Szukaj na tym blogu

środa, 25 października 2023

Idzie tu wielki chłopak - Grzegorz Bogdał

 

To zbiór opowiadań i choć mogą wydawać się oderwane od siebie to jednak mają wspólne elementy i przenikają się szczegółami.

Dla mnie to nie była łatwa książka, bo dużo w niej łączenia stylów, absurdów, groteskowych elementów, niepojmowalnych przeze mnie. Nie będę się o niej rozpisywać, ani na nie, ani na tak, bo to literatura dla miłośników klimatów nielinearnych treści, słownej żonglerki, nieoczywistości i udziwnień. Niedopowiedzenia, mieszanki, przeskakiwanie to nagminne w tej książce. Język także nie był dla mnie prosty, konstrukcje zdań, hm, delikatnie ujmując rozedrgane, przeplatane wolnymi myślami i często niespójne. Nie pojęłam zamysłu autora, nie przyjęłam jego postrzegania świata i wariacji na jego temat.

niedziela, 22 października 2023

Serce to samotny myśliwy - Carson McCullers

 
"Serce to samotny myśliwy" to książka, która porusza aktualne i dzisiaj tematy, a mianowicie samotności, potrzeby akceptacji, miłości i poczucia bliskości, ale też, alienację i uprzedzenia społeczne.

Głównym bohaterem powieści jest John Singer, głuchoniemy mężczyzna, który jest w stanie porozumieć się tylko poprzez pismo. Singer mieszka w małym miasteczku i działa jako "samotny myśliwy" - tzn. jest oddzielony od społeczeństwa i nie ma bliskiej więzi z innymi ludźmi. Jego jedynym przyjacielem jest Spiros Antonapoulos, który również jest głuchoniemy, ale trafia do zakładu psychiatrycznego. Grupa innych bohaterów wpływa na życie Singera podczas powieści, ale żaden z nich nie ma możliwości pełnego porozumienia się z nim. McCullers precyzyjnie ukazuje siedzące w sercu Singera uczucia osamotnienia i bezsilności. Pisze o samotnych duszach i ich trudnościach w porozumiewaniu się z innymi. Wydaje się, że głuchota Singera jest metaforą dla niezdolności ludzi do pełnego porozumiewania się i rozumienia siebie nawzajem.

Mimo swojej depresyjnej tematyki, "Serce to samotny myśliwy" jest napisane w sposób, który może wciągnąć czytelnika, poprzez realizm bohaterów, a także malowania obrazów ich psychicznego stanu. Czytelnik może się wczuć w postaci i zrozumieć ich uczucia i motywacje. "Serce to samotny myśliwy" to powieść, która może zaskoczyć i poruszyć czytelnika. To historia, która bada głębsze warstwy ludzkiej psychiki i zadaje trudne pytania o nasze relacje i potrzebę zrozumienia drugiego człowieka i samego siebie.

 

Synu, jesteś kotem - Katarzyna Michalczak

 

To książka ważna, bo opowiada o życiu i relacji matki i syna ze spektrum. To nie suchy poradnik, ani reporterskie spostrzeżenia, ale relacja z pierwszej ręki, zderzenie z rzeczywistością, kiedy marzenia, wyobrażenia, euforia mają się do niej nijak. To opis wyzwań, trudności, problemów i koniecznej zmiany w zachowaniu i oczekiwaniach dla matki i dziecka. Bardzo dobry opis sytuacji, która ma miejsce w wielu domach, a o której nie każdy ma siłę, chęć i możliwości opowiedzieć. To może być swego rodzaju świadectwo ważne dla osób, które myślą, że są same z problemem autyzmu w rodzinie.

Autorka uwypukla problemy, zderza rzeczywistość z oczekiwaniami, pokazuje namacalne przykłady wyzwań i przykłady ich rozwiązywania, czy radzenia sobie z nimi. Autorka opowiada o swojej wyboistej drodze, pełnej emocji, nieprzyjemności, zmagań, samotności i niezrozumienia wobec urodzenia syna, który zachowywał się inaczej niż przeciętne dzieci w jego wieku. Pisze o zmaganiach w przedszkolu, szkole podstawowej o zabieganiu, aby był traktowany normalnie i z szacunkiem przez nauczycieli i wychowawców. Pokazuje punkty krytyczne w diagnozowaniu dzieci ze spektrum, zwłaszcza jego początkową fazę, czyli nazwanie, bo "Dzięki nazwie dostaliśmy cały pakiet wskazówek i pomocy, które idą za nią." (str. 76) Poczuli wreszcie, że nie są jedyni z takimi przymiotami, że mogą liczyć na godne traktowanie i pomoc, taką której potrzebują.

Autorka umieszcza też spostrzeżenia swojego syna, które są ważne bo pozwalają choć nieco zrozumieć jego zachowania, podejście do spraw i ludzi. "Użalanie się nad sobą" to zrobienie kroku dalej niż zwykłe "przykro mi". Dla mnie to po prostu zwykłe marnowanie energii. Bo takie użalanie się nad sobą nic nie zmienia. Pogrążasz się w tym, jak ci źle. Nawet jeśli nie masz na coś wpływu." (str. 80) "...myślenie o tym, czego ta osoba potrzebuje w konkretnej sytuacji, sprawia mi trudność. Wymaga ode mnie wysiłku." (Str. 93) To w gruncie rzeczy zdrowe podejście, aby nie zajmować się sprawami na które nie ma się wpływu, ale już empatia to ważny element człowieczeństwa. Osoby ze spektrum mają problemy z odczytywaniem emocji i adekwatnymi reakcjami względem nich. Mają kłopot z szeroko pojętymi oczekiwaniami społecznymi, bo ich zwyczajnie nie rozumieją, nie potrafią czytać z fluidów, nie są gotowe na domysły i na "co powinno się". To postępowanie i działanie skupione na swoich potrzebach, tu i teraz.

To bardzo wartościowa książka, choć czytanie jej nie jest łatwe, ze względu na wagę tematu, ale tez nielinearną opowieść.

Przyjęcie - Natasha Brown

 

Główna bohaterka tej książki tworzy diagnozę dla angielskiego z dziada pradziada społeczeństwa. Sama, jest potomkinią imigrantów o czarnym kolorze skóry, która zdobyła wykształcenie na najlepszej uczelni w kraju, a teraz pnie się po szczeblach kariery w londyńskim City. 

