chwile ciszy pozostawały niezmienne - to była nasza intymna liturgia. (...) Ten czas czytania był mi małym chwilowym rajem - później zrozumiałam, że wszystkie raje są takie: skromne i przemijające. (str. 108) Nie zabrakło też wtrąceń współczesnych, którzy powracali do przeszłości w poszukiwaniu korzeni, najprzeróżniejszych artefaktów, śladów i wspomnień. Kończy historią z początku XX wieku ze stanu Kentucky, dla którego opracowano specjalny program propagowania czytelnictwa, który bardzo się przyjął, był swoistym oknem na świat dla jego mieszkańców.

Autorka poświęciła te 460 stron książce jej historii, roli jaką odgrywała i ma do odegrania ciągle i niezwykłości jaką wokół siebie roztacza. To piękna i poruszająca opowieść o wędrówkach po szlakach książki w wielu postaciach.

niedziela, 6 lutego 2022

Ten dom jest mój - Dörte Hansen


To debiut tej autorki i jak dla mnie udany, bo poruszający emocje i pamięć, która przywołała inne lektury z tego tematu. Autorka na przykładzie losów kilku pokoleń kobiet pokazała tragedię jaka miała miejsce kiedy rosyjskie wojska w zwycięskim marszu szły przez Prusy Wschodnie. Nie było litości jak to na wojnie, spokojne dotąd tereny poznały co to cierpienie, ból, utrata wszystkiego.

Autorka zaczyna od historii Hildegard von Kamcke, która wraz z dziećmi uciekła do "Starego Kraju" w Niemczech, dotarła tam tylko z córką Verą, bo drugie dziecko zamarzło w drodze. W domu, do którego ją skierowano, nie znajduje tego co musiała zostawić, była przyzwyczajona do luksusu, a nie do zwykłego wiejskiego życia. Jej hardość nie pomogła w nawiązaniu dobrych relacji z gospodynią tego domu, co skończyło się tragicznie. Hildegard uciekła z tego domu do Hamburga, zostawiając córkę, która została strażniczką tego domu już na zawsze. Marlene, druga córka urodzona już w Niemczech również zamieszkała w Hamburgu wraz ze swoimi dziećmi, córką Anne i synem. Hildegard była surową matką, nie umiała okazać ciepła, serdeczności i miłości swoim córkom, one nasiąknęły tym zimnem i przekazały je kolejnym kobietom z rodu. Anne nie potrafiła sobie poradzić z brakiem miłości, a po zdradzie partnera wraz z synkiem ucieka do ciotki Very, do starego domu, do miejsca gdzie mieszkańcy się znają. Jak sobie poradzą, Vera nie przyzwyczajona do towarzystwa i Anne zamknięta w sobie, zrozpaczona, zagubiona, do tej pory anonimowa.

To smutna opowieść, pełna bolesnych wspomnień, urazów, zadr, żałości. To opowieści o poszukiwaniu miejsca w świecie, poszukiwaniu sensu swojej egzystencji, w obliczu braku zrozumienia przez najbliższych. To książka o korzeniach rodzinnych, które nie dają o sobie zapomnieć, bo przenikają kolejne pokolenia. To wreszcie obraz silnych kobiet, które walczyły o siebie i swoją niezależność wszelkimi możliwymi dla nich sposobami. Książę przeczytałam bardzo szybko, bo odpowiadał mi styl autorki, kompozycja książki i oczywiście historie kobiet.

niedziela, 30 stycznia 2022

Chodzić i uśmiechać się wolno każdemu. Praca seksualna w XIX wieku na ziemiach polskich - Alicja Urbanik-Kopeć

 

Alicja Urbanik-Kopeć znowu zgłębia losy kobiet na przełomie wieków XIX i XX, kiedy to ich życie było trudne, niesprawiedliwe i napiętnowane stereotypami.  Tym razem jednak zajęła się pracą seksualną na ziemiach polskich w tym okresie. Po przewertowaniu solidnej porcji materiałów była w stanie przytoczyć ogrom danych, dowodów, informacji, opisów i wspomnień dotyczących kobiet, które parały się pracą seksualną. Przedstawiła też statystyki europejskie. Ta książka to uwypuklenie przez autorkę wielu problemów, głosów, opinii i badań, które wiązały się z pracą seksualną kobiet, korzystaniem z niej przez mężczyzn, chorobami z tym związanymi, opieki lekarskiej i rozwiniętej organizacji "opieki społecznej" nad kobietami "upadłymi". 

