Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 29 sierpnia 2022

Zakazane miejsca na świecie. Podróże magicznym dywanem - Patrick Makin

 

Pięknie zilustrowana książka, która opisuje odległe i najczęściej niedostępne dla zwykłego śmiertelnika miejsca. Autor opisał ich 19 miejsc, niektóre stworzyła sama natura, inne w jakimś celu człowiek. To miejsca, które budzą ciekawość, szacunek, strach, najczęściej owiane są tajemnicą i niebagatelną historią. Każde miejsce zawiera opis i wiele ciekawostek z nim związanych, oczywiście wszystko okraszone pięknymi ilustracjami. Twarda, dostojna okładka, dużego rozmiaru po rozłożeniu wygląda jak czarowna księga o tajemnicach tego świata.

W książce mamy dosłownie wachlarz różnorodności, bo opisano mityczną już komnatę bursztynową, domniemane miejsce grobowca Czyngis-Chana, niepokojące Paryskie Katakumby, budzący ciekawość samolot prezydenta USA czy sypialnię królowej brytyjskiej, nie zabrakło też historii o Armii Cesarza Chin. Mamy miejsca stworzone przez człowieka, aby eksperymentować nowe technologie - Strefa 51, czy przechowywać wszystkie nasiona świata - Globalny Bank Nasion. Z cudów natury mamy tu Wyspę Bouwena, Wulkan Arenal, Rów Mariański, Dolinę Śmierci na Kamczatce, czy wyspę węży u wybrzeży Brazylii.

Takie książki pozwalają na podróże do miejsc niezwykłych, na poznawanie różnorodności tego świata, otwierają przed czytelnikami możliwości pozyskania wiedzy o miejscach do których nie można się dostać lub są dostępne tylko dla nielicznych. Podsumowując to wspaniała przygoda możliwa z własnej kanapy, która uruchamia wyobraźnię dzieci i dorosłych.

niedziela, 28 sierpnia 2022

Potosi. Góra, która zjada ludzi - Ander Izagirre

  

" Potosi. Góra, która zjada ludzi" to książka poruszająca, ważna i wnosząca nową wiedzę, przynajmniej dla mnie. Reportaż z Boliwii, zbierany przez autora przez kilka lat. Oparty o perspektywę życia pewnej rodziny opowieść o niesprawiedliwości, wykorzystaniu, przemocy ludzkiej i systemowej. To smutny obraz ludzi biednych, bez dostępu do wody, energii elektrycznej, bez dostępu do lekarza, opieki społecznej, ubezpieczenia na życie. To opowieść o dzieciach, które muszą pracować od najmłodszych lat, o życiu w ciągłym strachu, przemęczeniu, szkodliwych warunkach pracy. Mamy oczywiście dorosłych, którzy dożywają do trzydziestu kilku lat, zaś czterdziestokilkuletnie kobiety to zniszczone trudami życia staruszki. Odmalowane historie zawierają w sobie przemoc wobec dzieci i kobiet, które są najbardziej dostępnym "workiem" do rozładowania emocji. To książka o codziennej przemocy, agresji, gwałtach, nagminnym molestowaniu, przed którym nie ma jak się bronić samemu, a brakuje instytucji, które choćby karały sprawców za ich czyny. Bezkarność, bierność, bezczynność i bezbronność to codzienność ludzka w tym kraju.

Potosi, to góra w Boliwii, w której ludzie od lat wydobywają cynę i srebro, ale robią to metodami prymitywnymi, bez zabezpieczenia, bez organizacji, grabiąc ile się da jeszcze wydrzeć górze. Góra czasami zatrzęsie, rozdziawi paszczę czy wyzionie opary, a wtedy górnicy giną najczęściej zasypani bez poszukiwań, bo któż by narażał dodatkowo życie. Jeśli górnicy mają szczęście i pracują w kopalni bez wpadek, to i tak ich życie jest krótkie, bo wyziewy kopalniane niszczą ich płuca, a potwornie ciężka praca ogólnie całe ciało. Życie wokół kopalni niesie ciągłe zagrożenie tak wewnątrz góry jak i wokół, a jeśli nie góra niszczy człowieka, to człowiek dopełnia tego dzieła.

Ander Izagirre podszedł do sprawy bardzo dociekliwie, przytoczył czytelnikom szeroki kontekst sytuacji w aspekcie geopolitycznym, w samej Boliwii, w przemyśle górniczym, w górniczych związkach zawodowych dorosłych i dzieci, a także w relacjach międzyludzkich dalszych i bliższych. Niemniej osią wokół której autor zbudował swój reportaż jest dziewczynka o imieniu Alicja, która jako wczesna nastolatka zaczyna pracę w kopalni, przy najcięższych, najbardziej uciążliwych i mocno niebezpiecznych zajęciach. Musi pomagać matce, wdowie po górniku i małej siostrze. Kiedy poznajemy Alicję pracuje w kopalni za darmo, bo spłaca jakieś długi względem kopalni, chce się uczyć, ale nie zawsze ma na to czas i siły. Następne lata pokazują, że dziewczyna jest silna, umie walczyć o swoje, robi postępy w nauce. Niestety nie jest odporna na przemoc fizyczną agresywnych górników. Reportaż kończy się kiedy Alicja jest ponad dwudziestolatką, matką dziewczynki, dalej uczy się, chce pracować w biurze i mieć wpływ na swoje życie, lepsze życie w mieście.

Niestety nie jest to historia zmyślona, to na wskroś realizm życia poza bogatą Europą, w której dba się o ludzi, o ich warunki pracy, o bezpieczeństwo dzieci i ich dostęp do edukacji, itd. To rzeczywistość biednego kraju, zniszczonego przez ludzi wewnątrz i z zewnątrz, którzy dla chęci zysku, interesów geopolitycznych niszczą życie maluczkich, tej "masy ludzkiej", która pracuje w pocie czoła na bogactwo i dobrostan niektórych, która jest zależna od ich widzimisię lub ich rozgrywek ekonomicznych. "Z Llallagua cyna jedzie ciężarówką do Oruro, potem pociągiem do Chile, potem statkiem do Chin, Indii, Korei, Japonii albo Stanów Zjednoczonych. Po paru miesiącach może wrócic do Llallagua, przemieniona na przykład w puszkę z tuńczykiem". (str. 99) Czytając tę książkę i wyobrażając sobie sytuacje kiedy dzieci przeciskają się tak wąskimi korytarzami, że cofając się nie mogą zawrócić miałam klaustrofobię, dusiłam się oparami, które góra emituje. Opisy były tak realistyczne, że czasami musiałam przerywać lekturę, żeby przetrzeć oczy i uspokoić oddech. To ważna książka, bo pokazuje, że XXI wiek, jego osiągnięcia i przywileje są tylko w nielicznych rejonach, w wielu zakątkach świata cały czas pod wieloma względami tkwią w zamierzchłych czasach. Warto przeczytać i przetrzeć oczy - Warto wiedzieć!

Dla mnie książka miała jeszcze jeden ważny wymiar, aby pokazać jak trudne i obarczone zagrożeniami jest życie kobiet w Boliwii, bez ich ciężkiej codziennej pracy mężczyźni i dzieci nie mieliby co jeść, bo to one dbają o wszystko co związane jest z gospodarstwem domowym, zdobywają pożywienie, przyrządzają, dbają o dzieci pod każdym względem i dodatkowo pracują w kopalni przy pracach, których mężczyźni nie chcą, bo są drobiazgowe i nisko płatne. Kobiety w tym państwie są obywatelami drugiej kategorii, lekceważone, źle opłacane, bez opieki medycznej, bez ubezpieczenia, bez wsparcia państwa. Są narażone na agresję i przemoc ze strony mężów, braci, synów i obcych mężczyzn. Niestety choć "- Demokracja wiele zawdzięcza nam, kobietom z kopalni. Cały czas walczyłyśmy, strajkowałyśmy, nie odpuszczałyśmy. Ale dla społeczeństwa jesteśmy niewidzialne. No bo jesteśmy niewidzialne i dla samych górników. Nawet nasi towarzysze nie biorą nas pod uwagę." (str. 154) "Pomimo wszystkiego, co robimy, wciąż pokutuje przekonanie, że kobiety nie wykonują żadnej pracy, bo nie dokładają się ekonomicznie do gospodarstwa domowego, przekonanie, że tylko mąż pracuje, bo jemu płacą wynagrodzenie. Wielokrotnie stykałyśmy się z ta trudnością." (str.111) Jakże smutne, niesprawiedliwe i pełne pogardy dla połowy społeczeństwa, które też odpowiada za powstawanie PKB tego kraju. Kobiety wciąż walczą o podstawową godność.