"Przyjęcie" to opowieść o ciągłym poczuciu nierównego postrzegania ludzi, patrzenia na nich przez pryzmat koloru skóry i korzeni. Nie ma znaczenia indywidualna sytuacja jednostki, ale "właściwe" urodzenie. Anglia oczami narratorki to społeczeństwo składające się z klas, które angielskość przekazuje tylko tym jednym, białym pokoleniom, pochodzącym z pewnych kręgów, mających historię i ciągłość rodu. Narratorka mimo pokonywania kolejnych szczebli w karierze czuje się nieakceptowana tu gdzie jest. Spotyka się z przytykami, uwagami, niezadowoleniem, podtekstami. Nie jest pewna siebie i swojej pozycji, nie czuje się akceptowana, tym bardziej, że w zawodzie zdominowanym przez mężczyzn nie ma taryfy ulgowej, wręcz zarzucana jest obowiązkami. Awansuje, ale nie wie czy jest to konsekwencja nowych wymogów, czy faktyczne docenienie jej wiedzy i umiejętności. W życiu prywatnym też nie znajduje potwierdzenia swojej wartości, jej chłopak, pochodzący ze średniej klasy, z majątkiem o który nie musi się starać wydaje się nie mieć poważnych zamiarów względem niej. Jego rodzice, a zwłaszcza matka czyni aluzje co do braku przyszłości ich relacji. Jedyne czego jest pewna to jej ciało, które buntuje się przeciwko takiemu stanowi rzeczy, ma dość jej wątpliwości i niedomówień. Objawia swoje niezadowolenie chorobą co do której bohaterka musi podjąć jakieś decyzje i konsekwentne kroki.

To książeczka o rasizmie, uprzedzeniach, wywyższaniu jakiejś klasy kosztem innych, to też wspomnienie historii imigrantów, którzy choć pracowali na bogactwo Anglii cały czas przez białe kręgi postrzegani są jako ludzie z niższych szczebli drabiny klasowości, których rolą jest dbanie o dobrobyt rdzennych Anglików. To smutny obrazek równości w tym społeczeństwie, a raczej jego brak.

Książka jest napisana w formie opowieści, przeplatanej historiami z różnych sytuacji, miejsc i doświadczeń. Może na pierwszy rzut oka nie wydawać się istotną pozycją, ale przechodząc na wyższe poziomy znajomości historii kraju i sytuacji emigrantów dostrzeże się jej wydźwięk i znaczenie.

sobota, 21 października 2023

Wielki krąg - Maggie Shipstead


"Wielki krąg" to powieść, która zabiera czytelnika w podróż przez XX wiek, do Stanów Zjednoczonych za sprawą dwóch bohaterek, tej oryginalnej i tej, która ma zagrać jej postać w filmie. Mirian Graves wraz z bratem zostali uratowani z tonącego statku przez ich ojca kapitana, który jednak jako "zbiegły" kapitan z tonącego okrętu zostaje osadzony w więzieniu. Dzieci trafiają pod opiekę wuja, artysty, hazardzisty, samotnika, który nie umie się nimi opiekować, daje im wolną rękę do samorozwoju i dbania o siebie.

Mirian ma marzenia, potrzeby i plany, dość nietuzinkowe jak na czasy, w których przyszło jej żyć i na przypisaną jej rolę w społeczeństwie. Jako młoda dziewczyna buntuje się przeciwko oczekiwaniom względem jej płci. Jest samodzielna, zaradna i odważna, ryzykuje, aby zarobić na życie i marzenia. Jej marzenia wiążą się z lataniem i choć wielu się śmiało i bagatelizowało fanaberie, byli też tacy, którzy wsparli, choć to wsparcie miało swoją cenę. Mirian jest konsekwentna i nie chce się poddać zatem zostaje pilotką.

Hadley to aktorka, która żyje z roli w jednym tasiemcowym serialu, poza nim ma niewiele, no może jeszcze niezbyt udane związki, często z jej winy i liczne skandale. Dostaje do przeczytania scenariusz życia Mirian, i to odmienia jej szanse na karierę.

 "Wielki krąg" to metafora życia, która akurat w tym przypadku pokazuje jak wielkie wysiłki ponosimy, jak szerokie kręgi zataczamy, aby dostrzec, że rzeczy najprostsze często dają najwięcej satysfakcji. Wielkie marzenia czasami okupione są poświęceniem, a spokojne, proste zajęcia przynoszą spokój i zadowolenie. Te kręgi symbolizują też pogoń za miłością, która bywa wielkim wyzwaniem, a w konsekwencji może być rozczarowująca.

Książka mi się podobała, zwłaszcza historia Mirian, jej wybory i samozaparcie do ich realizacji, opisy miejsc i samo zakończenie. Uważam, jednak że historia mogłaby być krótsza o nawet dwieście stron, bo niektóre wątki były rozwleczone i dłużyły mi się, przez co bardzo długo mi się ją czytało, bo też czułam zniechęcenie i zmęczenie. Niemniej ogólnie na plus.

czwartek, 12 października 2023

Marzenie o pięknie. Jak Estée Lauder zbudowała imperium i stała się legendą - Laura Baldini

 

To jest książka lekka i przyjemna, w sam raz kiedy nie ma się ochoty na trudne lektury. Odskocznia od czytania o ważnych sprawach, zastanawiania się co się zdarzy, czy jak to będzie. Tutaj mamy wszystko wiadomo, czyli kto, co, kiedy dowiadujemy się za to jak.

Autorka prowadzi opowieść o Estee Lauder na przestrzeni lat dwudziestych i trzydziestych przeplatając je z latami czterdziestymi. Najpierw mamy obraz nastolatki, która marzy o pięknie, interesuje ją kosmetologią, zaczyna robić kremy, a następnie poszerza swoje produkty o kolejne. Zaczyna sprzedawać swoje "przetwory", jednocześnie ucząc się technik sprzedaży i reklamy. Spotyka mężczyznę, zakochuje się w nim, to lata doświadczania, prób, wysiłków o zdobywanie klientek, spełnianie marzeń, itd... Lata dorosłe to czas wspomnień, przemyśleń i podejmowania decyzji.

Miła lektura.

 

 

 

 

 

 

 

 


poniedziałek, 9 października 2023

Pogo - Jakub Sieczko

 

"Pogo Jakuba sieczki" to poruszająca, a nawet wstrząsająca książka opisująca pracę w pogotowiu ratunkowym. Autor, Jakub Sieczka, był ratownikiem przez sześć lat, co dodaje tej opowieści autentyczności i głębi.

Już od pierwszych stron czytelnik zostaje wciągnięty w niezwykle emocjonujący świat pracy ratownika. Autor szczegółowo opisuje trudne sytuacje, z jakimi spotykał się na co dzień – od wypadków samochodowych po urazy spowodowane przemocą. Czytając te opisy, trudno jest być obojętnym na dramat i cierpienie, jakie towarzyszą takim zdarzeniom. Trudno nie zauważyć, że niektóre fragmenty są bardzo drastyczne i mogą wywoływać silne emocje u czytelnika. Należy zdecydowanie przygotować się na trudne tematy i brutalne, brudne, śmierdzące opisy, ponieważ autor nie oszczędza detali. 