Autorka w swoich książkach poświęca czas różnym grupom kobiet z przełomu XIX i XX wieku, w jednej to służące,w kolejnej żony, które pracowały fizycznie głównie w fabrykach włókienniczych i wreszcie te, które zarabiały na skromne utrzymanie oddając własne ciało przyjemnościom innych. Autorka pokazuje losy kobiet w tamtych czasach w szerszym kontekści, opisuje ich trudne życie, pozycję społeczną, możliwości, itd. Te czasy nie były łatwe dla mieszkańców byłego państwa Polskiego, ale szczególnie nieprzyjazne były dla kobiet. Traktowane jako osoby niższej kategorii w społeczeństwie, poddane mężczyźnie, doświadczały nierówności w każdym obszarze: prawnym, ekonomicznym i społecznym. Kobieta była niejako ubezwłasnowolniona, sama nie mogła podejmować decyzji majątkowych,wszystko co wnosiła we wianie przechodziło w posiadanie męża, nie miała prawa występować samodzielnie przed urzędami. Rozwód był poza jej zasięgiem, a uzyskanie pomocy w przypadku doświadczania przemocy domowej było trudno dostępne, albo wręcz niemożliwe.

Autorka poszukiwała odpowiedzi na pytanie co powodowało kobietami, że stawały się niewolnicami seksualnymi. Powodów było wiele: trudna sytuacja bytowa, zwolnienia z pracy, wypchnięcie z przepełnionych i biednych domów rodzinnych, brak wsparcia państwa, urągająco niskie zarobki. Kobiety bardzo często znajdowały się w sytuacji nie do pozazdroszczenia, najczęściej bez jakiegokolwiek wykształcenia, bez obycia, bez wsparcia. Trafiały na ulicę lub do domów uciech seksualnych z braku innych możliwości znalezienia źródeł zarobku i potrzeby niezależności finansowej. Najczęściej było to piekło, które kończyło się śmiercią w przytułku lub w szpitalu św. Łazarza, który był dedykowany dla chorych wenerologicznie i rakowo.

Alicja Urbanik-Kopeć szeroko opisała co przedstawiciele różnych zawodów, głównie mężczyźni, pisali i mówili o kobietach świadczących usługi seksualne. Medycy, działacze społeczni, politycy, przedstawiciele kościoła najczęściej stawiali tezy, że kobiety wybierają to zajęcie zarobkowe, bo leży w ich naturze, że to ich naturalne psychiczne i umysłowe predyspozycje pchają je na drogę występną. Niektórzy uważali, że to są ich wrodzone potrzeby, a nie krępowane przez opiekunów szły wprost ku zaspokajaniu swoich chuci. Kobiety te były traktowane jako niosące zgorszenie, choroby weneryczne, łatwy dostęp do rozpusty. Były traktowane jako te, które nie zasługiwały na żaden szacunek, raczej na upokorzenie lub litość. Kobiety były też ofiarami handlu nimi, pod pozorem lepszej pracy wyjeżdżały głównie do Ameryki i tam trafiały do burdeli. Czasami były "ratowane" przez towarzystwa opiekuńcze, choć metody resocjalizacji, którym ich tam poddawano były urągające.

Generalnie to były paskudne czasy dla kobiet, znaczyły tyle na ile pozwolili im mężczyźni, ich władcy i "właściciele", którym było wolno wszystko, z racji jak sami uważali, ich naturalnych predyspozycji, umiejętności i potrzeb. Kobiety, jako te słabsze były wykorzystywane, poddawane ostracyzmowi, wielu nierównościom prawno-ekonomiczno-społecznym, oskarżane o niestabilność psychiczną i niezdolność do samodzielnego myślenia w sprawach poważnych.