Uczciwa oszustka - Tove Jansson

 

Miałam wrażenie, że trafiłam do świata muminków, ale z ludzkimi postaciami.Co mi się w tej książce podobało to oddanie rzeczywistości i klimatu małej miejscowości. To klimat dobrze znany z wielu skandynawskich książek, w których mamy jasno określone postaci z przypisanymi im rolami, charakterystyczne miejsca i budynki. W "Uczciwej oszustce" mamy galerię osobliwych postaci i zarysowanych grubą kreską przypisanych im ról. "Łatki", które dostaje się w małej społeczności nie są łatwe do zdjęcia, ale czasami można je zerwać, zmniejszyć lub zakleić innymi. 

Zasadniczo najistotniejsze są w tej opowieści kobiety Katri i Anna, pochodzące z dwóch różnych światów i zajmujące się kompletnie różnymi sprawami. Bohaterki są w różnym wieku, o zupełnie innej pozycji społecznej, mają na rachunku bankowym kompletnie różniące się od siebie kwoty. Co ich zatem zaczyna łączyć, która wpadła na pomysł, żeby wkraść się w łaski tej drugiej i po cóż? Kto i co na tym układzie zyska, czy ktoś straci?

To prosta historia, niezbyt oryginalna, gładka w czytaniu, jak dla mnie trochę naiwna.

Internat - Serhij Żadan

 

Książka była dla mnie trudna w odbiorze, ale też prawdziwa, bo napisana przez świadka i uczestnika wojny w obwodzie donieckim w Ukrainie. Przesycona jest zdarzeniami, plątaniną myśli, natłokiem spraw. Choć akcja książki dzieje się tylko w trzy dni ilość wydarzeń jest ogromna i przytłaczająca. Autor bez patosu, podniosłych gestów, porywów patriotyzmu, opisuje szarą codzienność wojny, strach, cierpienie, głód, towarzyszące zimno, brud, zniszczenia wojenne, i szeroko pojęte straty. Sama okładka książki pokazuje, że wojna to zniszczenie, zgliszcza i utrata życia przez obywateli napadniętego kraju. Książka to jakiś wycinek z całego ciągu agresji, napaści, podburzania, manipulacji, która podsyca wojnę w Ukrainie.
Autor wraz ze swoim głównym bohaterem Paszą, nauczycielem prowadzi czytelnika przez miejsca przepełnione wojną, zamienione w poczekalnie, czy przejścia na lepszą stronę spokojnego świata. Czas nie ma większego znaczenia, bo nic nie jest takie jak było, wojna zmieniła wszystko, całą optykę świata własnego i innych. Pasza wędruje przez gąszcz ludzi i zdarzeń, aby odebrać z internatu swojego siostrzeńca. To droga dosłowna, ale i w głąb siebie, to przeżywanie lęków i przezwyciężanie ich, poszukiwanie sensu, istoty rzeczy, podstawy egzystencji. Wędrując do celu, Pasza porusza w odbiorcy szereg emocji. Jego widzenie świata jest bardzo organoleptyczne, wręcz czujemy to co przeżywa bohater: strach, chłód, widzimy ślady wojny.
Siła tej książki tkwi w tym, że autor nie stara się opisywać brutalności, agresji, okrutnych scen, żeby wzbudzić w odbiorcy silne emocji, wstrząsnąć nim. Robi to w subtelny, niby niepozorny sposób, ale to bardziej niepokoi i wprawia w drżenie niźli otwarte rany i lejąca się krew. Wprowadza niepokój, który sączy się w tym rejonie od lat, pod wieloma pozorami, czy płynącymi do ucha trującymi przekazami, czynami, postępowaniem. Nierozwiązane sprawy doprowadziły do eskalacji, zbytnie zwlekanie, trzymanie się złudnej nadziei doprowadziło do zuchwalstwa, tragedii, której końca nie widać.
Serhij Żadan w unikalny sposób odmalował całe zło wojny i zrobił to w sposób niepokojąco "subtelny", co tym bardziej oddało grozę sytuacji, z którą dzisiaj mierzy się Ukraina.

niedziela, 21 sierpnia 2022

Przewóz - Andrzej Stasiuk

 

Najpierw z pewną dozą nieśmiałości i niezrozumienia szło mi czytanie tej książki, ale nie pierwszy to raz tak mam z tym autorem. Niemniej kiedy nastąpiła chwila przełomowa, nie mogłam i nie chciałam się od niej odrywać. Tekst jest przesycony soczystymi, sensualnymi opisami, niekoniecznie przywołującymi w wyobraźni zapach fiołków, to czas wojny, ukrywania, uciekania opłotkami, przemykania bagnami, zaroślami. To czas grozy, smutku, niepewności, zdarzeń niezrozumiałych, niepotrzebnych, nieludzkich. Akcja rozgrywa się w czasie II wojny światowej, niemniej autor nie opisuje wzniosłości tego wydarzenia, ale jego dzieje i konsekwencje w małych społecznościach. Codzienne życie, kiedy to "swój" może okazać się zabójcą, a najeźdźca opiekunem, człowiekiem szukającym ciepła. To czas, kiedy ludzkie charaktery nabierają innych rysów niż w czasie pokoju, kiedy niektórzy pozwalają sobie na więcej, na zło, na które nie odważyli by się w czasach kiedy prawo jest prawem. Ale autor pokazuje postaci, które nie zważając na czasy pomagają, nie odmawiają pomocy ani Żydom, ani partyzantom, a i z Niemcami żyją obok nie wchodząc sobie w drogę. Jedyny postrach sieją Rosjanie, którzy lada moment mogą wejść na ziemie polskie, kiedy to Niemcy wycofają się z nich. Autor z uwagą i umiejętnością prowadzi czytelnika ścieżkami najniższych ludzkich instynktów, nie owija w bawełnę, opisuje ludzkie chucie, popędy, potrzeby, nawet w czasie wojny, bo instynkty nie znikają nigdy, nawet w czasie zagrożenia ludzie oczekują bliskości, ciepła, pożądania, seksu.

Andrzej Stasiuk prowadzi swoją opowieść w dwóch czasoprzestrzeniach, bo oprócz tej wojennej jest współczesna, kiedy to narrator włóczy się po drogach wschodniej Polski i wspomina swoją rodzinę, jakieś dawne zdarzenia, wydobywa z czeluści pamięci skrawki zachowań i opowieści swoich bliskich z czasów wojny. Opowieść współczesna to bezlitosne obnażenie polskości zapatrzonej bezmyślnie w swoje wspomnienie o potędze, o swoim urojonym mniemaniu wyższości, rozbuchanej dumy, chojractwa, zadufania w sobie. "... Jesteśmy mocni, ale mamy wrogów. Ze wszystkich stron. Dlatego że jesteśmy mocni mocą naszej tradycji i wiary. Barbarzyńcy Wschodu i Zachodu nie mogą tego znieść i pragną nas zniszczyć. Wiecie, plutonowy serce Europy może i biło kiedyś na zachodzie, może biło we Francji, ale teraz bije tutaj. Dlatego barbarzyńcy Wschodu i Zachodu zapragnęli je wyrwać." (str. 125) Obnaża to ciągłe powracanie do przeszłości, do mrzonek, do wyciągniętych najwznioślejszych wątków z historii, chwil ulotnej chwały, zdeptanej własną butą i arogancją. Zastanawia się nad powodami takich zachowań i wyborów, może te urojone sny o potędze odciągają od szarej codzienności, od konieczności zmagania się z masą problemów, potrzeb, na realizację i rozwiązania, których nie ma pieniędzy, pomysłu, możliwości i umiejętności. "Rano, jeszcze przez sen pomyślałem, że jestem jak ten kraj: wciąż powracam do dzieciństwa.(...) Jestem jak ten kraj, który odwraca wielki smutny łeb, żeby gapić się za siebie. Bo tylko tam może zaznać pocieszenia." (str. 297) Chcemy być szanowani, ale sami siebie nie szanujemy, chcemy być podziwiani, ale nie mamy czym się pochwalić, czym zaskoczyć. Pozostaje tylko użalanie się, trawienie zgryzot, majaków i przeżywanie tęsknot za ułudą honoru i chwały, zrzucanie winy na innych? Tylko po co to nadęcie, po cóż ciągłe domaganie się uwagi, dlatego że trawi nas jakieś niedowartościowanie samych siebie? Wszystko w naszych rękach.