Pisanie tej książki jest dla autora swoistą terapią, a czytelnik może odczuć, jak głęboko emocjonalnie związany jest z każdą opisaną historią. Opowieści Sieczki są szczere, pełne współczucia, ale przede wszystkim pełne nadziei. Autor nie tylko przedstawia porażki i tragedie, z którymi miał do czynienia, ale także ukazuje liczne momenty sukcesu i radości, jakie towarzyszą pracy ratownika. Trudności i opisywane sytuacje są tu przesiąknięte poczuciem obowiązku i pasji do pomagania innym.

Styl pisania, który cechuje tę książkę jest inny niż o tej tematyce a przeczytanych przeze mnie, jest poetycki, a jednocześnie prosty i bezpośredni, co tylko wzmacnia autentyczność opisywanych wydarzeń. Nie ma miejsca na zbędne dygresje czy filozoficzne rozważania. Jakub Sieczko koncentruje się na przekazywaniu najważniejszych faktów i emocji.

"Pogo" Jakuba Sieczki, to niezwykle mocna książka, która rzuca nowe światło na pracę w pogotowiu ratunkowym. Autor nie tylko ukazuje trudności i dramaty, ale także pokazuje, że nawet w najgorszych sytuacjach można odnaleźć światełko nadziei. To lektura, która porusza, wstrząsa i inspiruje do refleksji nad wartością życia i znaczeniem pomocy drugiemu człowiekowi. Pokazuje drugie oblicze ratownictwa medycznego, nie tylko tego szlachetnego, czyli ratowania życia, ale też trudu, brudu i niebezpieczeństwa z tym związanego.

niedziela, 8 października 2023

Od jednego Lucypera - Anna Dziewitt-Meller

 

"Od jednego Lucyfera" autorstwa Anny Dziewit-Meller to poruszająca książka, której akcja rozgrywa się na Śląsku i jest ukazana z perspektywy kobiecych bohaterek. Ta poruszająca opowieść jest o trudzie, niesprawiedliwości i odwadze. Narracja jest płynna i wciągająca, co sprawia, że trudno oderwać się od książki. Autorce udało się uwikłać mnie w życie bohaterek, często czułam ich ból, walkę o przetrwanie i silne połączenie z ich korzeniami. Chciało mi się krzyczeć na jawne niesprawiedliwości względem nich. Książka zmusza do refleksji nad jawną krzywdą, z którą kobiety spotykają się na co dzień. Pokazuje także jak jest im trudno okazać empatię i zrozumienie względem drugiej kobiety. W opowieści o walce i sprawiedliwości, autorka przeplata wiele wątków społecznych, politycznych i historycznych, umieszcza m.in. dokumenty z archiwów, co nadaje książce dodatkowej głębi. Autorka przypomina w książce historie przodowników i przodownic pracy,  z jednej strony docenianych przez aparat władzy, choć czasami do czasu, a z drugiej strony nienawidzonych przez innych robotników i robotnice. Przykładem jaskrawym jest Wincenty Pstrowski.

 "Od jednego Lucyfera" to ciekawie ujęta historia, miejscami przytłaczająca smutkiem i bólem, ale tym bardziej poruszająca. To rzecz o okrutnych czasach komunizmu, który na Śląsku przybierał bardzo brutalne oblicze. Autorka za przyczyną Maryjki, jednej z głównych bohaterek pokazuje jakim nieistotnym trybikiem był człowiek w obliczu wielkiej rewolucji "społeczno-gospodarczej" w Polsce. I to człowiek, który chciał tylko pracować i jakoś nie dać się codziennym trudom i trudnościom, a i tak wpadł w oczy okrutnej władzy, został potraktowany jak mało znaczący element, który kiedy się zużywa zostaje wyrzucony na wysypisko niepamięci.

Ta opowieść pokazuje też, jak przenosimy traumy rodzinne z pokolenia na pokolenie, dopóty dopóki ktoś nie odważy się z nimi zmierzyć, stanąć oko w oko, odważnie i nieustępliwie.

Mnie książka wciągnęła, mocno poruszyła i zainteresowała, co nie znaczy, że nie znalazłam w niej zgrzytów, choćby poczucie, że autorka bardzo mocno narzuca swoje poglądy i wściekłość na jawną niesprawiedliwość. Nie jestem też fanką zakończenia "Od jednego Lucypera", ale każdy odbierze go po swojemu. Polecam książkę.


piątek, 29 września 2023

Wszyscy tak jeżdżą - Bartosz Józefiak

 

"Ofiary na drogach są i będą. To cena, którą musimy zapłacić.(...) Wypadki to w pewnym sensie danina, którą płacimy za to, że możemy poruszać się samochodami." (str. 149) - Dobromir Sośnierz i Andrzej Łukasik.

Autor zabiera czytelnika w drogę, która może okazać się śmiertelną zasadzką, jeśli będziemy mieli pecha. Szuka odpowiedzi, dlaczego polscy kierowcy jeżdżą za szybko, nierozsądnie, przeceniają swoje umiejętności, bez wyobraźni o konsekwencjach. Dlaczego bezkrytycznie podchodzą do swojej potrzeby wolności, mając za nic wolność innych?

Według danych ze statystyk policyjnych z 2022 roku za 90,9% wypadków na drogach odpowiadają kierowcy, z powodów: nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu (23,4%), niedostosowanie prędkości do warunków ruchu drogowego (23,1%), nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na przejściu dla pieszych (11,6%), niezachowanie bezpiecznej odległości pomiędzy pojazdami (8,6%), nieprawidłowe wyprzedzanie (4,8%), nieprawidłowe skręcanie (3,4%). Najwięcej wypadków ma miejsce na obszarze zabudowanym. Raport wskazuje, że nie bez znaczenia jest także statystyka dotycząca płci kierujących. Sprawcami aż 73% wszystkich wypadków z winy kierujących byli mężczyźni. Kobiety odpowiadały jedynie za 23% wypadków. Największą grupę stanowią mężczyźni w wieku 18-24 lata - 34,9% wypadków. Najczęściej do wypadków dochodzi w miesiącach od maja do października, częściej przy słonecznej pogodzie.

Tyle statystyki, a teraz książka: startujemy na ulicy Sokratesa na Bielanach, dzielnicy Warszawy, kiedy to w 2019 roku rozpędzony do 130 km/h kierowca zabił pieszego na pasach (przechodzącego z dzieckiem i z żoną). Ten tragiczny wypadek był przyczynkiem do zmian w kodeksie drogowym i zmiany taryfikatora mandatów. Potem czytamy o kolejnych wypadkach w innych miastach, spowodowanych przez bezrefleksyjnych kierowców.

Bartosz Józefiak porusza w książce głównie kwestie związane z problemem odpowiedzialności za powodowanie wypadków na drogach i niespotykanej skali ich relatywizowania. Powodujący wypadki, także te śmiertelne, używają argumentów, które zbijają ich dysonans, zmniejszają poczucie winy za wyrządzenie komuś krzywdy, czy wręcz obarczające wszystkich wokół, ale nie ich samych, sprawców. (Jakież to znane z innych obszarów.) Autor szuka przyczyn szeroko, patrzy na problem wieloaspektowo, nie zadowala się łatwymi wyjaśnieniami, jednym głosem. Pokazuje złożoność problemu, jego korzenie, przyczyny i konsekwencje.