Ta książka to solidny materiał ukazujący sytuację połowy społeczeństwa na ziemiach polskich jeszcze nie tak dawno temu. Kiedy dzisiaj oburzamy się traktowaniem dziewczynek w krajach Afryki i Azji trochę ponad sto lat temu w Europie kobiety nie miały żadnych praw do dysponowania swoim życiem. Były traktowane jak niewolnice, poświęcane do roli żony, matki, służącej, pracownicy w fabryce albo prostytutki. Mimo, że po odzyskaniu niepodległości sytuacja kobiet zmieniła się prawnie, to w mentalności, postrzeganiu społecznym cały czas kobiety miały i mają pod górkę i jest wiele obszarów, gdzie podejście patriarchalne dominuje. Obecnie jest wiele obszarów, które potrzebują zmian, a może nawet obrony przed fanatykami patriarchatu i sprowadzeniu roli kobiet do tej sprzed I Wojny Światowej.

sobota, 29 stycznia 2022

Nikt nie idzie - Jakub Małecki

  

To kolejna wzruszająca opowieść snuta przez Jakuba Małeckiego. Jego bohaterowie zdają się zwykłymi ludźmi, tymi których mijamy na ulicach, którzy mieszkają tuż obok. Klimat i urok tej opowieści tkwi właśnie w tej zwyczajności, w tych prostych losach. Tym razem na pierwszym planie mamy Olę, Igora, Marzenę i jej syna Klemensa. Ich losy dzieją się równolegle aż do chwili przecięcia w najmniej oczekiwanym dla nich momencie. 

Każde z nich ma swoje wspomnienia, przeżycia, wątpliwości, lęki i niespełnienia. Z każdego z nich wyziera tęsknota za kimś, za czymś, jednego dopada niespełnienie swoich marzeń, innego niewłaściwe pożegnanie, a jeszcze innych za kimś kto pokocha, zrozumie, zostanie. To literatura otulająca smutkiem, w której przeplata się strata z pozyskaniem, ale suma sumarum obie się nie bilansują. Przeplatają się żal z nadzieją i smutek z chwilowym spokojem. Generalnie to literatura bardzo poruszająca emocje i dająca do myślenia. To książka do zadumania się nad uciekającym życiem.

Ola mimo ciepłego domu, kochających rodziców, ucieka przed miłością, nie umie zagrzać miejsca na dłużej, Igor nie wierzy, że zasługuje na miłość. Marzena straciła kochanego, zajęta opieką nad synem zapomniała, że mogłoby być inaczej, nie tak samotnie. Klemens żyje w innym świecie, ale ma swoje rytuały, których nikt nie jest w stanie odwołać, zmienić czy wyeliminować. Trudno powiedzieć, kto z nich znajduje ukojenie w tym świecie.

Akcja dzieje się w Warszawie i Kaliszu, dzięki znajomości tej pierwszej było mi łatwiej towarzyszyć bohaterom, kroczyć ich ścieżkami, oglądać budynki, parki, bywać w kawiarniach. To była dla mnie kolejna cudowna emocjonalna podróż, zafundowana przez Jakuba Małeckiego.

wtorek, 25 stycznia 2022

Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku - Zbigniew Rokita

"Górny Śląsk leżał poza Polską grubo ponad pół tysiąclecia i to nauczyło jego mieszkańców patrzyć na nią jako na coś zewnętrznego. Do dziś są krytyczni wobec Polski w inny sposób niż warszawiacy czy krakowianie. Nie są na Polskę skazani." (str. 57)

Zbigniew Rokita poszukując członków swojego drzewa genealogicznego odkrywa czytelnikom niezwykle skomplikowane losy Śląska i jego mieszkańców. To przepięknie napisana ballada o rejonie, o którym tak niewiele wiemy, a w którym tak wiele się działo i dzieje nadal. Autor starał się wyłuszczyć i wyjaśnić problematykę oryginalności Śląska, które ze względu na swoje położenie było targane we wszystkie strony przynależności państwowej.

Śląsk to kraina, do której wkraczały różne państwa, narzucając jej język, kulturę, system monetarny, itd. To obszar ziemi, który przechodził z rąk do rąk z różnych przyczyn, pobudek i interesów. Oczywiście czasem z pozytywnym skutkiem a czasem z tragicznym. Mieszkańcy cierpieli z powodów niezasłużonych różne tragedie i cierpienia, tylko dlatego, że historia ich rzucała to tu to tam. Ale to do nich przychodzono, bo raz byli Niemcami, raz Polakami i na zmianę, a tak na prawdę to zawsze czuli się tylko Ślązakami.