Autor nie daje prostych odpowiedzi, nie zostawia rozwiązań, każe mierzyć się z poczuciem winy każdemu z osobna. Nie pudruje i nie maluje trawy na zielono, pokazuje brud, smród i dziadostwo takim jakim jest, bo ludziom się nie chce, bo zamiast brać się do roboty wolą ciągle wspominać lepsze czasy i wypominać swoje krzywdy, ale ile jeszcze można i po co? To lektura bez zadęcia, prostolinijna, bez ulepszania, upiększania i różu. Dla mnie książka ważna i symptomatyczna, adekwatna do dzisiejszej krajowej sytuacji.

sobota, 20 sierpnia 2022

Pocztówka z Mokum. 21 opowieści o Holandii - Piotr Oczko

 

"Oczy wilgotnieją mi mniej więcej dwa razy w roku." (str. 55), tak napisał autor o swojej podróży do Holandii i powrocie z niej, kiedy leci tam płacze ze szczęścia, powrotne łzy są już gorzkie, bo wraca do smutnej rzeczywistości. Zresztą jak sam pisze: "Los się musiał mną chyba nieźle zabawić. Wrzucono mnie w ten nieszczęsny byt w niewłaściwym czasie i w zupełnie nie w tym miejscu, co trzeba. Jestem z natury zdyscyplinowany, pracowity, pedantyczny i wręcz maniakalnie punktualny. Nie znoszę niefrasobliwości i spontaniczności, nie mam też wiele zrozumienia dla słabości ludzkich. Kocham domowość, cenię sobie komfort (nie mylić z luksusem), lubię pieniądze i szanuję przedmioty (w Kraju nizin to nie skąpstwo, a oszczędność, najchwalebniejsza z możliwych cnót). Wypisz, wymaluj jakiś dziewiętnastowieczny Holender, choć na pewno nie współczesny, bo ci już sobie sporo odpuścili." (str. 55) Autor co prawda urodził się w Polsce, pracuje w UJ, ale czuje się Holendrem, a Holandia to jego bezpieczny azyl, tytułowe Mokum, w którym ma swój kawałek podłogi, swój azyl.

Sięgając po książkę nie wiedziałam czego oczekiwać, okazała się dla mnie odkryciem, zaś autor w jakiś sposób bliski. Czytałam pod wielkim urokiem wiedzy, erudycji i umiejętności pisarskich autora. Autor mnie zafascynował swoją opowieścią o sztuce, kulturze i naturze Holendrów na przełomie dziejów. Pokazywał Holandię od XVII do XX wieku poprzez jej licznych twórców malarstwa, ceramiki, uwielbienia do kwiatów, zwłaszcza tulipanów. Opisał ich zwyczaje dotyczące utrzymywania reżimowego wręcz porządku, dni sprzątania, prania, etc. Przybliżył zwyczaje, podejście do dzieci, które było bardzo troskliwe, opiekuńcze i czułe jak na owe czasy, do kobiet, które żyły w naprawdę równo traktującym obie płci kraju. Opowiedział o zwyczajach Holendrów w obszarze palenia fajek i picia piwa, co dzisiaj mogłoby oburzać, albo wręcz szokować. Nie pominął również kwestii religijnych, które na przestrzeni dziejów miały swoje burzliwe losy, ani kwestii Żydów zamieszkujących Holandię, uświadomił czytelników, iż Holandia nie zawsze była taka tolerancyjna w kwestii społeczności LGBT. Opisał również sytuację klimatyczną Holandii i niebezpieczeństwa, których Holendrzy są świadomi, ze względu na zmiany klimatyczne. 

Co mnie dodatkowo ujęło w tej książce to wspaniale rozpisane znaczenie symboli w malarstwie Holenderskim wraz z zamieszczonym opisywanym obrazem, czy innym dziełem. Absolutnie fascynujące zdjęcie kuchni autora i moje przerażenie dotyczące ilości sprzątania, aby ją utrzymać w totalnym, pożądanym przez autora porządku.

Autor pokazał Holandię na przestrzeni wieków jako analogię do historii Polski. Trochę jako przykład, trochę ku świadomości: "...środowiska kościelne przodowały w szerzeniu nienawiści, dyskryminowania lesbijek i gejów oraz przedstawiały ich jako jednostki grzeszne, niemoralne i zasługujące na pogardę. Vide "tęczowa zaraza", określenie pewnego krakowskiego hierarchy." (str. 312) 

Opisał Holandię z pasją, zachwytem i miłością, niemniej jak sam mówi: "Nie idealizuję Holendrów, znam ich już nazbyt dobrze, żeby nie uświadamiać sobie ich zbiorowych przywar, na przykład często niegrzecznej bezceremonialności, emocjonalnego chłodu i rezerwy, posuniętego do granic indywidualizmu, interesowności, skąpstwa i bezdusznego perfekcjonizmu. Ale mimo to zdecydowanie wolę ich od zakompleksionych frustratów i hipokrytów żyjących mrzonkami o narodowej przeszłości i potędze." (str. 327) Autor pisze, że ta książka to swoiste rozliczenie z krajem, w którym się urodził. "Zawarte w niej szkice powstawały bowiem w czasie, gdy kraj, w którym mieszkam, wchodził na drogę nacjonalistycznej dyktatury, łamania praw człowieka, pogardy dla kobiet, lekceważenia osób z niepełnosprawnościami, szerzenia nienawiści w stosunku do ludzi LGBTQ+, przyzwolenia na antysemityzm, tłamszenia sądów, szkół i uniwersytetów, nieprawości i podłości. A także oficjalnej propagandy i retoryki, której nie powstydziłby się sam Joseph Goebbels. Mogę mieć tylko nadzieję, że za jakiś czas część moich gorzkich uwag przestanie być aktualne." (str. 327)

Autor zauroczył mnie swoją umiejętnością opisywania, rozważania, przytaczania przykładów, ale także pewnymi podobieństwami i analogiami do mojej osoby. Zainteresował mnie Holandią, a nawet zauroczył na tyle, że mam nadzieję się tam wybrać. Jak dla mnie odkrycie, nie mogłam się oderwać od tej opowieści holenderskiej.

piątek, 29 lipca 2022

Miedzianka. Historia znikania - Filip Springer

 

Miałam po nią sięgnąć jakiś czas temu, ale jakoś nie składało się, wreszcie przeczytałam.
"Miedziankę. ..." czytało mi się jak opowieść historyczną z elementami przygodowymi. Krok po kroku autor prowadzi czytelnika do wiadomego i nieuniknionego zniknięcia głównego bohatera książki, czyli miasta na Dolnym Śląsku Kupferberger/Miedzianki. To obraz miasteczka, które w skutek grabieżczej i zachłannej działalności wydobywczej rud cynku, miedzi i srebra doprowadziła do zapadania się domów, a z czasem całych areałów tego miejsca. Miasteczko stało się pułapką dla swoich mieszkańców, dlatego władze PRL-owskie podjęły decyzję o wywożeniu mieszkańców do specjalnie zbudowanego dla nich osiedla w Jeleniej Górze. Ciekawe czy zabrali ze sobą artefakty po byłych pruskich mieszkańcach tych ziem, porcelanę, makatki, pościel, etc.

Po opuszczeniu przez mieszkańców, pełne niegdyś życia miasteczko, przemienia się w przestrzeń zarastającą roślinnością, przyroda przejmuje panowanie nad nią i dobrze sobie radzi w tym akcie zazieleniania obrazu. Jako znak, pamiątka i pozostałość po miejscu pozostaje tylko napis "Memento". Ten napis przewija się przez całą książkę, jest swoistym wyrzutem, przypomnieniem, symbolem, żeby pamiętać, że nic nie jest wieczne, że jako ludzie jesteśmy tu na chwilę, dłuższą czy krótszą, niemniej w obliczu trwania ziemi to chwilka.