Skąd się bierze przywilej kierowców? Autor szuka odpowiedzi w czasach feudalnych, kiedy to panowały relacje oparte na przemocy i krzywdzie. Kierowcy to grupa faworyzowana, wręcz uprzywilejowana, której podlizywały się przez ostatnie 30 lat wszystkie rządy. To grupa, która tak zżyła się ze swoim atrybutem wolności, że każdy bus pas, ścieżka dla rowerów, czy chodnik dla pieszych są zamachem na ich niezbywalne prawa do bycia uprzywilejowanymi, wygranymi, na lepszej pozycji. "Przypomina to płacz białych mężczyzn z klasy średniej w USA, którzy pomstują na tak uprzywilejowane grupy, jak czarnoskórzy, kobiety czy geje. Ideologia antysamochodowa będzie więc bliską krewniaczką ideologii gender, czy ideologii woke (...) " (str. 131) jako dyscyplina na kierowców, z reguły mężczyzn, na rzecz roszczeniowych pieszych. "Ciągłe pouczanie pieszych, jak mają uważać, żeby nie paść ofiarą piratów drogowych, przypomina upominanie kobiet, jak powinny się ubierać, by przypadkiem nie sprowokować molestowania czy gwałtu." !

Autor rozmawia z rodzinami ofiar wypadków drogowych i oczywiście wyłania się z nich obraz poczucia krzywdy i niesprawiedliwości, bo ich bliska osoba została zabita przez kierowcę, nie ma jej, stracili ją na zawsze, a kierowcy najczęściej odchodzą z karą w zawieszenia. Odwiedzamy z autorem liczne polskie miasta i przyglądamy się temu, w jaki sposób się tam jeździ, co się dzieje z infrastrukturą drogową, ale przede wszystkim próbujemy odpowiedzieć na pytanie o to, czy za bezpieczeństwo na polskich drogach będzie odpowiadać to, co uważamy za oczywiste i rozsądne rozwiązanie. Rozsądku jednak brakuje bardzo wielu bohaterom tego reportażu – od kierowców szalejących w autach w terenie zabudowanym po włodarzy miast decydujących o rozwiązaniach komunikacyjnych. Bartosz Józefiak chce się przyglądać także postawom dalekim od rozsądku. Wysłuchuje ludzi i spisuje najbardziej nawet absurdalne oraz przerażające w swej absurdalności argumenty, za pomocą których wiele osób usiłuje przekonać samych siebie, że wcale nie postępują niewłaściwie. 

Autor pokazuje czytelnikowi, że transport indywidualny to czasami narzucona polityka, bardziej lub mniej uświadomiona czy zaplanowana. Transport indywidualny, z jednej strony daje niektórym poczucie wolności, dla innych jest przymusem ze względu na brak perspektyw życiowych bez niego, a z jeszcze innej jest przyczyną wzrostu zanieczyszczeń i gazów cieplarnianych. I tak według raportu SGH Polska wpadła w błędne koło w kwestii transportu: "kiedy przewoźnicy tną kursy, skracają relacje, ograniczają ofertę stopa życiowa mieszkańców pikuje. Nie mają jak dojechać do sklepów, banków i szkół. Dlatego kolejne placówki upadają. Mieszkańcy przenoszą się do większych miast. Prowincja się wyludnia. Zostają głównie osoby starsze, które nie mają jak dojeżdżać codziennie do pracy. Przewoźnikom spadają wpływy z biletów, w efekcie więc tną kursy, skracają relację..." (str. 159)

Przybliża także ogrom problemów transportowych, które niesie patodeweloperskie budownictwo w polskich miastach. (Bardzo ciekawie o tym zjawisku pisze w książce "Dziury w ziemi. Patodeweloperka w Polsce." Łukasz Drozda), rozlewające się miasta, bez odpowiednich połączeń oferowanych przez transport publiczny, itd., itp. Opowiada o zwyczajach kurierów, różnej maści transportowców i przewoźników.

Na koniec takie memento mori, że warto pamiętać, że człowiek nie ma szans z maszyną i dlatego to silniejszy powinien bardziej uważać i ustępować słabszym. Warto zachować umiar i szacunek do innych, ale o to niestety trudno.

To w mojej opinii bardzo ważna książka i warto ją przeczytać, żeby mieć świadomość dziejących się obok nas niebezpiecznych sytuacji, braku racjonalności, głupoty i jawnej niesprawiedliwości.

czwartek, 21 września 2023

Zaskocz mnie - Maggie Shipstead

 

"Zaskocz mnie" autorstwa Maggie Shipstead to wciągająca powieść o miłości, poświęceniu i sztuce, która porusza emocje. Autorka wplotła historię miłosną w subtelny świat baletu, sztuki pięknej i wymagającej poświęceń. Sztuki, która na scenie wydaje się olśniewającą bajką, dla której widownia wstrzymuje oddech, a która w kuluarach jest zaciętą walką o pozycję, rolę, władzę, wyższą pozycję w hierarchii. To też walka ze swoim organizmem, słabościami, zmęczeniem, pilnowaniem diety, odpoczynku. To ciągłe napięcie, ćwiczenie i doskonalenie. Autorka pokazuje to zaplecze, z jego blaskami i cieniami, pokazuje także trudności, z jakimi muszą się zmierzyć artyści, zarówno w sferze twórczej, jak i osobistej.

W książce wykreowane są wielowymiarowe, niejednoznaczne i nieoczywiste postaci dzięki czemu nie można być niczego pewnym do końca opowieści. Nie wiadomo jakie podejmą decyzje, co zrobią i jakie tajemnice nam odsłonią. Główną rolę w tej historii otrzymała balerina, która w poczuciu swojej niedoskonałości rezygnuje z tańca i wybiera rodzinę. Czy ten wybór przyniesie jej szczęście, czy znajdzie w nim swoje spełnienie, czy odnajdzie się w roli matki, żony i gospodyni?

Autorka ładnie pisze, a jej język jest prosty, ale zarazem pełen delikatności i głębi. Autorka posługuje się pięknym językiem, który sprawia, że czytanie staje się czystą przyjemnością.