Autor sam miota się pomiędzy Polską a Śląskiem, pomiędzy szerokim spojrzeniem na świat a ksenofobicznym, pomiędzy pewnością, a strachem przed obcymi, pomiędzy nietrzymaniem się symboli a silnym doń przywiązaniem. "Nie tylko miałem inne zapatrywania na różne sprawy, ale miałem też różną narodowość na różne sprawy." (str. 141)

Dzisiaj można zadawać sobie pytanie dlaczego oni tacy, a przecież nie ma się co dziwić, bo to tak jakby Wiedeń na sto lat stał się częścią Słowacji, albo Petersburg stał się stolicą Finlandii. Autor stara się pokazywać podobne przypadki do Śląska, np. Ruś Zakarpacka, Grodno, Wileńszczyzna, Mołdawia.

Obrotności i ostrożności nauczyła ich historia, która szarpała nimi nieustannie to w jedną to w drugą stronę. Autor przytaczał przykład krewnych z Rybnika: "za cesarstwa robiono z nich Niemców, w międzywojniu Polaków, za Hitlera Niemców, za komuny znowu Polaków, a gdy część wyjechała po wojnie do RFN, ponownie zanurzyli się w niemieckości. Wszystko w ciągu kilkudziesięciu lat. Ślązacy byli wciąż narodowo rozregulowani". (str 156) Do tego rozregulowania dochodziły też różnice cywilizacyjne, traktowanie, podejście, postrzeganie.  I tak doświadczani przez lata zmianami państwowości Ślązacy mówią: "Chcemy być traktowani jak ktoś, kto tu był i został. Bo kto mi da gwarancję, że za sto lat nie będzie tu innego państwa?" (str. 186)

Autor w swojej książce przypomniał o tragedii powojennej Ślązaków, dla których czas wojennych obozów nie skończył się wraz z końcem II wojny, dla nich był początkiem, bo w latach 1944-1956 przebywało w nich około trzystu tysięcy osób, z których nawet co dziesiąty go nie przeżył. Najgorszym miejscem na ziemi był wówczas świętochłowicki obóz Zgoda, w którym ludzie byli traktowani gorzej niż więźniowie w Oświęcimiu.

Opowiedział o odkryciu medycznym jakiego dokonały lekarki wśród szopienickich dzieci mieszkających blisko fabryk ołowiu i innych trujących metali. Lekarki odkryły, że dzieci masowo zapadają na anemię a badania pokazały wpływ bliskości fabryki i jej szkodliwych skutków na zdrowie dzieci i ogólnie mieszkańców. Niestety o odkryciu lekarki nie mogły mówić, aby nie burzyć komunistycznej propagandy sukcesu, który nie dbał o zdrowie obywateli, ale o założone cele ekonomiczne.

Pokazał drugą stronę tego gloryfikowanego przez rządy komunistyczne górnictwa, zwłaszcza to oblicze grabieżcze, nieodpowiedzialne, które zbiera obecnie ponure żniwo. Takim rażącym przykładem może być Bytom, w którym dokonano zbyt rozległych, rabunkowych wydrążeń, które dzisiaj zagrażają mieszkańcom tego miasta, powodują jego wyludnianie, naturalne z powodu zgonów i odpływowe. "Z biegiem lat Bytom stawał się niezdatny do życia. Tutejsze rzeki zmieniły się w ścieki, z których zniknęło życie, a poziom zanieczyszczenia kilkanaście razy przekracza normę. W wielu miejscach gleby są toksyczne, (...) marchewka zakazana. Notuje się tu jedne z najwyższych wskaźników zanieczyszczenia powietrza w Europie." (str. 276) Istnieje korelacja zanieczyszczenia powietrza ze wskaźnikiem zgonów kobiet i niemowląt, który w tym regionie jest najwyższy w Polsce. "Bezmyślnie wydrążony górotwór siada coraz bardziej, ziemia po cichutku, pomalutku pochłania Bytom, Bytom się przepoczwarza, człowiek nadużył gościnności natury, więc natura zdmuchuje człowieka, człowiek okazuje się naskórkiem do usunięcia." (str.278)

Podsumowując, to piękna, wzruszająca opowieść o krainie niekoniecznie znanej, odkrytej czy oczywistej. To losy autora wpisane w historię miejsca rzucanego w ciemne i niebezpieczne odmęty wielkich wydarzeń historycznych. To odkrywcza ballada o bardzo niejednoznacznych dziejach Śląska, odkrywająca wiele tajemnic i osobliwości, obalająca wiele stereotypów, odkrywająca i rzucająca nowe światło na wiele wątków. Tu zawsze jedni mówią tak, drudzy inaczej. A to wszystko jest jednak trochę bardziej skomplikowane." (str. 188)

Mnie wciągnęła, żeby nie powiedzieć porwała w swój zawiły bieg, zwłaszcza swoją prostotą, skromnością, szczerością i przyziemnością. Wspaniała lektura.