Historia opowiedziana przez autora dzieje się w dwóch różnych państwach: Prusach i Polsce (od 1945 roku). Ten Polski okres to czas ostatecznego wyczerpania i wykrwawienia Miedzianki, a następnie jej porzucenia. 

Autor utkał opowieść tak sugestywnie, obrazowo, pobudzająco dla wyobraźni, że Miedzianka ponownie zainteresowała ludzi, którzy zaczęli napływać doń z ciekawości, chęci odkrycia złóż, a z czasem z chęci napicia się piwa. Ale to nie wszystko, książka nieoczekiwanie przyniosła efekt w postaci dużego zainteresowania czytelników, dlatego powstał Miedzianka Fest, który przyciągał fanów reportaży, opowieści i Filipa Springera, obecnie jest to formuła "Miedzianka w drodze", z racji szerszej formuły i konieczności organizacji w innym miejscu.

Książka mi się podobała ze względu na charakter snutej opowieści, symbolicznej wymowy i nieoczekiwanego ciągu dalszego, jakiegoś sposobu na reaktywację opowieści o Miedziance i innych miejscach znikania.

wtorek, 26 lipca 2022

Czarne miasto - Marta Knopik

 

Marta Knopik przeniosła mnie do krainy z pogranicza jawy i snu, wpisała prawdziwe wydarzenia w klimat baśniowo-oniryczny. Stworzyła symboliczne miasto o tradycjach górniczych, tytułowe "Czarne miasto", które mogłoby być każdym z miast śląskich, zniszczonych przez wydobycie węgla. To miasto zasnute szarością, spowite węglowym pyłem osadzającym się na wszystkim i wszystkich. To miasto, które ma swoje tajemnice, ciemne korytarze, w których chronią się ludzie przed osunięciami i tąpnięciami, to miasto zmęczone grabieżczym wydobyciem, podziurawione jak ser szwajcarski. 

W tym mieście mieszkają ludzie, doświadczeni wydarzeniami historycznymi zapisanymi w ich korzeniach rodzinnych. Doświadczeni przez pracę członków rodziny w kopalni. Autorka zapoznaje nas z rodzinką Bobrów, mamą, tatą i dwoma córkami zwanymi siostrami Bebe, poznajemy przyszywaną ciocię Genowefę i Dzida, dobrego opiekuna w złych chwilach. Dowiadujemy się o różnych miastach: Kamiennym, Podziemnym, Białym, z których każde z nich ma swoje funkcje, znaczenie i możliwości. Wchodzimy w światy, o których na co dzień nie myślimy lub o których nie mamy pojęcia, ale one nas otaczają, przenikają się z tym widzialnym i oczywistym. 
Autorka odkrywa przed czytelnikami świat wierzeń, magii, zielarstwa, niezwykłych mocy ludzkich i emocji. Krążymy ścieżkami ciekawych opowieści, aby potem odkrywać faktycznie te ścieżki wraz z jedną z bohaterek. Uczestniczymy w niedopowiedzeniach, nieoczywistościach, magii i zagadkach, które wciągają w niepowtarzalny klimat różnych miast.

Urzekła mnie wielość światów i ich przenikanie, tajemniczość, namacalnie odmalowane kształty, kolory, zapachy. Autorce udało się poruszyć moją wyobraźnię, przenieść mnie do czarownego świata stworzonego w książce. Marta Knopik opowiada o ludziach, ich miłości i to takiej po grób, o tęsknocie, która potrafi przyciągać ponaddźwiękowo, o poszukiwaniu i realizowaniu siebie. Urzekła mnie i chętnie sięgnę po "Rok zaćmienia".








poniedziałek, 25 lipca 2022

Siódemka - Ziemowit Szczerek

 

Autor zabiera czytelnika w podróż drogą krajową numer 7 na odcinku Kraków-Warszawa. Wyruszamy w drogę pierwszego listopada, co jest na swój sposób symboliczne i niejako nadaje klimat całej wyprawie. Prowadzący samochód i snujący opowieść główny bohater Paweł, pokazuje nam "uroki" mijanych po drodze miejsc. Otwiera puszkę Pandory polskiej "siódemki", która ukazuje swoje "specyfiki". 

Oczywiście jak to u tego autora jest soczyście, z trafnymi obserwacjami, charakterystycznym humorem i oparami alkoholu. Autor zabiera czytelnika do poślednich barów przydrożnych, miejsc z budowniczymi koszmarkami, wciąga nas w rozmowy z napotkanymi ludźmi o różnistej proweniencji. Pokazuje paradoksy, wyśmiewa, zastanawia się dlaczego inne społeczeństwa umieją dbać o swoje najbliższe otoczenie, jego estetykę, funkcjonalność i wartość, a Polacy zadowalają się dziadostwem, "paciejewem", bylejakością. Generalnie droga, którą podróżuje bohater nie napawa miłymi doznaniami, nie wlewa w duszę optymizmu, obnaża przywary i nonszalancję w podejściu do architektury miast, miasteczek, wsi i drogowej.
Jedzie, a jego droga przybiera coraz czarniejszą, miejscami rozmytą barwę, zaczyna wkręcać w jakieś nieprzyjemne rewiry, obnaża jakąś samo destrukcyjność. "Siódemka" Ziemowita Szczerka to droga do jądra ciemności polskości, to podróż przez narodowe kompleksy, rozdęte ambicje bez planu ich realizacji. To opowieść drogi, która przynosi poczucie obciachu, niekompetencji i niedbałości. 
Optymizmu brak, ale to Ziemowit Szczerek właśnie!







środa, 20 lipca 2022

Białe płatki, złoty środek. Historie rodzinne - Paweł Piotr Reszka

 

Autor jak to ma w zwyczaju wysłuchał różnych opowieści i przeniósł je na karty tej książki, nie dorzucał swojej opinii, oceny widzianego świata pozostawił to czytelnikowi, dał mu swobodę na wyrażanie emocji i reakcji.

Autor zabrał czytelnika w świat brutalnej, brudnej codzienności ukrytej w rodzinach i społecznościach wsi i miasteczek. Otwiera puszkę Pandory, w której aż wylewa się od rozmaitych piekielnych obrazów, o których może czasem nie wiemy, albo nie chcemy wiedzieć, spychamy je czasami w najdalsze zakątki naszej duszy, ale one niestety czają się za rogiem. W naszym społeczeństwie roi się od tematów wykluczonych, zamkniętych, stereotypowych, wypieramy, że istnieje zło w domowych pieleszach, zwłaszcza teraz kiedy na piedestał wynosi się "świętość" rodziny negując inne formy relacji międzyludzkich, spuszcza się zasłonę milczenia na niewygodne fakty i wiadomości. Paweł Reszka odsłania ten zakrywany, niewygodny fakt, że ludzie są źli, nie ważne czy tworzą związki pożądane i "święte". Pokazuje problemy, które zamiatane są pod dywan, mówi o nieprzystosowaniu społecznym, depresji, nieradzeniu sobie z życiem, wyrzuceniu poza nawias społeczności, odmalowuje obojętność społeczną i instytucjonalną, znieczulicę i konformizm, zasłanianie się prawem do prywatności, etc. Autor pokazuje w tych opowieściach bezradność, albo nieporadność instytucji państwa na różnym poziomie i obszarze. W tej otchłani beznadziei, agresji, obojętności i bierności, można znaleźć jedną też smutną, ale poniekąd optymistyczną historię.

Oblicza okrucieństwa opisane przez autora to zarówno mężowie znęcający się w przeróżny sposób nad żoną, ojcowie okrutnie traktujący swoje dzieci, to rodzice głodzący swoje dzieci, rodzina zastępcza, która źle traktuje swoich wychowanków. To także historie samobójców i ich rodzin. To wreszcie opis różnego rodzaju władz, specjalistów i urzędników bardzo różnie podchodzących do swoich obowiązków służbowych.