"Zaskocz mnie" to inspirująca powieść, która pozostawia czytelnika z mnóstwem refleksji na temat marzeń, wyborów życiowych i wagą poświęcenia dla sztuki. To książka, która faktycznie zaskakuje w końcowych akordach.

wtorek, 19 września 2023

Ten się śmieje, kto ma zęby - Zyta Rudzka

 „Z przeszłości jak z grobu, nie wyleziesz”

Tak książka Zyty Rudzkiej to monolog kobiety, której umiera mąż. Wera, kobieta małomiasteczkowa, niby zwyczajna, ale życie jej takie zwyczajne nie było. Z zamiłowania fryzjerka męska, ambitna i zdolna. Powodzenie wśród panów miała, a stosunkiem nie gardziła, panie też się trafiały, bo serce nie sługa. Za mąż nie miała zamiaru wychodzić, ale trafił się dżokej, był uparty i zwinny, więc jakoś tak wyszło, że żoną jego została. Wera żyła pełnią życia dopóki pracowała na nic sobie nie żałowała. Niestety kiedy zabrali zakład, aby się utrzymać zaczęła wszystko wyprzedawać, a nawet wędrować po śmietnikach i zbierać co się da, bo ludzie takie skarby wyrzucają, że żal dalej nie puścić w obieg. 

Opowieść Wery zaczyna się w chwili śmierci męża, kiedy to zastanawia się jak zorganizować pogrzeb, choć budżet się nie spina. Niemniej Wera to kobieta przedsiębiorcza i asertywna a pogrzeb zorganizować trzeba, więc rusza "w drogę" załatwiania wszystkiego co potrzebne, aby pochować dżokeja. Wędrujemy z Werą nie tylko od punktu A do punktu B, tego pogrzebowego maratonu, ale także przez całe jej życie. Ta podróż jest pełna soczystości, różnorodności i rumieńców, nie ma w niej nudy, bo Wera była zawsze pracowita i dążąca do celu.

Zyta Rudzka w tej opowieści rzuciła wyzwanie postacią bohaterki, językiem i sytuacjami. Nie ma w tej książce ckliwości, delikatności, pięknych słówek, jest za to brud, smrodek szlugów, starość, szorstkość w języku i obyciu. Nawet jeśli jest miłość to bez ozdobników, różu i pudru, raczej taka z zaplecza, do zgarnięcia na szybko, nie zważając na przyjazność otoczenia, bez wstydu i upokorzenia. To opowieść o kobiecie, która ma swoje pasje, namiętności, niezależnej i samofinansującej się, o kobiecie, która nie kłania się nikomu, nie jest usłużna, ani delikatna. Nie współczuje nikomu i tego nie oczekuje od innych, twardo stąpa po ziemi, nie patyczkuje się z niebem, mówi co myśli, a myśli wiele i zawsze szczerze, nie przebiera w słowach i nie ubarwia.

Twórczość Zyty Rudzkiej, albo się lubi, albo nie. Ja akurat zawsze czekam na jej książki i zatapiam się w tworzonym przez nią świecie, tak też było i z "Ten się śmieje kto ma zęby".

niedziela, 17 września 2023

Jestem, tęsknię, mówię - Yūko Tsushima

 

Bardzo poruszające, tęskne opowiadania dotyczące życia, jego blasków i cieni, radości i smutków. Wspomnienia tego co bliskie i ważne, ale co odeszło bezpowrotnie. To też bardzo intymny, prywatny obraz utraconych bliskich: dziecka, matki, brata.  

To nie jest książka do szybkiego czytania, raczej do refleksji, rozważania, otwierania się na trudne sprawy. Jest w niej gama różnych przykrych emocji: smutek, żal, strata, tęsknota za bliskimi, którzy odeszli a wraz z nimi bliskość, miłość i radość. Te opowiadania mają przynieść ukojenie, rozliczenie i poradzenie sobie ze stratą. Wiele w nich oniryczności, jakiś międzyczasowych odniesień, nierzeczywistości, a jednak czuć ciepło i moc. Autorka pokazuje jak dużo potrzeba czasu, aby poradzić sobie z tym co najtrudniejsze w życiu - utratą najbliższych. Pokazuje, że ten czas jest ważny i potrzebny, aby nie zgorzknieć, nie zatracić się w bólu, ale żeby pamiętać. "Ja" ma różne oblicza, a te opowiadania są tego najlepszym dowodem.

Pięknie napisana i przetłumaczona, uspokaja i przenosi w inne stany emocjonalne.

czwartek, 14 września 2023

Stara Słaboniowa i Spiekładuchy - Joanna Łańcucka

 

Urzekła mnie ta książka, może dlatego, że przeniosła mnie w świat zapomniany, a na pewno zanikający, choć nie tak dawny i odległy. To opowieść misz-masz, w której znalazło się miejsce na słowiańskie wierzenia i religijność katolicką, w której duchy z zaświatów pod postacią różnych stworów przychodzą nękać ludzi żyjących. To prawdziwy opis folkloru małej miejscowości, gdzie życie wyznaczają pory roku, wydarzenia lokalne, obrzędy i codzienność, czasem wesoła, czasem trudna, wręcz brutalna. W takich miejscowościach wszyscy wszystko o sobie wiedzą, gadają na siebie, ale czasem też wspierają, tam ksiądz lub lekarz to persony, którym się kłaniają mieszkańcy, a pijak lub biedak to ludzie upadli, na których lepiej nie zwracać uwagi.

Akcja została rozpisana na kilkanaście lat, które obejmują okres przełomowych zmian dla Polski, od PRL do gospodarki wolnorynkowej. W małej miejscowości jak na dłoni widać było te zmiany. Wieś gwarna, wielopokoleniowa, w latach dziewięćdziesiątych powoli zaczynała się wyludniać, bo ludzie "za chlebem", albo lepszym życiem wyjeżdżali do większych miast, a nawet za granicę. Zostawali ci co musieli, albo nie mieli innej alternatywy, bądź starzy. W książce słychać rozterki, biadolenia, czy wręcz narzekania na nowe, dziwne czasy i pokolenie, które zachowuje się niezrozumiale w oczach poprzedniego.

Urzekł mnie także sposób opowiadania tej historii przez autorkę, bo miesza ona stylizowaną gwarę mieszkańców, język potoczny i zwyczajową polszczyznę, dzięki czemu jeszcze bardziej wczułam się w klimat tego miejsca i wydarzeń. Pokochałam też główną bohaterkę, czyli starą Słaboniową, bo choć sponiewierana przez ludzi w młodzieńczym życiu, nie poddała się jedynie żalowi czy potrzebie zemsty, ale pomagała ludziom, służyła dobrą radą, mocami nieziemskimi, leczyła ziołami i niezwyczajnymi rytuałami. Ta wiekowa kobieta, miała swoje tajemnice, miłości, zdolności i przekonania, była im wierna i przekonana, że ma jeszcze coś do zrobienia. Samodzielna, rzadko przyjmowała pomoc, raczej chętniej jej udzielała. Żyła nie narzekając ani zbytnio nie skarżąc się na swoje dolegliwości związane z wiekiem. Ta bohaterka i cała opowieść wprowadzały mnie w jesienny nastrój. Spokojne tempo, cisza, obrazy, wszystko nastrajało nostalgicznie. Do tego przeplatające się z ludzkimi losami zjawy i dziwy dodały niepowtarzalności czasów i miejsca.

Dla mnie absolutnie udany debiut Joanny Łańcuckiej.