Zasrane życie mojego ojca, zasrane życie mojej matki i moja zasrana młodość - Andreas Altmann

   

Autor opisał w tej książce swoje dzieciństwo, młodość i kilka lat swojego dorosłego życia. Można byłoby zapytać co takiego wyjątkowego wydarzyło się w życiu autora, że postanowił to opisać, dlaczego poświęcił swoim doświadczeniom prawie trzysta stron? Sam tytuł jest już wprowadzeniem, swoistym makabrycznym preludium do dalszych aktów dramatu realnego życia. Andreas Altman opisał swoje doświadczenia z domu rodzinnego, niemieckiego, tradycyjnego, katolickiego, w którym piecze nad wszystkim trzymał ojciec, wprowadzający dryl, przyzwyczajanie do pracy i wymyślny system kar. Ojciec sprawował absolutną kontrolę nad członkami swojej rodziny, był człowiekiem, który tyranizował swoje najbliższe otoczenie, był okrutnikiem, sknerą, mistrzem psychicznego zadręczania i fizycznego totalnego umęczenia swojej rodziny. Ta rodzina albo się podporządkowywała (matka, córka), albo unikała ojca (straszy brat autora), albo nie poddawała lub prowokowała ojca swoim zachowaniem (autor). Dom autora to było piekło na ziemi, zatem autor w późniejszym życiu nie wierzył już w inne światy. Ojciec zniechęcił go do bardzo wielu rzeczy, odebrał siłę fizyczną i psychiczną do jeszcze większej ilości spraw. Wręcz popchnął w kierunku zakopania tak wielu obszarów swojego życia, że aby dotrzeć do nich w dorosłości potrzebował długoletnich i kosztownych terapii wszelakiego gatunku, aby jakoś zacząć żyć.

To opowieść o okrucieństwie "domowego ogniska", tej przysłowiowej swoistej ostoi i trampoliny, która w teorii daje siłę na dalszą drogę życia, ale nie w tym przypadku. To historia przemocy, która niszczy psychicznie i fizycznie, która powoduje nieuleczalne choroby na przyszłe lata. To relacja syna, który potrzebował i oczekiwał miłości od ojca, a dostawał razy, cięgi i batogi, który był zaganiany do fizycznej pracy, rozliczany z każdej minuty swojego życia, kontrolowany, upokarzany i nękany. Był też straszony przez nauczycieli i pedagogów, którzy dokładali swoje do całości bólu i upokorzenia. Ten chłopiec, aby nie dać się zniszczyć opresyjnemu systemowi jaki ojciec wprowadził w domu, buntował się na wiele możliwych sposobów, za co oczywiście był dodatkowo karany, ale nie zniechęciło go to do walki o swoją godność.

Młody Adreas przeżywa podwójnie bicie swojego brata i matki, cierpi głód, bo ojciec oszczędzał na jedzeniu dla własnych dzieci, wstydził się swoich ubrań, bo i tego nie otrzymywał na czas i odpowiedniego na jego rozmiar. Nie radził sobie z seksualnością, która w wieku nastoletnim wybuchła i nie dawała spokoju, tym bardziej, że przez ojca uznawana była za zło i grzech. Itd., itd.

To książka relacja, w której autor punktuje zachowania swoich bliskich, opisuje hipokryzję ludzi którzy mieli edukować i wychowywać, a niszczyli wszystko co w dziecku i dla dziecka piękne i ważne. Opisuje hipokryzję członków kościoła katolickiego tych wewnątrz i tych wokół, nieczułość sąsiadów i różne "ucieczki" swoich najbliższych z domu.

To opowieść, która porusza do głębi, może oburzać, rozczulać, złościć, z pewnością nie pozostawia uczucia obojętności. Oszczędny, wręcz surowy styl autora podkreśla całą dramaturgię wydarzeń, doświadczeń i jako takiego dawania sobie rady w tych jakże niesprzyjających warunkach do życia.