To jest bolesna książka bez happy endu, ale jednocześnie to ważna lektura, która pobudza, sygnalizuje, że ludzie mają wiele problemów, z którymi sobie nie radzą, że trzeba być otwartym na to kto nas otacza. Warto być czujnym i nie pozostawać obojętnym, aby zapobiec nieszczęściom, którym można było zapobiec i nie być współwinnym zaniedbania. Autor pokazuje, że zainteresowanie ludzkie może uratować innego człowieka, a jego brak doprowadzić do śmierci.

Empuzjon - Olga Tokarczuk


"Norma to jest mrzonka. Każdy z nas siedzi okrakiem na granicy między własnym światem wewnętrznym, a światem zewnętrznym i niebezpiecznie balansuje. To bardzo niewygodna pozycja i niewielu udaje się utrzymać równowagę." (str. 301)

To kolejna książka Olgi Tokarczuk, której akcja dzieje się w Kotlinie Kłodzkiej, pełna głębszych znaczeń, nawiązań do dawnych wierzeń, symboli i czasów. Zresztą sam tytuł jest symptomatyczny, bo odkrywa mityczny świat bogiń strachu i krwawej zemsty. Autorka zaprasza czytelnika do małego, otulonego górami uzdrowiska, w którym aż kipi od testosteronu, męskich opowieści o roli, znaczeniu i położeniu kobiet. Napuszone wypowiedzi, bałwochwalcze peany na cześć płci męskiej i pogardliwe określenia, opinie, uwagi dotyczące kobiet to główne wątki rozmów bohaterów książki. Niemniej te wszystkie bufonady, wzniosłe przechwałki nad rodzajem męskim i jego wyższości nad rodzajem żeńskim są podszyte jakąś niepewnością, niepokojem, odrzuceniem, tęsknotą. Nawet okładka książki jest symboliczna, a ten krąg zawiązany przez mężczyzn bardzo wymowny. Kobiety w tej książce są symbolami, demonami, albo przemykającymi cieniami, bez imion, zarysów i emocji. Czasem widać ich nogi, kapelusz, brzydką twarz lub okropną figurę, ale brak jest szczegółów.

Powieść można nazwać inicjacyjną, otwierającą oczy na nieoczywistości, pobudzającą do myślenia o różnorodności natury ludzkiej. Choć akcja dzieje się na początku wieku dwudziestego, kiedy jeszcze Polski nie było na mapie, to autorka z wielką wprawą obsadziła w rolach głównych dzisiejsze problemy bagatelizowania i wypierania z dyskursu kobiet, rozmawiania o ich sprawach tylko w gronie męskim, decydowania o ich prawach i obowiązkach bez ich udziału. Olga Tokarczuk stworzyła wachlarz postaci męskich, z których każda oprócz zewnętrznego obrazu siebie ma rysy, uszkodzenia czy przebarwienia. Te postaci kryją się ze swoimi problemami, przywdziewając różne maski, znieczulając różnymi "uśmierzaczami", zrzucając niedopasowanie na innych, zazwyczaj słabszych. 

Niemniej znajdziemy w tej powieści również bohatera Mieczysława Wojnicza, który przechodzi wewnętrzną przemianę i choć broni się przed tym to wzmocniony z najmniej oczekiwanej strony pozwala sobie na życie zgodnie ze sobą. Zresztą to właśnie on jest bazą doświadczalną dla umiejętności wplatania profesji autorki w bieg książki. To na nim Olga Tokarczuk przeprowadza psychoterapię i to jego ratuje przed skutkami destrukcyjnego twardego, czyli męskiego wychowania. Podaje pomocną dłoń, z której on skwapliwie korzysta. Nie pozwala się wciągać swoim "mentorom" z sanatorium w ciągłe mizoginiczne dywagacje na temat kobiet, wręcz odwrotnie Mieczysław zaczyna poszukiwać i odkrywać ten wyśmiewany obszar, postrzegać go jako coś bliskiego. Przestaje rozumieć te czarno-białe dywagacje mężczyzn, bo coraz wyraźniej widzi świat różnorodności, dostrzega zakłamanie i hipokryzje. "- A jaki jest świat? - Zamazany, nieostry, migoczący, raz taki, innym razem inny, zależny od punktu widzenia." (str. 356)

Zanurzenie się w "Empuzjon" było dla mnie dojmującym przeżyciem, tym bardziej, że odzwierciedla aktualne sprawy, narastające podziały, hipokryzję, arogancję, mizoginizm. To kolejna ważna dla mnie książka tej autorki, pobudzająca do myślenia, poruszająca i pozostawiająca rozedrganie.

"Mogę pana tylko pocieszyć, że takich ludzi jak pan jest wielu - powiedział z powagą bo zdał sobie sprawę, że dla tego młodego człowieka rozgrywa się dramat. - Wymykacie się temu prymitywnemu, jaskrawemu podziałowi, przypominacie o tym, że obowiązująca wizja świata jest bardzo umowna, że jest zbudowana na własnej niepewności osądzających. Ktoś taki jak pan będzie budził niechęć i nienawiść, bo będzie jasno przypominał, że wizja świata biało-czarnego jest wizją kłamliwą i niszczącą." (str 357)

wtorek, 19 lipca 2022

Białe noce - Urszula Honek

 

 

"Białe noce" to debiut Urszuli Honek. W trzynastu opowiadaniach zawarła opowieści o ludziach zamieszkujących pewną beskidzką wieś i bynajmniej nie jest to wieś z "Pieśni Świętojańskiej o Sobótce" J. Kochanowskiego. To wieś, w której wrze, zarówno na powierzchni jak i pod nią, w której jawa przeplata się ze snem, obecne życie z opowieściami z innych czasoprzestrzeni, tudzież z legendami. Nie są to teksty oczywiste i proste, a choć to tylko niecałe dwieście stron, to niech to nie będzie mylące, bo książka jest napisana językiem, który raczej namawia do zastanowienia się nad poszczególnymi zdaniami.

Te opowieści wydawałoby się, że niezależne historie, w sposób subtelny przeplatają się ze sobą, są związane bohaterem, zdarzeniem lub historią. Autorka sprawnie żongluje sposobami narracji, umiejętnie prowadząc poszczególnych narratorów ich ścieżkami, językiem, sposobem patrzenia na świat. Różnorodność bohaterów pokazuje czytelnikowi różnorodność ich światów, zależności, emocje, uczucia, wybory. Ale skoro "Białe noce" to też i towarzyszące bohaterom sny, które są gęste, nabrzmiałe, wyraziste, symboliczne. Co w tej książce przebija to przywiązanie do miejsca, ludzi i kultury a nawet swoistego klimatu. Niektórzy bohaterowie próbują od niego uciec, w jakiś sposób wyzwolić się od przypisanego losu, poszukać innego miejsca, ale los ma wobec nich swoje plany, jak magnes przyciąga ich do siebie. To także opowieść o śmierci, która jest nieodłącznym elementem życia, ale w tej książce nabiera bardziej przyziemnego znaczenia. Urszula Honek zmarłych pozostawia wśród swoich, są przecież częścią społeczności, może tylko w innej materii. W książce przenikają się moce ziemskie i nadprzyrodzone, jakieś podskórne fluidy wzbudzające niepokój, wrażenia czegoś przyczajonego. Nie jest to zwykła opowieść, proste czytadło, wciągające w wir swoich treści. Autorka wciąga, ale też wymaga uważności i poddania się jej widzeniu opisywanego świata. Ciekawa, poruszająca lektura.

Anomalia - Hervé Le Tellier

Ta książka faktycznie okazała się dobrym czytadłem (jak podkreśla o swojej książce autor) u mnie akurat do pociągu, zwłaszcza kiedy udało mi się przedrzeć przez pierwsze pięćdziesiąt kilka stron, przez które nie mogłam odnaleźć azymutu, poszło jak z płatka.

Autor zawarł w swojej opowieści różne formy, chwytliwe treści, modne trendy i kierunki, co dało całkiem ciekawy "miks książkowy". 

Autor w pierwszej części zapoznaje czytelnika z bohaterami, w drugiej pokazuje ich jako uczestników w zbiorowym wydarzeniu/zjawisku, a w trzeciej przedstawia ich losy po tytułowej anomalii. Druga część to też obraz spleciony z działań różnych ekspertów i służb specjalnych od zjawisk i wydarzeń niezwyczajnych, a także specjalistów od własnych religii.