 

czwartek, 31 sierpnia 2023

Gorsze. Jak nauka pomyliła się co do kobiet - Angela Saini

 

"Nie ma czegoś takiego jak zachowanie typowe dla danej płci" (str.233)  

Odwieczna dyskusja o roli kobiet w świecie i ciągłym porównywaniu ich z mężczyznami pod kątem możliwości fizycznych, intelektualnych, roli w społeczeństwach trwa od lat. Jest też ogrom badań na temat tych różnic, zastanawiające jest to, że większość z nich udowadnia postawione tezy, zazwyczaj korzystne dla mężczyzn. Ta książka zawiera mnóstwo dowodów na to, że badania nie są obiektywne a często mocno tendencyjne. Angela Saini przejrzała szereg raportów z badań, artykułów publikowanych w naukowych czasopismach, rozmawiała z naukowcami obu płci i postanowiła się tym przeglądem podzielić z czytelnikami. Autorka prezentuje ciekawe i rzadko poruszane spojrzenie na kobiety i mężczyzn w bardzo szerokim kontekście. Istotne jest to, że najdziemy tu głosy zarówno naukowczyń jak i naukowców, bo autorce zależało, żeby pokazać zagadnienie jak najszerzej. 

Narzucany przez tysiąclecia dyktat męski "...wywarł potężny wpływ na zachowania kobiet oraz na sposób ich postrzegania. Upowszechniając się i krzepnąc, patriarchat krok po kroku odbierał kobietom prawo do: zarabiania na życie, posiadania majątku, udziału w życiu publicznym, a także kontroli nad losem własnych dzieci. Pozostawił im swobodę wewnątrz klatek, które stworzyło dla nich społeczeństwo. Pozbawione wyboru musiały się zachowywać w sposób, który wzmacniał system." (str. 259) To jest fragment, który oddaje ducha tej książki. Mamy tutaj spojrzenie na stereotypy w różnych kulturach i społecznościach odnośnie modelu rodzicielskiego, roli w związku, w domu i poza nim. Mamy też przyglądanie się aspektom biologicznym obu płci, i jak ta zmienna przekłada się na traktowanie kobiet w różnych kulturach. Jeden z najbardziej poruszających fragmentów książki dotyczy badań nad inteligencją płciową. Autorka przedstawia wiele przykładów, które dowodzą, że różnice między płciami są minimalne i wynikają głównie z różnic w kulturze oraz nierówności społecznych. Angela Saini wyraźnie pokazuje, jak seksistowskie przekonania przeszkadzają w prowadzeniu rzetelnych badań, a w rezultacie wpływają na społeczeństwo jako całość. Obserwacje antropologów wiele razy pokazały, że "...reguły rządzące damsko-męskimi relacjami w większym stopniu wynikają z kultury niż z biologii." (str. 231) Autorka nie pominęła postrzegania roli kobiet na przestrzeni wieków, poczynając od najstarszych kultur łowców i zbieraczy, ani wyników obserwacji naczelnych. Nie omieszkała opisać zachowań agresywnych względem kobiet, zarówno ze strony mężczyzn jak i kobiet, m.in. rzezanie kobiet, oddalanie kobiet w miejsca odosobnienia w okresie ich miesiączki, prasowanie piersi, wydłużanie szyi, albo zabijanie płodów żeńskich w łonach ich matek, itp.

W książce znalazły się też wyniki badań, które mnie szczególnie zainteresowały i takie, które wzbudziły irytację. Z ciekawszych wyników badań "...utrata matki wiąże się ze znacznie większym zagrożeniem niż utrata ojca." (str.207) Albo potwierdzenie, że kobiety zachowują się tak jak przyzwala im na to otoczenie, normy społeczne i kulturowe, zaś presja mężczyzn, którzy chronią swoje podstawowe interesy przyczynia się do głębokich nierówności pomiędzy płciami. "W niektórych krajach podwójne standardy moralne są wpisane w prawo." (str. 252)
Autorka upatruje nadziei dla kobiet w przywróceniu im równego statusu w społeczeństwie w ruchach wspierających kobiety, bo jak pokazują badania antropologiczne tylko solidarność kobiet może przynieść im sukces, jaki dzisiaj, operując na tej samej strategii, osiągają mężczyźni. Bez szacunku i solidarności ze swoją płcią nie osiągniemy równego traktowania.

Podsumowując badania robione są przez ludzi, mężczyzn lub kobiety, co, jak się okazuje nie jest bez znaczenia na wyniki badań. Poza tym ważna jest próba, różne miejsca, czasy, gatunki poddawane badaniom. Czasami badania są już nacechowane składowymi, które mają udowodnić tezę badacza, a kiedy to samo badanie robią inni badacze, okazuje się, że wyniki są zupełnie inne, bo np. poprzednia próba była niereprezentatywna. "Gorsze, jak nauka pomyliła się co do kobiet" to kolejna ważna książka, która daje nowe światło na temat badań naukowych dotyczących płciowych różnic. Autorka, Angela Saini, zawarła wszechstronne badania, aby wykazać, jak często nauka dokonywała fałszywych założeń do tyczących kobietach. Dobrze się ją czyta.

Nie jestem twoim Polakiem. Reportaż z Norwegii - Ewa Sapieżyńska


Książka Ewy Sapieżyńskiej została napisana dla Norwegów, a jej celem było uświadomienie im, że emigranci zarobkowi to nie tylko siła robocza do ciężkiej pracy, ale to przede wszystkim ludzie, bardzo różnorodni, o rozmaitych zainteresowaniach, wykształceniu, doświadczeniu, możliwościach. To nie zbiór "niewidzialnych robotników", potrzebnych do funkcjonowania Norwegii w wielu obszarach (budownictwo, prace porządkowe, praca w magazynach, sklepach, w rolnictwie), ale ludzie, którzy szukali w tym sprawiedliwym raju, dobrego życia i poczucia sprawiedliwości.

Autorka opisuje w książce zarówno swoje doświadczenia w Norwegii, a także wielu innych rozmówców. Emigranci z Polski to przekrój społeczeństwa, znajdziemy wśród nich ludzi kultury, pracowników fizycznych, pracowników naukowych, pracujących w edukacji, freelancerów, ludzi świata, którzy reprezentują różne poglądy i podejście do życia, mają plany, cele i marzenia, albo potrzebę życia w tym kraju. Ewa Sapieżyńska zarysowała szerszy kontekst rzeczywistości emigrantów w Norwegii, aby uświadomić im, że mimo obiegowej opinii, iż są równościowym i tolerancyjnym społeczeństwem rzeczywistość jest inna. Chciała pokazać im jak łatwo szufladkują ludzi, jak kwitnie podejście pełne wykluczeń, klasizmu, a nawet rasizmu. Uświadomić jak emigranci są wykorzystywani i nierówno traktowani przez pracodawców i jak generalnie Polaków traktuje się przedmiotowo. Ta książka wydaje się mocnym głosem i apelem o ujrzenie w emigrantach po prostu ludzi a nie jednolitej masy przeznaczonej do poślednich zadań. Ludzi, którzy przyjechali do Norwegii za lepszym jutrem i którzy wspólnie z autochtonami chcą budować dobrobyt tego kraju, ale chcą być traktowani sprawiedliwie i z szacunkiem.