A w czym rzecz, jest czerwiec, samolot linii Air France podchodzi do lądowania w Stanach Zjednoczonych i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że ten sam samolot, z tymi samymi pasażerami wylądował już trzy miesiące wcześniej, czyli w marcu. Te trzy miesiące to dużo i nie dla sobowtórów lub ich bliskich, bo w życiu niektórych z nich dzieje się wiele, zmiany dotyczą związku, miłości, relacji, zdrowia, kariery. Ciekawe, że ich zachowania po tym wydarzeniu będą bardzo różne dla nich samych.

W zależności od spojrzenia, podejścia czy zainteresowań może to być książka przygodowa, z elementami nauki, fantastyki, dramatu, powieści z dreszczykiem, komedii, może nawet parodia tak modnych dzisiaj seriali. Niemniej autor z matematyczną precyzją podaje czytelnikom to co sami potrzebują znaleźć w jego książce. Dla mnie był to też zlepek seriali, które obejrzałam na kanałach serialowych o różnych futurystycznych wizjach z samolotem w tle. Ale także ciekawe rozegranie bohaterami, ich podejściem, decyzjami i działaniami w obliczu anomalii.

Wbrew pozorom lekkości tej książki autor pokazuje współczesne wyzwania, przed którymi staje człowiek. Zadaje pytania, czasem niełatwe, rozprawia o możliwościach, innym spojrzeniu na człowieka i na jego otoczenie. Dywaguje nad coraz bardziej wkraczającą w życie ludzi wirtualną rzeczywistością, nad tym czy już przekroczyliśmy barierę pomiędzy światami, czy jesteśmy bardziej po tej czy już po tamtej stronie ekranu?

czwartek, 30 czerwca 2022

Psi Park - Sofi Oksanen

 

To pierwsza książka tej autorki, którą przeczytałam i od razu było to mocne uderzenie emocji. To plątanina zdarzeń, czasoprzestrzeni, ludzkich losów, zależności międzyludzkich, sposobów ucieczki od biedy i beznadziei. Autorka wpisała losy bohaterów w polityczno-społeczną rzeczywistość, ukazując czytelnikowi zachodzące zmiany w krajach po rozpadzie ZSRR: Estonii i Ukrainie. Przybliżyła swoiste punkty zapalne przechwytywania państwowych majątków przez bardziej brutalnych i wpływowych ludzi. Historia zaczyna się w 2016 roku w Helsinkach, kiedy to główna bohaterka siedzi w tytułowym parku, a obok dosiada się osoba, która zapoczątkuje opowieść z dzieciństwa i wczesnej dorosłości, a następnie bieżące wydarzenia. Autorka pisze swoją książkę zataczając coraz ciaśniejsze pętle na bohaterach. Nic w tej książce nie jest wyłożone wprost, często natrafiamy na niedopowiedzenia, niuanse, przemilczenia, musimy sami wiązać rozrzucone wątki i zdarzenia. To jednocześnie buduje ciągły niepokój, niepewność, napięcie.

Głównym wątkiem wokół, którego toczą się wydarzenia to kompleksowy przemysł komórkami rozrodczymi i organizmami kobiet, kiedy stają się surogatkami dla tych bogatych obywateli z różnych stron świata, którzy nie mogą mieć dzieci. To cała sieć powiązać, od agencji poprzez kliniki medyczne, ośrodki odpoczynku w różnych miejscach świata. Główna bohaterka, która uciekła od beznadziei życia na ukraińskiej, biednej i pokrytej górniczym osadem prowincji wyjeżdża do Paryża, w którym trafia do agencji modelek, w której przeżywa rozczarowanie brakiem zainteresowania, zleceń i pieniędzy. Wraca do swoich stron i szuka możliwości dla siebie, udaje jej się trafić do biura, które werbuje kobiety do handlu komórkami. Udaje się jej piąć po szczeblach "kariery", osiąga sukces dla bardzo bogatej i wpływowej rodziny z Ukrainy, zakochuje się i jest kochana, ale sprawy wymykają się jej spod kontroli. Zbyt dużo zależności, zbyt dużo nierozwiązanych spraw z przeszłości, zbyt dużo bólu, zbyt dużo emocji.

Sofi Oksanen jest pisarką fińską, ale odmalowany przez nią obraz ukrańskich miejsc był bardzo wiarygodny. Z dużym znawstwem opisywała miejsca, zdarzenia i przemiany zachodzące w ukraińskich miejscach, których przekleństwem są pokłady węgla, o które jedni ludzie toczą wojnę, inni tracą życie, w których nieliczni się bogacą, a reszta żyje w biedzie, beznadziei i brudzie. Jedni pławią się w bogactwie, inni marzą o ucieczce do lepszego świata, ale często jest to niemożliwe, grzęzną w marazmie i codzienności. Czasami chwytają się nielegalnych sposobów zarobkowania, niszcząc kogoś lub zagrażając swojej rodzinie przy odwecie.

Autorka powoli wprowadza czytelnika w kolejne poziomy historii, kolejne trudne wybory, które przynoszą przykre konsekwencje. Buduje napięcie, zagęszcza opowieść, dodaje postaci dramatu, nie ma jednoznacznych postaci w tej książce, wszystkie mają różne oblicza. Wiele w nich zmiennych w zależności od etapów życia, szale przechylają się, ale tylko do niektórych uśmiecha się powodzenie. 

Zastanawiały mnie emocje, które towarzyszą kobietom decydującym się na oddawanie swoich komórek rozrodczych i kiedy bywają surogatkami, jak przeżywają oddawanie swojego ciała, czy tęsknią za "swoimi" dziećmi, co dzieje się z ich organizmami kiedy oddają swoje komórki? W jakiej trzeba być sytuacji osobistej, aby się decydować na takie poświęcenie siebie? To bardzo nurtujące mnie pytania po lekturze tej książki. Książka jest bardzo emocjonalna, w odcieniach ciemnych barw, wciąga i pozostawia z niepokojem.

środa, 29 czerwca 2022

Buntowniczki z Afganistanu - Ludwika Włodek

 





"Jak ktoś narzuca mi, co mam mieć na głowie, to znaczy, że chce mieć również kontrolę nad tym, co mam w głowie. I to dlatego na ani jedno, ani na drugie się nie godzę".  (str. 226)

Książka Ludwiki Włodek to obraz świata, w którym kobiety sprowadzone zostały do urządzeń domowych, a ich światem są ściany domu, w którym aktualnie przyszło jej pełnić swoją rolę. Zamknięte za murami domów, a w tym domu schowane za kotarami "miejsc dla kobiet". To życie więzienne, bez orzeczenia o winie, jedyne co o tym przesądza to urodzenie się kobietą. Kobiety w Afganistanie zostały sprowadzone do funkcji jaką pełnią względem mężczyzn: siostry, córki, żony, matki, kiedy zaś będąc mężatką, bo tylko taka rola życiowa jest dla nich przewidziana po ukończeniu pewnego wieku, a mąż ma lub bierze sobie kolejną żonę stają się liczebnikami porządkowymi. Kobieta jest przekazywana do rodziny męża za sutą odpłatność, a kiedy mąż umiera przekazywana w ręce kolejnego mężczyzny z jego rodziny, celem jej "ochrony". Męscy przedstawiciele populacji wykorzystują darmową i niewidzialną pracę kobiet dla swojej wygody i korzyści. Zniewalają kobiety poprzez prawo, religię, normy i obyczaje, poprzez odmawianie im prawa do wszystkiego czego sami mają pod dostatkiem (mniej lub bardziej), poprzez nakazy, zakazy m.in. zakrywanie ciała, kontrolę codzienności, obarczanie ich winą za swoje przewinienia, żądze, nieobyczajne myśli i chucie. Zapewne czegoś się boją i jest to dla nich wygodne.

Ta książka jest o kobietach, które postanowiły wyłamać się tym schematom i rolom narzuconym im przez silny i wyjątkowo opresyjny patriarchat wzmacniany dodatkowo otoczką religijną. 