Ze względu na szum wokół książki i zainteresowanie w Norwegii, autorka przygotowała też polską wersję, ale mam wrażenie, że nie zyskała ona większego zrozumienia. Ja przeczytałam z ciekawością, podobały mi się także fragmenty opisujące prywatne przeżycia autorki z dzieciństwa i okresu nastoletniego, uważam, że dla czytelnika norweskiego mogły być istotne, ponieważ pokazywały zmagania człowieka z systemem i dążenie do osiągnięcia czegoś ponad jego ograniczenia.

środa, 23 sierpnia 2023

Dziury w ziemi. Patodeweloperka w Polsce - Łukasz Drozda


"Patodeweloperka to realny problem. Często zbywamy go śmiechem, tak jakby ograniczał się do arogancji indywidualnych inwestorów. Niesłusznie, bo wymaga on znacznie uważniejszego spojrzenia. I o tym właśnie jest ta książka,..." (str. 15) Cóż za dobry początek, nic dodać nic ująć.

Autor „Dziury w ziemi. Patodeweloperka w Polsce” omówił najważniejsze problemy patologiczności mieszkalnictwa w Polsce, starał się pokazać główne bolączki tego obszaru poparte przykładami, próbował pokazać jakieś dobre przykłady i dać rozwiązania i pomysły na wyjście z tej sytuacji.

 Łukasz Drozda zaczął od historii mieszkalnictwa w XX wieku, zwłaszcza po II wojnie światowej, przytaczając opinie o istnieniu systemu, planowaniu, dbaniu o zapewnienie lokalu dla obywateli, nie pomijając infrastruktury społecznej, zieleni, miejsc do rekreacji i transporcie. Przytacza znane postaci tamtych czasów zaangażowane w odbudowę i planowanie przestrzenne w kraju zrujnowanym przez okupanta. Następnie opisuje sytuację po 1989 roku, kiedy zachodziły przemiany, a że było ich wiele, pewne sprawy umykały i tak właśnie stało się z mieszkalnictwem. 

Kolejne rozdziały to opis mechanizmów działania szeregu nieprawidłowości na rynku nieruchomości począwszy od działania deweloperów, ich różnych "sztuczek" i zabiegów, aby wykorzystać sytuację rynku, na którym brakuje mieszkań i dzięki temu sprzedawać "wszystko co się da". Autor analizuje strategie budowniczych, a także przedstawia skutki ich działań dla mieszkańców, dzięki temu czytając mamy obraz sytuacji, a to pozwala lepiej zrozumieć problem i wyciągnąć wnioski lub nie. Opisuje działania banków, fliperów, finansistów, inwestorów, zachłannych developerów, porusza problem nieudolności władz i urzędników oraz dziurawego prawa. Wyjaśnia co to jest PUM, czyli powierzchnia użytkowa mieszkalna i jak się z nią obchodzą developerzy, projektanci i cała rzesza innych zaangażowanych w rynek. Opisuje krajowych developerów, ich dojście do majątków i podejście do budownictwa. Przedstawia założenia właściwie funkcjonującego rynku mieszkaniowego i pokazuje jak do tego dojść. Opisuje problem grodzenia osiedli, suburbanizacji, liniowych osiedli wśród "łanów zbóż", gentryfikacji, czyli zmienianiu jakichś obszarów miasta, mających najczęściej przywrócić im blask, albo użyteczność. Wspomina o dzikiej reprywatyzacji i jej okrutnych przykładach. Rozbudowach, nadbudowach, przebudowach, odbudowach, które zmieniają charakter, nie utrzymują stylu i założeń projektu, itp., itd. Oddaje też głos ludziom z branży a także opisuje ciekawe rozwiązania budowania osiedli, niestety te są w mniejszości.

"Patodeweloperka to w gruncie rzeczy logiczna konsekwencja splotu realnych potrzeb konsumenckich, zachowawczości polityków i motywowanej cwaniactwem chciwości. Bez odważnych zmian i nowych kierunków w polityce mieszkaniowej zjawisko to będzie istnieć dalej. Zmiany te muszą obejmować zarówno kapitałochłonne budownictwo publiczne, jak i odważniejsze regulacje." (str.203) 

Książka jest napisana w sposób przystępny i zrozumiały. Autor chciał pokazać problem pod wieloma kątami, spróbował opisać lekarstwa na przypadłość patologii rynku mieszkaniowego, ale czy ktoś z decydentów ten głos zauważy. Autor podkreślał znaczenie także elementów odpowiedzialności społecznej i etyki w biznesie, a także zrównoważonego budownictwa wobec zmian klimatycznych. W książce zamieszczone zostały także rozwiązania i  istniejące inicjatywy społeczne, które dążą do poprawy sytuacji. Ponadto, autor zwrócił uwagę na potrzebę edukacji społecznej w zakresie rynku nieruchomości, co jest ważnym i odkrywczym elementem w dyskusji na ten temat. Czasami miałam wrażenie, że niektórym wątkom autor poświęcał zbyt dużo czasu, a niektóre były tylko dotknięte, niekiedy miałam poczucie zbytniego skakania od przykładu do przykładu. Niemniej rozumiem, że była to próba zebrania największych bolączek mieszkalnictwa w Polsce i nie wyczerpała wszystkiego, ale generalnie książka mi się podobała i wniosła jakieś nowe spojrzenie na pewne elementy sytuacji.

sobota, 19 sierpnia 2023

O zmierzchu - Therese Bohman

 

Ta książka to studium kobiety w średnim wieku, niezależnej, dobrze wykształconej, wyzwolonej, samofinansującej się, można by rzec spełnionej, a jednak nie do końca. W opowieści znajdziemy wiele dylematów, rozterek, roztrząsań, bolączek kobiety, która boi się samotności. "Tęskniła za stałą obecnością kogoś, kto rzeczywiście chce z nią być. Kogoś, kto pragnąłby jej tak bardzo, by chcieć rozmyślać o wspólnej przyszłości." (str. 155) To obrazek o kobiecie, która żałuje zmarnowanych lat, oddechu biologii na plecach, desperacji pędzących myśli, w których przewija się wątek związku i rodzicielstwa.

Główna bohaterka, Karolina opisuje sytuacje, w których czuła się niekomfortowo, w których raziło ją wiele zachowań innych, z którymi często nie dawała sobie rady. Często szukała wytrycha, aby uciec tylnymi drzwiami. Czasami szukanie wyjścia zajmowało jej dużo czasu, zwłaszcza jeśli chodzi o związek z partnerem, ale wraz z upływem czasu coraz szybciej znajdowała sposoby na wyjście z uwierających okoliczności. "Co ona robiła na tej dziwacznej imprezie? Chyba jest na to za stara. Jakież to szczęście być za starą na coś takiego. Wstała, powiedziała, że musi już iść, zignorowała protesty pozostałych, szybko włożyła buty i płaszcz w przedpokoju." (str. 77)

Karolina miała do siebie pretensje za mało asertywne zachowania, za uleganie czyimś namowom, słuchanie własnych podszeptów, małych aktów desperacji przypodobania się, po których czuła się rozdarta emocjonalnie, miała rozterki, wyrzuty sumienia, sporo rozchwiania.. "Może powinna napisać coś radykalnego. Powinna przynajmniej wyrażać swój pogląd wtedy, gdy jakiś miał, jak w debacie na temat kolumn w planowanych wejściach na stację metra." (str. 100)

Ta książka to też obserwacja codzienności szwedzkiej. Choć postrzegamy Szwecję jako kraj o bardzo wyrównanych szansach i możliwościach dla kobiet i mężczyzn to i tak w codziennym życiu da się odczuć różnice społecznego patrzenia na obie płcie. Pomimo wielu zabiegów informacyjnych i prawnych działań rządu Szwedki odczuwają nierówności jakie panują w traktowaniu kobiet i mężczyzn. W książce pokazuje to przykład nie tylko najbliższego otoczenia bohaterki, czyli akademickiego, które jest patriarchalne ze wszystkimi konsekwencjami tegoż, ale także szersze spojrzenie na postrzeganie życia singla w społeczeństwie zarówno przez kobiety jak i przez mężczyzn. "Kobiety, którym się nie uda, traktuje się jako biologicznie przegrane. Z kolei mężczyznom wolno robić to, na co maja ochotę, za nic nie brać odpowiedzialności, a później i tak pewnego pięknego dnia stać się głową przykładnej rodziny. W dwudziestym pierwszym wieku, w kulturze, która włożyła tyle wysiłku w zaprzeczenie biologii, sprawy najbardziej naturalne, kiedy dawały o sobie znać, wydawały się groteskowe." (str. 179) Nie jest to odosobnione, ale może z mojego punktu widzenia zaskakujące, pewnie dlatego, że oceniam to z własnego podwórka, jeszcze mocniej patriarchalnego.

Książka może się podobać lub nie jak wiele podobnych, ale mnie poruszyła, przede wszystkim dylematami bohaterki, jej przemyśleniami, pogubieniem, desperacją, poszukiwaniami. Jej wątpliwości, dylematy, dysonans pobudzały mnie do przemyśleń nad własnymi doświadczeniami i obserwacjami. "Przy wciąż kręcącej się pustej taśmie Karolina pomyślała, że to jak życie, na które czekała. To, które dotarło do wszystkich poza nią. (str. 172) Bohaterka może irytować swoim desperackim dążeniem do bycia w związku, poszukiwaniu na siłę mężczyzny, z którym mogłaby nie czuć samotności. Z drugiej strony ma swoje pasje, potrzeby, cieszy się z tylko własnej przestrzeni mieszkania, podejmuje pokrętne decyzje, umie wymiksować się z niekomfortowych sytuacji, ot człowiek. I tak najciekawsze akordy, które są zaskakujące i mnie zadowalające autorka zostawiła na koniec. A tak przy okazji autorka za sprawą Karoliny zabiera nas do świata sztuki, obrazów, galerii, poszukiwania śladów artystów, zatem jeśli ktoś lubi takie klimaty to książka jest dla niego.

wtorek, 15 sierpnia 2023

Ta druga - Therese Bohman

 

Sięgnęłam po książkę Therese Bohman, bo wspomniał o tej autorce w jednym z wywiadów mój ulubiony pisarz. 

To powieść, która nie od razu mnie wciągnęła, z początkowymi stronami trochę brzmiała banalnie, ale w miarę upływu czasu obraz banalności kruszył się, pokazywały się szczeliny wypełnione głębszymi przemyśleniami. Główna bohaterka to studentka literaturoznawstwa, która pracuje na zastępstwie w szpitalnej stołówce. Generalnie jest osobą, która nie umie zacząć działać, choć ma plany zawodowe, bo chce być pisarką, to nie podejmuje nawet pisarskich prób; jest nie zadowoloną ze swojego życia młodą kobietą, ale nie podejmującą prób jego zmiany. Szuka przygodnych związków, marzy i wyobraża sobie siebie w rolach kochanek upatrzonych mężczyzn. Wolne chwile spędza ze znajomymi na imprezach, sporo pije wina, czyta Dostojewskiego, Tomasza Manna, Baudelaire, dyskutuje o sztuce i literaturze, ale nie ma w tym głębi. Jest pogubiona, bierna, poddająca się chwili, poszukująca czegoś co pobudzi ją do działania, ale nie jest to łatwe.

Kiedy wreszcie wymarzony mężczyzna zaczyna się nią interesować poddaje się temu bez reszty, jest na jego "zawołanie", wie że jest czyimś mężem i ojcem, ale jej to nie obchodzi, chce zostawić to z boku, liczy się tylko czas spędzony razem. Tylko czy to jej wystarczy? 

Czytające książkę Therese Bohman miałam wrażenie, że autorka chce zwrócić uwagę na zwyczajne życie młodej, przeciętnej dziewczyny, która nie wie czego chce, nie wie jak się odnaleźć w zwyczajnym świecie, bo ma ambicje na coś z wyższego poziomu, na który notabene nie łatwo się dostać. Postać dziewczyny może odzwierciedlać życie wielu młodych kobiet, które chciałyby być wolne, niezależne, ale jakoś nie znajdują pomysłu jaką drogą to osiągnąć. Ciekawe w książce jest pokazywanie przez autorkę męskich postaci, które są jakby rozmyte, potrzebne do dopełnienia kobiecych dylematów, bo to na nich autorka skupia się i to je szkicuje grubą kreską, ich dylematami się zajmuje. 

W książce autorka odsłania przed czytelnikami dwa światy - bogatych i pięknych oraz zwykłych, czasem szarych, czasem barwnych, ale żyjących w innych rejonach miasta. Bogaci wyjeżdżają na wakacje zagranicę, mają piękne mieszkania w dobrych dzielnicach i eleganckich kamienicach. Zwykli jeżdżą tam gdzie ich stać, mieszkają w innych mieszkaniach, otaczają się innymi przedmiotami, piją tańsze wino, itd. Banały? Być może, ale w tym przypadku czemuś służą...

Lektura tej książki może wydać się mało interesująca, miejscami irytująca, niemniej ma swoje przesłanie i treść do przemyśleń. Z pewnością końcówka może zaskoczyć i pokazać wyraźniejsze światło na bohaterów. Myślę, że sięgnę po kolejne książki tej autorki.