Afganistan to bardzo biedny kraj, w którym od wieków mieszka wiele plemion, zebranych w klany, które to biją się o władzę. Kraj przesiąknięty wojnami domowymi i zewnętrznymi okupacjami, w którym miesza się wiele narodowości, religii, interesów i układów. W którym dwie trzecie mężczyzn i jedna trzecia kobiet posiadła umiejętność pisania i czytania, zaś ludzie z wyższymi studiami stanowią niewielki procent. I właśnie to wykształcenie jest dla kobiet szansą na poprawienie swojego losu, ale oczywiście oprócz przeciwności systemowych bardzo często pierwszą barierą w zdobyciu jakiejkolwiek edukacji jest rodzina, która nie chce, nie może i nie ma potrzeby spojrzeć na swoją córkę, wnuczkę jak na zdolne dziecko tylko na przypisaną rolę do wykonania w rodzinie, społeczeństwie. 

Autorka opisała lata, w których kobiety miały prawa obywatelskie pełne lub częściowe, m.in. do wykształcenia: 1919-1929, 1979-1989 i 2001-2021. Jedna z bohaterek opowiedziała, że inwazja radziecka wbrew całemu złu przyniosła im także możliwość i swobodę kształcenia się, a przejęcie "opieki" nad Afganistanem przez USA pozwoliło im rozwinąć skrzydła w wielu obszarach, tym bardziej zajęcie Kabulu przez talibów i przejęcie przez nich władzy jest tak bolesne, upokarzające i odbierające chęć do życia.

Te opowieści zebrane przez autorkę są wyjątkowo obrazowe, emocjonalne i ważne. Autorka przedstawiła czytelnikom historie kilku kobiet, polityczek, artystki, działaczek organizacji pozarządowych, walczących o prawa kobiet a przede wszystkim o prawo do siebie, do swojego ciała i mózgu. To obraz kobiet, które przeciwstawiały się męskiemu dyktatowi, przyporządkowaniu ich do bardzo ograniczonych funkcji. To opowieści o doznawaniu krzywdy, ataków przemocy fizycznej i psychologicznej, upodleniu i zabójstw, które są na porządku dziennym. Kobiety, które zdobyły m.in. stanowiska w organach powołanych do dbania o prawa kobiet miały pełne ręce roboty w tym zaniedbanym kraju szczególnie w sferze dla kobiet: dostęp do opieki medycznej, edukacji, miejsc opieki dla bitych i krzywdzonych.

Sierpień 2021 odebrał kobietom marzenia, straciły pracę, możliwość wychodzenia z domu, zabrano im wszystkie prawa, straciły swoje życie. To potworne dla wszystkich, ale dla tych czynnych, wykształconych musi być jeszcze trudniejsze, bo posmakowały względnej swobody i możliwości zrobienia czegoś dla siebie i innych kobiet, a teraz kazano im się pozamykać w więzieniu czterech ścian. Niemniej te dwadzieścia lat ukształtowało nowe pokolenie kobiet, czy dadzą radę zawalczyć o swoje prawa do życia, czy będą miały siłę? Czas pokaże, ale działa on na ich niekorzyść, bo świat niestety odwrócił oczy od Afganistanu. Bardzo polecam lekturę tej książki.

czwartek, 23 czerwca 2022

Wedlowie. Czekoladowe imperium - Łukasz Garbal

 

To piękna opowieść o szlachetnych twórcach czekoladowego imperium, którzy stworzyli dobre miejsce dla ludzi do pracy i życia. To historia firmy, która przetrwała różne zawiłości historii, lata rozkwitu, walki z okupantem i przejście w państwowe ręce i znana jest po dziś dzień. Zapewne większość z nas ma swoje ulubione smakołyki wśród szerokiej palety jej produktów.

Książka słusznych rozmiarów, ale bardzo rzetelna, zawierająca mnóstwo cytatów, faktów, zdjęć i wspomnień, płynie wartko i spójnie. Autor wykonał bardzo mrówczą pracę, zebrał mnóstwo materiałów, opowieści osób, które były świadkami wydarzeń w firmie, wspomnień i opisów. Skonstruował opowieść o ludziach, którzy chcieli stworzyć coś większego niż tylko firmę, która przynosi zysk. To obraz rodziny, która tworzyła firmę, dbając o jej rodzinny charakter, w której pracownicy są częścią organizmu, dla których tworzy się zaplecze socjalne, których się wspiera w trudnościach, o których się dba jak o członków rodziny. To historia ludzi, którzy tworzyli z ludźmi, dla ludzi i wokół ludzi, mimo różnych czasów, zawsze starali się roztaczać dbałość o dobrostan pracowników. Stworzyli jak na owe czasy niezwykle prospołeczną firmę, która mocno dbała o swoje zasoby ludzkie. Dzisiaj byśmy powiedzieli, że było tam mnóstwo nierówności społecznych, płacowych i dyskryminacji, ale w tamtych czasach firma bardzo wyróżniała się na rynku pracy, była liderem w podejściu do spraw pracowniczych.

 Łukasz Garbal opisał historię trzech pokoleń najbardziej znanych polskich cukierników, Wedlów. Pierwszy z nich Carl przyjechał do Polski z Niemiec w dziewiętnastym wieku. Po odbyciu "praktyk" u mistrza cukierniczego sam założył swoja pierwszą cukiernię, w której można było kupić różne cukry, ciasta i specjały z południa Europy. Carl Wedel w swojej cukierni postawił na jakość wyrobów, wszystko miało być z najwyższej półki. Był bodajże pierwszym przedsiębiorcą w Warszawie, który bardzo rozsądnie korzystał z lokalnych gazet, aby promować swoje wyroby. Zmieniał, ulepszał, eksperymentował tak z wyrobami, jak i z technologią do ich stworzenia. Śledził trendy, wprowadzał udoskonalenia, rozszerzał gamę wyrobów oraz ich wielkość. Był człowiekiem przedsiębiorczym, inwestował w nieruchomości, aby zyski lokować w rozwój firmy. Jego syn Emil był kontynuatorem wyznaczonej polityki jakości, ale dodatkowo był człowiekiem, który miał śmiałe pomysły i wdrażał je, aby firmę rozwijać zarówno technologicznie, produktowo a także obszarowo. Rozbudowywał, ulepszał, powiększał i ustanowił nową nazwę dla firmy. Kiedy do głosu doszedł jego syn Jan, postarał się, aby stawała się coraz bardziej konkurencyjna, nowoczesna, jedyna w swoim rodzaju pod każdym możliwym względem. Był planistą, strategiem i miał zmysł organizacyjny, wiedział kiedy podejmować decyzje, aby nie narażać firmy na ryzyko, ale cały czas ją rozwijać. Firma była jego życiem, przychodził do niej pierwszy, wychodził ostatni, sam tworzył nowe receptury, otwierał kolejne sklepy i stworzył fabrykę przy ul. Zamojskiego. Gromadził wokół siebie ludzi, którzy podzielali jego pasję, wspierali go w działaniach, dawali dobre pomysły i upominali o inwestycje w ludzi. Jan Wedel to człowiek, który oddał swoje serce tej firmie i ludziom, którzy w niej pracowali, ku wspólnemu dobru, a także dzieciom tych ludzi, stworzył dla nich żłobek i przedszkole. To człowiek, który pomagał podczas wojny, komu tylko się dało, a po wojnie utracił swoje dziedzictwo, ale ludzie o jego dobroci nie zapomnieli i chociaż czasy były nie sprzyjające pokazali to w newralgicznym momencie.

Warto zagłębić się w tą gęstą opowieść, o ludziach niezwykłych, którzy przybyli z innego kraju, ale zapuścili korzenie w nowej ojczyźnie i byli jej oddani całym sobą. Dbali o rozwój firmy, o dobrostan pracowników i ojczyzny, nie szczędzili czasu i pieniędzy, aby wpierać gdzie tylko się da, kogo tylko się da. Polecam lekturę książki.

niedziela, 5 czerwca 2022

Armenia. Obieg zamknięty - Maciej Falkowski

 

Dopóki żyli w jednym kraju, w którym codzienność uporządkowana była przez regulujący wszystkie obszary życia sowiecki totalitaryzm, doświadczając i uczestnicząc w tym samym porządku rzeczy trwali we względnym spokoju, kiedy nastały czasy "głosnosti" wszystko zaczęło się sypać jak domek z kart. Rozgorzały spory, pretensje, żądania i żale, a do tego "sąsiedzka" i zawsze "pomocna" Rosja, która w swoich zapędach imperialnych ciągle stara się regulować porządek rzeczy w byłych republikach ZSRR.

Maciej Falkowski, były pracownik ambasady polskiej w Armenii zapragnął zebrać wszystkie obserwacje, doświadczenia i wiadomości ze swojego pobytu w tym kraju i przenieść je na karty tej książki. Powstała bardzo ciekawa opowieść o niewielkim obecnie kraju, który jest wciśnięty pomiędzy wrogie lub niezbyt przychylne sąsiedztwo, który na co dzień jest odizolowany od świata tak jak inni byli podczas pandemii. To kraj, który kiedyś był wielki, a z którego dzisiaj został jedynie okrawek, z którego wielu mieszkańców emigruje do lepszych krain, bo w nim jest biednie, siermiężnie, króluje nepotyzm, przekupstwo, bogacą się tylko nieliczni. Kraj z lichą infrastrukturą, z niskim poziomem edukacji, służbą zdrowia, skomplikowaną, a nawet bolesną historią i relacjami sąsiedzkimi. Kraj, w którym religia jest odsunięta na margines, a jej przedstawiciele skorumpowani i wyzuci z wiary. Kraj skrajności mentalnych, kraj w obiegu zamkniętym, pełen sprzeczności. Armenia to kraj na wskroś patriarchalny, w którym mężczyzna jest panem i władcą w rodzinie. I bynajmniej "Nie jest prawdą, że ofiarami kultury macho są wyłącznie kobiety. Cierpią również mężczyźni, będący pod silną presją otoczenia. Nawet jeśli któryś chce zachowywać się inaczej, zając się dziećmi, pomóc żonie, spędzać więcej czasu w domu - wychodzi na frajera." (str. 172)

"Armenia funkcjonuje w swoistym hermetycznym układzie. Niczym wyspiarze na antypodach Ormianie żyją w swoim świecie, odizolowanym realnie i mentalnie od reszty ludzkości, ze stłumioną ciekawością świata, która cechuje nawet niewielu dziennikarzy. W permanentnym lockdawnie, poznanym przez większość ludzi dopiero w czasach koronawirusa. Kisząc się wciąż we własnym sosie, reprodukują poglądy, zwyczaje, wzorce zachowań, spojrzenie na samych siebie i świat." (str. 212)

Armenia to zamknięty świat, który żyje swoimi zwyczajami, utartymi dawno temu schematami, istnieją w niej potrzeba zemsty za śmierć bliskich, wrogość do sąsiadów, hermetyczność językowa i kulturowa. To kraj różnorodny, w którym mieszają się ludzie, języki, zwyczaje i religia i choć nienawidzą Turków, za ludobójstwo z 1915 roku i wspieranie Azerów ich kolejnych wrogów, swoich odmiennych kulturowo i religijnie współmieszkańców traktują tolerancyjnie. Żyją biednie, ale zawsze są gotowi ugościć obcych, którzy z nieznanych im powodów zechcieli odwiedzić ich kraj. Zamknięci, wręcz zakleszczeni żyją tak nie umiejąc wyrwać się z tego marazmu, biedy, niemocy do przeprowadzenia zmian. Była to dla mnie wyprawa do wspomnień, do świata odmiennego kulturowo, choć pewnie nie tak bardzo jakby się wdawało. Armeńczycy mają dobre skojarzenia z naszą ojczyzną - Lechistanem, bo związani są z nami od wieków, dlatego kiedy autor przedstawiał się spotykał się z pozytywnym odbiorem i chęcią pomocy. Bardzo ciekawa lektura.

Lato, gdy mama miała zielone oczy - Tatiana Tibulec

 

"Tego ranka, gdy nienawidziłem jej bardziej niż kiedykolwiek, mama skończyła trzydzieści dziewięć lat. Była mała i gruba, głupia i brzydka. Najbardziej bezużyteczna ze wszystkich matek, jakie dotąd istniały." (str. 5) 

Poruszająca opowieść o relacji syna z matką. Narratorem jest syn, który w ramach terapii zapisuje swoje wspomnienia z wakacji spędzonych z matką we Francji.On skończył szkołę i nie wie co ze sobą zrobić dalej, nie ma pomysłu ani  potrzeby, za to jest pełen złości i nienawiści do swojej matki. Ojciec też nie należy do jego ulubieńców, jedyna żyjąca osoba, która nie wzbudza jego negatywnych emocji to babcia, która wraz z upływem lat oślepła. Wspomina o swojej siostrzyce, która zagubiła się w śniegu i zamarzła,a matka po tym zdarzeniu zamknęła się w pokoju na kilka miesięcy. Czuł przez te zdarzenia ogromne odrzucenie, czuł się jak odtrącony pies, który bezskutecznie skomlał o miłość matki. Doznał uszczerbku na zdrowiu psychicznym, spędził wiele czasu w specjalnych ośrodkach dla dzieci z problemami psychicznymi i emocjonalnymi, całe godziny w gabinetach psychiatrycznych. Czas dojrzewania to był czas buntu, nienawiści, cierpienia, zażywania różnych "zagłuszaczy". Nie miał przyjaciół, wystarczali mu dwaj kumple, którzy mieli podobne problemy.

Aleksy, dokonuje swojej retrospekcji będąc już dojrzałym artystą, z osiągnięciami na niwie malarskiej; poruszał się na wózku, co było konsekwencją wypadku. Narrator wspomina swoje lato, na które zupełnie niespodziewanie zabrała go matka. Nie chciał, ale przekupiła go, poza tym nie miał planów, zaryzykował. Wyjazd okazał się niezwykłym, jedynym w jego życiu tak blisko matki. Odkrył wtedy swoją matkę na nowo, zobaczył ją inną, zaskoczyła go pod wieloma względami, zdrowiał wraz z upływem wakacji i wraz ze zmianami zachodzącymi w matce. To był czas oczyszczenia ich relacji, zbliżenia do prawdy, otwierania się na siebie. Szaleli, robili takie rzeczy, o których nawet by siebie nie posądzali przed wyjazdem. Poznali nowych ludzi, nowe smaki, nowe powietrze i krajobrazy.

Aleksy obserwował swoją matkę i żałował, że stracili tyle czasu: "Mama wychudła: w sukienkach, które tymczasem stały się za duże, wyglądała jak serce dzwonu. (...) W krótkich włosach jest jej do twarzy, powiedziałem. Umrze piękna, powiedziałem." (str. 57) "Mama patrzyła na mnie z miłością. To spojrzenie, na które czekałem, o które żebrałem przez całe dzieciństwo i za które oddałbym wszystkie uciułane oszczędności. dostawałem teraz za darmo." (str. 58) "Mama już nie wydawała mi się głupia jak dawniej. Znała na pamięć nazwy niemal wszystkich insektów i roślin, niektóre nawet po łacinie. W dodatku, jak miałem dowidzieć się później, dość dobrze mówiła po francusku. (str. 60) "Mama żartowała coraz fajniej i sama też była coraz fajniejsza - podobnie jak to nasze wspólne lato. (str. 105)

Autorka dokonała w swojej niewielkiej książeczce czegoś niezwykłego, oswoiła sprawy, które postrzegane są jako bardzo trudne. I pomimo nagromadzenia przykrych, trudnych i niewątpliwie nieprzyjemnych zdarzeń na tych stu pięćdziesięciu stronach nie odbierałam tej książki jako odpychającej, zwalającej w przepaść smutku, czy nieprzyjemnej emocjonalnie. Autorka podeszła do trudnych wydarzeń w sposób naturalny. Początkowe, spiętrzone bardzo negatywne emocje wraz z upływem czasu zostają wygładzone, nabierają zaokrąglonych brzegów. Nienawiść przeradza się w bliskość, miłość i tęsknotę.

"Po południu zerwał się wiatr i poszedłem do domu po koc dla niej, a kiedy wróciłem, mama kołysała się martwa w hamaku jak poczwarka która właśnie zaczęła przeradzać się w motyla. (str. 145)

To opowieść nieoczywista, nielinearna, z niedopowiedzeniami; jej treść wymaga od czytelnika skupienia uwagi. Nie ma w niej ckliwości, naiwności czy infantylności. Poruszająca. W książce mamy także wątek polski. Bardzo polecam.